Strony

sobota, 19 listopada 2016

Rozdział 11.



- I niby wy, Gryfiaki jesteście tacy odważni? – Zakpił.
                Hermiona zarumieniła się, aczkolwiek pewnym krokiem ruszyła naprzód. Strasznie się bała, bo jedyne źródło światła pochodziło z ich różdżek, a ona nienawidziła ciemności. Draco szybko do niej dołączył i szli ramię w ramię. Przeszli przez pewien odcinek korytarza i ich oczom ukazały się schodki. Ślizgon, jako dżentelmen pozwolił swojej towarzyszce iść pierwszej, ponieważ schodki były zbyt wąskie, by mogli się zmieścić na nich oboje. Hermiona ostrożnie stawiała każdy krok, jednak prawie u samej góry jeden stopień zapadł się i jej noga utknęła.
                Gryfonka krzyknęła głośno, łapiąc się Draco, który mocno złapał ją w talii. Dziewczyna była przestraszona i jęczała co chwilę z bólu.
- Cicho bądź. Już cię wyciągam! – Odparł zdenerwowany Ślizgon. Pociągnął ją do góry, ale ani drgnęła. Jej noga ugrzęzła w jakiejś kleistej mazi. Dziewczyna zaczęła cicho łkać.
- Zrób coś. – Poprosiła cicho.
- No dobra. Zamknij oczy i nie otwieraj. – Draco wpadł na pewien pomysł, jednak napotkał przerażoną minę dziewczyny. – Nie patrz tak na mnie, nie zrobię ci krzywdy.  – Dodał. Hermiona z pewnym ociąganiem zakryła sobie oczy ręką. W tym czasie Draco mruknął zaklęcie „incendio”. Maź zapaliła się i wtedy podciągnął dziewczynę do góry, jednak nic to nie dało. Spróbował jeszcze „deprimo” i „defodio”. W końcu zadziałało to drugie i Hermiona mogła swobodnie wyciągnąć nogę.
- Dzięki. – Powiedziała i otarła łzy.
                Stawiając teraz ostrożniej kroki, w końcu doszli do drzwi. Hermiona pociągnęła za klamkę, jednak nic się nie stało. Próbowali przeróżnych zaklęć, ale nie było różnicy. Poddali się po pewnym czasie i postanowili wracać. Mijając schodek, w którym była ta dziwna maź, Draco przystanął na chwilę.
- Poczekaj, Granger. – Mruknął Draco, po czym schylił się i różdżką oświetlił substancję.
- Co ty wyprawiasz? – Zainteresowała się Hermiona.
- Accio. – Powiedział blondyn, ignorując słowa dziewczyny. Ku ogólnemu zaskoczeniu, w jego ręku pojawiła się jakaś karteczka, na której była zapisana jakaś rymowanka. – Tak myślałem. – Rzekł, patrząc na nią z triumfem.
- Czytaj! – Ponagliła go Gryfonka. 

Jeśli chcesz zajrzeć do mego wnętrza,
porzuć stos myśli który się wciąż napiętrza .
Odpowiedzią jest towarzysz przygód,
czyli ten, który nie odmawia sobie wygód.
Przez te wrota wejdzie tylko odważny człek,
a jeśli skłamie postarzeje się o wiek.
Zwarz na niebezpieczeństwa, przyjacielu,
gdyż to zadanie obróciło w proch wielu.


Uczniowie popatrzyli po sobie zdziwieni. Co te słowa miały znaczyć. I jaka tajemnica kryła się za tymi dziwnymi słowami?
- Jak myślisz, co to może znaczyć? – Zapytała trochę zagubiona Hermiona.
- Nie mam pojęcia. – Odparł szczerze Draco. – Dzisiaj już nic nie wymyślimy. Wracajmy. – Jak postanowili, tak też zrobili. W ciszy wrócili do dormitorium, Gryfonka zamknęła hasłem przejście i oboje udali się do swoich pokoi.
                Niecałe pół godziny później, leżąc już w swoich łóżkach, rozmyślali nad słowami zagadki. Wszystko to było niezrozumiałe i takie tajemnicze. Zapewne nieprędko to rozwiążą.
***
Niedzielny poranek przyniósł ulewę i wiatr, co jedynie wprawiło Hermionę w jeszcze większą nostalgię. Zamyślona, zastanawiała się nad słowami zagadki, którą wczoraj odnaleźli. Było w niej jednocześnie coś oczywistego, a z drugiej strony: niezrozumiałego. Tajemnicze słowa krążyły w jej głowie i powtarzały się, jak echo. Jednak od wczoraj na nic nie wpadła.
- Hermiona, wszystko okey? – Zapytał Harry na śniadaniu, kiedy spojrzał na przyjaciółkę, której łyżka zastygła w połowie drogi do ust. – Od wczoraj jesteś strasznie zamyślona, coś się stało?
- Nie, no co ty. – Wytłumaczyła pospiesznie. – Rodzice przysłali mi list i zastanawiam się, co im odpowiedzieć. Muszę ich odwiedzić w święta. – Uśmiechnęła się.
- Już trochę lepiej? – Spytał nieśmiało Ron. Oczywiście miał na myśli sytuację z pamięcią rodziców Gryfonki.
- Mama pisze, że powoli sobie o mnie przypomina. Mam nadzieję, że i tata w końcu przypomni sobie o córce. – Odparła słabym uśmiechem.
- Wszystko się jakoś ułoży. – Stwierdził rudzielec i pocieszająco ścisnął dłoń przyjaciółki.
- Wiem to.
                Po śniadaniu brunetka udała się do dormitorium na 5 piętrze, w celu poszukania jakichś informacji w biblioteczce. Na pierwszy ogień wzięła książkę, która już kiedyś wpadła jej w ręce. Zaczęła wertować stronice, co chwilę wzdrygając się z obrzydzeniem na widok paskudnych zdjęć. Doszła do rozdziału z zaklęciami potrzebnymi do otwierania wejść. Tego właśnie szukała.
                Szyfry były napisane runicznie. Szybkim krokiem poszła do sypialni i pożyczyła podręcznik od Ginny, po czym wróciła do salonu, do książki. Kawałek po kawałku tłumaczyła znaki, tworzące łacińskie słowa. Zapisała listę haseł, jakie znalazła i w myślach wyznaczyła sobie pójście do biblioteki. Teraz jednak wzięła z półki kolejną książkę.
                Nie znalazła nic pożytecznego. W pewnym momencie do pomieszczenia weszła Ginny, która wróciła ze spaceru z Luną.
- Hej, Miona. Co ciekawego? – Zapytała rudowłosa, siadając na kanapie koło przyjaciółki.
- Przeglądam książki z tej biblioteczki, ale raczej nie ma tu nic dla mnie. – Odparła Hermiona, pospiesznie zamykając wszystkie księgi.
- To chyba coś z dziedziny czarnej magii, też ostatnio na nie patrzyłam. – Stwierdziła Ginny.
- Ty? I książki inne, niż podręczniki? Nie wierzę. – Zaśmiała się starsza z dziewczyn. Odłożyła książki na półkę i znów usiadła na kanapie. – To co tam u Luny?
- Ostatnio kłóci się z Neville’m, chyba przechodzą jakiś kryzys.
- Kiedyś, gdy wieczorem wracałam z wieży, minęłam ich, byli chyba na randce. Ale obserwował ich jakiś brunet, może to o to chodzi.
- A co to za ploteczki? – Do rozmowy wtrącił się Blaise, który właśnie wyszedł z sypialni Ślizgonów.
- Nie twój interes. – Odpowiedziała zaczepnie Hermiona.
- Wdrążcie starego Diabła w temat, ja też lubię poplotkować. – ciemnoskóry założył ręce na kolana i zrobił uroczą, zainteresowaną minę.
- Gadamy o Lunie i Neville’u. – Wyjaśniła Ginny.
- Chodzi o tą waszą blondynę? Teo pewnego czasu się za nią uganiał, ale dała mu kosza. Bidulek, ciężko to przeżył. – Odparł, czym zwrócił na siebie uwagę Gryfonek.
- Teodor? Serio? Nie miałyśmy pojęcia. – Hermiona nie kryła zdziwienia.
- No tak, w zeszłym roku nawet wyznał jej swoje uczucia, ale podobno go wyśmiała.
- Co? Luna? Ona by tak nie zrobiła! – Broniła honoru przyjaciółki Ginny.
- Mówię tylko to, co słyszałem.  Ślizgon dał za wygraną.
                Pogrążyli się w innych tematach, nawet przyjemnie im się razem gadało. Blaise wspomniał, że Draco ciągle siedzi przed jakimiś książkami, o których on nigdy nie słyszał. Hermiona znała chyba powód nagłego zainteresowania blondyna różnymi podręcznikami. Swoją drogą, ciekawe, że wiedziała o swoim wrogu coś, czego nie wiedział jego najlepszy przyjaciel. Z drugiej strony, Malfoy mógł tak samo myśleć względem Ginny.
***
W bibliotece Hermiona przetłumaczyła łacińskie hasło. Znajdowało się wśród nich też to, które otwierało tajemne przejście do tunelu, tuż za biblioteczką. Gryfonka musiała się spotkać z blondwłosym Ślizgonem. Jak na zawołanie, nagle wyrósł tuż przy jej stoliku i usiadł.
- Masz coś? – Zapytał bez ogródek. W odpowiedzi dziewczyna podała mu listę haseł. – Skąd to?
- Z tej dziwnej książki, którą kiedyś przez ciebie upuściłam. – Odparła sarkastycznie. – Myślę, że mogą się przydać.
- Wracamy tam dzisiaj?
- Tak. A ty coś znalazłeś?
- Nie mam nic. Ale w Malfoy Manor mamy sporą biblioteczkę i jest tam mnóstwo tego rodzaju książek.
- Super. – Odparła poirytowana Gryfonka. – Zamierzasz tam iść?
- Owszem. I to nawet z tobą. – Na jego usta wstąpił iście ślizgoński uśmieszek.
- Nie ma mowy. Ja tam nigdy nie wrócę. – Zaperzyła się Hermiona. W jej oczach krył się ból. Mimowolnie złapała się za lewe ramię. Draco bardzo dobrze pamiętał, co tam jest.
- A nie chcesz odkryć tej zagadki?
- Sam se odkrywaj. – Powiedziała niezbyt inteligentnie brązowooka. Zabrała swoje rzeczy, po czym wyszła, pozostawiając Ślizgona samego.
***
W trakcie kolacji zarówno Hermiona, jak i Draco odpuścili sobie posiłek. W tym czasie ponownie wrócili do tajnego tunelu. Gryfonka miała jakieś dziwne uczucie, że ktoś ich obserwuje, dlatego też co chwila odwracała się za siebie, ale napotykała jedynie znudzone spojrzenie jej towarzysza.
                Weszli po schodkach na górę i stanęli przed masywnymi drzwiami. Wypowiadali wszystkie hasła, jakie widniały na liście Hermiony, jednak żadne nie pozwoliło im wejść dalej.
- To ja już nie wiem. – Mina Draco wyrażała zrezygnowanie.
- Ja też. Na razie.
- Mówię ci, że trzeba iść do Malfoy Manor.
- To sobie idź, nikt ci nie broni. – Zdenerwowana Gryfonka ostentacyjnie wyminęła blondyna i szybkim krokiem ruszyła przed siebie. Wypowiedziała hasło i drzwi otworzyły się. Przeszli przez nie i zamknęli za sobą w ostatnim momencie, bowiem do środka weszli Ginny i Blaise. Najwyraźniej ich wczorajsza kłótnia poszła w niepamięć. Popatrzyli zdziwieni po swoich przyjaciołach.
- Cześć? – Padło z ust Blaise’a.
- A co wy tu porabiacie? – Zapytała podejrzliwie Ginny.
- Malfoy znów chciał mi wyciąć kawał, ten idiota. – Hermiona popatrzyła na Dracona z małym triumfem w oczach, że nadarzyła jej się okazja do zadrwienia z chłopaka.
- Smoku, mówiłem ci, że straszenie Gryfiaków jest trochę nudne, bo już dawno udowodnili, że nie są odważni. – Powiedział tonem znawcy brunet.
- My nie jesteśmy odważni? – Zapytały jednocześnie dziewczyny.
- To chyba wy nie macie pojęcia o odwadze. – Dodała starsza z Gryfonek.
- Tak? W takim razie przekonajmy się! – Zarządził Zabini.
- Ja nie mam zamiaru uczestniczyć w tej dziecinadzie. – Stwierdził Draco i już kierował się do swojego pokoju, gdy usłyszał cichy głos Hermiony.
- Przywódca tchórzy się znalazł.
- Coś ty powiedziała? – Ślizgon raptownie odwrócił się w stronę dziewczyny. – Nazwałaś mnie tchórzem? – Ku zaskoczeniu wszystkich, wyciągnął różdżkę i podchodził wolnym krokiem do Hermiony.
- Nie podchodź, bo się szlamem pobrudzisz. – Rzuciła Gryfonka, na której pokaz Ślizgona nie zrobił najmniejszego wrażenia.
- Pewnie i się pobrudzę. Ale nie będę nazywany tchórzem. – Stwierdził groźnie.
- A wolisz inne określenia? Bo mam kilka w zanadrzu. – Drwiący ton Hermiony wprawił wszystkich w osłupienie. Dziewczyna odwróciła się na pięcie i poszła do swojego pokoju.
***
Dziewczyny tego wieczoru jeszcze długo gadały, leżąc w swoich łóżkach. Nie mogły się sobą nacieszyć po prawie rocznej rozłące. Opowiadały sobie różne historie z tamtego okresu, był płacz, ale śmiech też był. W końcu koło północy poczuły zmęczenie i wygodnie ułożyły się na poduchach gdy… do pokoju wpadł Malfoy.
- Granger! Nie będziesz mi zarzucać tchórzostwa! Zakładamy się! – Mówił głośno blondyn.
- Serio nie mogłeś sobie wybrać lepszej pory na takie postanowienia? – Zapytała poirytowana dziewczyna.
- Nie.
- To fajnie masz. Wynoś się z tego pokoju! – Wzburzyła się. Do pokoju wszedł Blaise.
- Co jest gołąbeczki? Usłyszałem wasze słodkie głosiki. – Uśmiechnął się brunet.
- Możesz łaskawie zabrać tą fretkę z naszego pokoju? Chcemy spać. – Hermiona pokazała na siebie i Ginny, która ukrywała śmiech.
- Najpierw jakieś zadanie. – Powiedział skonsternowany Draco.
- No dobra!
                Hermiona wstała z łóżka i podeszła do szafy, zasłaniając ją tak, by nikt nie widział, co jest w środku. Miała tam całkiem spory zapas różnych eliksirów, które zbierała przez długi czas przygotowań do wyprawy z Harry’m i Ronem. Połączyła ze sobą kilka różnych płynów i wyszła jej mikstura o wściekle różowej barwie. Jako jedna z najlepszych w klasie, wiedziała, co powstanie i jak to odczarować. Odwróciła się do chłopaka z fiolką.
- Masz to wypić. – Podała mu flakonik do ręki.
- I co?
- I tyle.
- I to niby ma być to twoje szalenie trudne zadanie? – Zakpił Malfoy.
- Jutro reszta, teraz chce mi się spać. Pij. – Rozkazała. Chłopak posłusznie uniósł fiolkę do ust i wypił zawartość eliksiru. – Do widzenia. – Otworzyła im szerzej drzwi. Zdziwieni wyszli z pokoju, komentując dziwne zachowanie koleżanki i podejrzaną miksturę.
***
Rano cały Hogwart został postawiony na nogi już o 6:00 rano. A to wszystko za sprawą blondwłosego Ślizgona, mieszkającego w dormitorium na 5 piętrze, za portretem trzech dam, który obecnie stał w swoim pokoju, przed lustrem.
- GRANGEEEEEER! ZAMORDUJĘ CIĘ!
*** 
Cześć Wizzy :) Jak wam mija kolejny weekend listopada? My już powoli czujemy święta :D co sądzicie o rozdziale? Wciąż pojawia się bardzo mało komentarzy :/ Zachęcamy
Przypominamy, że wersja dostępna na wattpadzie.
Pozdrawiamy,
Niklaus & Azazel

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz