Wraz z nowym dniem uczniów Hogwartu nawiedziła fatalna,
jesienna pogoda. Wszyscy chodzili jacyś przygaszeni, bez poczucia humoru. Nawet
Blaise się wyciszył. Po wtorkowych lekcjach Hermiona kroczyła do dormitorium
Prefektów Naczelnych. Była zmęczona i niewyspana. W PW spotkała całą gromadę
ludzi: Malfoya, Zabiniego, Notta, Pansy, Harry’ego, Rona i Ginny. Wszyscy mieli
znużone miny.
- Ktoś umarł? – Powiedziała na wstępie. Nie odezwali się, zaledwie Blaise uśmiechnął się do niej. – Co jest z wami? Musicie być tacy smętni?
- Co my ci na to poradzimy. – Odpowiedziała Pansy. – Wszyscy tu są zmęczeni.
- A może by tak zrobić imprezę? – Zasugerowała Hermiona. Momentalnie wszyscy się ożywili. – Jesteście płytcy. Żartowałam. – Powiedziała i uśmiechnęła się kpiąco.
- Ale to wcale nie jest taki głupi pomysł, Granger. Czasami umiesz wymyślić coś mądrego. – Odparł Draco i skierował się do barka zaopatrzonego w alkohol.
- A, róbcie co chcecie. – Wzruszyła ramionami i udała się w stronę sypialni.
- Miona, nie zostaniesz ? – Zapytała Ginny.
- Nie. – powiedziała na odchodne.
Hermiona rzuciła torbę na fotel i położyła się na swoim łóżku. Tak, jak jej znajomi, była strasznie zmęczona, ale nie dawała po sobie tego poznać w towarzystwie. Teraz jednak marzyła tylko o tym, żeby się zdrzemnąć. Nie miała siły na odrabianie lekcji. Przyłożyła głowę do poduszki i nagle jej powieki stały się bardzo ciężkie. Ostatnim, co usłyszała, były śmiechy dochodzące z pomieszczenia obok. Zasnęła.
Śniło jej się, że szła ścieżką koło zakazanego lasu. Musiała znaleźć jakąś rzecz, jednak nie wiedziała, co i gdzie. Miała jednak świadomość, że to było niesamowicie ważne i zostało jej mało czasu, by owy przedmiot oddać. W pośpiechu zaczęła biec, a łzy spływały jej po policzkach, była bardzo zdenerwowana.
- Mogę ci pomóc, jeśli chcesz. – Powiedział jakiś męski głos, który znała, jednak nie mogła sobie teraz przypomnieć, kto był jego właścicielem. – Wystarczy poprosić.
- Proszę. – Szepnęła cicho z niezadowoleniem słysząc, że drży jej głos.
- Pamiętaj, że ten, kto prosi o pomoc, zawsze ją otrzyma. – Odparł ten ktoś.
Nagle jej oczom ukazała się oświetlona wśród ciemności dróżka. Dziewczyna otarła łzy i poszła ścieżką. Nie była długa, aczkolwiek prowadziła do zakazanego lasu. Gryfonka bała się tego miejsca, szczególnie, że była noc. Na końcu wąskiej drogi był kamień, na który również padało światło. Miała przeczucie, by go podnieść. I przeczucie jej nie zawiodło. Pod kamieniem leżała zwinięta karteczka. Podświadomie wierzyła, że karteczka prowadzi ją do tej ważnej rzeczy.
- Hermiona!
Usłyszała głos Ginny. Zastanawiała się, co jej przyjaciółka robiła w tym dziwnym śnie, jednak nawoływanie powtórzyło i zorientowała się, że głos wcale nie pochodzi ze snu. Otworzyła oczy i spojrzała na rudowłosą.
- Hermiona, kochanie. Wołaliśmy cię, ale nie odpowiadałaś. Na pewno do nas nie przyjdziesz? – Zapytała Ginny.
- Może zaraz przyjdę. – Odparła zaspana brunetka.
- Okey, czekamy.
Hermiona poszła do łazienki i spojrzała w lustro. Nie wyglądała najgorzej i mogła tak się pokazać przyjaciołom. Przez cały czas zastanawiała się nad znaczeniem tego dziwnego snu. Kiedy otworzyła drzwi, zilustrowała wzrokiem panującą tu sytuację. Harry obejmował Rona i obaj śpiewali jakąś piosenkę, chyba z płyty Celestyny Werback. Pansy łapczywie wpatrywała się w bliznowatego. Ginny rozmawiała z Blaise’m, a Draco i Nott patrzyli na nią. Dziwne towarzystwo, nie ma co. Chłopaki w końcu przestali śpiewać i Ron odwrócił się, by spojrzeć na przyjaciółkę.
- Chodź, Miona. – Poklepał siedzenie koło siebie. Ale chyba nie zdawał sobie sprawy, że w rzeczywistości poklepywał nogi Harry’ego.
- Dzięki Ron, nie będę się naprzykrzać Harry’emu. – Zaśmiała się cicho. Jedyne wolne miejsce było koło Malfoya. Niechętnie udała się w tamtą stronę i usiadła koło swojego wroga. – Ominęło mnie coś ciekawego? – Zagaiła.
- Blaise urządzał striptiz, ale Teo prawie od tego zwymiotował, więc przestał. Tak gwoli ścisłości, my nie jesteśmy pijani. – Wyjaśniła Pansy, po czym uśmiechnęła się do Gryfonki.
- No jasne. – Odparła Hermiona powątpiewającym tonem.
- Serio. – Dodała Ginny. – Spałaś tylko godzinę, a my pijemy z umiarem, żeby było weselej.
- Skutkuje, jak widać. – Powiedziała brunetka, a wszyscy wybuchli gromkim śmiechem. Niechętnie musiała przyznać, że było jej zimno, miała na sobie koszulkę z krótkim rękawem i mimowolnie zadrżała. Poczuł to Draco, z którym stykała się ramieniem. Pochylił się i nalał ognistej do jeszcze jednej szklanki, po czym podał jej.
- Trzymaj, będzie ci cieplej. – Powiedział cicho, nawet na nią nie patrząc. Wzięła szklankę i wypiła jednym haustem. Przyjemny ogień pojawił się w jej gardle i momentalnie zrobiło się jej przyjemniej.
- Dzięki. – Odparła równie cicho, co wywołało zaskoczenie na twarzy blondyna, jednak nic nie odpowiedział.
Posiedzieli tak jeszcze godzinę. Pogadali trochę i Hermiona mogła lepiej poznać Teodora. Był naprawdę świetnym kompanem do rozmów, ponieważ był oczytany i inteligentny. Ale umiał też pyskować. Czasami Draco wtrącał się do ich rozmowy i wtedy Gryfonka mogła z nim normalnie pogadać. Z nimi oboma. Musiała przyznać, że kiedy chłopaki zachowują się normalnie, są całkiem fajni. Jednak wiedziała, że ta sielanka nie będzie trwała długo, rzeczywistość bywa szara.
- Ktoś umarł? – Powiedziała na wstępie. Nie odezwali się, zaledwie Blaise uśmiechnął się do niej. – Co jest z wami? Musicie być tacy smętni?
- Co my ci na to poradzimy. – Odpowiedziała Pansy. – Wszyscy tu są zmęczeni.
- A może by tak zrobić imprezę? – Zasugerowała Hermiona. Momentalnie wszyscy się ożywili. – Jesteście płytcy. Żartowałam. – Powiedziała i uśmiechnęła się kpiąco.
- Ale to wcale nie jest taki głupi pomysł, Granger. Czasami umiesz wymyślić coś mądrego. – Odparł Draco i skierował się do barka zaopatrzonego w alkohol.
- A, róbcie co chcecie. – Wzruszyła ramionami i udała się w stronę sypialni.
- Miona, nie zostaniesz ? – Zapytała Ginny.
- Nie. – powiedziała na odchodne.
Hermiona rzuciła torbę na fotel i położyła się na swoim łóżku. Tak, jak jej znajomi, była strasznie zmęczona, ale nie dawała po sobie tego poznać w towarzystwie. Teraz jednak marzyła tylko o tym, żeby się zdrzemnąć. Nie miała siły na odrabianie lekcji. Przyłożyła głowę do poduszki i nagle jej powieki stały się bardzo ciężkie. Ostatnim, co usłyszała, były śmiechy dochodzące z pomieszczenia obok. Zasnęła.
Śniło jej się, że szła ścieżką koło zakazanego lasu. Musiała znaleźć jakąś rzecz, jednak nie wiedziała, co i gdzie. Miała jednak świadomość, że to było niesamowicie ważne i zostało jej mało czasu, by owy przedmiot oddać. W pośpiechu zaczęła biec, a łzy spływały jej po policzkach, była bardzo zdenerwowana.
- Mogę ci pomóc, jeśli chcesz. – Powiedział jakiś męski głos, który znała, jednak nie mogła sobie teraz przypomnieć, kto był jego właścicielem. – Wystarczy poprosić.
- Proszę. – Szepnęła cicho z niezadowoleniem słysząc, że drży jej głos.
- Pamiętaj, że ten, kto prosi o pomoc, zawsze ją otrzyma. – Odparł ten ktoś.
Nagle jej oczom ukazała się oświetlona wśród ciemności dróżka. Dziewczyna otarła łzy i poszła ścieżką. Nie była długa, aczkolwiek prowadziła do zakazanego lasu. Gryfonka bała się tego miejsca, szczególnie, że była noc. Na końcu wąskiej drogi był kamień, na który również padało światło. Miała przeczucie, by go podnieść. I przeczucie jej nie zawiodło. Pod kamieniem leżała zwinięta karteczka. Podświadomie wierzyła, że karteczka prowadzi ją do tej ważnej rzeczy.
- Hermiona!
Usłyszała głos Ginny. Zastanawiała się, co jej przyjaciółka robiła w tym dziwnym śnie, jednak nawoływanie powtórzyło i zorientowała się, że głos wcale nie pochodzi ze snu. Otworzyła oczy i spojrzała na rudowłosą.
- Hermiona, kochanie. Wołaliśmy cię, ale nie odpowiadałaś. Na pewno do nas nie przyjdziesz? – Zapytała Ginny.
- Może zaraz przyjdę. – Odparła zaspana brunetka.
- Okey, czekamy.
Hermiona poszła do łazienki i spojrzała w lustro. Nie wyglądała najgorzej i mogła tak się pokazać przyjaciołom. Przez cały czas zastanawiała się nad znaczeniem tego dziwnego snu. Kiedy otworzyła drzwi, zilustrowała wzrokiem panującą tu sytuację. Harry obejmował Rona i obaj śpiewali jakąś piosenkę, chyba z płyty Celestyny Werback. Pansy łapczywie wpatrywała się w bliznowatego. Ginny rozmawiała z Blaise’m, a Draco i Nott patrzyli na nią. Dziwne towarzystwo, nie ma co. Chłopaki w końcu przestali śpiewać i Ron odwrócił się, by spojrzeć na przyjaciółkę.
- Chodź, Miona. – Poklepał siedzenie koło siebie. Ale chyba nie zdawał sobie sprawy, że w rzeczywistości poklepywał nogi Harry’ego.
- Dzięki Ron, nie będę się naprzykrzać Harry’emu. – Zaśmiała się cicho. Jedyne wolne miejsce było koło Malfoya. Niechętnie udała się w tamtą stronę i usiadła koło swojego wroga. – Ominęło mnie coś ciekawego? – Zagaiła.
- Blaise urządzał striptiz, ale Teo prawie od tego zwymiotował, więc przestał. Tak gwoli ścisłości, my nie jesteśmy pijani. – Wyjaśniła Pansy, po czym uśmiechnęła się do Gryfonki.
- No jasne. – Odparła Hermiona powątpiewającym tonem.
- Serio. – Dodała Ginny. – Spałaś tylko godzinę, a my pijemy z umiarem, żeby było weselej.
- Skutkuje, jak widać. – Powiedziała brunetka, a wszyscy wybuchli gromkim śmiechem. Niechętnie musiała przyznać, że było jej zimno, miała na sobie koszulkę z krótkim rękawem i mimowolnie zadrżała. Poczuł to Draco, z którym stykała się ramieniem. Pochylił się i nalał ognistej do jeszcze jednej szklanki, po czym podał jej.
- Trzymaj, będzie ci cieplej. – Powiedział cicho, nawet na nią nie patrząc. Wzięła szklankę i wypiła jednym haustem. Przyjemny ogień pojawił się w jej gardle i momentalnie zrobiło się jej przyjemniej.
- Dzięki. – Odparła równie cicho, co wywołało zaskoczenie na twarzy blondyna, jednak nic nie odpowiedział.
Posiedzieli tak jeszcze godzinę. Pogadali trochę i Hermiona mogła lepiej poznać Teodora. Był naprawdę świetnym kompanem do rozmów, ponieważ był oczytany i inteligentny. Ale umiał też pyskować. Czasami Draco wtrącał się do ich rozmowy i wtedy Gryfonka mogła z nim normalnie pogadać. Z nimi oboma. Musiała przyznać, że kiedy chłopaki zachowują się normalnie, są całkiem fajni. Jednak wiedziała, że ta sielanka nie będzie trwała długo, rzeczywistość bywa szara.
***
Jesienna
chandra dopadła niemal wszystkich w szkole. Wyjątkiem była siódemka uczniów
ostatniego roku, którzy dziarskim krokiem przemierzali korytarze Hogwartu, by
pójść na śniadanie następnego dnia. Prawie każdy patrzył na nich, jak na
upośledzonych umysłowo. Oni jednak nie przejmowali się dziwnymi spojrzeniami,
byli w doskonałych humorach. Wczorajsze popołudnie w swoim towarzystwie dobrze
im zrobiło. Dzięki niemu lepiej się poznali i traktowali troszkę milej.
Nieco później Ginny wstała od stołu i poszła na starożytne runy. Przedmiot był całkiem ciekawy, a w dodatku siedziała w ławce z Blaise’m Zabinim, który zawsze potrafił ją rozbawić. Tak było i tym razem. Brunet czekał już na nią w klasie.
- Cześć wiewiórko Weasley.
- Hej debilu.
Było to ich standardowe przywitanie. Uśmiechnęli się do siebie i pogrążyli w cichej rozmowie na temat wczorajszej libacji.
- Nie miałem pojęcia, że Potter i twój brat tak śpiewają. – Zagaił Blaise.
- Nie sądziłam, że się przy was odważą. – Wyznała szczerze rudowłosa i zaśmiała się.
- A to my niby jacyś gorsi? – Oburzył się na żarty chłopak.
- Nie, skądże. Tylko… nie sądziłam, że będą się czuć tak swobodnie wśród Ślizgonów, w końcu nie gadamy ze sobą zbyt długo.
- Ja tam znam wiele ciekawsze zajęcia, niż gadanie. – Powiedział Blaise i wyszczerzył zęby. Wywołał tym śmiech Gryfonki, tak miły dla ucha.
- No jasne, pewnie w łazience? – Zapytała. Przypomniała sobie jednak inne zdarzenia z łazienki i na jej twarz wstąpił szkarłatny rumieniec.
- Też. – Przyznał. – Ale mało to wygodne.
Rozmowę przerwał im dzwonek. Do klasy weszła profesorka i rozdała im nowe teksty do tłumaczenia.
W tym samym czasie Harry, Ron i Hermiona mieli Numerologię. Chłopaki jakoś nieszczególnie przepadali za tym przedmiotem, ale ostatecznie namówiła ich czekoladowooka. Uważała bowiem, że z tych lekcji mogą niesamowicie wiele wynieść. Bardzo ciekawe było zagłębianie się w tajniki Liczb Celu Życia, Liczb Wewnętrznych, czy Liczb Ekspresji Zewnętrznej. Na tych lekcjach Hermiona siedziała z Pansy, tuż przed Draco i Teodorem, a za Harry’m i Ronem. Całą szóstką świetnie dawali sobie radę. Mózgami ze społu byli oczywiście Gryfonka i blondwłosy Ślizgon.
Później czekała ich Historia Magii, na której tradycyjnie prawie wszyscy spali. Jedynym wyjątkiem była Hermiona, uważnie notująca wszystko, o czym mówił im profesor Binns. Dzisiejsza lekcja w połączeniu z pogodą za oknem wydawała jej się szczególnie nudna, aczkolwiek nie pozwoliła sobie na lekceważenie słów profesora.
Następnie udali się na eliksiry. Profesor Slughorn w ramach rozrywki polecił im uwarzyć eliksir, który najbardziej zapadł im w pamięć. Hermiona wybrała wywar żywej śmierci. Draco skusił się na eliksir rozdymający, dzięki któremu w drugiej klasie miał ogromną głowę. Pansy przygotowywała amortencję, a Harry i Ron eliksiry słodkiego snu. Ginny postawiła na eliksir, po wypiciu którego nie można przestać się śmiać, a Blaise, jako odważny, starał się przygotować eliksir na kaca. Nie obyło się bez śmiechu, kiedy co chwila komuś uciekały jego ingrediencje, albo kiedy w kociołku Rona było słychać głośne burczenie. Ostatecznie wszyscy dostali pozytywne oceny, chociaż Ronald nieco niższą.
Czekała ich już tylko astronomia o północy. Poszli do Wielkiej Sali na obiad. Hermiona próbowała wypytać trochę Harry’ego o pewną Ślizgonkę.
- Halo! Ziemia do Pottera. – Hermiona pomachała mu przed oczami ręką, ponieważ usilnie wpatrywał się w stół Ślizgonów.
- Cały czas cię słucham. – uśmiechnął się Harry.
- Harry, co jest między tobą, a Pansy? – Na te słowa sam wspomniany zesztywniał, Ron zakrztusił się swoją zapiekanką, a Ginny widelec wypadł z rąk.
- A coś w ogóle jest? – Zapytał zaskoczony Wybraniec.
- Dziwnie się zachowujecie w swoim towarzystwie. Więc sądzę, że tak. – Odparła stanowczo Gryfonka.
- Zdaje ci się. – Powiedział Harry.
- Jak tam chcesz. – Hermiona dała za wygraną. Bez sensu było wypytywanie, skoro chłopak cały czas zaprzeczał. – Ginny, idziemy już?
- Tak, już skończyłam. – Odparła ruda. – Do zobaczenia. – Rzuciła jeszcze do chłopaków.
Chłopaki posiedzieli jeszcze chwilę, jednak niedługo później Harry wstał od stołu.
- Ron, spotkamy się w Pokoju Wspólnym, muszę pogadać z Malfoyem o rezerwowaniu boiska. – Powiedział bliznowaty i znikł.
Ron wzruszył jedynie ramionami. Dokończył swój sok dyniowy, pogadał chwilę z Neville’m i ruszył samotnie na 7 piętro. Ciężka torba zwisała mu z ramienia, miał w niej mnóstwo ciężkich książek. Będąc na 3 piętrze usłyszał dźwięk rozdzierającego się materiału i wszystkie księgi upadły na ziemię. Chłopak zaklął siarczyście. Jednym zaklęciem naprawił torbę, po czym schylił się, by pozbierać wszystko inne. Nie zauważył jednak, że ktoś idzie w jego kierunku. Podnosząc się, potrącił tę osobę i znów wypuścił książki.
- Uważaj, jak chodzisz Weasley. – Warknęła Astoria Greengrass.
- To nie moja wina, ty nie widzisz nic innego poza czubkiem własnego nosa! – Odciął się Ron.
- Licz się ze słowami, parszywy zdrajco krwi. – Pysknęła blondynka.
- Chciałabyś! Szanowna pani Arystokratka, damulka jak się patrzy, a pewnie wylądowałaś w łóżku u połowy chłopaków w szkole, którzy mają kasę w kieszeni!
- Nie martw się, gburze, ciebie to nie dotyczy! A poza tym, jak śmiesz się tak do mnie odzywać! Jesteś zwykłym śmieciem!
- Nienawidzę cię, Greengrass!
Nienawidzę cię, Weasley!
Taka wymiana zdań towarzyszyła uczniom siódmego roku. Oboje wyciągnęli różdżki i stanęli naprzeciw siebie. Właśnie miały paść pierwsze zaklęcia, gdy na korytarz weszła dyrektor McGonagall.
- Weasley! Greengrass! A co to za zachowanie? Proszę liczyć się ze słowami! A teraz, zapraszam do mojego gabinetu, omówimy tam szczegóły waszego szlabanu. – Dodała wzburzona profesorka i ruszyła zamaszystym krokiem na 1 piętro. Uczniowie posłusznie ruszyli za nią.
Pani profesor wypowiedziała hasło i kamienny gargulec ustąpił im miejsca. Weszła razem z uczniami do gabinetu i zajęła miejsce za biurkiem. Młodzi usiedli na wskazanych miejscach.
- Chcę zaznaczyć, że wasze zachowanie było karygodne. Jako uczniowie ostatniego roku, powinniście dawać przykład młodszym, a prowokujące do bójki pogadanki prowadzą donikąd. Za karę, będziecie przez cały tydzień czyścić jezioro. Codziennie po lekcjach. Możecie odejść. – Dodała, zanim rozległy się protesty uczniów. – I nie chcę słyszeć sprzeciwu!
- Do widzenia. – Odpowiedzieli posłusznie młodzi i wyszli.
- To wszystko twoja wina! – Zaczęła znów Astoria, gdy znów znaleźli się na korytarzu.
- Moja? To ty na mnie wpadłaś! – Zaperzył się Ron.
- Jasne, gdybyś był dżentelmenem, to byś mnie nie oskarżał! Złamanego knuta nie masz, to i manier ci brakuje! – Ślizgonka nie dawała za wygraną.
- Wiesz co? Szkoda strzępić na ciebie języka. – Odparł zrezygnowany Ron i odszedł.
Był zdenerwowany. Oberwało mu się o to, że wpadła na niego jakaś pusta lala i musiała zacząć pyskować. Ron nienawidził jej odkąd pamiętał. Była irytująca, arogancka i impertynencka. A jeśli chodziło o dyrektorkę, to kara była niesprawiedliwa, ponieważ on nic takiego nie zrobił. Bronił jedynie własnego honoru, czy to jest karalne? Oburzony, wpadł do wieży domu Lwa. Spotkał Harry’ego, siedzącego przed kominkiem.
- Nareszcie. Gdzieś ty był tyle czasu? – Zapytał Harry. Ron opowiedział mu całą historię i bliznowaty wyraził swoje zdanie, podobne do słów rudzielca. Niesprawiedliwość ludzka czasami była okropna.
Nieco później Ginny wstała od stołu i poszła na starożytne runy. Przedmiot był całkiem ciekawy, a w dodatku siedziała w ławce z Blaise’m Zabinim, który zawsze potrafił ją rozbawić. Tak było i tym razem. Brunet czekał już na nią w klasie.
- Cześć wiewiórko Weasley.
- Hej debilu.
Było to ich standardowe przywitanie. Uśmiechnęli się do siebie i pogrążyli w cichej rozmowie na temat wczorajszej libacji.
- Nie miałem pojęcia, że Potter i twój brat tak śpiewają. – Zagaił Blaise.
- Nie sądziłam, że się przy was odważą. – Wyznała szczerze rudowłosa i zaśmiała się.
- A to my niby jacyś gorsi? – Oburzył się na żarty chłopak.
- Nie, skądże. Tylko… nie sądziłam, że będą się czuć tak swobodnie wśród Ślizgonów, w końcu nie gadamy ze sobą zbyt długo.
- Ja tam znam wiele ciekawsze zajęcia, niż gadanie. – Powiedział Blaise i wyszczerzył zęby. Wywołał tym śmiech Gryfonki, tak miły dla ucha.
- No jasne, pewnie w łazience? – Zapytała. Przypomniała sobie jednak inne zdarzenia z łazienki i na jej twarz wstąpił szkarłatny rumieniec.
- Też. – Przyznał. – Ale mało to wygodne.
Rozmowę przerwał im dzwonek. Do klasy weszła profesorka i rozdała im nowe teksty do tłumaczenia.
W tym samym czasie Harry, Ron i Hermiona mieli Numerologię. Chłopaki jakoś nieszczególnie przepadali za tym przedmiotem, ale ostatecznie namówiła ich czekoladowooka. Uważała bowiem, że z tych lekcji mogą niesamowicie wiele wynieść. Bardzo ciekawe było zagłębianie się w tajniki Liczb Celu Życia, Liczb Wewnętrznych, czy Liczb Ekspresji Zewnętrznej. Na tych lekcjach Hermiona siedziała z Pansy, tuż przed Draco i Teodorem, a za Harry’m i Ronem. Całą szóstką świetnie dawali sobie radę. Mózgami ze społu byli oczywiście Gryfonka i blondwłosy Ślizgon.
Później czekała ich Historia Magii, na której tradycyjnie prawie wszyscy spali. Jedynym wyjątkiem była Hermiona, uważnie notująca wszystko, o czym mówił im profesor Binns. Dzisiejsza lekcja w połączeniu z pogodą za oknem wydawała jej się szczególnie nudna, aczkolwiek nie pozwoliła sobie na lekceważenie słów profesora.
Następnie udali się na eliksiry. Profesor Slughorn w ramach rozrywki polecił im uwarzyć eliksir, który najbardziej zapadł im w pamięć. Hermiona wybrała wywar żywej śmierci. Draco skusił się na eliksir rozdymający, dzięki któremu w drugiej klasie miał ogromną głowę. Pansy przygotowywała amortencję, a Harry i Ron eliksiry słodkiego snu. Ginny postawiła na eliksir, po wypiciu którego nie można przestać się śmiać, a Blaise, jako odważny, starał się przygotować eliksir na kaca. Nie obyło się bez śmiechu, kiedy co chwila komuś uciekały jego ingrediencje, albo kiedy w kociołku Rona było słychać głośne burczenie. Ostatecznie wszyscy dostali pozytywne oceny, chociaż Ronald nieco niższą.
Czekała ich już tylko astronomia o północy. Poszli do Wielkiej Sali na obiad. Hermiona próbowała wypytać trochę Harry’ego o pewną Ślizgonkę.
- Halo! Ziemia do Pottera. – Hermiona pomachała mu przed oczami ręką, ponieważ usilnie wpatrywał się w stół Ślizgonów.
- Cały czas cię słucham. – uśmiechnął się Harry.
- Harry, co jest między tobą, a Pansy? – Na te słowa sam wspomniany zesztywniał, Ron zakrztusił się swoją zapiekanką, a Ginny widelec wypadł z rąk.
- A coś w ogóle jest? – Zapytał zaskoczony Wybraniec.
- Dziwnie się zachowujecie w swoim towarzystwie. Więc sądzę, że tak. – Odparła stanowczo Gryfonka.
- Zdaje ci się. – Powiedział Harry.
- Jak tam chcesz. – Hermiona dała za wygraną. Bez sensu było wypytywanie, skoro chłopak cały czas zaprzeczał. – Ginny, idziemy już?
- Tak, już skończyłam. – Odparła ruda. – Do zobaczenia. – Rzuciła jeszcze do chłopaków.
Chłopaki posiedzieli jeszcze chwilę, jednak niedługo później Harry wstał od stołu.
- Ron, spotkamy się w Pokoju Wspólnym, muszę pogadać z Malfoyem o rezerwowaniu boiska. – Powiedział bliznowaty i znikł.
Ron wzruszył jedynie ramionami. Dokończył swój sok dyniowy, pogadał chwilę z Neville’m i ruszył samotnie na 7 piętro. Ciężka torba zwisała mu z ramienia, miał w niej mnóstwo ciężkich książek. Będąc na 3 piętrze usłyszał dźwięk rozdzierającego się materiału i wszystkie księgi upadły na ziemię. Chłopak zaklął siarczyście. Jednym zaklęciem naprawił torbę, po czym schylił się, by pozbierać wszystko inne. Nie zauważył jednak, że ktoś idzie w jego kierunku. Podnosząc się, potrącił tę osobę i znów wypuścił książki.
- Uważaj, jak chodzisz Weasley. – Warknęła Astoria Greengrass.
- To nie moja wina, ty nie widzisz nic innego poza czubkiem własnego nosa! – Odciął się Ron.
- Licz się ze słowami, parszywy zdrajco krwi. – Pysknęła blondynka.
- Chciałabyś! Szanowna pani Arystokratka, damulka jak się patrzy, a pewnie wylądowałaś w łóżku u połowy chłopaków w szkole, którzy mają kasę w kieszeni!
- Nie martw się, gburze, ciebie to nie dotyczy! A poza tym, jak śmiesz się tak do mnie odzywać! Jesteś zwykłym śmieciem!
- Nienawidzę cię, Greengrass!
Nienawidzę cię, Weasley!
Taka wymiana zdań towarzyszyła uczniom siódmego roku. Oboje wyciągnęli różdżki i stanęli naprzeciw siebie. Właśnie miały paść pierwsze zaklęcia, gdy na korytarz weszła dyrektor McGonagall.
- Weasley! Greengrass! A co to za zachowanie? Proszę liczyć się ze słowami! A teraz, zapraszam do mojego gabinetu, omówimy tam szczegóły waszego szlabanu. – Dodała wzburzona profesorka i ruszyła zamaszystym krokiem na 1 piętro. Uczniowie posłusznie ruszyli za nią.
Pani profesor wypowiedziała hasło i kamienny gargulec ustąpił im miejsca. Weszła razem z uczniami do gabinetu i zajęła miejsce za biurkiem. Młodzi usiedli na wskazanych miejscach.
- Chcę zaznaczyć, że wasze zachowanie było karygodne. Jako uczniowie ostatniego roku, powinniście dawać przykład młodszym, a prowokujące do bójki pogadanki prowadzą donikąd. Za karę, będziecie przez cały tydzień czyścić jezioro. Codziennie po lekcjach. Możecie odejść. – Dodała, zanim rozległy się protesty uczniów. – I nie chcę słyszeć sprzeciwu!
- Do widzenia. – Odpowiedzieli posłusznie młodzi i wyszli.
- To wszystko twoja wina! – Zaczęła znów Astoria, gdy znów znaleźli się na korytarzu.
- Moja? To ty na mnie wpadłaś! – Zaperzył się Ron.
- Jasne, gdybyś był dżentelmenem, to byś mnie nie oskarżał! Złamanego knuta nie masz, to i manier ci brakuje! – Ślizgonka nie dawała za wygraną.
- Wiesz co? Szkoda strzępić na ciebie języka. – Odparł zrezygnowany Ron i odszedł.
Był zdenerwowany. Oberwało mu się o to, że wpadła na niego jakaś pusta lala i musiała zacząć pyskować. Ron nienawidził jej odkąd pamiętał. Była irytująca, arogancka i impertynencka. A jeśli chodziło o dyrektorkę, to kara była niesprawiedliwa, ponieważ on nic takiego nie zrobił. Bronił jedynie własnego honoru, czy to jest karalne? Oburzony, wpadł do wieży domu Lwa. Spotkał Harry’ego, siedzącego przed kominkiem.
- Nareszcie. Gdzieś ty był tyle czasu? – Zapytał Harry. Ron opowiedział mu całą historię i bliznowaty wyraził swoje zdanie, podobne do słów rudzielca. Niesprawiedliwość ludzka czasami była okropna.
***
Wieczorem
Hermiona przebrała się w cieplejsze ciuchy. Spojrzała jeszcze na kończącą
wypracowanie przyjaciółkę i wyszła z dormitorium. Musiała odbębnić patrol z
Malfoyem. Nie uśmiechało jej się łażenie po zamku nocą, aczkolwiek mus to mus.
W środę ich patrol trwał pół godziny krócej, jako że mieli astronomię o
północy.
Wsłuchała się w idealną ciszę panującą na korytarzach. Z jednej strony była ucieszona, bowiem nie czeka ich żadna niespodzianka, ale z drugiej się bała. Jak zawsze. Doszła pod Wielką Salę, skinęła głową blondynowi i w ciszy ruszyli na poszukiwanie rozbójników.
Pół godziny później działo się to samo, co na początku patrolu. Czyli nic. Prefekci nie rozmawiali ze sobą, ale cisza nie wydawała się im krępująca. Nużyło ich jednak swoje towarzystwo. Hermiona zapatrzona była w okna, Draco w korytarz przed sobą. Nagle Gryfonka odezwała się.
- Tam ktoś chyba jest. – Odparła i wskazała na błonia, tak jasne dzięki pełni księżyca. Rzeczywiście, po dziedzińcu skradała się jakaś osoba.
- Nie mamy go jak złapać, bo drzwi są zamknięte. – Stwierdził Draco racjonalnie.
- Skoro jemu udało się wyjść, to nam raczej też. – Powiedziała z sarkazmem Gryfonka i przyspieszyła kroku.
- Granger, ale ty jesteś uparta. – Rzucił Ślizgon z przekąsem .
- To niewątpliwie moja zaleta. – Zaśmiała się cicho dziewczyna. Jednak wśród panującej w zamku ciszy było to, jak wybuch bomby.
Uczniowie ruszyli do drzwi wejściowych. Tak, jak spodziewała się Hermiona, były otwarte, a nawet lekko uchylone. Uśmiechnęła się z satysfakcją do Draco i już chciała coś powiedzieć, jednak ten pokręcił tylko głową i przyłożył palec do ust. Gryfonka pokiwała głową i oboje ruszyli przed siebie, najciszej jak potrafili. Na błoniach spotkali tego kogoś, kto nie chciał być zauważony. Szybkim krokiem szedł w stronę Zakazanego Lasu. Prefekci ruszyli za nim, jednak przy wejściu do lasu Hermiona zatrzymała się. Draco spojrzał na nią pytająco, jednak ona tylko pokręciła głową i cofnęła się o krok. Na jej twarzy malowało się przerażenie.
- Byłaś tu już w nocy, jak miałaś 11 lat i nie wymiękałaś, a teraz nagle się boisz?- Wyszeptał Draco z kpiną w głosie.
- Jak jesteś taki bohaterski, to proszę bardzo, nikt cię tu nie trzyma. – Powiedziała Hermiona i odwróciła się, by wrócić do zamku. Kątem oka zauważyła walkę na twarzy blondyna, który ostatecznie postanowił wejść do lasu sam. Z niedowierzeniem pokręciła głową i zatrzymała się przy ogromnym drzewie, pod którym zazwyczaj spędzała czas wolny z chłopakami i Ginny, kiedy było ciepło. Z niepokojem obserwowała, jak platynowe włosy Ślizgona znikają wśród gałęzi. Aż głupio się przyznać, ale się martwiła.
W tym samym czasie Draco szedł dróżką, nie spuszczając z oczu człowieka, którym niewątpliwie był jakiś uczeń. Poruszał się on po lesie niezgrabnie, bardzo głośno. Nagle przystanął i oparł się o pień drzewa, ciężko dysząc. Ślizgon, niewiele myśląc, podbiegł do niego akurat w tym momencie, gdy upadł na ziemię. Ku jego zdziwieniu, to wcale nie był uczeń, a jakiś starszy mężczyzna. Dużo starszy. Miał wielkie, zielone oczy i długie siwe włosy. Ubrany był w wojskowe spodnie moro i grubą, czarną kurtkę. Bardzo kaszlał.
- Synu… - wychrypiał mężczyzna. – Koniecznie musisz odnaleźć ten skarb. To wielka tajemnica zamku, a ty zostałeś wybrany. Ty i ona. – Palcem wskazał na ścieżkę prowadzącą do zamku.
- Proszę pana, zaraz sprowadzę pomoc. O nic proszę się nie martwić. – Powiedział szybko zdenerwowany Draco. – Za chwilkę wrócę z kimś do pomocy. – Dodał i puścił się biegiem.
Hermiona wciąż czekała na błoniach, a Draco nadal nie wychodził z lasu. Cholernie się martwiła, mimo że nie powinna. Powoli zaczęła iść na skraj lasu, być może z mniejszej odległości go ujrzy. Nie uszła jednak wiele, gdy blondyn wypadł z lasu. Odetchnęła z ulgą. Draco złapał ją za rękę i nie zamierzał się kierować do zamku. Ciągnął ją do lasu.
Granger. – Odparł zdyszany. – Tam jest starszy facet, chyba ranny. Wydaje mi się, że ma gorączkę, majaczy. – Wyjaśnił pokrótce blondyn.
Gdy dobiegli do miejsca, Draco stanął jak wryty. Hermiona pomyślała, że chce ją nabrać i już miała zabrać głos w tej sprawie, gdy spojrzała na jego zszokowaną twarz.
- Uderzyłeś się w głowę Malfoy? To miał być żart, tak? – Zapytała, jednak on nie odpowiadał. Wciąż wpatrywał się w jeden punkt na ziemi. – Malfoy? – Szturchnęła go. Dopiero wtedy się ocknął.
Ale… ale… tu był ten facet… miał takie ogromne oczy… i… on mówił o skarbie… - Mówił zszokowany Draco. Hermiona pomyślała, że uderzył się w głowę.
- Wracamy do zamku, ale już. – Zarządziła Gryfonka. Chłopak posłusznie za nią poszedł, jednak był otępiały, nie zwracał na nic uwagi. A może rzeczywiście tam ktoś był? – Powiesz mi wreszcie, co się stało?
- Szedłem za tym kolesiem, myślałem, że to jakiś uczeń. Ale on przystanął i oparł się o drzewo, a potem upadł, no to do niego podbiegłem. Dziwnie wyglądał, miał zielone oczy i długie, siwe włosy. Mówił, że w szkole jest skarb, to wielka tajemnica. A ja jestem wybrany. Powiedział dokładnie „ty i ona”, no i pokazywał na ścieżkę, na której stałaś ty. – Wytłumaczył Draco. Był otępiały, dziwnie się zachowywał.
- Na pewno ci się nie przewidziało? Jest późno, może chce ci się spać… - Odparła powątpiewająco Hermiona.
- Nie wierzysz mi? Mówię prawdę! – Powiedział oburzony blondyn.
- Okey, nic nie mówię. – W geście poddania Gryfonka podniosła ręce do góry.
W spokoju wrócili do zamku i od razu poszli na 5 piętro. Draco nadal był trochę wkurzony. Ale co mogła poradzić na to Hermiona? Przecież to wszystko brzmiało, jak jedna wielka bajka.
Wsłuchała się w idealną ciszę panującą na korytarzach. Z jednej strony była ucieszona, bowiem nie czeka ich żadna niespodzianka, ale z drugiej się bała. Jak zawsze. Doszła pod Wielką Salę, skinęła głową blondynowi i w ciszy ruszyli na poszukiwanie rozbójników.
Pół godziny później działo się to samo, co na początku patrolu. Czyli nic. Prefekci nie rozmawiali ze sobą, ale cisza nie wydawała się im krępująca. Nużyło ich jednak swoje towarzystwo. Hermiona zapatrzona była w okna, Draco w korytarz przed sobą. Nagle Gryfonka odezwała się.
- Tam ktoś chyba jest. – Odparła i wskazała na błonia, tak jasne dzięki pełni księżyca. Rzeczywiście, po dziedzińcu skradała się jakaś osoba.
- Nie mamy go jak złapać, bo drzwi są zamknięte. – Stwierdził Draco racjonalnie.
- Skoro jemu udało się wyjść, to nam raczej też. – Powiedziała z sarkazmem Gryfonka i przyspieszyła kroku.
- Granger, ale ty jesteś uparta. – Rzucił Ślizgon z przekąsem .
- To niewątpliwie moja zaleta. – Zaśmiała się cicho dziewczyna. Jednak wśród panującej w zamku ciszy było to, jak wybuch bomby.
Uczniowie ruszyli do drzwi wejściowych. Tak, jak spodziewała się Hermiona, były otwarte, a nawet lekko uchylone. Uśmiechnęła się z satysfakcją do Draco i już chciała coś powiedzieć, jednak ten pokręcił tylko głową i przyłożył palec do ust. Gryfonka pokiwała głową i oboje ruszyli przed siebie, najciszej jak potrafili. Na błoniach spotkali tego kogoś, kto nie chciał być zauważony. Szybkim krokiem szedł w stronę Zakazanego Lasu. Prefekci ruszyli za nim, jednak przy wejściu do lasu Hermiona zatrzymała się. Draco spojrzał na nią pytająco, jednak ona tylko pokręciła głową i cofnęła się o krok. Na jej twarzy malowało się przerażenie.
- Byłaś tu już w nocy, jak miałaś 11 lat i nie wymiękałaś, a teraz nagle się boisz?- Wyszeptał Draco z kpiną w głosie.
- Jak jesteś taki bohaterski, to proszę bardzo, nikt cię tu nie trzyma. – Powiedziała Hermiona i odwróciła się, by wrócić do zamku. Kątem oka zauważyła walkę na twarzy blondyna, który ostatecznie postanowił wejść do lasu sam. Z niedowierzeniem pokręciła głową i zatrzymała się przy ogromnym drzewie, pod którym zazwyczaj spędzała czas wolny z chłopakami i Ginny, kiedy było ciepło. Z niepokojem obserwowała, jak platynowe włosy Ślizgona znikają wśród gałęzi. Aż głupio się przyznać, ale się martwiła.
W tym samym czasie Draco szedł dróżką, nie spuszczając z oczu człowieka, którym niewątpliwie był jakiś uczeń. Poruszał się on po lesie niezgrabnie, bardzo głośno. Nagle przystanął i oparł się o pień drzewa, ciężko dysząc. Ślizgon, niewiele myśląc, podbiegł do niego akurat w tym momencie, gdy upadł na ziemię. Ku jego zdziwieniu, to wcale nie był uczeń, a jakiś starszy mężczyzna. Dużo starszy. Miał wielkie, zielone oczy i długie siwe włosy. Ubrany był w wojskowe spodnie moro i grubą, czarną kurtkę. Bardzo kaszlał.
- Synu… - wychrypiał mężczyzna. – Koniecznie musisz odnaleźć ten skarb. To wielka tajemnica zamku, a ty zostałeś wybrany. Ty i ona. – Palcem wskazał na ścieżkę prowadzącą do zamku.
- Proszę pana, zaraz sprowadzę pomoc. O nic proszę się nie martwić. – Powiedział szybko zdenerwowany Draco. – Za chwilkę wrócę z kimś do pomocy. – Dodał i puścił się biegiem.
Hermiona wciąż czekała na błoniach, a Draco nadal nie wychodził z lasu. Cholernie się martwiła, mimo że nie powinna. Powoli zaczęła iść na skraj lasu, być może z mniejszej odległości go ujrzy. Nie uszła jednak wiele, gdy blondyn wypadł z lasu. Odetchnęła z ulgą. Draco złapał ją za rękę i nie zamierzał się kierować do zamku. Ciągnął ją do lasu.
Granger. – Odparł zdyszany. – Tam jest starszy facet, chyba ranny. Wydaje mi się, że ma gorączkę, majaczy. – Wyjaśnił pokrótce blondyn.
Gdy dobiegli do miejsca, Draco stanął jak wryty. Hermiona pomyślała, że chce ją nabrać i już miała zabrać głos w tej sprawie, gdy spojrzała na jego zszokowaną twarz.
- Uderzyłeś się w głowę Malfoy? To miał być żart, tak? – Zapytała, jednak on nie odpowiadał. Wciąż wpatrywał się w jeden punkt na ziemi. – Malfoy? – Szturchnęła go. Dopiero wtedy się ocknął.
Ale… ale… tu był ten facet… miał takie ogromne oczy… i… on mówił o skarbie… - Mówił zszokowany Draco. Hermiona pomyślała, że uderzył się w głowę.
- Wracamy do zamku, ale już. – Zarządziła Gryfonka. Chłopak posłusznie za nią poszedł, jednak był otępiały, nie zwracał na nic uwagi. A może rzeczywiście tam ktoś był? – Powiesz mi wreszcie, co się stało?
- Szedłem za tym kolesiem, myślałem, że to jakiś uczeń. Ale on przystanął i oparł się o drzewo, a potem upadł, no to do niego podbiegłem. Dziwnie wyglądał, miał zielone oczy i długie, siwe włosy. Mówił, że w szkole jest skarb, to wielka tajemnica. A ja jestem wybrany. Powiedział dokładnie „ty i ona”, no i pokazywał na ścieżkę, na której stałaś ty. – Wytłumaczył Draco. Był otępiały, dziwnie się zachowywał.
- Na pewno ci się nie przewidziało? Jest późno, może chce ci się spać… - Odparła powątpiewająco Hermiona.
- Nie wierzysz mi? Mówię prawdę! – Powiedział oburzony blondyn.
- Okey, nic nie mówię. – W geście poddania Gryfonka podniosła ręce do góry.
W spokoju wrócili do zamku i od razu poszli na 5 piętro. Draco nadal był trochę wkurzony. Ale co mogła poradzić na to Hermiona? Przecież to wszystko brzmiało, jak jedna wielka bajka.
***
Cześć Wizzy! Przepraszamy za minimalne opóźnienie, ale nie mogłyśmy dodać nowego rozdziału na weekendzie... Liczymy, że rozdział się spodoba i wynagrodzi czas oczekiwania.
Pozdrawiamy,
Niklaus & Azazel
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz