Weszli do pustej klasy, którą ten ktoś zamknął. I w końcu puścił
Hermionę. Ta, gwałtownie oderwała się od niego i odwróciła. Pisnęła, na widok,
jaki zobaczyła. Przybliżał się do niej mężczyzna, z długimi włosami,
obrzydliwym uśmiechem i z bliznami na brodzie i policzkach. Gryfonka tak się
bała, że zaczęła piszczeć, ale oprawca nawet jej nie uciszał. Zorientowała się,
że na salę zostało rzucone zaklęcie wyciszające, więc nie miała co zdzierać
sobie gardła. Rozpłakała się na dobre. Mężczyzna cały czas szedł w jej stronę,
a ona odsuwała się od niego. W końcu natrafiła na zimną ścianę.
- Proszę… proszę, zostaw mnie. – Wyszeptała przez łzy.
Stała się rzecz absurdalna. Facet zatrzymał się i… zaczął się śmiać. Po chwili sięgnął ręką do swojej twarzy zaczął odrywać sobie płaty skóry. Miał maskę. Złoczyńcą, który tak okropnie przestraszył Hermionę, był… Malfoy. Zaśmiewał się najlepsze z miny Hermiony. Bardzo chciał jej zrobić jakiegoś psikusa i odpłacić się za to, co powiedziała o nim wcześniej. W sumie Blaise pomógł mu robić tą charakteryzację, ale brunet nie miał pojęcia, do czego Draco to wykorzysta.
Hermiona wybałuszyła oczy na Dracona. W głowie jej się nie mieściło, że to właśnie ten dupek mógł ją aż tak bardzo przestraszyć. Była na niego wściekła.
- Malfoy! Ty pieprzony dupku! Jak mogłeś to zrobić, byłam przerażona! Jesteś męską, szowinistyczną świnią, zapatrzoną tylko w siebie! Nienawidzę cię fretko! Myślałam, że coś dotarło do ciebie po tym, jak uratowałam ci tyłek od Azkabanu, ale ty dalej jesteś idiotą! – Łzy znów pociekły po twarzy Hermiony, tym razem jednak z przejęcia.
- Ogarnij. – Powiedział Draco jak najbardziej spokojnie. – Podobno Gryfoni są tacy odważni. – Zironizował. Dalej widział strach wymalowany na jej twarzy. Bała się jego, a tak bardzo chciał tego uniknąć.
- Jesteś pijany i głupi! Pieprzony arystokrata.
- Szlama zbawiła świat, a boi się jakiejś głupiej maski. Kto by pomyślał. – Odparł blondyn. Tak dawno nie używał tego określenia. Uważnie obserwował, jak na twarzy brunetki szok przeradza się we wściekłość , a ta ustępuje miejsca bezgranicznemu smutkowi. Hermiona podniosła rękę i chciała spoliczkować Ślizgona, jednak ten w porę złapał ją za nadgarstek. – Uważaj, szlamciu, bo tragicznie się to dla ciebie skończy. – Obserwował, jak Gryfonka go wymija i zostawia samego.
- Proszę… proszę, zostaw mnie. – Wyszeptała przez łzy.
Stała się rzecz absurdalna. Facet zatrzymał się i… zaczął się śmiać. Po chwili sięgnął ręką do swojej twarzy zaczął odrywać sobie płaty skóry. Miał maskę. Złoczyńcą, który tak okropnie przestraszył Hermionę, był… Malfoy. Zaśmiewał się najlepsze z miny Hermiony. Bardzo chciał jej zrobić jakiegoś psikusa i odpłacić się za to, co powiedziała o nim wcześniej. W sumie Blaise pomógł mu robić tą charakteryzację, ale brunet nie miał pojęcia, do czego Draco to wykorzysta.
Hermiona wybałuszyła oczy na Dracona. W głowie jej się nie mieściło, że to właśnie ten dupek mógł ją aż tak bardzo przestraszyć. Była na niego wściekła.
- Malfoy! Ty pieprzony dupku! Jak mogłeś to zrobić, byłam przerażona! Jesteś męską, szowinistyczną świnią, zapatrzoną tylko w siebie! Nienawidzę cię fretko! Myślałam, że coś dotarło do ciebie po tym, jak uratowałam ci tyłek od Azkabanu, ale ty dalej jesteś idiotą! – Łzy znów pociekły po twarzy Hermiony, tym razem jednak z przejęcia.
- Ogarnij. – Powiedział Draco jak najbardziej spokojnie. – Podobno Gryfoni są tacy odważni. – Zironizował. Dalej widział strach wymalowany na jej twarzy. Bała się jego, a tak bardzo chciał tego uniknąć.
- Jesteś pijany i głupi! Pieprzony arystokrata.
- Szlama zbawiła świat, a boi się jakiejś głupiej maski. Kto by pomyślał. – Odparł blondyn. Tak dawno nie używał tego określenia. Uważnie obserwował, jak na twarzy brunetki szok przeradza się we wściekłość , a ta ustępuje miejsca bezgranicznemu smutkowi. Hermiona podniosła rękę i chciała spoliczkować Ślizgona, jednak ten w porę złapał ją za nadgarstek. – Uważaj, szlamciu, bo tragicznie się to dla ciebie skończy. – Obserwował, jak Gryfonka go wymija i zostawia samego.
***
Zabolało. Mocno zabolało.
Hermiona naprawdę myślała, że blondyn da już sobie spokój, dorośnie. A tu
pierwszego dnia szkoły wracają do szarej rzeczywistości. Najwidoczniej tak
miało być. On pozostanie debilnym arystokratą, a ona szlamą. Pora się z tym
pogodzić.
Dziewczyna zabrała swoją piżamę, na którą składały się krótkie szorty i luźna bluzka z krótkim rękawem i udała się do łazienki. Weszła pod prysznic i gorące łzy, które wciąż spływały po jej twarzy, zmieszały się z przyjemnie ciepłą wodą. Popatrzyła na bliznę układającą się w napis „szlama”, na swojej lewej ręce. Bellatrix kiedyś bardzo dobrze podkreśliła, kim jest Hermiona i nie sposób było o tym nie pamiętać. Jednak kiedy 8 lat temu do jej domu przybył profesor Dumbledore, by poinformować ją o Hogwarcie, nie myślała, że jej pochodzenie będzie aż tak bardzo znaczące. Nie była wtedy świadoma, co zgotuje jej los.
Dziewczyna zabrała swoją piżamę, na którą składały się krótkie szorty i luźna bluzka z krótkim rękawem i udała się do łazienki. Weszła pod prysznic i gorące łzy, które wciąż spływały po jej twarzy, zmieszały się z przyjemnie ciepłą wodą. Popatrzyła na bliznę układającą się w napis „szlama”, na swojej lewej ręce. Bellatrix kiedyś bardzo dobrze podkreśliła, kim jest Hermiona i nie sposób było o tym nie pamiętać. Jednak kiedy 8 lat temu do jej domu przybył profesor Dumbledore, by poinformować ją o Hogwarcie, nie myślała, że jej pochodzenie będzie aż tak bardzo znaczące. Nie była wtedy świadoma, co zgotuje jej los.
***
Następnego dnia brunetka wstała
dosyć wcześnie. Wykonała poranną toaletę, zrobiła sobie delikatny makijaż i
ubrała się. Z braku zajęć wzięła do ręki pierwszą lepszą książkę i zagłębiła
się w lekturze.
W tym samym czasie w swoim dormitorium leżała Ginny. Ona także nie mogła spać. Rozmyślała nad wczorajszym dniem. Bardzo zaskakujące było dla niej, gdy podeszła Pansy Parkinson i ją przeprosiła. Dziewczyna pomyślała sobie, że to żart, jednak patrząc w oczy Ślizgonki widziała najprawdziwszą skruchę. Potem pogadały jeszcze trochę i Pansy okazała się niezłym kompanem do rozmów. Ginny nie opowiadała o tym przyjaciołom, ale później dołączył do nich Zabini. Ów chłopak miał w zwyczaju nazywać ją „wiewiórką”. Też przeprosił, ale zaraz rzucił niestosowny komentarz, czym zezłościł Gryfonkę.
W pewnym momencie Ginny naprawdę pomyślała, że to jeden wielki żart. Zaśmiała się nawet, że zaraz wyskoczy Malfoy z bukietem kwiatów i dołączy do zbiorowych przeprosin. Nic takiego nie miało jednak miejsca. Ślizgon zawsze pozostanie Ślizgonem. Szczerze współczuła Hermionie, że musiała z nim mieszkać.
A co do samej Hermiony. Bardzo tęskniła za swoją przyjaciółką. Uwielbiała ich pogaduchy, a teraz wiedziała, że będzie ich coraz mniej, ponieważ starsza z dziewcząt ma pokój w innej części zamku. Swoją drogą, bardzo chciałaby zamieszkać z brunetką, jednak nie mogła jej o to prosić. To niekulturalne i w ogóle. Nie kryła jednak, że od wczoraj ten pomysł coraz częściej gościł w jej głowie. Byłaby wniebowzięta, gdyby Hermiona sama zaproponowała taki układ.
Tymczasem musiała wstać i iść do łazienki. Wolała zdążyć przed swoimi koleżankami z dormitorium, które masę czasu poświęcały na makijaż. Potem wróciła do sypialni, by się ubrać. Zaglądając do szafy, zdecydowała się czarne rurki. Spakowała do torby książki i wyszła z pokoju. W PW czekali na nią Harry i Ron. Całą trójką udali się na śniadanie, opowiadając sobie śmieszne anegdotki. Usiedli koło Hermiony, która już na nich czekała i wszyscy zajęli się swoim śniadaniem. W międzyczasie nadleciała sowia poczta. Jedna mała sówka podleciała do Hermiony i wręczyła jej „Proroka codziennego”.
- Piszą coś ciekawego? – Zapytał Ron, przełykając jedzenie, które miał w buzi.
- Podobno w ministerstwie jest jakaś afera, jeden z pracowników miał na sobie zaklęcie Imperius. Znaleźli go w korytarzu koło sądu, martwego. Nie podano przyczyn śmierci. – Hermiona popatrzyła po twarzach przyjaciół. Tak jak oni, była zszokowana.
Chłopaki może tego nie zauważyli, ale Ginny przyjrzała się przyjaciółce. Oczy Hermiony były nieznacznie podkrążone, przykryte warstwą makijażu, a spojrzenie nieobecne. Coś się stało i Ginny zamierzała się dowiedzieć, co takiego.
Teraz jednak nie miała ku temu okazji, ponieważ jej pierwszą lekcją były Starożytne Runy, a Hermiona, Harry i Ron nie wybrali tego przedmiotu. Zamiast tego woleli iść na Numerologię. Dlatego też najmłodsza latorośl Weasleyów pożegnała się z przyjaciółmi i wstała od stołu. Kątem oka zauważyła, że Blaise Zabini robi to samo. Oby nie na ten sam przedmiot, pomyślała. Dopadł ją jednak w drzwiach.
- Cześć wiewiórko. – Przywitał się i puścił jej oczko.
- Ja mam imię. – Warknęła. – Cześć.
- Co teraz masz? – Zapytał ciemnoskóry.
- Zakładam, że ta wiedza jest ci niezbędna do funkcjonowania?
- Gdzieś ty się podziewała przez całe moje życie? – Rozmarzył się chłopak. – Tak dobrze mnie znasz.
- Ha ha, bardzo zabawne. – Zironizowała. – Mam Starożytne Runy.
- Wiedziałem, ale chciałem cię trochę podenerwować. Skok ciśnienia z rana jest bardzo wskazany. – Wyszczerzył się do niej.
- Uważaj, żeby przez nagły skok ciśnienia moja pięść nie wylądowała na twojej twarzy. – Starała się, by zabrzmiało to groźnie, ale jedynie rozbawiła tym Ślizgona. – A tak w ogóle, czy ty mnie śledzisz, że znasz mój plan lekcji?
- No jasne, nie widziałaś mnie, jak się za tobą skradałem przed śniadaniem? – Zapytał całkiem poważnie. Tym razem to Ginny się zaśmiała.
Droczyli się tak, póki nie podeszli pod klasę. Gryfonka musiała przyznać, że gadało jej się z Zabinim całkiem nieźle. Nie strzelał „fochów”, gdy rzuciła jakąś kąśliwą uwagę, a odpłacał jej się tym samym. Gdy zadzwonił dzwonek, profesor Babblig wpuściła ich do klasy. Ginny zajęła przedostatnią ławkę po lewej stronie. Liczyła na towarzystwo którejś z dziewczyn, ale ku ogólnemu zaskoczeniu usiadł koło niej Zabini.
- Ja nie chcę z tobą siedzieć. – Powiedziała szczerze.
- To mamy problem, wiewiórko. Bo ja z tobą chcę. – Blaise uśmiechnął się pięknie. Akurat, gdy to mówił, przechodziła koło nich profesorka. Popatrzyła na nich zgorszonym wzrokiem.
- Witam. W tym roku zajmiemy się tłumaczeniem runicznych tekstów historycznych, które w drodze wyjątku udostępniło nam Ministerstwo. Ostrzegam, że nie będzie to łatwe zadanie, tekstów jest dużo i zawierają wiele znaków ciężkich do rozpoznania. Dlatego też przez cały rok będziecie pracować w parach.
Po słowach pani profesor Zabini wydał cichy okrzyk triumfu, Ginny natomiast jęknęła. Nie uśmiechało jej się spędzanie ciekawych lekcji ze Ślizgonem. Teraz jednak musiała zacisnąć zęby i brać się do roboty.
W tym samym czasie w swoim dormitorium leżała Ginny. Ona także nie mogła spać. Rozmyślała nad wczorajszym dniem. Bardzo zaskakujące było dla niej, gdy podeszła Pansy Parkinson i ją przeprosiła. Dziewczyna pomyślała sobie, że to żart, jednak patrząc w oczy Ślizgonki widziała najprawdziwszą skruchę. Potem pogadały jeszcze trochę i Pansy okazała się niezłym kompanem do rozmów. Ginny nie opowiadała o tym przyjaciołom, ale później dołączył do nich Zabini. Ów chłopak miał w zwyczaju nazywać ją „wiewiórką”. Też przeprosił, ale zaraz rzucił niestosowny komentarz, czym zezłościł Gryfonkę.
W pewnym momencie Ginny naprawdę pomyślała, że to jeden wielki żart. Zaśmiała się nawet, że zaraz wyskoczy Malfoy z bukietem kwiatów i dołączy do zbiorowych przeprosin. Nic takiego nie miało jednak miejsca. Ślizgon zawsze pozostanie Ślizgonem. Szczerze współczuła Hermionie, że musiała z nim mieszkać.
A co do samej Hermiony. Bardzo tęskniła za swoją przyjaciółką. Uwielbiała ich pogaduchy, a teraz wiedziała, że będzie ich coraz mniej, ponieważ starsza z dziewcząt ma pokój w innej części zamku. Swoją drogą, bardzo chciałaby zamieszkać z brunetką, jednak nie mogła jej o to prosić. To niekulturalne i w ogóle. Nie kryła jednak, że od wczoraj ten pomysł coraz częściej gościł w jej głowie. Byłaby wniebowzięta, gdyby Hermiona sama zaproponowała taki układ.
Tymczasem musiała wstać i iść do łazienki. Wolała zdążyć przed swoimi koleżankami z dormitorium, które masę czasu poświęcały na makijaż. Potem wróciła do sypialni, by się ubrać. Zaglądając do szafy, zdecydowała się czarne rurki. Spakowała do torby książki i wyszła z pokoju. W PW czekali na nią Harry i Ron. Całą trójką udali się na śniadanie, opowiadając sobie śmieszne anegdotki. Usiedli koło Hermiony, która już na nich czekała i wszyscy zajęli się swoim śniadaniem. W międzyczasie nadleciała sowia poczta. Jedna mała sówka podleciała do Hermiony i wręczyła jej „Proroka codziennego”.
- Piszą coś ciekawego? – Zapytał Ron, przełykając jedzenie, które miał w buzi.
- Podobno w ministerstwie jest jakaś afera, jeden z pracowników miał na sobie zaklęcie Imperius. Znaleźli go w korytarzu koło sądu, martwego. Nie podano przyczyn śmierci. – Hermiona popatrzyła po twarzach przyjaciół. Tak jak oni, była zszokowana.
Chłopaki może tego nie zauważyli, ale Ginny przyjrzała się przyjaciółce. Oczy Hermiony były nieznacznie podkrążone, przykryte warstwą makijażu, a spojrzenie nieobecne. Coś się stało i Ginny zamierzała się dowiedzieć, co takiego.
Teraz jednak nie miała ku temu okazji, ponieważ jej pierwszą lekcją były Starożytne Runy, a Hermiona, Harry i Ron nie wybrali tego przedmiotu. Zamiast tego woleli iść na Numerologię. Dlatego też najmłodsza latorośl Weasleyów pożegnała się z przyjaciółmi i wstała od stołu. Kątem oka zauważyła, że Blaise Zabini robi to samo. Oby nie na ten sam przedmiot, pomyślała. Dopadł ją jednak w drzwiach.
- Cześć wiewiórko. – Przywitał się i puścił jej oczko.
- Ja mam imię. – Warknęła. – Cześć.
- Co teraz masz? – Zapytał ciemnoskóry.
- Zakładam, że ta wiedza jest ci niezbędna do funkcjonowania?
- Gdzieś ty się podziewała przez całe moje życie? – Rozmarzył się chłopak. – Tak dobrze mnie znasz.
- Ha ha, bardzo zabawne. – Zironizowała. – Mam Starożytne Runy.
- Wiedziałem, ale chciałem cię trochę podenerwować. Skok ciśnienia z rana jest bardzo wskazany. – Wyszczerzył się do niej.
- Uważaj, żeby przez nagły skok ciśnienia moja pięść nie wylądowała na twojej twarzy. – Starała się, by zabrzmiało to groźnie, ale jedynie rozbawiła tym Ślizgona. – A tak w ogóle, czy ty mnie śledzisz, że znasz mój plan lekcji?
- No jasne, nie widziałaś mnie, jak się za tobą skradałem przed śniadaniem? – Zapytał całkiem poważnie. Tym razem to Ginny się zaśmiała.
Droczyli się tak, póki nie podeszli pod klasę. Gryfonka musiała przyznać, że gadało jej się z Zabinim całkiem nieźle. Nie strzelał „fochów”, gdy rzuciła jakąś kąśliwą uwagę, a odpłacał jej się tym samym. Gdy zadzwonił dzwonek, profesor Babblig wpuściła ich do klasy. Ginny zajęła przedostatnią ławkę po lewej stronie. Liczyła na towarzystwo którejś z dziewczyn, ale ku ogólnemu zaskoczeniu usiadł koło niej Zabini.
- Ja nie chcę z tobą siedzieć. – Powiedziała szczerze.
- To mamy problem, wiewiórko. Bo ja z tobą chcę. – Blaise uśmiechnął się pięknie. Akurat, gdy to mówił, przechodziła koło nich profesorka. Popatrzyła na nich zgorszonym wzrokiem.
- Witam. W tym roku zajmiemy się tłumaczeniem runicznych tekstów historycznych, które w drodze wyjątku udostępniło nam Ministerstwo. Ostrzegam, że nie będzie to łatwe zadanie, tekstów jest dużo i zawierają wiele znaków ciężkich do rozpoznania. Dlatego też przez cały rok będziecie pracować w parach.
Po słowach pani profesor Zabini wydał cichy okrzyk triumfu, Ginny natomiast jęknęła. Nie uśmiechało jej się spędzanie ciekawych lekcji ze Ślizgonem. Teraz jednak musiała zacisnąć zęby i brać się do roboty.
***
Po skończonych lekcjach Hermiona
zaprosiła do siebie Ginny. Przeszły przez portret i Ginny ciekawym wzrokiem
lustrowała pomieszczenie.
- Ładniutko tutaj. – Rzekła.
- Nie zachwycaj się tak, Weasley – Powiedział Draco, który właśnie wyszedł ze swojego pokoju i usłyszał uwagę Gryfonki. – I tak długo tutaj nie zabalujesz.
- Goń się Malfoy, nie twój interes. – Warknęła młodsza z dziewczyn.
- Nie zaprzątaj sobie głowy takim śmieciem, Gin. Nie warto. – Powiedziała Hermiona do swojej przyjaciółki i nie patrząc na Malfoya, który słowem się nie odezwał, poszła do swojego pokoju. Rudowłosa podążyła za nią.
- Hermi, wszystko w porządku? – Zapytała Ginny, która usiadła na łóżku koło przyjaciółki.
- No jasne. – Wymuszony uśmiech wstąpił na twarz brunetki.
- Przecież widzę.
Hermiona przemogła się i opowiedziała przyjaciółce o zdarzeniach z wczorajszego wieczoru. Ginny wyglądała na zaskoczoną. Ale przecież Ślizgoni są nieobliczalni. Młodsza z dziewcząt podzieliła się z tą starszą swoją pierwszą lekcją i rozmową z ciemnowłosym Ślizgonem.
Obie Gryfonki cieszyły się z takiego obrotu spraw. Mogły ze sobą pogadać, jak za starych, dobrych lat. Zawsze się sobie zwierzały. Gadały teraz o wszystkim i o niczym. Hermiona właśnie opowiadała Ginny, jak na pierwszej lekcji podeszła do chłopaków Pansy i przeprosiła ich, tak jak uprzednio dziewczyny. Obie skomentowały to jako pozytywny przejaw „ślizgonizmu” i zaczęły się śmiać.
- Brakuje mi ciebie, Gin. – Wyznała Hermiona.
- Mi ciebie też. Teraz w wieży Gryffindoru to nie to samo, co z tobą.
- To zamieszkaj ze mną! – Powiedziała brunetka.
- Co? A co z chłopakami? Myślisz, że się nie obrażą? – Ginny wyglądała na podekscytowaną tą propozycją. Marzyła o wspólnym pokoju z Hermioną.
- Nie wiem. Chodźmy zapytać! – Odparła i wstała. Jej młodsza przyjaciółka poszła w jej ślady i po chwili obie kroczyły do wieży domu Lwa.
Wyjaśniły chłopakom całą sytuację. Nie wyglądali na obrażonych. Przyjęli to nawet łagodnie. Wszyscy jeszcze trochę pogadali, a potem dziewczyny poszły do pokoju Ginny, by spakować jej rzeczy. Uporały się z tym szybko i wyszły z wieży. Wróciły na 5 piętro. W pokoju zastali Malfoya, Zabiniego i Pansy.
- O, cześć dziewczyny. Ja do was. – Rzuciła na powitanie Pansy.
- Hej Pansy. Chodź do naszego pokoju, to pogadamy.
- Zaraz, zaraz. – Zaprotestował Blaise. – Jak to, waszego? Przecież Hermiona mieszka tu sama!
- Już nie. – Odparła Ginny, trochę ostrzej niż zamierzała. Ale to wszystko z powodu wściekłości na Malfoya.
- Smoku, wprowadzam się do ciebie! – Rzucił Blaise w stronę kumpla.
- Chyba śnisz. Ja więcej z tobą nie mieszkam, potwornie chrapiesz. – Odpowiedział mu Draco i popatrzył na niego krzywo.
- Nieprawda. Poza tym, ty nigdy nie słyszałeś, jakie sam wydajesz w nocy dźwięki. – Blaise poruszał dwuznacznie brwiami. Dziewczyny zaśmiały się na to głośno.
- Chciałbyś, zboku. Wracając do tematu, nigdzie się nie wprowadzasz.
- A ona to może! – Blaise wskazał palcem na Ginny. Ginny też pokazała mu palec. Dokładnie środkowy.
- Nie twoja sprawa. – Odparła hardo ryża i razem z Hermioną i Pansy powędrowały do pokoju Gryfonek.
Dziewczyny posiedziały trochę i poplotkowały. Pansy opowiedziała im o zwyczaju zamążpójścia po ukończeniu szkoły w arystokratycznych rodach. Hermiona mimowolnie zaczęła się zastanawiać, na którą nieszczęsną niewiastę spadnie ten potworny pech bycia żoną Malfoya. Panie nie wiedziały, że w tym samym czasie w pokoju wspólnym prefektów naczelnych odbywa się rozmowa na podobny temat.
- Ale nasze matki dowaliły z tymi żonami. – Zagaił Blaise.
- Weź nawet nie mów. Niby po co mi żona w tym wieku ? – Odparł poirytowany Draco.
- Myślałeś już, kogo wybrać? Przynajmniej tyle, że zostawiły nam w tej sprawie wolną rękę.
- Dla mnie nie ma znaczenia, która za mnie wyjdzie. Ważne, żeby urodziła mi potomka. – Blaise nie skomentował wyznania przyjaciela. Może dlatego, że miał inne zdanie. Dla niego priorytetem była właśnie piękna żona, którą będzie kochał ponad życie, i z wzajemnością.
- Czyli zgodziłbyś się na Granger? – Zapytał brunet i zaśmiał się.
- Zwariowałeś ? – Draco nie podzielał humoru kumpla. – Ona będzie czystej krwi.
- Nigdy nie mów hop. – Ciemnoskóry Ślizgon wyszczerzył zęby.
- Och, proszę cię. To tak, jakbyś ty miał się ożenić z Weasley. – Zakpił Draco.
- Nie ma problemu, mój drogi przyjacielu. – Blaise nabrał powietrza do płuc, po czym na całe gardło krzyknął: - WIEWIÓRKO WEASLEY, WYJDZIESZ ZA MNIE??
- Ładniutko tutaj. – Rzekła.
- Nie zachwycaj się tak, Weasley – Powiedział Draco, który właśnie wyszedł ze swojego pokoju i usłyszał uwagę Gryfonki. – I tak długo tutaj nie zabalujesz.
- Goń się Malfoy, nie twój interes. – Warknęła młodsza z dziewczyn.
- Nie zaprzątaj sobie głowy takim śmieciem, Gin. Nie warto. – Powiedziała Hermiona do swojej przyjaciółki i nie patrząc na Malfoya, który słowem się nie odezwał, poszła do swojego pokoju. Rudowłosa podążyła za nią.
- Hermi, wszystko w porządku? – Zapytała Ginny, która usiadła na łóżku koło przyjaciółki.
- No jasne. – Wymuszony uśmiech wstąpił na twarz brunetki.
- Przecież widzę.
Hermiona przemogła się i opowiedziała przyjaciółce o zdarzeniach z wczorajszego wieczoru. Ginny wyglądała na zaskoczoną. Ale przecież Ślizgoni są nieobliczalni. Młodsza z dziewcząt podzieliła się z tą starszą swoją pierwszą lekcją i rozmową z ciemnowłosym Ślizgonem.
Obie Gryfonki cieszyły się z takiego obrotu spraw. Mogły ze sobą pogadać, jak za starych, dobrych lat. Zawsze się sobie zwierzały. Gadały teraz o wszystkim i o niczym. Hermiona właśnie opowiadała Ginny, jak na pierwszej lekcji podeszła do chłopaków Pansy i przeprosiła ich, tak jak uprzednio dziewczyny. Obie skomentowały to jako pozytywny przejaw „ślizgonizmu” i zaczęły się śmiać.
- Brakuje mi ciebie, Gin. – Wyznała Hermiona.
- Mi ciebie też. Teraz w wieży Gryffindoru to nie to samo, co z tobą.
- To zamieszkaj ze mną! – Powiedziała brunetka.
- Co? A co z chłopakami? Myślisz, że się nie obrażą? – Ginny wyglądała na podekscytowaną tą propozycją. Marzyła o wspólnym pokoju z Hermioną.
- Nie wiem. Chodźmy zapytać! – Odparła i wstała. Jej młodsza przyjaciółka poszła w jej ślady i po chwili obie kroczyły do wieży domu Lwa.
Wyjaśniły chłopakom całą sytuację. Nie wyglądali na obrażonych. Przyjęli to nawet łagodnie. Wszyscy jeszcze trochę pogadali, a potem dziewczyny poszły do pokoju Ginny, by spakować jej rzeczy. Uporały się z tym szybko i wyszły z wieży. Wróciły na 5 piętro. W pokoju zastali Malfoya, Zabiniego i Pansy.
- O, cześć dziewczyny. Ja do was. – Rzuciła na powitanie Pansy.
- Hej Pansy. Chodź do naszego pokoju, to pogadamy.
- Zaraz, zaraz. – Zaprotestował Blaise. – Jak to, waszego? Przecież Hermiona mieszka tu sama!
- Już nie. – Odparła Ginny, trochę ostrzej niż zamierzała. Ale to wszystko z powodu wściekłości na Malfoya.
- Smoku, wprowadzam się do ciebie! – Rzucił Blaise w stronę kumpla.
- Chyba śnisz. Ja więcej z tobą nie mieszkam, potwornie chrapiesz. – Odpowiedział mu Draco i popatrzył na niego krzywo.
- Nieprawda. Poza tym, ty nigdy nie słyszałeś, jakie sam wydajesz w nocy dźwięki. – Blaise poruszał dwuznacznie brwiami. Dziewczyny zaśmiały się na to głośno.
- Chciałbyś, zboku. Wracając do tematu, nigdzie się nie wprowadzasz.
- A ona to może! – Blaise wskazał palcem na Ginny. Ginny też pokazała mu palec. Dokładnie środkowy.
- Nie twoja sprawa. – Odparła hardo ryża i razem z Hermioną i Pansy powędrowały do pokoju Gryfonek.
Dziewczyny posiedziały trochę i poplotkowały. Pansy opowiedziała im o zwyczaju zamążpójścia po ukończeniu szkoły w arystokratycznych rodach. Hermiona mimowolnie zaczęła się zastanawiać, na którą nieszczęsną niewiastę spadnie ten potworny pech bycia żoną Malfoya. Panie nie wiedziały, że w tym samym czasie w pokoju wspólnym prefektów naczelnych odbywa się rozmowa na podobny temat.
- Ale nasze matki dowaliły z tymi żonami. – Zagaił Blaise.
- Weź nawet nie mów. Niby po co mi żona w tym wieku ? – Odparł poirytowany Draco.
- Myślałeś już, kogo wybrać? Przynajmniej tyle, że zostawiły nam w tej sprawie wolną rękę.
- Dla mnie nie ma znaczenia, która za mnie wyjdzie. Ważne, żeby urodziła mi potomka. – Blaise nie skomentował wyznania przyjaciela. Może dlatego, że miał inne zdanie. Dla niego priorytetem była właśnie piękna żona, którą będzie kochał ponad życie, i z wzajemnością.
- Czyli zgodziłbyś się na Granger? – Zapytał brunet i zaśmiał się.
- Zwariowałeś ? – Draco nie podzielał humoru kumpla. – Ona będzie czystej krwi.
- Nigdy nie mów hop. – Ciemnoskóry Ślizgon wyszczerzył zęby.
- Och, proszę cię. To tak, jakbyś ty miał się ożenić z Weasley. – Zakpił Draco.
- Nie ma problemu, mój drogi przyjacielu. – Blaise nabrał powietrza do płuc, po czym na całe gardło krzyknął: - WIEWIÓRKO WEASLEY, WYJDZIESZ ZA MNIE??
***
Luna Lovegood przemierzała
korytarze Hogwartu. Tak bardzo cieszyła się, że tu jest. Nie mogła się doczekać
powrotu do tak wspaniałego miejsca, jakim był ten zamek. Sporo pomagała przy
odbudowie i była naprawdę dumna, że pozostawiła w tym miejscu na zawsze cząstkę
siebie. Pomagała też tacie, który starał się odtworzyć ich dawny dom,
zniszczony zaklęciami i wybuchem rogu buchorożca. Dlatego te wakacje były
bardzo pracowite. Ale zawsze znajdowała czas na spotkania z Neville’m, którego
tatuś bardzo polubił. Tyle się wydarzyło w jej życiu, że ciężko było to
uporządkować.
Z Neville’m obiecali sobie spróbować niedługo po jego cudownym wyczynie z zabiciem węża. Od czasu bitwy mają się ku sobie, aczkolwiek nie jest to takie proste. Krukonka miała też sporo… kłopotów z innym chłopcem, który zapałał do niej uczuciem. Jej uczucia przez pewien czas były bardzo niestabilne. Ale ostatecznie to Nev wspierał ją w najgorszych momentach.
Szła właśnie, by się z nim spotkać. Nie wiedzieć, czemu, nie chcieli się za bardzo chwalić swoim związkiem, dlatego woleli się spotykać po lekcjach, albo w nocy. Blondynka była tak pogrążona w swoich myślach, że nawet nie zauważyła, gdy weszła wprost na jakąś osobę. Doszło do zderzenia, podczas którego wylądowała na podłodze. Szybko się podniosła.
- Przepraszam, nie chciałam. – Gdy otrząsnęła się, zauważyła, że wpadła na bruneta, którego ostatnio tak często unikała.
- Co? Pewnie znowu idziesz DO NIEGO. – Zakpił. Prawda była wymalowana w jej oczach. Nie mógł dłużej na nią patrzyć, dlatego też wyminął ją i odchodził szybkim krokiem.
- Teodor, zaczekaj….
Z Neville’m obiecali sobie spróbować niedługo po jego cudownym wyczynie z zabiciem węża. Od czasu bitwy mają się ku sobie, aczkolwiek nie jest to takie proste. Krukonka miała też sporo… kłopotów z innym chłopcem, który zapałał do niej uczuciem. Jej uczucia przez pewien czas były bardzo niestabilne. Ale ostatecznie to Nev wspierał ją w najgorszych momentach.
Szła właśnie, by się z nim spotkać. Nie wiedzieć, czemu, nie chcieli się za bardzo chwalić swoim związkiem, dlatego woleli się spotykać po lekcjach, albo w nocy. Blondynka była tak pogrążona w swoich myślach, że nawet nie zauważyła, gdy weszła wprost na jakąś osobę. Doszło do zderzenia, podczas którego wylądowała na podłodze. Szybko się podniosła.
- Przepraszam, nie chciałam. – Gdy otrząsnęła się, zauważyła, że wpadła na bruneta, którego ostatnio tak często unikała.
- Co? Pewnie znowu idziesz DO NIEGO. – Zakpił. Prawda była wymalowana w jej oczach. Nie mógł dłużej na nią patrzyć, dlatego też wyminął ją i odchodził szybkim krokiem.
- Teodor, zaczekaj….
***
Cześć Wizzy xd U was też taka nędzna pogoda? Czy może jednak jest w miarę ładnie ? Ja powoli wracam do zdrowia na szczęście, ale dopada mnie jesienna chandra... aczkolwiek jestem pewna, że jakiś ciepły komentarz poprawi mi humor :D Pozdrawiam ~Niklaus
Azazel przesyła serdeczne całusy i przypomina, że wersja jest dostępna także na Wattpadzie, przesyłajcie linka do znajomych xd
Kochamy was,
~Niklaus & Azazel
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz