Luna powoli przemierzała hogwarckie korytarze, trzymając za
rękę Neville’a. Namówiła go, by dzisiejszego dnia poszli na śniadanie razem.
Koniec z ukrywaniem się, najwyższa pora powiedzieć światu o ich miłości.
Neville peszył się w takich sytuacjach, był mocno zarumieniony. Jednak cieszył
się swoim szczęściem. Przed Wielką Salą napotkali Teodora Notta.
- Luna, możemy pogadać? – Zapytał Ślizgon. Gryfon nie krył zdziwienia, nie wiedział bowiem, że jego dziewczyna zadaje się z wychowankami domu Węża.
- No… tak. – Powiedziała speszona Krukonka. – Spotkamy się później. – Dodała jeszcze, patrząc na swojego chłopaka i tym samym dając mu do zrozumienia, że na wyjaśnienia przyjdzie czas.
- Dlaczego mnie ignorujesz? – Zaczął Teodor. Był podenerwowany.
- Ja cię ignoruję? – Zapytała z niedowierzeniem blondynka. – Przecież to ty unikasz mojego wzroku za każdym razem, kiedy na ciebie patrzę i uciekasz za każdym razem, kiedy cię wołam. – Odparła oskarżycielsko.
- Zazwyczaj, kiedy cię spotykam, jesteś z tym swoim gogusiem, a on doprowadza mnie do białej gorączki.
- Dzisiaj jakoś do mnie podszedłeś, a też byłam z, jak to ująłeś, moim gogusiem.
- Bo nie mogę wytrzymać. Tęsknię. Obiecałaś, że nic się między nami nie zmieni, a nigdy nie możesz znaleźć ze mną czasu. Minęły prawie 3 tygodnie szkoły, a to jest pierwsza nasza rozmowa.
- Przepraszam, Teodor. Wiem, że obiecałam, ale mam tyle na głowie… Nauka, obowiązki prefekta…
- Spotkania z Longbottomem…
- Też. Nie możesz mi zabronić spotykać się z moim chłopakiem.
- Ja też chciałem nim kiedyś być, ale mnie wyśmiałaś. – Powiedział cicho Ślizgon. Kompletnie zaskoczył Krukonkę.
- Co? Nic z tego nie rozumiem…
- Kiedyś powiedziałem ci, że strasznie mi się podobasz, a ty uznałaś to za niezły żart. – Luna zatkała sobie usta ręką. Naprawdę wtedy myślała, że to był zwykły kawał.
- Teodor, ja…
- Daruj sobie. – Wyżej wspomniany machnął ręką, po czym odszedł w tylko sobie znanym kierunku. Oczy Krukonki zaszkliły się. Nie sądziła, że tak go zraniła. Dziewczyna pobiegła do pierwszej lepszej łazienki, by się wypłakać.
- Luna, możemy pogadać? – Zapytał Ślizgon. Gryfon nie krył zdziwienia, nie wiedział bowiem, że jego dziewczyna zadaje się z wychowankami domu Węża.
- No… tak. – Powiedziała speszona Krukonka. – Spotkamy się później. – Dodała jeszcze, patrząc na swojego chłopaka i tym samym dając mu do zrozumienia, że na wyjaśnienia przyjdzie czas.
- Dlaczego mnie ignorujesz? – Zaczął Teodor. Był podenerwowany.
- Ja cię ignoruję? – Zapytała z niedowierzeniem blondynka. – Przecież to ty unikasz mojego wzroku za każdym razem, kiedy na ciebie patrzę i uciekasz za każdym razem, kiedy cię wołam. – Odparła oskarżycielsko.
- Zazwyczaj, kiedy cię spotykam, jesteś z tym swoim gogusiem, a on doprowadza mnie do białej gorączki.
- Dzisiaj jakoś do mnie podszedłeś, a też byłam z, jak to ująłeś, moim gogusiem.
- Bo nie mogę wytrzymać. Tęsknię. Obiecałaś, że nic się między nami nie zmieni, a nigdy nie możesz znaleźć ze mną czasu. Minęły prawie 3 tygodnie szkoły, a to jest pierwsza nasza rozmowa.
- Przepraszam, Teodor. Wiem, że obiecałam, ale mam tyle na głowie… Nauka, obowiązki prefekta…
- Spotkania z Longbottomem…
- Też. Nie możesz mi zabronić spotykać się z moim chłopakiem.
- Ja też chciałem nim kiedyś być, ale mnie wyśmiałaś. – Powiedział cicho Ślizgon. Kompletnie zaskoczył Krukonkę.
- Co? Nic z tego nie rozumiem…
- Kiedyś powiedziałem ci, że strasznie mi się podobasz, a ty uznałaś to za niezły żart. – Luna zatkała sobie usta ręką. Naprawdę wtedy myślała, że to był zwykły kawał.
- Teodor, ja…
- Daruj sobie. – Wyżej wspomniany machnął ręką, po czym odszedł w tylko sobie znanym kierunku. Oczy Krukonki zaszkliły się. Nie sądziła, że tak go zraniła. Dziewczyna pobiegła do pierwszej lepszej łazienki, by się wypłakać.
***
Pansy
mieszała łyżką w swojej owsiance. Było jej smutno, nie miała z kim pogadać. W
prawdzie miała Draco i Blaise’a, ale z nimi to nie to samo, co z jakąś
dziewczyną. A swoim współlokatorkom nie ufała. Astoria pewnie wygadałaby całej
szkole, a Dafne… no cóż, z nią nigdy Ślizgonka nie miała bliższego kontaktu.
Pytanie tylko, o czym tak usilnie chciała pogadać? O swojej sytuacji z Harry’m
Potterem. Chłopak podobał się jej, ale nie miała pojęcia, jak się do niego zbliżyć.
- Dobrze się czujesz, Pans? – Zapytał Blaise, patrząc na przyjaciółkę.
- No pewnie. – Uśmiechnęła się do niego.
- A zdradzisz nam – do rozmowy dołączył się Draco – dlaczego Potter nie może oderwać od ciebie wzroku?
- To raczej nie mnie powinniście pytać. – Zaśmiała się Pansy. Chwyciła swoją torbę i wstała. Miała dość pytań o samopoczucie, a o bliznowatym nie chciała po prostu gadać.
W drzwiach spotkała Ginny i Hermionę, z którymi udała się na zaklęcia. Lubiła te dziewczyny, jednak nie darzyła ich aż tak ogromnym zaufaniem, by zwierzać się ze swoich problemów. Za nimi szli Harry z Ronem, u których panowało milczenie. Obaj byli niezadowoleni. Harry, bo wszystkie lekcje miał z Pansy, a i tak nie mógł z nią pogadać. Ron, bo miał po południu ten okropny dyżur z Greengrass.
Dzwonek zadzwonił, a profesor Flitwick zaprosił wszystkich do klasy.
- Połączcie się w pary, będziecie ćwiczyć zaklęcia zmieniające wygląd u drugiej osoby. Tylko niewerbalnie! – Zaskrzeczał profesor.
Tradycyjnie Ginny była w parze z Hermioną, Harry z Ronem, a Draco z Blaise’m. Pansy chciała podejść do Teodora, jednak ten wybrał sobie, ku zdziwieniu wszystkich, Neville’a Longbottoma. Już miała podejść do Astorii, gdy uprzedził ją Dean Thomas. Została sama. Popatrzyła bezradnie po wszystkich Ślizgonach, którzy byli nią mało zainteresowani. Całą tą sytuację obserwował Harry. Ron, widząc minę przyjaciela, skinął tylko głową i odszedł w stronę Parvati Patil. Harry natomiast podszedł do Ślizgonki.
- Nie masz pary? – Zapytał śmiało.
- Nie, co nie znaczy, że chcę być z tobą. – Odparła sucho Pansy i ostentacyjnie odwróciła się w drugą stronę.
- Ktoś nie ma pary? – Profesor rozejrzał się po klasie. Pansy i Harry podnieśli ręce. – Potter, Parkinson, dzisiaj pracujecie razem.
Lekcja minęła szybko. I kolejna. I jeszcze 4 inne. Zmęczeni uczniowie kierowali się na obiad z pocieszającą myślą, że jeszcze tylko jutro i czeka ich weekend. 7 rok był bardzo męczący, nauczyciele dobijali ich ogromem pracy domowej i w dodatku straszyli owutemami. Prefektom dochodziły ich obowiązki, drużynom treningi i w efekcie mało zostało czasu na cokolwiek inne.
Ron jednak musiał znaleźć czas na szlaban. O 15:00 stawił się pod Wielką Salą, gdzie stała już Astoria. Czekali oni na Filcha, który zjawił się niedługo później. Zaprowadził ich na dwór, do małej kanciapy, w której trzymane były łódki i siatki oraz różne pierdoły. Podał im dwie siatki, podobne do motylich i powiedział, że przyjdzie po nich za 2,5 godziny, a pokaźna część jeziora ma być wyczyszczona. Oczywiście zabrał ich różdżki i odszedł, mrucząc pod nosem o starych zasadach karania. Rudzielec od razu zabrał się do roboty, wyławiając na początek starego buta, ale Astoria usiadła na dużym kamieniu i zarzuciła nogę na nogę, krzywo patrząc na poczynania Rona.
- Zabieraj się do roboty, zasłużyłaś na ten szlaban! – Rzucił w jej stronę.
- Nie mam zamiaru wykonywać brudnej roboty tego parszywego charłaka. – Odparła zezłoszczona blondynka. Ron w duchu musiał przyznać jej rację, bowiem myślał podobnie, ale nie dał tego po sobie poznać.
- Zabieraj tą siatkę i rusz się, bo inaczej nie odpuszczą nam za 2 tygodnie! – To ostatecznie przekonało Ślizgonkę. Wzięła do ręki siatkę i z obrzydzeniem zaczęła przeszukiwać brzeg jeziora, nie bardzo się przy tym starając.
Praca była mozolna i nudna, wyzywali się bez końca przez cały czas, ale kiedy przyszedł woźny i oddał im różdżki, wracali do zamku w pewien sposób usatysfakcjonowani. Zdarzały się pojedyncze momenty, gdy zamienili ze sobą kilka normalnych zdań i były to nieliczne chwile, kiedy swoje wzajemne towarzystwo im nie przeszkadzało. Pożegnali się pod WS i Astoria poszła do lochów, a Ron do wieży Gryffindoru. Jednym zdaniem opowiedział Harry’emu, jak było na szlabanie i wzięli się za odrabianie swoich lekcji.
- Dobrze się czujesz, Pans? – Zapytał Blaise, patrząc na przyjaciółkę.
- No pewnie. – Uśmiechnęła się do niego.
- A zdradzisz nam – do rozmowy dołączył się Draco – dlaczego Potter nie może oderwać od ciebie wzroku?
- To raczej nie mnie powinniście pytać. – Zaśmiała się Pansy. Chwyciła swoją torbę i wstała. Miała dość pytań o samopoczucie, a o bliznowatym nie chciała po prostu gadać.
W drzwiach spotkała Ginny i Hermionę, z którymi udała się na zaklęcia. Lubiła te dziewczyny, jednak nie darzyła ich aż tak ogromnym zaufaniem, by zwierzać się ze swoich problemów. Za nimi szli Harry z Ronem, u których panowało milczenie. Obaj byli niezadowoleni. Harry, bo wszystkie lekcje miał z Pansy, a i tak nie mógł z nią pogadać. Ron, bo miał po południu ten okropny dyżur z Greengrass.
Dzwonek zadzwonił, a profesor Flitwick zaprosił wszystkich do klasy.
- Połączcie się w pary, będziecie ćwiczyć zaklęcia zmieniające wygląd u drugiej osoby. Tylko niewerbalnie! – Zaskrzeczał profesor.
Tradycyjnie Ginny była w parze z Hermioną, Harry z Ronem, a Draco z Blaise’m. Pansy chciała podejść do Teodora, jednak ten wybrał sobie, ku zdziwieniu wszystkich, Neville’a Longbottoma. Już miała podejść do Astorii, gdy uprzedził ją Dean Thomas. Została sama. Popatrzyła bezradnie po wszystkich Ślizgonach, którzy byli nią mało zainteresowani. Całą tą sytuację obserwował Harry. Ron, widząc minę przyjaciela, skinął tylko głową i odszedł w stronę Parvati Patil. Harry natomiast podszedł do Ślizgonki.
- Nie masz pary? – Zapytał śmiało.
- Nie, co nie znaczy, że chcę być z tobą. – Odparła sucho Pansy i ostentacyjnie odwróciła się w drugą stronę.
- Ktoś nie ma pary? – Profesor rozejrzał się po klasie. Pansy i Harry podnieśli ręce. – Potter, Parkinson, dzisiaj pracujecie razem.
Lekcja minęła szybko. I kolejna. I jeszcze 4 inne. Zmęczeni uczniowie kierowali się na obiad z pocieszającą myślą, że jeszcze tylko jutro i czeka ich weekend. 7 rok był bardzo męczący, nauczyciele dobijali ich ogromem pracy domowej i w dodatku straszyli owutemami. Prefektom dochodziły ich obowiązki, drużynom treningi i w efekcie mało zostało czasu na cokolwiek inne.
Ron jednak musiał znaleźć czas na szlaban. O 15:00 stawił się pod Wielką Salą, gdzie stała już Astoria. Czekali oni na Filcha, który zjawił się niedługo później. Zaprowadził ich na dwór, do małej kanciapy, w której trzymane były łódki i siatki oraz różne pierdoły. Podał im dwie siatki, podobne do motylich i powiedział, że przyjdzie po nich za 2,5 godziny, a pokaźna część jeziora ma być wyczyszczona. Oczywiście zabrał ich różdżki i odszedł, mrucząc pod nosem o starych zasadach karania. Rudzielec od razu zabrał się do roboty, wyławiając na początek starego buta, ale Astoria usiadła na dużym kamieniu i zarzuciła nogę na nogę, krzywo patrząc na poczynania Rona.
- Zabieraj się do roboty, zasłużyłaś na ten szlaban! – Rzucił w jej stronę.
- Nie mam zamiaru wykonywać brudnej roboty tego parszywego charłaka. – Odparła zezłoszczona blondynka. Ron w duchu musiał przyznać jej rację, bowiem myślał podobnie, ale nie dał tego po sobie poznać.
- Zabieraj tą siatkę i rusz się, bo inaczej nie odpuszczą nam za 2 tygodnie! – To ostatecznie przekonało Ślizgonkę. Wzięła do ręki siatkę i z obrzydzeniem zaczęła przeszukiwać brzeg jeziora, nie bardzo się przy tym starając.
Praca była mozolna i nudna, wyzywali się bez końca przez cały czas, ale kiedy przyszedł woźny i oddał im różdżki, wracali do zamku w pewien sposób usatysfakcjonowani. Zdarzały się pojedyncze momenty, gdy zamienili ze sobą kilka normalnych zdań i były to nieliczne chwile, kiedy swoje wzajemne towarzystwo im nie przeszkadzało. Pożegnali się pod WS i Astoria poszła do lochów, a Ron do wieży Gryffindoru. Jednym zdaniem opowiedział Harry’emu, jak było na szlabanie i wzięli się za odrabianie swoich lekcji.
***
Kiedy w piątek Hermiona wstała ze swojego łóżka,
zarejestrowała brak przyjaciółki w pokoju. Nie było jej także w łazience i
Pokoju Wspólnym. Wzruszyła ramionami i poszła do pomieszczenia obok, by wykonać
poranną toaletę. Miała niespodziewanie dobry humor. Nawet pogoda była trochę
lepsza. Gdy wróciła do pokoju, ubrała się, uprzednio decydując się na rurki,
zamiast spódnicy i wyszła z pokoju. W tym samym czasie ze swojego pokoju
wyszedł Draco. Oboje w jednym momencie zamknęli drzwi i ruszyli do wyjścia, mierząc
się nieodgadnionymi spojrzeniami. Doszli do portretu, który otworzył się przed
nimi i naraz chcieli wyjść, jednak momentalnie się cofnęli.
- Panie przodem, Granger.
- Nie, idź pierwszy, Malfoy.
- Nie mógłbym. Jestem dżentelmenem.
- Ależ nalegam.
- No to razem.
Draco wziął na ręce niczego niespodziewającą się Hermionę i przeszedł z nią przez portret. Na korytarzu nikogo nie było. Chłopak napotkał wkurzone oczy Gryfonki, które ciskały w niego piorunami.
- Masz mnie w tej chwili puścić, Malfoy! – Krzyknęła Hermiona.
- Wedle życzenia, pani. – Uśmiechnięty Draco dosłownie upuścił Hermionę na zimną posadzkę. No, prawie. Gryfonka zamknęła oczy i przerażona zaczęła piszczeć, spodziewając się bolesnego spotkania z podłogą. W ostatniej chwili złapały ją silne, męskie ramiona.
- Nie bez podstawy nazywają mnie jednym z najlepszych szukających w Hogwarcie, Granger. Umiem szukać, ale łapać też potrafię. – Odparł Draco i uśmiechnął się kpiąco. Zabrał ręce spod ciała Gryfonki i odszedł.
Wstrząśnięta Hermiona jeszcze chwilkę siedziała na posadce, nie dowierzając, że chłopak mógł ją złapać. Przecież to była tak malutka odległość. Zaraz jednak otrząsnęła się, po czym wstała i samotnie udała się na śniadanie. Żałowała jedynie, że nie odpysknęła mu, czy nie za bardzo pobrudził się szlamem. W Wielkiej Sali znalazła jedynie Rona. Po Harry’m i Ginny śladu nie było.
- Hej Ron. A gdzie Harry? – Zapytała Gryfonka, jednak jej przyjaciel jedynie wzruszył ramionami, jako że miał pełne jedzenia usta. – A nie widziałeś może Ginny?
- Minęliśmy się w drzwiach, kiedy tu wchodziłem. – Odparł rudzielec, kiedy już przełknął to, co miał w buzi.
O co im wszystkim dzisiaj chodzi? pomyślała Hermiona. Nie zaprzątała sobie tym jednak głowy, potem ich znajdzie. Wzięła do ręki tosta i zaczęła z apetytem pałaszować, gadając sobie w najlepsze z Ronem. Kiedy skończyli śniadanie, poszli do lochów, na eliksiry. Pod klasą stali jedynie Malfoy i Zabini, głupkowato się do siebie uśmiechając. Powoli zaczęli się schodzić inni, jednak wciąż brakowało dwójki Gryfonów i jednej Ślizgonki.
Harry, Ginny i Pansy nie pojawili się na pierwszej lekcji. Na pozostałych także nie. Ron przez prawie cały dzień milczał, ale wykręcał się złym samopoczuciem z powodu tygodniowego szlabanu. A Draco i Blaise przez cały czas coś do siebie szeptali. Gryfonka miała wrażenie, że ją obgadują, bo przyłapywała ich na znaczących spojrzeniach, jednak ci od razu odwracali wzrok.
Po skończonych lekcjach wracała do swojego dormitorium. Nie miała ochoty na obiad no i przez cały czas zamartwiała się nieobecnością przyjaciół. Salon znów był pusty. Miała nadzieję zobaczyć Ginny w sypialni, jednak i tam jej nie znalazła. Zobaczyła za to coś innego. Na jej łóżku leżał stos małych i większych paczuszek. A w okno pukała sowa. Co to wszystko miało znaczyć?
Postanowiła najpierw wpuścić ptaka. Ten wylądował na jej łóżku, koło paczuszek i wyciągnął nóżkę, do której było przywiązane niewielkie pudełko. Jeszcze jedno? Hermiona usiadła i przez chwilę pomyślała. No tak! Przecież dzisiaj był 19 września, jej urodziny! Kompletnie o tym zapomniała. Odwiązała paczkę od sowy, a ta wyleciała przez otwarte okno. Gryfonka najpierw zajrzała do tego pudełka. W środku znajdował się list, a także ramka ze zdjęciem jej rodziców na tle opery w Sydney, w Australii. Otworzyła list i przeczytała kilka ciepłych słów od jej mamy, która przypomina sobie coraz więcej fragmentów z ich wspólnego życia, a ostatnio nawet przypomniała sobie o dniu jej urodzin. Łzy pojawiły się w oczach Gryfonki, która obiecała sobie, że odwiedzi rodziców podczas świąt.
Zabrała się za stosik prezentów widniejących na jej łóżku. Od Ginny dostała wspaniałą sukienkę w kolorze butelkowej zieleni, na ramiączkach, z połyskującym materiałem, który pod światło sprawiał, że sukienka mieniła się milionami malutkich perełek. Była cudowna. Harry podarował jej książkę o współczesnych dokonaniach czarodziejów. Na okładce widniała ona, wraz z chłopakami, a nad jej głową widniał dymek z napisem „pokonali najgroźniejszego czarodzieja wszech czasów”. Ron kupił jej wspaniały naszyjnik ze znakiem nieskończoności. Kolejna paczuszka była od pani Weasley, która przysłała jej domowe wypieki. Od George’a dostała cukrową tiarę z napisem „królowa jest tylko jedna” i kilka gadżetów z jego sklepu. Hagrid podarował jej własnej roboty krajankę i zaplecione włosy jednorożca. Była też paczka od Pansy, która wręczyła jej srebrną bransoletkę z zielonymi oczkami, a także niewielkie pudełko od Blaise’a. W środku znajdowała się ramka z jego zdjęciem i autografem. Niesamowicie pomysłowe. Została jeszcze jedna, malutka paczuszka, w której coś grzechotało. Otworzyła ją delikatnie i jej oczom ukazała się mała kula, promieniejąca kolorowym światłem. Pod słońce z kuli tryskały długie promienie sprawiające, że światło w środku rozpraszało się i cały pokój mienił się kolorami tęczy. Dołączona była też karteczka.
- Panie przodem, Granger.
- Nie, idź pierwszy, Malfoy.
- Nie mógłbym. Jestem dżentelmenem.
- Ależ nalegam.
- No to razem.
Draco wziął na ręce niczego niespodziewającą się Hermionę i przeszedł z nią przez portret. Na korytarzu nikogo nie było. Chłopak napotkał wkurzone oczy Gryfonki, które ciskały w niego piorunami.
- Masz mnie w tej chwili puścić, Malfoy! – Krzyknęła Hermiona.
- Wedle życzenia, pani. – Uśmiechnięty Draco dosłownie upuścił Hermionę na zimną posadzkę. No, prawie. Gryfonka zamknęła oczy i przerażona zaczęła piszczeć, spodziewając się bolesnego spotkania z podłogą. W ostatniej chwili złapały ją silne, męskie ramiona.
- Nie bez podstawy nazywają mnie jednym z najlepszych szukających w Hogwarcie, Granger. Umiem szukać, ale łapać też potrafię. – Odparł Draco i uśmiechnął się kpiąco. Zabrał ręce spod ciała Gryfonki i odszedł.
Wstrząśnięta Hermiona jeszcze chwilkę siedziała na posadce, nie dowierzając, że chłopak mógł ją złapać. Przecież to była tak malutka odległość. Zaraz jednak otrząsnęła się, po czym wstała i samotnie udała się na śniadanie. Żałowała jedynie, że nie odpysknęła mu, czy nie za bardzo pobrudził się szlamem. W Wielkiej Sali znalazła jedynie Rona. Po Harry’m i Ginny śladu nie było.
- Hej Ron. A gdzie Harry? – Zapytała Gryfonka, jednak jej przyjaciel jedynie wzruszył ramionami, jako że miał pełne jedzenia usta. – A nie widziałeś może Ginny?
- Minęliśmy się w drzwiach, kiedy tu wchodziłem. – Odparł rudzielec, kiedy już przełknął to, co miał w buzi.
O co im wszystkim dzisiaj chodzi? pomyślała Hermiona. Nie zaprzątała sobie tym jednak głowy, potem ich znajdzie. Wzięła do ręki tosta i zaczęła z apetytem pałaszować, gadając sobie w najlepsze z Ronem. Kiedy skończyli śniadanie, poszli do lochów, na eliksiry. Pod klasą stali jedynie Malfoy i Zabini, głupkowato się do siebie uśmiechając. Powoli zaczęli się schodzić inni, jednak wciąż brakowało dwójki Gryfonów i jednej Ślizgonki.
Harry, Ginny i Pansy nie pojawili się na pierwszej lekcji. Na pozostałych także nie. Ron przez prawie cały dzień milczał, ale wykręcał się złym samopoczuciem z powodu tygodniowego szlabanu. A Draco i Blaise przez cały czas coś do siebie szeptali. Gryfonka miała wrażenie, że ją obgadują, bo przyłapywała ich na znaczących spojrzeniach, jednak ci od razu odwracali wzrok.
Po skończonych lekcjach wracała do swojego dormitorium. Nie miała ochoty na obiad no i przez cały czas zamartwiała się nieobecnością przyjaciół. Salon znów był pusty. Miała nadzieję zobaczyć Ginny w sypialni, jednak i tam jej nie znalazła. Zobaczyła za to coś innego. Na jej łóżku leżał stos małych i większych paczuszek. A w okno pukała sowa. Co to wszystko miało znaczyć?
Postanowiła najpierw wpuścić ptaka. Ten wylądował na jej łóżku, koło paczuszek i wyciągnął nóżkę, do której było przywiązane niewielkie pudełko. Jeszcze jedno? Hermiona usiadła i przez chwilę pomyślała. No tak! Przecież dzisiaj był 19 września, jej urodziny! Kompletnie o tym zapomniała. Odwiązała paczkę od sowy, a ta wyleciała przez otwarte okno. Gryfonka najpierw zajrzała do tego pudełka. W środku znajdował się list, a także ramka ze zdjęciem jej rodziców na tle opery w Sydney, w Australii. Otworzyła list i przeczytała kilka ciepłych słów od jej mamy, która przypomina sobie coraz więcej fragmentów z ich wspólnego życia, a ostatnio nawet przypomniała sobie o dniu jej urodzin. Łzy pojawiły się w oczach Gryfonki, która obiecała sobie, że odwiedzi rodziców podczas świąt.
Zabrała się za stosik prezentów widniejących na jej łóżku. Od Ginny dostała wspaniałą sukienkę w kolorze butelkowej zieleni, na ramiączkach, z połyskującym materiałem, który pod światło sprawiał, że sukienka mieniła się milionami malutkich perełek. Była cudowna. Harry podarował jej książkę o współczesnych dokonaniach czarodziejów. Na okładce widniała ona, wraz z chłopakami, a nad jej głową widniał dymek z napisem „pokonali najgroźniejszego czarodzieja wszech czasów”. Ron kupił jej wspaniały naszyjnik ze znakiem nieskończoności. Kolejna paczuszka była od pani Weasley, która przysłała jej domowe wypieki. Od George’a dostała cukrową tiarę z napisem „królowa jest tylko jedna” i kilka gadżetów z jego sklepu. Hagrid podarował jej własnej roboty krajankę i zaplecione włosy jednorożca. Była też paczka od Pansy, która wręczyła jej srebrną bransoletkę z zielonymi oczkami, a także niewielkie pudełko od Blaise’a. W środku znajdowała się ramka z jego zdjęciem i autografem. Niesamowicie pomysłowe. Została jeszcze jedna, malutka paczuszka, w której coś grzechotało. Otworzyła ją delikatnie i jej oczom ukazała się mała kula, promieniejąca kolorowym światłem. Pod słońce z kuli tryskały długie promienie sprawiające, że światło w środku rozpraszało się i cały pokój mienił się kolorami tęczy. Dołączona była też karteczka.
Wszystkiego najgorszego. Draco Malfoy
Zaśmiała się, czytając liścik. Wszyscy o niej pomyśleli,
była im naprawdę wdzięczna. Hermiona bardzo chciała znaleźć przyjaciół i im
podziękować. Choćby miała przeszukać cały zamek, to ich znajdzie. Nie było to
jednak konieczne. Gdy tylko otworzyła drzwi, ujrzała Gryfonów i Ślizgonów,
stojących ramię w ramię i najwyraźniej na nią czekających.
- Wszystkiego najlepszego! – Krzyknęli chórem. Po chwili dziewczyny podbiegły do niej, by osobiście złożyć jej szczere życzenia. Potem Ron, który musiał się pożegnać i iść na szlaban, a później Harry i Blaise. Malfoy jedynie skinął głową.
- Wiesz, czego ci życzę. – Odparł blondyn.
- No tak, wszystkiego najgorszego. – Popatrzyła na niego jadowicie.
Nie zaprzątała sobie tym jednak głowy. Na stolik trafiły przekąski i alkohol, zaczęła się impreza. Wszyscy dobrze się bawili, opowiadali sobie śmieszne historie. Po pewnym czasie do Pokoju Wspólnego Prefektów Naczelnych wkroczył Teodor Nott.
- Ominęło mnie coś ciekawego? – Zapytał na wstępie, po czym skrzywił się, widząc Malfoya i Zabiniego, którzy siłowali się na ręce. – Granger, doszły mnie słuchy, że dzisiaj świętujesz. – Rzucił na jej kolana średniej wielkości paczkę. – Skrzaty mi to podrzuciły i poprosiły, żebym dostarczył. – Wyjaśnił.
- No jasne. Podziękuj im ode mnie. – Uśmiechnęła się i otworzyła paczkę. Wyciągnęła z niej plakat przedstawiający ją, trójkę jej przyjaciół i czwórkę Ślizgonów, którzy obecnie zasiadali w tym salonie. Wszyscy uśmiechali się do obiektywu. Zdjęcie rzeczywiście było zrobione, jakoś tydzień temu, przez profesora Slughorna, na eliksirach, a Teodor dodatkowo je powiększył do rozmiarów plakatu. – Niesamowity. Dziękuję. – Zarumieniła się.
Impreza trwała w najlepsze. O 17:00 dołączył do nich Ron, który rozemocjonowany zaczął opowiadać, co się wydarzyło na szlabanie.
- Wyłowiłem jakieś majtki w tym jeziorze, bez jaj. No i tak stoję sobie na brzegu i się patrzę na to znalezisko, a tu podchodzi Greengrass i wpycha mnie do wody! Jak się wynurzyłem, to miałem ochotę zamordować ją wzrokiem, a ona się zaczęła bezczelnie śmiać! A jak wyszedłem z wody, to akurat przyszedł Filch. Oddał nam różdżki, a Greengrass powiedziała, że jestem spoko. I sobie poszła. No i weź tu zrozum baby! – Zakończył swój monolog westchnięciem. Na jego twarz wstąpiły rumieńce przejęcia. Co prawda, ubranie miał już suche, ale z włosów kapały kropelki wody i trochę się trząsł z zimna. Szybko wypił szklankę ognistej.
- Nudzi mi się. – Powiedziała Hermiona, godzinę później. Rozmowy ucichły i zrobiło się trochę monotonnie.
- Pograjmy w coś. – Zaproponował Draco. – Może pytanie czy wyzwanie?
- Wchodzę w to! – Odparł szybko Blaise, zanim ktoś wyraził sprzeciw. – Jakieś zasady Smoku?
- Hmm… Jeśli ktoś nie odpowie na pytanie, albo skłamie musi wykonać zadanie. A jeśli źle wykona zadanie, będzie kara. – Wszyscy pokiwali ochoczo głowami.
- Skąd będziesz wiedział, kiedy ktoś mówi prawdę, głąbie? – Odezwała się Hermiona.
- Granger, masz do czynienia z królem melanżu. – Powiedział Draco z politowaniem, po czym udał się do swojego pokoju. Wrócił po chwili, niosąc ze sobą coś, co wyglądało jak zaczarowany budzik. – Jeśli ktoś źle odpowie, to coś zacznie wyć. – Wyjaśnił.
- Zgoda. – Powiedział Blaise za Hermionę i rozpoczęła się gra.
- Wszystkiego najlepszego! – Krzyknęli chórem. Po chwili dziewczyny podbiegły do niej, by osobiście złożyć jej szczere życzenia. Potem Ron, który musiał się pożegnać i iść na szlaban, a później Harry i Blaise. Malfoy jedynie skinął głową.
- Wiesz, czego ci życzę. – Odparł blondyn.
- No tak, wszystkiego najgorszego. – Popatrzyła na niego jadowicie.
Nie zaprzątała sobie tym jednak głowy. Na stolik trafiły przekąski i alkohol, zaczęła się impreza. Wszyscy dobrze się bawili, opowiadali sobie śmieszne historie. Po pewnym czasie do Pokoju Wspólnego Prefektów Naczelnych wkroczył Teodor Nott.
- Ominęło mnie coś ciekawego? – Zapytał na wstępie, po czym skrzywił się, widząc Malfoya i Zabiniego, którzy siłowali się na ręce. – Granger, doszły mnie słuchy, że dzisiaj świętujesz. – Rzucił na jej kolana średniej wielkości paczkę. – Skrzaty mi to podrzuciły i poprosiły, żebym dostarczył. – Wyjaśnił.
- No jasne. Podziękuj im ode mnie. – Uśmiechnęła się i otworzyła paczkę. Wyciągnęła z niej plakat przedstawiający ją, trójkę jej przyjaciół i czwórkę Ślizgonów, którzy obecnie zasiadali w tym salonie. Wszyscy uśmiechali się do obiektywu. Zdjęcie rzeczywiście było zrobione, jakoś tydzień temu, przez profesora Slughorna, na eliksirach, a Teodor dodatkowo je powiększył do rozmiarów plakatu. – Niesamowity. Dziękuję. – Zarumieniła się.
Impreza trwała w najlepsze. O 17:00 dołączył do nich Ron, który rozemocjonowany zaczął opowiadać, co się wydarzyło na szlabanie.
- Wyłowiłem jakieś majtki w tym jeziorze, bez jaj. No i tak stoję sobie na brzegu i się patrzę na to znalezisko, a tu podchodzi Greengrass i wpycha mnie do wody! Jak się wynurzyłem, to miałem ochotę zamordować ją wzrokiem, a ona się zaczęła bezczelnie śmiać! A jak wyszedłem z wody, to akurat przyszedł Filch. Oddał nam różdżki, a Greengrass powiedziała, że jestem spoko. I sobie poszła. No i weź tu zrozum baby! – Zakończył swój monolog westchnięciem. Na jego twarz wstąpiły rumieńce przejęcia. Co prawda, ubranie miał już suche, ale z włosów kapały kropelki wody i trochę się trząsł z zimna. Szybko wypił szklankę ognistej.
- Nudzi mi się. – Powiedziała Hermiona, godzinę później. Rozmowy ucichły i zrobiło się trochę monotonnie.
- Pograjmy w coś. – Zaproponował Draco. – Może pytanie czy wyzwanie?
- Wchodzę w to! – Odparł szybko Blaise, zanim ktoś wyraził sprzeciw. – Jakieś zasady Smoku?
- Hmm… Jeśli ktoś nie odpowie na pytanie, albo skłamie musi wykonać zadanie. A jeśli źle wykona zadanie, będzie kara. – Wszyscy pokiwali ochoczo głowami.
- Skąd będziesz wiedział, kiedy ktoś mówi prawdę, głąbie? – Odezwała się Hermiona.
- Granger, masz do czynienia z królem melanżu. – Powiedział Draco z politowaniem, po czym udał się do swojego pokoju. Wrócił po chwili, niosąc ze sobą coś, co wyglądało jak zaczarowany budzik. – Jeśli ktoś źle odpowie, to coś zacznie wyć. – Wyjaśnił.
- Zgoda. – Powiedział Blaise za Hermionę i rozpoczęła się gra.
***
Witajcie kochani, jak wam mija sobotni wieczór? Czy wy też odczuwacie, jak szybko mija ten czas? Bo my z ~Azazel bardzo :) Cieszymy się, że nas odwiedzacie, jednak pojawia się bardzo mało komentarzy :./ Zachęcamy do komentowania, jesteśmy otwarte na wszelkie propozycje i krytykę również :* Przypominamy, że wersja dostępna na wattpadzie.
Pozdrawiamy,
Niklaus & Azazel
Pozdrawiamy,
Niklaus & Azazel
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz