Strony

poniedziałek, 31 października 2016

Rozdział 8.



Wraz z nowym dniem uczniów Hogwartu nawiedziła fatalna, jesienna pogoda. Wszyscy chodzili jacyś przygaszeni, bez poczucia humoru. Nawet Blaise się wyciszył. Po wtorkowych lekcjach Hermiona kroczyła do dormitorium Prefektów Naczelnych. Była zmęczona i niewyspana. W PW spotkała całą gromadę ludzi: Malfoya, Zabiniego, Notta, Pansy, Harry’ego, Rona i Ginny. Wszyscy mieli znużone miny.
- Ktoś umarł? – Powiedziała na wstępie. Nie odezwali się, zaledwie Blaise uśmiechnął się do niej. – Co jest z wami? Musicie być tacy smętni?
- Co my ci na to poradzimy. – Odpowiedziała Pansy. – Wszyscy tu są zmęczeni.
- A może by tak zrobić imprezę? – Zasugerowała Hermiona. Momentalnie wszyscy się ożywili. – Jesteście płytcy. Żartowałam. – Powiedziała i uśmiechnęła się kpiąco.
- Ale to wcale nie jest taki głupi pomysł, Granger. Czasami umiesz wymyślić coś mądrego. – Odparł Draco i skierował się do barka zaopatrzonego w alkohol.
- A, róbcie co chcecie. – Wzruszyła ramionami i udała się w stronę sypialni.
- Miona, nie zostaniesz ? – Zapytała Ginny.
- Nie. – powiedziała na odchodne.
                Hermiona rzuciła torbę na fotel i położyła się na swoim łóżku. Tak, jak jej znajomi, była strasznie zmęczona, ale nie dawała po sobie tego poznać w towarzystwie. Teraz jednak marzyła tylko o tym, żeby się zdrzemnąć. Nie miała siły na odrabianie lekcji. Przyłożyła głowę do poduszki i nagle jej powieki stały się bardzo ciężkie. Ostatnim, co usłyszała, były śmiechy dochodzące z pomieszczenia obok. Zasnęła.
                Śniło jej się, że szła ścieżką koło zakazanego lasu. Musiała znaleźć jakąś rzecz, jednak nie wiedziała, co i gdzie. Miała jednak świadomość, że to było niesamowicie ważne i zostało jej mało czasu, by owy przedmiot oddać. W pośpiechu zaczęła biec, a łzy spływały jej po policzkach, była bardzo zdenerwowana.
- Mogę ci pomóc, jeśli chcesz. – Powiedział jakiś męski głos, który znała, jednak nie mogła sobie teraz przypomnieć, kto był jego właścicielem. – Wystarczy poprosić.
- Proszę. – Szepnęła cicho z niezadowoleniem słysząc, że drży jej głos.
- Pamiętaj, że ten, kto prosi o pomoc, zawsze ją otrzyma. – Odparł ten ktoś.
                Nagle jej oczom ukazała się oświetlona wśród ciemności dróżka. Dziewczyna otarła łzy i poszła ścieżką. Nie była długa, aczkolwiek prowadziła do zakazanego lasu. Gryfonka bała się tego miejsca, szczególnie, że była noc. Na końcu wąskiej drogi był kamień, na który również padało światło. Miała przeczucie, by go podnieść. I przeczucie jej nie zawiodło. Pod kamieniem leżała zwinięta karteczka. Podświadomie wierzyła, że karteczka prowadzi ją do tej ważnej rzeczy.
- Hermiona!
                Usłyszała głos Ginny. Zastanawiała się, co jej przyjaciółka robiła w tym dziwnym śnie, jednak nawoływanie powtórzyło i zorientowała się, że głos wcale nie pochodzi ze snu. Otworzyła oczy i spojrzała na rudowłosą.
- Hermiona, kochanie. Wołaliśmy cię, ale nie odpowiadałaś. Na pewno do nas nie przyjdziesz? – Zapytała Ginny.
- Może zaraz przyjdę. – Odparła zaspana brunetka.
- Okey, czekamy.
                Hermiona poszła do łazienki i spojrzała w lustro. Nie wyglądała najgorzej i mogła tak się pokazać przyjaciołom. Przez cały czas zastanawiała się nad znaczeniem tego dziwnego snu. Kiedy otworzyła drzwi, zilustrowała wzrokiem panującą tu sytuację. Harry obejmował Rona i obaj śpiewali jakąś piosenkę, chyba z płyty Celestyny Werback. Pansy łapczywie wpatrywała się w bliznowatego. Ginny rozmawiała z Blaise’m, a Draco i Nott patrzyli na nią. Dziwne towarzystwo, nie ma co. Chłopaki w końcu przestali śpiewać i Ron odwrócił się, by spojrzeć na przyjaciółkę.
- Chodź, Miona. – Poklepał siedzenie koło siebie. Ale chyba nie zdawał sobie sprawy, że w rzeczywistości poklepywał nogi Harry’ego.
- Dzięki Ron, nie będę się naprzykrzać Harry’emu. – Zaśmiała się cicho. Jedyne wolne miejsce było koło Malfoya. Niechętnie udała się w tamtą stronę i usiadła koło swojego wroga. – Ominęło mnie coś ciekawego? – Zagaiła.
- Blaise urządzał striptiz, ale Teo prawie od tego zwymiotował, więc przestał. Tak gwoli ścisłości, my nie jesteśmy pijani. – Wyjaśniła Pansy, po czym uśmiechnęła się do Gryfonki.
- No jasne. – Odparła Hermiona powątpiewającym tonem.
- Serio. – Dodała Ginny. – Spałaś tylko godzinę, a my pijemy z umiarem, żeby było weselej.
- Skutkuje, jak widać. – Powiedziała brunetka, a wszyscy wybuchli gromkim śmiechem. Niechętnie musiała przyznać, że było jej zimno, miała na sobie koszulkę z krótkim rękawem i mimowolnie zadrżała. Poczuł to Draco, z którym stykała się ramieniem. Pochylił się i nalał ognistej do jeszcze jednej szklanki, po czym podał jej.
- Trzymaj, będzie ci cieplej. – Powiedział cicho, nawet na nią nie patrząc. Wzięła szklankę i wypiła jednym haustem. Przyjemny ogień pojawił się w jej gardle i momentalnie zrobiło się jej przyjemniej.
- Dzięki. – Odparła równie cicho, co wywołało zaskoczenie na twarzy blondyna, jednak nic nie odpowiedział.
                Posiedzieli tak jeszcze godzinę. Pogadali trochę i Hermiona mogła lepiej poznać Teodora. Był naprawdę świetnym kompanem do rozmów, ponieważ był oczytany i inteligentny. Ale umiał też pyskować. Czasami Draco wtrącał się do ich rozmowy i wtedy Gryfonka mogła z nim normalnie pogadać. Z nimi oboma. Musiała przyznać, że kiedy chłopaki zachowują się normalnie, są całkiem fajni. Jednak wiedziała, że ta sielanka nie będzie trwała długo, rzeczywistość bywa szara.
***
                Jesienna chandra dopadła niemal wszystkich w szkole. Wyjątkiem była siódemka uczniów ostatniego roku, którzy dziarskim krokiem przemierzali korytarze Hogwartu, by pójść na śniadanie następnego dnia. Prawie każdy patrzył na nich, jak na upośledzonych umysłowo. Oni jednak nie przejmowali się dziwnymi spojrzeniami, byli w doskonałych humorach. Wczorajsze popołudnie w swoim towarzystwie dobrze im zrobiło. Dzięki niemu lepiej się poznali i traktowali troszkę milej.
                Nieco później Ginny wstała od stołu i poszła na starożytne runy. Przedmiot był całkiem ciekawy, a w dodatku siedziała w ławce z Blaise’m Zabinim, który zawsze potrafił ją rozbawić. Tak było i tym razem. Brunet czekał już na nią w klasie.
- Cześć wiewiórko Weasley.
- Hej debilu.
                Było to ich standardowe przywitanie. Uśmiechnęli się do siebie i pogrążyli w cichej rozmowie na temat wczorajszej libacji.
- Nie miałem pojęcia, że Potter i twój brat tak śpiewają. – Zagaił Blaise.
- Nie sądziłam, że się przy was odważą. – Wyznała szczerze rudowłosa i zaśmiała się.
- A to my niby jacyś gorsi? – Oburzył się na żarty chłopak.
- Nie, skądże. Tylko… nie sądziłam, że będą się czuć tak swobodnie wśród Ślizgonów, w końcu nie gadamy ze sobą zbyt długo.
- Ja tam znam wiele ciekawsze zajęcia, niż gadanie. – Powiedział Blaise i wyszczerzył zęby. Wywołał tym śmiech Gryfonki, tak miły dla ucha.
- No jasne, pewnie w łazience? – Zapytała. Przypomniała sobie jednak inne zdarzenia z łazienki i na jej twarz wstąpił szkarłatny rumieniec.
- Też. – Przyznał. – Ale mało to wygodne.
                Rozmowę przerwał im dzwonek. Do klasy weszła profesorka i rozdała im nowe teksty do tłumaczenia.
                W tym samym czasie Harry, Ron i Hermiona mieli Numerologię. Chłopaki jakoś nieszczególnie przepadali za tym przedmiotem, ale ostatecznie namówiła ich czekoladowooka. Uważała bowiem, że z tych lekcji mogą niesamowicie wiele wynieść. Bardzo ciekawe było zagłębianie się w tajniki Liczb Celu Życia, Liczb Wewnętrznych, czy Liczb Ekspresji Zewnętrznej. Na tych lekcjach Hermiona siedziała z Pansy, tuż przed Draco i Teodorem, a za Harry’m i Ronem. Całą szóstką świetnie dawali sobie radę. Mózgami ze społu byli oczywiście Gryfonka i blondwłosy Ślizgon.
                Później czekała ich Historia Magii, na której tradycyjnie prawie wszyscy spali. Jedynym wyjątkiem była Hermiona, uważnie notująca wszystko, o czym mówił im profesor Binns. Dzisiejsza lekcja w połączeniu z pogodą za oknem wydawała jej się szczególnie nudna, aczkolwiek nie pozwoliła sobie na lekceważenie słów profesora.
                Następnie udali się na eliksiry. Profesor Slughorn w ramach rozrywki polecił im uwarzyć eliksir, który najbardziej zapadł im w pamięć. Hermiona wybrała wywar żywej śmierci. Draco skusił się na eliksir rozdymający, dzięki któremu w drugiej klasie miał ogromną głowę. Pansy przygotowywała amortencję, a Harry i Ron eliksiry słodkiego snu. Ginny postawiła na eliksir, po wypiciu którego nie można przestać się śmiać, a Blaise, jako odważny, starał się przygotować eliksir na kaca. Nie obyło się bez śmiechu, kiedy co chwila komuś uciekały jego ingrediencje, albo kiedy w kociołku Rona było słychać głośne burczenie. Ostatecznie wszyscy dostali pozytywne oceny, chociaż Ronald nieco niższą.
                Czekała ich już tylko astronomia o północy. Poszli do Wielkiej Sali na obiad. Hermiona próbowała wypytać trochę Harry’ego o pewną Ślizgonkę.
- Halo! Ziemia do Pottera. – Hermiona pomachała mu przed oczami ręką, ponieważ usilnie wpatrywał się w stół Ślizgonów.
- Cały czas cię słucham. – uśmiechnął się Harry.
- Harry, co jest między tobą, a Pansy? – Na te słowa sam wspomniany zesztywniał, Ron zakrztusił się swoją zapiekanką, a Ginny widelec wypadł z rąk.
- A coś w ogóle jest? – Zapytał zaskoczony Wybraniec.
- Dziwnie się zachowujecie w swoim towarzystwie. Więc sądzę, że tak. – Odparła stanowczo Gryfonka.
- Zdaje ci się. – Powiedział Harry.
- Jak tam chcesz. – Hermiona dała za wygraną. Bez sensu było wypytywanie, skoro chłopak cały czas zaprzeczał. – Ginny, idziemy już?
- Tak, już skończyłam. – Odparła ruda. – Do zobaczenia. – Rzuciła jeszcze do chłopaków.
                Chłopaki posiedzieli jeszcze chwilę, jednak niedługo później Harry wstał od stołu.
- Ron, spotkamy się w Pokoju Wspólnym, muszę pogadać z Malfoyem o rezerwowaniu boiska. – Powiedział bliznowaty i znikł.
                Ron wzruszył jedynie ramionami. Dokończył swój sok dyniowy, pogadał chwilę z Neville’m i ruszył samotnie na 7 piętro. Ciężka torba zwisała mu z ramienia, miał w niej mnóstwo ciężkich książek. Będąc na 3 piętrze usłyszał dźwięk rozdzierającego się materiału i wszystkie księgi upadły na ziemię. Chłopak zaklął siarczyście. Jednym zaklęciem naprawił torbę, po czym schylił się, by pozbierać wszystko inne. Nie zauważył jednak, że ktoś idzie w jego kierunku. Podnosząc się, potrącił tę osobę i znów wypuścił książki.
- Uważaj, jak chodzisz Weasley. – Warknęła Astoria Greengrass.
- To nie moja wina, ty nie widzisz nic innego poza czubkiem własnego nosa! – Odciął się Ron.
- Licz się ze słowami, parszywy zdrajco krwi. – Pysknęła blondynka.
- Chciałabyś! Szanowna pani Arystokratka, damulka jak się patrzy, a pewnie wylądowałaś w łóżku u połowy chłopaków w szkole, którzy mają kasę w kieszeni!
- Nie martw się, gburze, ciebie to nie dotyczy! A poza tym, jak śmiesz się tak do mnie odzywać! Jesteś zwykłym śmieciem!
- Nienawidzę cię, Greengrass!
 Nienawidzę cię, Weasley!
                Taka wymiana zdań towarzyszyła uczniom siódmego roku. Oboje wyciągnęli różdżki i stanęli naprzeciw siebie. Właśnie miały paść pierwsze zaklęcia, gdy na korytarz weszła dyrektor McGonagall.
- Weasley! Greengrass! A co to za zachowanie? Proszę liczyć się ze słowami! A teraz, zapraszam do mojego gabinetu, omówimy tam szczegóły waszego szlabanu. – Dodała wzburzona profesorka i ruszyła zamaszystym krokiem na 1 piętro. Uczniowie posłusznie ruszyli za nią.
                Pani profesor wypowiedziała hasło i kamienny gargulec ustąpił im miejsca. Weszła razem z uczniami do gabinetu i zajęła miejsce za biurkiem. Młodzi usiedli na wskazanych miejscach.
- Chcę zaznaczyć, że wasze zachowanie było karygodne. Jako uczniowie ostatniego roku, powinniście dawać przykład młodszym, a prowokujące do bójki pogadanki prowadzą donikąd. Za karę, będziecie przez cały tydzień czyścić jezioro. Codziennie po lekcjach. Możecie odejść. – Dodała, zanim rozległy się protesty uczniów. – I nie chcę słyszeć sprzeciwu!
- Do widzenia. – Odpowiedzieli posłusznie młodzi i wyszli.
- To wszystko twoja wina! – Zaczęła znów Astoria, gdy znów znaleźli się na korytarzu.
- Moja? To ty na mnie wpadłaś! – Zaperzył się Ron.
- Jasne, gdybyś był dżentelmenem, to byś mnie nie oskarżał! Złamanego knuta nie masz, to i manier ci brakuje! – Ślizgonka nie dawała za wygraną.
- Wiesz co? Szkoda strzępić na ciebie języka. – Odparł zrezygnowany Ron i odszedł.
                Był zdenerwowany. Oberwało mu się o to, że wpadła na niego jakaś pusta lala i musiała zacząć pyskować. Ron nienawidził jej odkąd pamiętał. Była irytująca, arogancka i impertynencka. A jeśli chodziło o dyrektorkę, to kara była niesprawiedliwa, ponieważ on nic takiego nie zrobił. Bronił jedynie własnego honoru, czy to jest karalne? Oburzony, wpadł do wieży domu Lwa. Spotkał Harry’ego, siedzącego przed kominkiem.
- Nareszcie. Gdzieś ty był tyle czasu? – Zapytał Harry. Ron opowiedział mu całą historię i bliznowaty wyraził swoje zdanie, podobne do słów rudzielca. Niesprawiedliwość ludzka czasami była okropna.
***
                Wieczorem Hermiona przebrała się w cieplejsze ciuchy. Spojrzała jeszcze na kończącą wypracowanie przyjaciółkę i wyszła z dormitorium. Musiała odbębnić patrol z Malfoyem. Nie uśmiechało jej się łażenie po zamku nocą, aczkolwiek mus to mus. W środę ich patrol trwał pół godziny krócej, jako że mieli astronomię o północy.
                Wsłuchała się w idealną ciszę panującą na korytarzach. Z jednej strony była ucieszona, bowiem nie czeka ich żadna niespodzianka, ale z drugiej się bała. Jak zawsze. Doszła pod Wielką Salę, skinęła głową blondynowi i w ciszy ruszyli na poszukiwanie rozbójników.
                Pół godziny później działo się to samo, co na początku patrolu. Czyli nic. Prefekci nie rozmawiali ze sobą, ale cisza nie wydawała się im krępująca. Nużyło ich jednak swoje towarzystwo. Hermiona zapatrzona była w okna, Draco w korytarz przed sobą. Nagle Gryfonka odezwała się.
- Tam ktoś chyba jest. – Odparła i wskazała na błonia, tak jasne dzięki pełni księżyca. Rzeczywiście, po dziedzińcu skradała się jakaś osoba.
- Nie mamy go jak złapać, bo drzwi są zamknięte. – Stwierdził Draco racjonalnie.
- Skoro jemu udało się wyjść, to nam raczej też. – Powiedziała z sarkazmem Gryfonka i przyspieszyła kroku.
- Granger, ale ty jesteś uparta. – Rzucił Ślizgon z przekąsem .
- To niewątpliwie moja zaleta. – Zaśmiała się cicho dziewczyna. Jednak wśród panującej w zamku ciszy było to, jak wybuch bomby.
                Uczniowie ruszyli do drzwi wejściowych. Tak, jak spodziewała się Hermiona, były otwarte, a nawet lekko uchylone. Uśmiechnęła się z satysfakcją do Draco i już chciała coś powiedzieć, jednak ten pokręcił tylko głową i przyłożył palec do ust. Gryfonka pokiwała głową i oboje ruszyli przed siebie, najciszej jak potrafili. Na błoniach spotkali tego kogoś, kto nie chciał być zauważony. Szybkim krokiem szedł w stronę Zakazanego Lasu. Prefekci ruszyli za nim, jednak przy wejściu do lasu Hermiona zatrzymała się. Draco spojrzał na nią pytająco, jednak ona tylko pokręciła głową i cofnęła się o krok. Na jej twarzy malowało się przerażenie.
- Byłaś tu już w nocy, jak miałaś 11 lat i nie wymiękałaś, a teraz nagle się boisz?- Wyszeptał Draco z kpiną w głosie.
- Jak jesteś taki bohaterski, to proszę bardzo, nikt cię tu nie trzyma. – Powiedziała Hermiona i odwróciła się, by wrócić do zamku. Kątem oka zauważyła walkę na twarzy blondyna, który ostatecznie postanowił wejść do lasu sam. Z niedowierzeniem pokręciła głową i zatrzymała się przy ogromnym drzewie, pod którym zazwyczaj spędzała czas wolny z chłopakami i Ginny, kiedy było ciepło. Z niepokojem obserwowała, jak platynowe włosy Ślizgona znikają wśród gałęzi. Aż głupio się przyznać, ale się martwiła.
                W tym samym czasie Draco szedł dróżką, nie spuszczając z oczu człowieka, którym niewątpliwie był jakiś uczeń. Poruszał się on po lesie niezgrabnie, bardzo głośno. Nagle przystanął i oparł się o pień drzewa, ciężko dysząc. Ślizgon, niewiele myśląc, podbiegł do niego akurat w tym momencie, gdy upadł na ziemię. Ku jego zdziwieniu, to wcale nie był uczeń, a jakiś starszy mężczyzna. Dużo starszy. Miał wielkie, zielone oczy i długie siwe włosy. Ubrany był w wojskowe spodnie moro i grubą, czarną kurtkę. Bardzo kaszlał.
- Synu… - wychrypiał mężczyzna. – Koniecznie musisz odnaleźć ten skarb. To wielka tajemnica zamku, a ty zostałeś wybrany. Ty i ona. – Palcem wskazał na ścieżkę prowadzącą do zamku.
- Proszę pana, zaraz sprowadzę pomoc. O nic proszę się nie martwić. – Powiedział szybko zdenerwowany Draco. – Za chwilkę wrócę z kimś do pomocy. – Dodał i puścił się biegiem.
                Hermiona wciąż czekała na błoniach, a Draco nadal nie wychodził z lasu. Cholernie się martwiła, mimo że nie powinna. Powoli zaczęła iść na skraj lasu, być może z mniejszej odległości go ujrzy. Nie uszła jednak wiele, gdy blondyn wypadł z lasu. Odetchnęła z ulgą. Draco złapał ją za rękę i nie zamierzał się kierować do zamku. Ciągnął ją do lasu.
 Granger. – Odparł zdyszany. – Tam jest starszy facet, chyba ranny. Wydaje mi się, że ma gorączkę, majaczy. – Wyjaśnił pokrótce blondyn.
                Gdy dobiegli do miejsca, Draco stanął jak wryty. Hermiona pomyślała, że chce ją nabrać i już miała zabrać głos w tej sprawie, gdy spojrzała na jego zszokowaną twarz.
- Uderzyłeś się w głowę Malfoy? To miał być żart, tak? – Zapytała, jednak on nie odpowiadał. Wciąż wpatrywał się w jeden punkt na ziemi. – Malfoy? – Szturchnęła go. Dopiero wtedy się ocknął.
 Ale… ale… tu był ten facet… miał takie ogromne oczy… i… on mówił o skarbie… - Mówił zszokowany Draco. Hermiona pomyślała, że uderzył się w głowę.
- Wracamy do zamku, ale już. – Zarządziła Gryfonka. Chłopak posłusznie za nią poszedł, jednak był otępiały, nie zwracał na nic uwagi. A może rzeczywiście tam ktoś był? – Powiesz mi wreszcie, co się stało?
- Szedłem za tym kolesiem, myślałem, że to jakiś uczeń. Ale on przystanął i oparł się o drzewo, a potem upadł, no to do niego podbiegłem. Dziwnie wyglądał, miał zielone oczy i długie, siwe włosy. Mówił, że w szkole jest skarb, to wielka tajemnica. A ja jestem wybrany. Powiedział dokładnie „ty i ona”, no i pokazywał na ścieżkę, na której stałaś ty. – Wytłumaczył Draco. Był otępiały, dziwnie się zachowywał.
- Na pewno ci się nie przewidziało? Jest późno, może chce ci się spać… - Odparła powątpiewająco Hermiona.
- Nie wierzysz mi? Mówię prawdę! – Powiedział oburzony blondyn.
- Okey, nic nie mówię. – W geście poddania Gryfonka podniosła ręce do góry.
                W spokoju wrócili do zamku i od razu poszli na 5 piętro. Draco nadal był trochę wkurzony. Ale co mogła poradzić na to Hermiona? Przecież to wszystko brzmiało, jak jedna wielka bajka. 
*** 
Cześć Wizzy! Przepraszamy za minimalne opóźnienie, ale nie mogłyśmy dodać nowego rozdziału na weekendzie... Liczymy, że rozdział się spodoba i wynagrodzi czas oczekiwania. 
Pozdrawiamy, 
Niklaus & Azazel 

sobota, 22 października 2016

Rozdział 7.



Plotki o imprezie w Pokoju Wspólnym prefektów naczelnych rozniosły się po szkole bardzo szybko i już w czasie obiadu Draco i Hermiona byli na ustach większości uczniów. Ale po kolei. Rona znalazła Pansy, jak spał w wannie, przytulony do prysznica. Draco jak usnął, tak spał cały ranek i całe południe, obudził się koło 13:00. Wszystko go bolało od niewygodnej pozycji na niewygodnej kanapie i do tego wszystkiego dochodził niewygodny ból głowy. Jednym słowem: niewygodnie. Na stoliku leżała fiolka z eliksirem na kaca. W pokoju był sam. Wypił szybko eliksir i udał się do łazienki, by zwymiotować. Przelotnie zauważył, że sypialnia była pusta. Po męczarniach, trwających już dobre 15 minut, mdłości ustały. Draco szybko poszukał w pokoju kolejny eliksir i wypił, w mgnieniu oka poczuł się lepiej. Pozostała już tylko suchość w ustach. Chwycił butelkę stojącą na biurku i łapczywie pił wodę, zastanawiając się, gdzie podziewa się jego przyjaciel. Przez chwilę rozważał, czy nie zapytać o to Gryfonek. W myślach kalkulował sytuację z Granger i wychodziło na to, że po wczorajszych zawodach w piciu nie było tak źle, więc idąc do ich pokoju nie ryzykował śmiercią tragiczną. Zapukał, ale nikt mu nie odpowiedział, więc nacisnął klamkę i wsunął głowę do pokoju.
                   Znalazł przyjaciela. Leżał na łóżku, razem z rudą. Spali. Zaznaczył w pamięci, żeby wypytać Blaise’a o wszystko. Zaczynało mu się nudzić, więc z braku lepszych pomysłów udał się do lochów, by pogadać z Pansy. Wypowiedział hasło i ściana rozpłynęła się, robiąc mu przejście. Nie znalazł przyjaciółki w pokoju wspólnym, więc udał się do jej dormitorium. Zapukał do drzwi i czekał. Otworzyła mu Astoria.
- O, hej Draco. – uśmiechnęła się przymilnie.
- Cześć. Jest Pansy? – zapytał, przy okazji zaglądając jej przez ramię do pokoju.
- Jest. Ale nie radzę… - Astoria nawet nie dokończyła zdania, ponieważ wyminął ją i wszedł do pokoju. Kompletnie zaskoczyło go to, co zastał. Pansy leżała w łóżku, cała zapłakana. Szybkim krokiem podszedł do niej i mocno ją przytulił, nie pytając o nic.
                   Pansy wybuchła jeszcze głośniejszym płaczem, co przeraziło samego Dracona, ale nie dał tego po sobie poznać. Tulił ją i kołysał, by się uspokoiła. Przeszło jej po kilkunastu minutach. Podniosła zapłakane oczy na przyjaciela i uśmiechnęła się smutno.
- Pobrudziłam ci koszulę tuszem. – Wskazała palcem na czarną plamę na koszuli, jednak blondyn tylko machnął na to ręką.
- A tam koszula. Co się stało, Pans? – Zapytał z troską.
- Nieważne, nie martw się. – Zaśmiała się brunetka. Nie miała zamiaru gadać o tym z jakimkolwiek chłopakiem.
- Zabiję Pottera. – Obiecał Draco i już podnosił się z łóżka, by dopaść Gryfona, ale jego zapał ostudziła Pansy.
- Siadaj, to nie przez niego. – Powiedziała spokojnie. Pogadali jeszcze chwilę, jednak zaraz Ślizgonka wymigała się zmęczeniem i wyprosiła blondyna z pokoju.
***
6 godzin wcześniej
   Kiedy Hermiona obudziła wszystkich krzykiem, Pansy oderwała się od Harry’ego. Dziewczyna miała przebłyski tego, co się między nimi wydarzyło, jednak nie była pewna. Popatrzyła na chłopaka.
- Potter? Czemu na tobie spałam? – Zapytała całkiem poważnie, a on parsknął śmiechem.
- Może dlatego, że jestem wygodny? – Uśmiechnął się. Odwzajemniła uśmiech.
- Raczej nie, wszystko mnie boli. – Stwierdziła. – Uświadom mnie, jeśli się mylę. Czy my się wczoraj całowaliśmy? – Szczerze mówiąc, bała się trochę odpowiedzi.
- Tak. – Harry’emu uśmiech nie schodził z twarzy. Bardzo liczył, że między nim a Ślizgonką dojdzie do zbliżenia.
- Ale nic więcej? – Zapytała z niepokojem. Przez moment na twarzy Pottera pojawił się strach (?).
- Nie, do niczego nie doszło.
- Okey. – Odetchnęła z ulgą. Teraz zauważyła zawód na jego twarzy. – Harry, ja… - pierwszy raz wypowiedziała jego imię. Nie było jej dane dokończyć, ponieważ wyżej wspomniany właśnie to przerwał.
- Masz rację. Zapomnijmy, tak będzie wygodniej. – Uśmiechnął się zimno, po czym wstał i nie zwracając uwagi na kompletnie zszokowaną dziewczynę, wyszedł z dormitorium.
***
   Ginny obudziła się, słysząc zamykanie drzwi. Spojrzała w tamtą stronę, jednak nie zauważyła nikogo. Poczuła ciężką rękę leżącą na jej biodrze. Przyjrzała się Blaise’owi, który uśmiechał się przez sen. Zdjęła z siebie rękę i poszła do łazienki, by wziąć prysznic i umyć zęby. Rano miała nieprzyjemne mdłości. Po wykonaniu tych czynności, ubrała się i poszła do salonu. Nie spotkała tam nikogo, więc wywnioskowała, że wszyscy są na obiedzie. Szybkim krokiem ruszyła do Wielkiej Sali. Przy stole spotkała trójkę swoich przyjaciół, skacowanych i zmęczonych. Ukradkiem spojrzała na stół Ślizgonów, jednak nie znalazła tam nikogo z trójki, z którą spędziła wczoraj wieczór. Podeszła do złotego trio i usiadła koło Hermiony.
- Hej kochani. – Odparła i uśmiechnęła się promiennie. Jako jedyna z ich czwórki była wyspana i nie bolała jej głowa. A to za sprawą eliksiru od pewnego bruneta.
- Nie tak głośno. – Złapał się za głowę Ron.
- To bardzo niespotykany widok, braciszku. Ty nic nie jesz. – Wyszczerzyła zęby do brata Ginny.
                   Żartowali tak jeszcze przez pewien czas. Po obiedzie, który zjadła tylko Ginny, dziewczyny udały się do dormitorium Prefektów Naczelnych. Omawiały po drodze całą imprezę, a raczej tę część, którą pamiętały i zaśmiewały się w najlepsze. W Pokoju Wspólnym spotkały Blaise’a, więc dosiadły się do niego i po kolei analizowali wszystkie zdarzenia.
- Hermiona, świetnie wyglądałaś w tej krótkiej różowej sukience bez pleców. To raczej nie twoja? – Zapytał Blaise, a jego brwi powędrowały wysoko, gdy spojrzał na zarumienioną rudowłosą.
- Owszem, nie jej. A jeśli już mowa o ubraniach… jak się miewają twoje spodnie? – Odparła Ginny słodkim głosikiem, po czym obie z Hermioną wybuchły śmiechem.
- Świetnie, wiewiórko. W końcu były mokre z twojego powodu. – Iście Ślizgońskie zagranie. – A pamięta któraś z was Pottera? Jak usypiałem, Pansy się do niego kleiła! – Blaise powiedział to zupełnie niespodziewanie, zaskakując obie Gryfonki, które nie miały bladego pojęcia. Musiały poważnie pogadać z Bliznowatym.
                 Zapewne świetnie się bawili i jeszcze długo omawialiby szczegóły, ale do pokoju wpadł zdenerwowany Draco Malfoy, który zabrał ze sobą Blaise’a. Dziewczyny tylko wzruszyły ramionami.
***
   W poniedziałek rano Hermiona obudziła Ginny. Obie szybko się wyszykowały i poszły razem na śniadanie. Zasiadając do stołu zauważyły kwaśną minę Rona i ogromnego sińca widniejącego pod okiem Harry’ego.
- Merlinie, Harry, co ci się stało? – Zapytała przerażona Ginny, po czym podeszła bliżej chłopaka, by obejrzeć ranę.
- To nic takiego, potknąłem się po ciemku i uderzyłem o kant łóżka. – Harry wzruszył ramionami. – Szybko zniknie, nie przejmujcie się. Ginny, dzisiaj o 17:30 widzimy się na boisku. – Dodał.
- Jasne. – Uśmiechnęła się ruda.
                 Śniadanie upłynęło im w przyjemnej atmosferze. Jedynie Hermiona rzucała ukradkowe spojrzenia w stronę Harry’ego, który zaperzał się, że to od potknięcia, więc chcąc nie chcąc, musiała mu uwierzyć. Całą czwórką udali się na transmutację. Gdy przyszli pod klasę, cała grupa zaczęła wytykać palcami bliznowatego. Na szczęście za niedługo miał zadzwonić dzwonek.
- Potter, coś ty zrobił? – Zapytała Pansy, która podeszła do nich razem z Malfoyem i Zabinim. Hermiona zarejestrowała, że wyżej wspomniani popatrzeli na siebie znacząco. 
- Potknąłem się. – Wyjaśnił niecierpliwie poszkodowany. Pansy zaczęła cicho chichotać, ale w tym momencie drzwi do Sali otworzyły się, a profesor McGonagall zaprosiła wszystkich do Sali.
- Na dzisiejszej lekcji – zaczęła nauczycielka – będziemy się zajmować transmutacją ludzką. Jest to bardzo trudny rodzaj magii, który opanowuje za pierwszym razem mało kto. Jednak nie chodzi mi tu o całkowitą przemianę, a pół-przemianę. Popatrzcie. – Profesorka machnęła różdżką i wypowiedziała zaklęcie, a po chwili oczom uczniów ukazał się pół-kot, pół-człowiek. Wszyscy otworzyli buzie ze zdumienia. Jeszcze jedno machnięcie i wróciła do swojego dawnego wyglądu. – No proszę, teraz wy. Do roboty!
                Lekcja rzeczywiście była bardzo trudna. Jednak profesor McGonagall nie spodziewała się, że komuś się uda. Uczniowie wysypali się z klasy i podążyli na Zaklęcia. Profesor Flitwick przygotował dla nich krótki quiz powtórkowy, a potem mieli ćwiczyć zaklęcia wypisane na tablicy.
               Hermiona musiała przyznać, że 7 klasa to nie przelewki. Przerabiali niezrozumiałe dla większości rzeczy, o których nawet ona nie słyszała. Jeśli to w ogóle możliwe, coraz częściej bywała gościem biblioteki. I spotykała tam wielu uczniów ze swojego roku, w tym Teodora Notta. Chłopak tego poniedziałkowego popołudnia zajął stolik, przy którym zwykle ona zasiadała, więc poirytowana poszła szukać innego. Znalazła jeden wolny, w rogu Sali i zabrała się do lekcji.
              Wyobraźcie sobie jej zdziwienie, kiedy podniosła głowę i zobaczyła przed sobą właśnie Notta, który bezczelnie się na nią gapił. Zdusiła w sobie głośne prychnięcie, po czym powiedziała
- Jakiś problem?
- Zazwyczaj to ja siedzę przy stoliku. – Odparł Ślizgon z drwiną w głosie.
- To fajnie masz. – Zakpiła Hermiona i wróciła do pisania wypracowania.
- No wiem. – Szeroki uśmiech wstąpił na jego twarz. Jednak Hermiona nie odpowiedziała na tą zaczepkę. – W takim razie pozwalam ci już stąd iść. – Dodał, czym okropnie rozzłościł Gryfonkę.
- Ty mi pozwalasz? I co, myślisz, że posłucham? – Zapytała wkurzona.
- Nie pyskuj do prefekta. Gryffindor traci przez ciebie 5 punktów. – Uśmiechnął się po Ślizgońsku.
- Prefekt nie może odbierać innemu prefektowi punktów, głąbie. – Hermionę coraz bardziej irytowała ta rozmowa.
- No dobra, Granger, żartowałem. Dla jaj zająłem twój stolik i dla jaj przyszedłem tutaj, żeby cię trochę podenerwować. Mieszkasz z Draco, więc na bank zdążył ci już powiedzieć, że czasami podniesione ciśnienie jest bardzo zdrowe. – Zaśmiał się Teodor. – Sorry.
- Widzę, że wy Ślizgoni macie to we krwi. – Powiedziała Hermiona i zmrużyła oczy.
- Co? – Zapytał inteligentnie brunet.
- Głupotę, brak taktu, brak mózgu, jesteście dziecinni, przewidywalni i jesteście idiotami. – Wyliczała po kolei, co zaowocowało śmiechem Teodora. Niestety, ściągnął przez to uwagę bibliotekarki, pani Pince. 
- Wynocha stąd! Tu ma być cicho! – Powiedziała rozzłoszczona kobieta. Chcąc, nie chcąc, Hermiona i Teodor musieli opuścić pomieszczenie.
- Ty głąbie! Muszę dokończyć te prace przed patrolem, a nie mam książek! – Hermiona była wściekła.
- Te książki są w biblioteczce w waszym dormitorium. Przeglądałem ostatnio, jak byłem u Draco. – Wyjaśnił chłopak. – I nie wściekaj się tak, Granger. Złość piękności szkodzi. – Teodor posłał jej zwyczajny, naturalny uśmiech i odszedł.
                   To była jej pierwsza dłuższa rozmowa z tym Ślizgonem. Musiała przyznać, że zaimponował jej faktem, że czyta książki. W końcu przeglądał tą nieszczęsną biblioteczkę. Zawsze miał dobre oceny, z tego, co wiedziała, ale nauczyciele nie zwracali na niego większej uwagi, ponieważ był bardzo skryty i cichy. Takie myśli krążyły wokół niej, puki nie udała się na 5 piętro. Wypowiedziała hasło i przeszła przez portret. W pokoju wspólnym był tylko Malfoy. Ginny pewnie poszła do wieży Gryffindoru, by udać się z chłopakami na trening, a Blaise’a gdzieś wcięło.
                   Nie zaprzątając sobie nimi głowy, podeszła do biblioteczki i w mgnieniu oka znalazła książki, o których wcześniej mówił Nott. Zdziwiona, wzięła je wszystkie do swojego pokoju i usiadła na łóżku. Nim jednak zabrała się do pracy, usłyszała ciche stukanie w szybę. Spojrzała w tym kierunku i zauważyła sowę, trzymającą w dziobie liścik. Wpuściła do pokoju ptaka, który od razu wyrzucił list i odleciał. Gryfonka odczytała krótką notkę.
Panno Granger, pani i pan Malfoy będziecie dzisiaj pilnować
dwóch piątoklasistów, którym profesor Slughorn dał
szlaban, ale zapomniał, że jest zebranie nauczycieli.
O 18:00 pod Izbą Przyjęć.
Z wyrazami szacunku
Minerwa McGonagall
dyrektor

Świetnie, pomyślała Gryfonka. Zamiast odrabiać lekcje, będzie pilnowała jakichś dzieciaków. Wpadła jednak na pomysł, żeby zabrać ze sobą książki i pergaminy do torby, wypracowania napisze tam. Z tym postanowieniem spakowała się i wyszła. Do 18:00 pozostało trochę czasu, ale chciała załatwić jeszcze jedną sprawę. Poszła na błonia. A dokładniej rzecz ujmując, na boisko. Chciała jeszcze złapać Harry’ego.  Akurat kiedy tam doszła, drużyna wychodziła z szatni.
- Miona? Co tu robisz? – Zdziwił się Ron.
- Mam sprawę do Harry’ego. – Uśmiechnęła się przymilnie.
- Poczekajcie na mnie, zaraz do was przyjdę. – Powiedział do rodzeństwa Harry i zwrócił się do Hermiony. – Coś się stało?
- Wiesz, przyszłam tutaj w razie, gdybyś się znów potknął. – Krzywy uśmiech wstąpił na jej twarz.
- Spokojnie, nic mi się nie stanie. – Harry wyglądał na zdenerwowanego.
- Nie okłamuj nas, Harry, bo nie na tym polega przyjaźń. Wiem, że zrobili ci to Malfoy i Zabini, ale nie wiem, za co. Nie, nie oczekuję wyjaśnień. – Powiedziała szybko, bo widziała, że bliznowaty chciał się odezwać. – Po prostu bądź z nami szczery. – Dodała, po czym odwróciła się i odeszła.
                   Była pewna, że zrobiła dobrze. Nie chciała, żeby jej przyjaciele okłamywali samych siebie. Wróciła do zamku i udała się na 3 piętro, do Izby Pamięci. Doszła na miejsce równo z wybiciem godziny. Czekali tam już dwaj piątoklasiści, Malfoya nie było. Gryfonka zastanawiała się, czy McGonagall wysłała mu podobną notkę. Jednak teraz nie miała czasu na takie rozmyślania.
- To wy macie szlaban? – Zapytała dla pewności. Uczniowie pokiwali jej głowami. Otworzyła drzwi i razem z chłopcami weszła do pomieszczenia, zdemolowanego przez Irytka. - Nie wyjdziecie stąd, puki tu nie posprzątacie. Oddajcie różdżki. – Powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu.  Młodzi niechętnie oddali jej swoje magiczne patyki, po czym wzięli się do roboty. Ona sama wyczarowała sobie fotel i wzięła się za pisanie wypracowania.
                   Dwadzieścia minut później obecnością zaszczycił ich Malfoy. Popatrzyła na niego zirytowana, jednak nie odezwała się słowem. Ślizgon wyczarował sobie drugi fotel i usiadł, obserwując poczynania młodzików.
- Dokładnie. – Warknął w ich stronę.
                   Po godzinie Hermiona skończyła swoje prace. Odłożyła książki i pergaminy i spojrzała na piątoklasistów. Praca szła im bardzo mozolnie, posprzątali dopiero połowę Sali.
- Och, super. – Jęknęła. Draco popatrzył na nią i zaraz wiedział, o co chodzi. Też nie chciał przesiedzieć tu całego wieczoru.
- Pospieszcie się, bo do jutra was nie wypuścimy. – Powiedział ostrym tonem do chłopaków, jednak ci nie zrobili sobie z tego wiele.
- Odezwał się ten, dla którego czas tak wiele znaczy. – Mruknęła pod nosem Hermiona.
- To wina twojego Pottusia, że się spóźniłem, więc nie pyskuj. – Odciął się Draco. Gryfonka momentalnie na niego spojrzała.
- Jak to wina Harry’ego? Przecież on ma trening. – Powiedziała zaskoczona.
- Miałem… miałem do niego pewną sprawę. – Odparł wymijająco blondyn.
- Pewną sprawę? – Zakpiła Hermiona. – Zdaję sobie sprawę, że to limo pojawiło mu się pod okiem dzięki tobie i Zabiniemu. I jeśli jeszcze raz się dowiem, że mu coś zrobiliście, osobiście załatwię wam karę. – Powiedziała.
- Wygadał ci się?! A to kapuś! – Powiedział wkurzony Draco.
- Sam właśnie mi to powiedziałeś, idioto. – Uśmiechnęła się triumfalnie. 
*** 
Hej wizzy :) Jak wam sobota mija? Moja deszczowa, ale nawet ujdzie. Co sądzicie o nowym rozdziale? Mogę prosić o komentarze? Byłabym wdzięczna ~Niklaus
Macie serdeczne pozdrowienia od ~Azazel xd
Przypominamy, że wersja dostępna na wattpadzie
 Niklaus & Azazel

sobota, 15 października 2016

Rozdział 6.



 Teodor Nott wychował się w zamożnej rodzinie. Jego ojciec był szanowany wśród społeczeństwa, pracował w Ministerstwie Magii. Można by rzec, że to szycha wśród najlepszych. Od lat przyjaźnił się z Malfoyami. Poznał kobietę, 25 lat od siebie młodszą. Została ona matką jego syna i jego żoną. Nott Senior może i nie sprawiał wrażenia, ale naprawdę kochał swą małżonkę. Syna również, chciał być bardzo troskliwy. Jedynym mankamentem tej sytuacji był fakt, że rodzina Nott należała do grona śmierciożerców. A Voldemort nie umiał kochać, cały czas mówił, że nie istnieje coś takiego, jak miłość. I wpajał to swoim zwolennikom. Dlatego Nott Senior wyszedł na zimnego drania bez uczuć. Aczkolwiek nie pozwolił, by miłość jego życia zgodziła się na mroczny znak. I słusznie. 5 lat po urodzeniu Teodora, jego matka zmarła.
                Teodora wychowywał ojciec. Dzieciństwo chłopaka było dla niego bardzo trudnym okresem. Tak właściwie to interesował się nim tylko skrzat domowy. Kiedy brunet skończył 11 lat, jego największym marzeniem było usunąć się z życia swojego opiekuna. Jedynym wybawieniem stał się Hogwart, dlatego malec niecierpliwie wyczekiwał 1 września. Jego marzenie w końcu się spełniło. Draco bardzo lubił z nim gadać, ale nigdy nie uważał go za bliższego przyjaciela. Jednak poza nim Teodor nikogo nie miał.
                W szkole trzymał się na uboczu. Miał świetne oceny, nikt się go nie czepiał. Lubił grać w Quidditcha, interesował się numerologią i transmutacją. Wszystko zmieniło się, gdy odrodził się Czarny Pan. Ojciec zaczął się nim w końcu interesować, uważał go za równego sobie. Nie rozmawiał z nim, jak z synem, a jak z kolegą. Zmobilizował go do szeregów Voldemorta, młody Teodor został naznaczony. Jego życie zamieniło się w koszmar, okropne wspomnienia dręczyły go każdej nocy. Rozważał, czy nie skończyć z tym wszystkim.
                Kiedy Snape został dyrektorem Hogwartu, w szkole zaczął się prawdziwy rygor. Draco, z którym do tej pory trzymał Teodor, miał inne zajęcia, więc Ślizgon był bardziej osamotniony, niż zazwyczaj. Oparcie znalazł w krukonce, Lunie Lovegood. Znalazła go, kiedy przechodził załamanie nerwowe i chował się przed światem. Potrafiła z nim szczerze porozmawiać, wesprzeć go. I tak, od słowa do słowa zakochał się w niej. W jej pięknym spojrzeniu, zniewalającym uśmiechu. Nawet jej o tym powiedział, ale chyba uznała to za żart. Świata poza nią nie widział, a ona wybrała innego. Stracił sens życia, chciał się zabić. W ostatnim momencie znalazł go Draco. Obiecał nikomu o tym nie mówić, chociaż brunet nie miał pewności.
                Później wrócił Potter i pokonał Voldemorta. Teodor trafił do Azkabanu, ale ojciec przekupił Ministerstwo, by go wypuścili. Sam zgnił w więziennej celi i osierocił chłopaka. Ale dopiero wtedy ten zaczął żyć. Uwolnił się od problemów, od Voldemorta, od ojca, od wspomnień. Jedyny problem stanowiła Luna, o której ciągle myślał i nie mógł zapomnieć. I trwa w tym uczuciu ciągle.
***
Wrzesień szybko upływał. Pogoda robiła sobie żarty z uczniów, raz było ciepło, raz wietrznie i deszczowo. Młodzież popadła w szkolną rutynę i zajęła się nawałem prac, nie zawracając sobie głowy spotkaniami towarzyskimi. Ostatecznie Blaise zamieszkał z Draconem, tak jak Ginny z Hermioną. Dowiedziała się o tym profesor McGonagall, która nie była szczególnie zachwycona pomysłem, jednak w końcu zgodziła się z nadzieją, że dwa zwaśnione domy zakończą wieloletnią wojnę za sprawą swoich „liderów”.
                Aczkolwiek plan chyba nie do końca się udał. W Pokoju Wspólnym prefektów naczelnych, mieszczącym się na 5 piętrze za portretem Trzech Dam codziennie dochodziło do kłótni między czwórką studentów 7 roku. Najwyraźniej mieszkanie razem nie było im dane. Jednak nie można ukrywać, że Ginny i Blaise często starają się rozładować atmosferę. Hermiona obserwując tą dwójkę doszła do wniosku, że zachowują się względem siebie opryskliwie dlatego, że w rzeczywistości się lubią. Potrafili prowadzić normalne konwersacje na poziomie, potrafili żartować. Najlepiej wychodziło im oczywiście kłócenie się.
                Dziewczyny często spotykały się z Harry’m i Ronem, jednak były to krótkie spotkania albo wspólna nauka. Chłopcy nie radzili sobie z nawałem pracy i ich oceny pogorszyły się wraz z zamieszkaniem Hermiony w innym miejscu.
                Ale panowie nie samą nauką żyli. Wyobraźcie sobie zdziwienie Hermiony, gdy pewnego popołudnia wyszła ze swojego pokoju do salonu i zobaczyła swoich przyjaciół pijących Ognistą Whiskey z Malfoyem i Zabinim. Stała, jak wryta i patrzyła na to z otwartą buzią na rozgrywającą się scenę. Musiała sobie wiele z chłopakami wyjaśnić.
***
W sobotę obudziło ją słońce zaglądające przez okno. Minęły już dwa tygodnie od rozpoczęcia roku szkolnego i Hermiona czuła, że dzisiaj jest pierwszy taki dzień, w którym mogła w końcu odpocząć. Nie zalegała z żadną pracą domową, chłopakom też nie miała co dzisiaj pomagać, bo dzisiaj były eliminacje do drużyny.
                Popatrzyła na łóżko obok i napotkała brązowe tęczówki wpatrujące się w nią, a przynajmniej tak się jej wydawało. Właścicielka owych oczu była tak zamyślona, że nie zauważyła, kiedy Hermiona się obudziła.
- Cześć śpiochu. – Powiedziała z uśmiechem na ustach brunetka.
- O, cześć. Kiedy się obudziłaś? – Ginny była zaskoczona.
- Przed chwilą. Nad czym tak myślisz? – Zapytała uprzejmie Hermiona.
- Nad niczym ciekawym. – Uśmiechnęła się młodsza z dziewczyn. – Która idzie pierwsza do łazienki?
- Jak chcesz, to idź. Ja biorę ślub z moim ukochanym łóżkiem. – Hermiona na znak swoich słów tylko bardziej wtuliła się w poduszkę i opatuliła ciaśniej kołdrą.
- Nie jestem pewna, czy budzik wam na to pozwoli. – Zaśmiała się rudowłosa i wstała z zamiarem pójścia do łazienki. Jednak gdy tylko otworzyła drzwi, zapiszczała głośno i ponownie zamknęła za sobą drzwi. Na jej twarz wstąpił ogromny rumieniec.
- Gin, co się dzieje?! – Hermiona szybko podniosła się ze swojego łóżka.
-Tam jest Zabini! – Krzyknęła ryża, po czym już zupełnie cicho dodała – Nagi.
                Hermionę ogarnął szaleńczy śmiech. Wiedziała, że było to niekulturalne, ale nie mogła się powstrzymać, widząc skonsternowaną minę przyjaciółki. Jej śmiech pogłębiła reakcja Blaise’a, który właśnie wyszedł z łazienki, ubrany jedynie w spodnie dresowe. Chłopak wyszczerzył się do starszej z dziewczyn, a młodszą ucałował w policzek i szybko zniknął za drzwiami, nie wyjaśniając nieporozumienia. Ginny już do końca dnia rumieniła się, kiedy brunet był w powietrzu.
***
O 10:00 Harry i Ron kierowali się na boisko Quidditcha, które dzisiaj zarezerwowali u samej dyrektorki. Kapitan drużyny postanowił dłużej nie zwlekać i zabrał się do przeprowadzenia eliminacji. Harry wiedział, że jeszcze ciężej będzie mu skupić się na nauce, gdy dojdą treningi. Musiał też na jakimś poziomie podtrzymać swoje życie towarzyskie. Ale był dobrej myśli.
                Na boisku czekało na niego około 30 osób. Była też Ginny, przebrana w strój do gry. Uśmiechnęła się do bruneta i swojego brata i zajęła miejsce w oddali. Jej nie trzeba było testować, była niepokonana. Harry przywitał wszystkich i – jak zawsze – poprosił, żeby wszyscy podzielili się na kilkuosobowe drużyny. Każda grupa miała zrobić rundkę wokół boiska.
                Pierwsze trzy grupy ledwo co umiały latać. W czwartej było nawet w porządku, ale w piątej byli Zabini, Parkinson i jakiś Gryfon z pierwszej klasy, którego Harry poznał po tym, jak na ceremonii przydziału z przerażeniem zrzucił z siebie tiarę, zanim ta zdążyła coś powiedzieć.
- Zabini! Parkinson! Złaźcie stamtąd! – Krzyknął Harry. Powoli miał dość tych gierek.
- Ale dlaczego, Potter? – Zapytała Pansy. – Marzymy, żeby być w twojej drużynie.
- Miło, że wiesz, kto tutaj wygrywa. Jednak muszę odmówić. – Mina bliznowatego wyrażała więcej, niż by tego chciał. Nie mówił tego jeszcze nikomu, ale Ślizgonka wpadła mu w oko.
- Uważaj, żeby twoje ego nie urosło do rozmiarów większych, niż duma, kotku. – Rzekła Pansy jadowitym tonem, akcentując ostatnie słowo, po czym uśmiechnęła się i odeszła.
- Uuu, Potter, o czym nie wiemy? – Zaszczebiotał Blaise. – Mamy już zbierać na wesele? Weasley, organizujemy kawalerski! – Ciemnoskóry podbiegł i przybił piątkę Ronowi, który oniemiały patrzył na wszystko z otwartymi ustami. Po chwili jednak otrząsnął się i zaczął omawiać szczegóły danego wieczoru. Zdenerwowali tym Harry’ego.
- Weasley! Jesteś w 6 grupie, więc bierz dupę w troki i do roboty! – Krzyknął bliznowaty. – Zabini, spieprzaj z boiska!
- Tak jest, panie kapitanie! – Chłopcy wypowiedzieli to w tym samym momencie i zasalutowali jednocześnie, po czym wybuchli śmiechem, rozładowując atmosferę.
                W końcu Harry sprawdził wszystkie grupy i przeszedł do testowania umiejętności na poszczególnych stanowiskach. Nim skończyli, była przerwa obiadowa. Idąc do Wielkiej Sali, napotkali się znów na Ślizgonów, tym razem w towarzystwie Malfoya. Ron widział, jak Hermiona rzuca mu mordercze spojrzenie i w tej chwili współczuł obojgu wzajemnego towarzystwa.
- Jak twoja drużyna Potter? – Zapytała Pansy i uśmiechnęła się w typowo ślizgoński sposób.
- Nie martw się, Parkinson, w tym roku też będziemy lepsi od was. – Harry odpłacił się pięknym za nadobne.
- Taki mocny w gębie. – Zakpił Draco. – Zobaczymy, jak będzie na boisku. – Dodał.
- Masz rację, przekonamy się na meczu. – Stwierdził Ron i uśmiechnął się drwiąco.
- Ale i tak dzisiaj pijemy! – Zawołał Blaise! – Gryfiaczki, co wy na to?
- To wyzwanie? – Zaśmiał się Harry. – Przyjmujemy. – Dodał, po czym przybili z Ronem piątkę. Hermiona patrzyła na to sceptycznym wzrokiem, Ginny natomiast się zarumieniła, co nie uszło uwadze Zabiniego.
- Wiewiórko Weasley, też będziesz z nami pić? Możesz być spokojna, będziemy świętować w salonie, a nie łazience. – Reakcja była natychmiastowa. Blaise poruszył sugestywnie brwiami, Ginny jeszcze bardziej poczerwieniała, tym razem ze złości, a Hermiona wybuchła gromkim śmiechem. Ku zdziwieniu wszystkich, Blaise pocałował Hermionę w policzek i puścił jej oczko, po czym odszedł. Posłusznie podreptali za nim Draco i Pansy, nie za bardzo wiedząc, o co chodzi.
- Ładny mamy dziś dzień, no nie? – Zaśmiała się Hermiona i weszła do Wielkiej Sali. 
***
Po południu Hermiona wróciła do dormitorium na 5 piętrze. W kominku palił się ogień, było ciepło i przyjemnie. Gryfonka podeszła do biblioteczki, której nie miała okazji zbadać od początku roku szkolnego, gdyż była bardzo zajęta. Miała na głowie naukę i patrole.
                Zdziwiła się, odczytując tytuły poszczególnych ksiąg. Były tutaj encyklopedie czarnej magii. Nie sądziła, że dyrektorka pozwoli na trzymanie takich książek w miejscu, gdzie przebywają uczniowie. Dziewczyna chwyciła pierwszą lepszą encyklopedię i otworzyła na przypadkowej stronie. Jej oczom ukazał się obraz z XI wieku, przedstawiający poszczególne fazy rozkładu człowieka po rzuceniu jakiegoś paskudnego zaklęcia czarnoksięskiego. Wzdrygnęła się i z obrzydzeniem analizowała obraz, gdy przy jej uchu Malfoy szepnął
- Znakomite na noc duchów. - Dziewczyna tak się przestraszyła, że z wrażenia upuściła książkę. Rozzłoszczona odwróciła się do blondyna.
- Jeszcze raz mnie tak przestraszysz, a gorzko tego pożałujesz! – Stwierdziła, oskarżycielsko dźgając go palcem w pierś. Wciągnęła głęboko powietrze i wyczuła mocne perfumy.
- Do odważnych świat należy. – Zakpił Draco. Uwielbiał straszyć i denerwować Gryfonkę, jej reakcje były bezcenne.
                Popatrzył na książkę leżącą u ich stóp. Otworzyła się teraz na innej stronie. Litery u samej góry strony układały się w napis „Najpotrzebniejsze zaklęcia czarnomagiczne używane do tajnych przejść”. Pod spodem były wypisane różne zaklęcia i opisy ich skutków, gdy uroki zostały źle rzucone. Było też kilka zdjęć osób, które stały się ofiarami niekompetentnie rzucanych czarów. Obrzydlistwo. Draco mimowolnie wzdrygnął się. Hermiona, która zauważyła zmiany na jego twarzy, mimowolnie spojrzała na książkę i poczuła mdłości. To, co tam zauważyła było ohydne. I dalej nie miała pojęcia, jak taka księga mogła znaleźć się w pobliżu ucznia. Powędrowała wzrokiem do twarzy blondyna, który też jej się przyglądał. Stali tak w milczeniu.
                Tą scenę przerwały wchodzące do pokoju Pansy i Ginny. Stanęły jak wryte na widok swoich przyjaciół. Hermiona otrząsnęła się pierwsza. Podniosła książkę oprawioną w bordową skórę i odłożyła na miejsce, w myślach obiecując sobie, że jeszcze kiedyś do niej wróci.
- Hej wam. – Uśmiechnęła się do dziewczyn. W rzeczywistości była zszokowana, ale całkiem nieźle to ukrywała.
- No hej. – Odparła podejrzliwie Ginny, jednak po chwili wróciła do swojego starego tonu. – Mamy alko! – Krzyknęła uradowana. Na te słowa Draco wyrwał się z letargu.
- Skąd? – W kwestii alkoholu nie ufał nikomu z wyjątkiem Blaise’a, który właśnie wyszedł z ich pokoju. – Diable, Weasley skombinowała procenty. Co ty na to?
- Wiewiórka? – Blaise’owi oczy się zaświeciły. – Ale wiewiórki jedzą orzechy, a nie piją alkohol.
- To nie wiesz, Zabini, że ja jestem wyjątkowa? – Powiedziała Ginny, jednak zarumieniła się, wspominając jego poranną wizytę w jej i Hermiony łazience.
- Zawsze to wiedziałem, kotku. – Odparł przymilnie Ślizgon i w mgnieniu oka znalazł się koło rudowłosej, by zbadać zawartość tego, co przyniosła.
- Zdecyduj się, diable. Wiewiórka, czy kotek? – Zaśmiała się Pansy.
- Nie bądź uszczypliwa, Pans. Wiesz przecież, że ja i smok – tu wskazał na kumpla – lubimy wszystkie zwierzątka. – Nie wiedząc, czemu, Ginny i Hermiona wybuchły śmiechem.
- Smok? Diabeł? – Mówiła ryża przez łzy. – Kto was czynił takimi upośledzonymi?
- Nie pyskuj wiewiórko, ty też jesteś zwierzątkiem. – Zauważył inteligentnie Blaise.
                Niedługo potem do salonu weszli Harry z Ronem, niosąc własne trunki. I zaczęła się mini impreza. Wszyscy dobrze się bawili, a przynajmniej prawie wszyscy. Jedynie Hermiona miała nieobecny wzrok, ale najwyraźniej starała się robić dobrą minę do złej gry. Zauważył to Ron.
- Miona? Wszystko w porządku? – Z troską popatrzył na przyjaciółkę.
- No jasne. – Uśmiechnęła się pokrzepiająco. – Ale nie mam zamiaru ukrywać, że się nudzę.
- Ja też! – Wykrzyknęła Pansy! – Poróbmy coś. – Popatrzyła wyczekująco na Draco i Blaise’a. Na twarzy tego drugiego wykryła zmianę.
- No właśnie, poróbmy coś! Wiewiórko, chodźmy do łazienki i poróbmy coś! – Powiedział spokojnie ciemnoskóry, nie zdając sobie sprawy, jak to zabrzmiało. Wszyscy wybuchli śmiechem z wyjątkiem Ginny, która zrobiła się cała czerwona i samego Blaise’a. Chłopak nie wiedział jeszcze, że Gryfonka uknuła intrygę. Uśmiechnęła się do niego kokieteryjnie i wyciągnęła rękę.
- No to chodź, porobimy coś w łazience. – Blaise patrzył oniemiały, doszukując się podstępu. Jednak wypił już trochę i nie do końca był trzeźwy, więc ufnie złapał Gryfonkę za rękę i poszedł za nią. Oczywiście towarzyszyły im dogryzki ze strony przyjaciół.
                Ginny rzeczywiście zaprowadziła Blaise’a do łazienki. Zamknęła drzwi i oparła się o nie. Uśmiechnęła się zalotnie do chłopaka i przez jedną chwilę wydawał jej się bardzo słodki. Ale tylko przez chwilę.
- To na co masz ochotę? – Zapytała i odgarnęła kosmyk swoich włosów za ucho. Odsunęła się od drzwi i podeszła w stronę prysznica. Oczywiście Ślizgon podążył za nią.
                Oparła się o ścianę i wyczekiwała pierwszego ruchu ze strony bruneta. Powoli przybliżał swoją twarz do jej, a jego ręka wylądowała na jej talii. Zamknęli oczy w tej samej chwili, jednak Ginny od razu je otworzyła. Blaise już prawie ją całował, kiedy nagle wzięła do ręki prysznic i odkręciła wodę. Lodowaty strumień poleciał wprost na spodnie chłopaka, który natychmiast otworzył oczy. Gryfonka wybuchła perlistym śmiechem, aż rozbolał ją brzuch. Podeszła do drzwi i otworzyła je, a potem przez sypialnie przeszła do salonu, wciąż się śmiejąc. 5 par głów odwróciło się w jej stronę. Nie za bardzo orientujący się w całej sytuacji Blaise poszedł za nią. Kiedy stanął w salonie i usłyszał śmiechy pozostałych, zdał sobie sprawę z tego, jak to może wyglądać.
- To z wrażenia. – Powiedziała Ginny, wskazując na mokre spodnie kolegi i zaczęła się śmiać jeszcze gorzej. Upokorzony Blaise także chichotał cicho, jednak w myślach szykował zemstę.
                Genialna atmosfera upłynęła im przez resztę wieczoru. Nawet Hermiona dała się namówić na małą szklaneczkę Ognistej. Draco skomentował to z kpiną w głosie. Gryfonka chciała mu utrzeć nosa, więc wymyśliła zawody w piciu. Blondyn musiał przyznać, że miała mocną głowę, ale i tak jej pierwszej urwał się film. Teraz mógł do woli obserwować jej piękne, malinowe usta i duże czekoladowe oczy, a i tak miał pewność, że jutro oboje nie będą niczego pamiętać. Po pewnym czasie Pansy wymyśliła, żeby dziewczyny urządziły sobie pokaz mody. Wszystkie  trzy udały się do pokoju Gryfonek, by poszukać w ich rzeczach najbardziej odważnych i oryginalnych strojów. Oceny chłopaków zależały od ilości wypicia trunku. Jeśli wypił całą szklankę, oceną była 10, jeśli pół, modelka zasługiwała na 5 punktów itd. Z każdą kolejną charakteryzacją stroje były odważniejsze. Dziewczyny też, bo w międzyczasie one także popijały. Jednak ta zabawa w końcu im się znudziła, więc bełkotali bez sensu. Ostatnie, co zapamiętał Draco, to Hermiona śpiąca na jego ramieniu, Potter, który wkładał język do ust Pansy i Ginny, która usypiała na kolanach Blaise’a. Ron w ogóle gdzieś zniknął. Draco sam zasnął.
***
Rano potwornie bolała go głowa. Kiedy otworzył oczy, oślepiło go światło dzienne. W pokoju panował ogromny bałagan, wszędzie były porozrzucane damskie ubrania i butelki po trunkach. Zaobserwował przytulonych do siebie Malfoya i Hermionę, a także Zabiniego i Ginny, która spała u niego na kolanach. On sam obejmował Pansy.
                Harry dobrze pamiętał wydarzenia wczorajszego wieczoru. Nie pił każdej kolejki, przez co nie urwał mu się film. Pamiętał dobrze, jak dziewczyny wymyśliły pokaz mody, ale w końcu się im to znudziło i wolały przyjść pogadać. Spośród dziewczyn najbardziej odjechała Hermiona, a z chłopaków najwięcej wypił Ron, którego teraz nawet z nimi nie było. Przeoczył ten moment, kiedy jego rudowłosy przyjaciel wychodził z pokoju. Najbardziej podobało mu się jednak zakończenie imprezy, kiedy niespodziewanie pocałowała go Pansy. Był zaskoczony, jednak pocałunek oddał i pogłębił. Świetnie całowała, nawet pijana. Chciała iść z nim do sypialni, jednak wiedział, że to nie jest dobry pomysł. W końcu dziewczyna usnęła w jego ramionach z uśmiechem na ustach, a on sam poszedł w jej ślady.
                Teraz jednak nie spał. Bolała go głowa i zastanawiał się nad tym, gdzie podziewa się Ron. Kątem oka zauważył, że Hermiona właśnie się budzi.
                Gryfonka obudziła się, słysząc szmer niedaleko siebie. Otworzyła oczy, nie bardzo wiedząc, co się dzieje. Jednak kiedy zorientowała się, czyje ręce oplatają ją w talii, zapiszczała, budząc resztę. Oskarżycielskie spojrzenia padły na jej twarz, a ona sama upadła na podłogę. Zaspany Draco wyciągnął do niej rękę i pomógł jej wstać, a później znów zasnął.
                Ginny co prawda nie zaczęła piszczeć, ale też była zaskoczona położeniem, w jakim się znalazła. Spojrzała w czarne oczy Blaise’a, który teraz się do niej uśmiechał.
- To jak? Idziemy do łazienki?