Strony

sobota, 1 października 2016

Rozdział 4.



Pewien blondwłosy Ślizgon obudził się z grymasem na ustach. Źle się ułożył na łóżku, przez co bolał go prawy bark. W dodatku, ni stąd, ni zowąd na ręce pojawił mu się siniak. Jak mógł go sobie nabić przez sen? Zdenerwowany wstał szybko i chciał iść do łazienki, ale potknął się o koszulkę leżącą przy łóżku i przewrócił. Zaklął siarczyście. Udał się do łazienki, tym razem patrząc pod nogi. Po wykonaniu porannej toalety wrócił do pokoju, by się ubrać i rozpakować.
                Kiedy uporał się ze swoim kufrem, popatrzył na zegarek i stwierdził, że jest spóźniony. Śniadanie kończy się za 10 minut! Szybko popędził do Wielkiej Sali, po drodze trącając jakichś uczniów. Gdy wbiegł do pomieszczenia, była w nim zaledwie garstka uczniów. Zadowolony z siebie, że zdążył, pomaszerował dumnym krokiem do swojego stołu. Jednak zaledwie usiadł i sięgnął po tosta (którego nie zdążył chwycić), jedzenie znikło ze stołów. Znów przeklął i wyszedł z Wielkiej Sali odprowadzany zgorszonym wzrokiem profesora Slughorna, który usłyszał wcześniejsze słowa. Nie wiedział nawet, jaką miał pierwszą lekcję, ponieważ nie dostał swojego planu lekcji. Przy drzwiach usłyszał nawoływanie Flitwicka.
- Panie Malfoy! Dlaczego nie stawił się pan na śniadaniu? – Zapytał nauczyciel.
- Przepraszam, panie profesorze, zaspałem. –Wyznał Draco.
- No już dobrze, dobrze. To twój plan lekcji. – Podał mu kartkę. – A teraz uciekaj, transmutacja jest w innej części zamku i zaraz się spóźnisz! – Zaskrzeczał.
- Tak, do widzenia. – Odparł Draco i pomknął. Oczywiście w tym całym zamieszaniu zapomniał wziąć z pokoju torby, więc musiał się wrócić na 5 piętro i spakować książki. Po drodze starał się czytać plan lekcji. Transmutacja, OPCM, dwie godziny Eliksirów i dwie godziny Zielarstwa po obiedzie, nie ma tragedii, pomyślał blondyn. Wiedział, że 7 rok będzie najcięższy i spodziewał się nawału pracy.
                Wbiegł do swojego pokoju, szybko chwycił książki, wcisnął je do torby i pobiegł na Transmutację. Wiedział, że lekcja już się zaczęła. Modlił się, by wejść do klasy niezauważonym. Gdy otworzył drzwi, minęło jakieś 7 minut od dzwonka. Profesor McGonagall, która nie porzuciła nauczania ukochanego przedmiotu, stała tyłem do wejścia i notowała coś na tablicy.
- Panie Malfoy, 7 minut spóźnienia. Slytherin traci przez pana 5 punktów. – Powiedziała spokojnie McGonagall, nie przerywając pisania.
                 Draco rozejrzał się po klasie za wolnym miejscem. Zauważył, że transmutację mieli z Gryfonami. Jego oczom ukazała się Ginny Weasley. To ona nie jest rok młodsza? Nie zaprzątał sobie tym jednak głowy, odnalazł wzrokiem Blaise’a i już ruszał w tamtym kierunku, gdy dyrektorka odwróciła się do niego i popatrzyła.
 - Nie tak prędko. Jestem niemal przekonana, że uczniowie 7 roku są spragnieni wiedzy, a ci spóźnialscy bardzo chcieliby nadrobić stracony materiał. Zapraszam do pierwszej ławki. – Odezwała się dyrektorka. Draco z kwaśną miną udał się na sam początek klasy i zajął wyznaczone miejsce. Po drodze słyszał jeszcze chichot Granger.
                  Lekcja trwała w najlepsze. Temat był ciężki i Ślizgon musiał przyznać, że niewiele z tego rozumiał. Z resztą, transmutacja nigdy nie była jego mocną stroną, ale jakoś dawał radę. Nie był przekonany, czy w tym roku też tak będzie. Na jego ławce ukazała się karteczka. Poznał koślawe pismo przyjaciela.
Stary, gdzieś ty był? I widziałeś się dzisiaj w lustrze?
                                                                                           B.
                Jego ręka mimowolnie powędrowała do włosów, które żyły dzisiaj własnym życiem. Szybko odpisał, że pogadają potem i odesłał liścik do kumpla. Nowy rok szkolny zaczął fatalnie.
***
Dzień upłynął szybko. Przyjaciele zwrócili Draconowi uwagę na jego wygląd. Źle zawiązany krawat, plamka na białej koszuli i pasta do zębów na policzku. To nie mogło się skończyć dobrze. Cały dzień chodził wkurzony na cały świat i strach było do niego podejść.
              Po obiedzie mieli zielarstwo. Przesadzali jakieś paskudne rośliny, które pluły na nich śluzem. Musieli nosić maski ochronne. Jednak tylko Draco miał „niesamowite szczęście”. Zanim założył swoją maskę, Blaise ścisnął grube liście rośliny, której śluz mieli pozbierać. Cała maź wylądowała na jego twarzy. Rozległy się głośne chichoty, szczególnie ze strony Pottera i Weasley’a. Jednak nagle wszystko ucichło, bowiem mina Malfoya była naprawdę groźna. Jednym ruchem zebrał śluz, cisnął nim w Zabiniego i wyszedł z cieplarni. Był naprawdę wkurzony, nic mu dzisiaj nie wychodziło. Słyszał jeszcze nawoływania profesor Sprout, jednak  się nie zatrzymał. Poszedł do zamku i od razu udał się na 5 piąte piętro, do swojego pokoju. Nie miał zamiaru wracać na lekcję.
              Poszedł do łazienki i wziął prysznic. Co najgorsze, kleista maść nie chciała się zmyć, więc musiał szorować twarz. W efekcie wyszedł z łazienki cały czerwony. Przebrał się, tym razem patrząc, czy jego ubranie jest czyste i stosowne i poszedł do salonu, by napić się ognistej. Zastanawiał się, czemu musiał mieć takiego cholernego pecha. Liczył, że minie to równie szybko, jak i przyszło.
             Dwadzieścia minut później do salonu weszła uśmiechnięta Granger. Sama miała odrobinę śluzu na włosach, jednak nie przejmowała się tym jakoś szczególnie. Widząc jego minę, zaśmiała się pod nosem.
- I z czego rżysz? – Zapytał nieprzyjemnym tonem i na nią popatrzył.
- No z ciebie oczywiście. Paskudnie wyglądałeś z gębą trolla. Chociaż… nie, nie powinnam obrażać trolli, wyglądają dużo lepiej. – Gryfonka jeszcze raz parsknęła śmiechem i poszła do siebie, by się umyć.
***
Dzień Hermiony był dużo bardziej udany, niż Dracona. Zarobiła trochę punktów dla swojego domu. W dodatku była bardzo zadowolona z towarzystwa Ginny, której profesor McGonagall pozwoliła przejść na 7 rok. Obie dziewczyny świetnie się dogadywały i traktowały się, jak siostry.
               Po lekcjach Gryfonka udała się do siebie, by zmyć z włosów resztki śluzu, który trysnął na nią z tej rośliny. Szerszy uśmiech wstąpił na jej twarz, kiedy mogła dogryźć Malfoyowi. Po prysznicu zabrała się za odrabianie prac domowych. Mieli paskudny referat z eliksirów i obrony przed czarną magią. Hermiona spędziła na tych wypracowaniach większość popołudnia, jednak nie popsuło to jej humoru. Po skończonej pracy chciała iść do wieży Gryffindoru, by posiedzieć trochę z przyjaciółmi. W salonie siedział Malfoy w towarzystwie Zabiniego.
- Cześć Hermiona. – Zabini wstał i chciał się przytulić, jednak Malfoy pohamował jego zapędy, łapiąc go za koszulę i sadzając na kanapie.
- Hej Blaise. – Uśmiechnęła się do niego ciepło.
- Może chcesz posiedzieć z nami? – Brunet puścił do niej oczko.
- Nie, nie chce. – Odpowiedział za nią Draco.
- Chętnie. – Powiedziała Gryfonka. W jednej chwili usłyszała jęk blondyna i okrzyk radości bruneta. Tacy różni, a tak samo głupi, pomyślała. – Ale może innym razem. – Dokończyła. Słysząc odwrotne reakcje do poprzednich, zaśmiała się, po czym wyszła.
              Zastanawiała się, od kiedy to Blaise Zabini tak bardzo ją lubi, żeby spędzać z nią czas. W końcu ona jest szlamą, a on arystokratą. Ale chyba nigdy nie słyszała jakiegoś okropnego wyzwiska z jego ust. Może rzeczywiście był w porządku?
           Zapewne rozmyślałaby tak dalej, gdyby nie fakt, że na kogoś wpadła.
- Uważaj, jak ła… och, Granger. – Sprawcą wypadku była Pansy Parkinson. Z wyrazu jej twarzy można było wyczytać zakłopotanie (?).
- Parkinson. – Odparła chłodno Hermiona i wyminęła Ślizgonkę.
- Poczekaj Granger. To znaczy, Hermiono. Ja… - Pansy popatrzyła na Hermionę. Tyle jej chciała powiedzieć, a kiedy nadarzyła się ku temu okazja, język odmówił jej posłuszeństwa. – Przepraszam. – odwróciła się na pięcie i poszła.
- Poczekaj. – Zawołała za nią Gryfonka. Brunetka odwróciła się do niej i spojrzała w jej oczy. – Nie masz za co przepraszać, to raczej ja na ciebie wpadłam.
- Nie, ja nie o tym. Bo wiesz… Głupio mi za te wszystkie lata. Wyzwiska i wyśmiewanie… nie były potrzebne. Uważam, że jesteś naprawdę w porządku i nie chciałabym już ciągłych wojen. – Zakończyła Pansy. To wyznanie należało do naprawdę szczerych i Hermiona mimo wszystko podziwiała ją za odwagę. – Może zaczniemy od nowa? – wyciągnęła nieśmiało rękę.
- Cześć, jestem Hermiona. – ona również podała jej dłoń.
- Pansy. – Na jej twarzy zagościła ulga.
- Muszę iść, zobaczymy się potem. – Hermiona czuła pewnego rodzaju skrępowanie, ale szczerze chciała się pogodzić ze Ślizgonką.
- Jasne, na razie.
                Hermiona kroczyła do pokoju wspólnego Gryfonów zamyślona. Zaskoczyło ją zachowanie Pansy. Czy we wszystkich Ślizgonach zaszły aż tak radykalne zmiany, by przepraszać swoich wrogów? Wojna na pewno odbiła piętno na uczniach, ale szczerze mówiąc brunetka nie sądziła, że na wszystkich.
                Weszła do wieży domu Lwa. Zauważyła Harry’ego, Rona i Ginny siedzących przy kominku i trudzących się ze swoimi zadaniami.
- Cześć wam. – Powiedziała i usiadła między chłopakami. – Nie uwierzycie, co mi się przytrafiło po drodze.
- Przepraszająca Parkinson? – Rzucił Harry i parsknął śmiechem.
- Co, u was też była? – Zaintrygowana, nie kryła zaskoczenia. Harry patrzył na nią zszokowany.
- Żartowałem… Serio cię przepraszała?
- No tak… - Hermiona opowiedziała przyjaciołom ostatnie zdarzenia. Miny chłopaków były niedowierzające.
- Do mnie też podeszła. – Odparła Ginny, ku zaskoczeniu wszystkich. – Wtedy, jak poszłaś do łazienki na przerwie, a chłopaki na obiad. Miło z jej strony, co nie?
                Jeszcze długo rozmawiali tego wieczoru. W międzyczasie Hermiona posprawdzała prace Rona i Harry’ego. U Ginny nie widziała nic, co nadawałoby się do poprawki. Cieszyła się, że jej przyjaciółka daje sobie radę z niełatwym materiałem. Gdy wychodziła z wieży, była już 22:00. Zaczynała się cisza nocna, więc musiała iść naprawdę cicho. Zmierzając na 5 piętro, zauważyła Neville’a i Lunę, zakradających się do pustej klasy. Powinna była ich teraz upomnieć, ale sama była tutaj nielegalnie, a poza tym, cieszyła się szczęściem przyjaciół. No końcu korytarza zauważyła jeszcze ciemną czuprynę, znikającą za rogiem. Poszła więc za osobnikiem licząc, że pozna jego tożsamość. Skradała się, ale ten ktoś zaczął biec. W efekcie uciekł, zanim go dogoniła. Zrezygnowana, odwróciła się i skręciła w odpowiedni korytarz. Jednak czuła na sobie czyjś wzrok. Obejrzała się, ale nikogo nie zauważyła. Wzruszyła ramionami i szła dalej.
                Mało kto wiedział, że bała się ciemności. Dlatego nie czuła się dobrze, chodząc po zamku sama o tej godzinie. Wciąż towarzyszyły jej jakieś szmery, które pogłębiały strach. Była już prawie w dormitorium, gdy wtem… ktoś złapał ją w talii i zakrył ręką usta. Przerażona, chciała piszczeć, ale głos ugrzęzł jej w gardle ze strachu. Owy ktoś ciągnął ją do pustej klasy. Spanikowana, nie wiedziała, co ma robić. Myśl, myśl. W przypływie emocji ugryzła oprawcę w rękę. Poskutkowało, bowiem ten ktoś rękę zabrał, ale w mgnieniu oka przyłożył następną, uniemożliwiając tym razem obronę Hermiony zębami. Łzy pociekły jej po twarzy, była przerażona.
                Weszli do pustej klasy, którą ten ktoś zamknął. I w końcu puścił Hermionę. Ta, gwałtownie oderwała się od niego i odwróciła. Pisnęła, na widok, jaki zobaczyła. Przybliżał się do niej mężczyzna, z długimi włosami, obrzydliwym uśmiechem i z bliznami na brodzie i policzkach. Gryfonka tak się bała, że zaczęła piszczeć, ale oprawca nawet jej nie uciszał. Zorientowała się, że na salę zostało rzucone zaklęcie wyciszające, więc nie miała co zdzierać sobie gardła. Rozpłakała się na dobre. Mężczyzna cały czas szedł w jej stronę, a ona odsuwała się od niego. W końcu natrafiła na zimną ścianę.
- Proszę… proszę, zostaw mnie. – Wyszeptała przez łzy.


***

Hej Wizzy, jak tam u was? Dzisiaj pierwszy dzień października, cieszycie się?
Ja niestety zaczynam miesiąc od zapalenia oskrzeli i muszę siedzieć w domu :/ ale to oznacza, że będę miała więcej czasu na pisanie kolejnych rozdziałów, czyli nie może być tak źle xd ~ Niklaus
Wasz kochany Azazel ma w poniedziałek urodzinki^^ Więc mam takie jedno życzonko. Gdybyście mogli jakoś bardziej pomóc wypromować bloga, byłabym bardzo wdzięczna <3 Tak więc, miłej soboty :* ~ Azezel
Przypominamy, że wersja dostępna na wattpadzie, pozdrawiamy <3
 Niklaus & Azazel

2 komentarze:

  1. Witaj!
    Czujesz, że twoja praca nie cieszy się uznaniem? W jakimś stopniu czujesz się niedowartościowany i chcesz to zmienić? Dobrze trafiłeś. Zachęcam cię do zapoznania się z ofertą, którą kieruję do ciebie.
    Zgłaszając bloga do katalogu tylko zyskujesz! Nie liczy się to, że dopiero zaczynamy. Liczą się przede wszystkim ludzie i atmosfera, którą tworzą.
    Zapraszam!
    katalog-hogwartu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękujemy, weźmiemy tą opcję pod uwagę, pozdrawiamy :*
    Niklaus & Azazel

    OdpowiedzUsuń