Strony

sobota, 15 października 2016

Rozdział 6.



 Teodor Nott wychował się w zamożnej rodzinie. Jego ojciec był szanowany wśród społeczeństwa, pracował w Ministerstwie Magii. Można by rzec, że to szycha wśród najlepszych. Od lat przyjaźnił się z Malfoyami. Poznał kobietę, 25 lat od siebie młodszą. Została ona matką jego syna i jego żoną. Nott Senior może i nie sprawiał wrażenia, ale naprawdę kochał swą małżonkę. Syna również, chciał być bardzo troskliwy. Jedynym mankamentem tej sytuacji był fakt, że rodzina Nott należała do grona śmierciożerców. A Voldemort nie umiał kochać, cały czas mówił, że nie istnieje coś takiego, jak miłość. I wpajał to swoim zwolennikom. Dlatego Nott Senior wyszedł na zimnego drania bez uczuć. Aczkolwiek nie pozwolił, by miłość jego życia zgodziła się na mroczny znak. I słusznie. 5 lat po urodzeniu Teodora, jego matka zmarła.
                Teodora wychowywał ojciec. Dzieciństwo chłopaka było dla niego bardzo trudnym okresem. Tak właściwie to interesował się nim tylko skrzat domowy. Kiedy brunet skończył 11 lat, jego największym marzeniem było usunąć się z życia swojego opiekuna. Jedynym wybawieniem stał się Hogwart, dlatego malec niecierpliwie wyczekiwał 1 września. Jego marzenie w końcu się spełniło. Draco bardzo lubił z nim gadać, ale nigdy nie uważał go za bliższego przyjaciela. Jednak poza nim Teodor nikogo nie miał.
                W szkole trzymał się na uboczu. Miał świetne oceny, nikt się go nie czepiał. Lubił grać w Quidditcha, interesował się numerologią i transmutacją. Wszystko zmieniło się, gdy odrodził się Czarny Pan. Ojciec zaczął się nim w końcu interesować, uważał go za równego sobie. Nie rozmawiał z nim, jak z synem, a jak z kolegą. Zmobilizował go do szeregów Voldemorta, młody Teodor został naznaczony. Jego życie zamieniło się w koszmar, okropne wspomnienia dręczyły go każdej nocy. Rozważał, czy nie skończyć z tym wszystkim.
                Kiedy Snape został dyrektorem Hogwartu, w szkole zaczął się prawdziwy rygor. Draco, z którym do tej pory trzymał Teodor, miał inne zajęcia, więc Ślizgon był bardziej osamotniony, niż zazwyczaj. Oparcie znalazł w krukonce, Lunie Lovegood. Znalazła go, kiedy przechodził załamanie nerwowe i chował się przed światem. Potrafiła z nim szczerze porozmawiać, wesprzeć go. I tak, od słowa do słowa zakochał się w niej. W jej pięknym spojrzeniu, zniewalającym uśmiechu. Nawet jej o tym powiedział, ale chyba uznała to za żart. Świata poza nią nie widział, a ona wybrała innego. Stracił sens życia, chciał się zabić. W ostatnim momencie znalazł go Draco. Obiecał nikomu o tym nie mówić, chociaż brunet nie miał pewności.
                Później wrócił Potter i pokonał Voldemorta. Teodor trafił do Azkabanu, ale ojciec przekupił Ministerstwo, by go wypuścili. Sam zgnił w więziennej celi i osierocił chłopaka. Ale dopiero wtedy ten zaczął żyć. Uwolnił się od problemów, od Voldemorta, od ojca, od wspomnień. Jedyny problem stanowiła Luna, o której ciągle myślał i nie mógł zapomnieć. I trwa w tym uczuciu ciągle.
***
Wrzesień szybko upływał. Pogoda robiła sobie żarty z uczniów, raz było ciepło, raz wietrznie i deszczowo. Młodzież popadła w szkolną rutynę i zajęła się nawałem prac, nie zawracając sobie głowy spotkaniami towarzyskimi. Ostatecznie Blaise zamieszkał z Draconem, tak jak Ginny z Hermioną. Dowiedziała się o tym profesor McGonagall, która nie była szczególnie zachwycona pomysłem, jednak w końcu zgodziła się z nadzieją, że dwa zwaśnione domy zakończą wieloletnią wojnę za sprawą swoich „liderów”.
                Aczkolwiek plan chyba nie do końca się udał. W Pokoju Wspólnym prefektów naczelnych, mieszczącym się na 5 piętrze za portretem Trzech Dam codziennie dochodziło do kłótni między czwórką studentów 7 roku. Najwyraźniej mieszkanie razem nie było im dane. Jednak nie można ukrywać, że Ginny i Blaise często starają się rozładować atmosferę. Hermiona obserwując tą dwójkę doszła do wniosku, że zachowują się względem siebie opryskliwie dlatego, że w rzeczywistości się lubią. Potrafili prowadzić normalne konwersacje na poziomie, potrafili żartować. Najlepiej wychodziło im oczywiście kłócenie się.
                Dziewczyny często spotykały się z Harry’m i Ronem, jednak były to krótkie spotkania albo wspólna nauka. Chłopcy nie radzili sobie z nawałem pracy i ich oceny pogorszyły się wraz z zamieszkaniem Hermiony w innym miejscu.
                Ale panowie nie samą nauką żyli. Wyobraźcie sobie zdziwienie Hermiony, gdy pewnego popołudnia wyszła ze swojego pokoju do salonu i zobaczyła swoich przyjaciół pijących Ognistą Whiskey z Malfoyem i Zabinim. Stała, jak wryta i patrzyła na to z otwartą buzią na rozgrywającą się scenę. Musiała sobie wiele z chłopakami wyjaśnić.
***
W sobotę obudziło ją słońce zaglądające przez okno. Minęły już dwa tygodnie od rozpoczęcia roku szkolnego i Hermiona czuła, że dzisiaj jest pierwszy taki dzień, w którym mogła w końcu odpocząć. Nie zalegała z żadną pracą domową, chłopakom też nie miała co dzisiaj pomagać, bo dzisiaj były eliminacje do drużyny.
                Popatrzyła na łóżko obok i napotkała brązowe tęczówki wpatrujące się w nią, a przynajmniej tak się jej wydawało. Właścicielka owych oczu była tak zamyślona, że nie zauważyła, kiedy Hermiona się obudziła.
- Cześć śpiochu. – Powiedziała z uśmiechem na ustach brunetka.
- O, cześć. Kiedy się obudziłaś? – Ginny była zaskoczona.
- Przed chwilą. Nad czym tak myślisz? – Zapytała uprzejmie Hermiona.
- Nad niczym ciekawym. – Uśmiechnęła się młodsza z dziewczyn. – Która idzie pierwsza do łazienki?
- Jak chcesz, to idź. Ja biorę ślub z moim ukochanym łóżkiem. – Hermiona na znak swoich słów tylko bardziej wtuliła się w poduszkę i opatuliła ciaśniej kołdrą.
- Nie jestem pewna, czy budzik wam na to pozwoli. – Zaśmiała się rudowłosa i wstała z zamiarem pójścia do łazienki. Jednak gdy tylko otworzyła drzwi, zapiszczała głośno i ponownie zamknęła za sobą drzwi. Na jej twarz wstąpił ogromny rumieniec.
- Gin, co się dzieje?! – Hermiona szybko podniosła się ze swojego łóżka.
-Tam jest Zabini! – Krzyknęła ryża, po czym już zupełnie cicho dodała – Nagi.
                Hermionę ogarnął szaleńczy śmiech. Wiedziała, że było to niekulturalne, ale nie mogła się powstrzymać, widząc skonsternowaną minę przyjaciółki. Jej śmiech pogłębiła reakcja Blaise’a, który właśnie wyszedł z łazienki, ubrany jedynie w spodnie dresowe. Chłopak wyszczerzył się do starszej z dziewczyn, a młodszą ucałował w policzek i szybko zniknął za drzwiami, nie wyjaśniając nieporozumienia. Ginny już do końca dnia rumieniła się, kiedy brunet był w powietrzu.
***
O 10:00 Harry i Ron kierowali się na boisko Quidditcha, które dzisiaj zarezerwowali u samej dyrektorki. Kapitan drużyny postanowił dłużej nie zwlekać i zabrał się do przeprowadzenia eliminacji. Harry wiedział, że jeszcze ciężej będzie mu skupić się na nauce, gdy dojdą treningi. Musiał też na jakimś poziomie podtrzymać swoje życie towarzyskie. Ale był dobrej myśli.
                Na boisku czekało na niego około 30 osób. Była też Ginny, przebrana w strój do gry. Uśmiechnęła się do bruneta i swojego brata i zajęła miejsce w oddali. Jej nie trzeba było testować, była niepokonana. Harry przywitał wszystkich i – jak zawsze – poprosił, żeby wszyscy podzielili się na kilkuosobowe drużyny. Każda grupa miała zrobić rundkę wokół boiska.
                Pierwsze trzy grupy ledwo co umiały latać. W czwartej było nawet w porządku, ale w piątej byli Zabini, Parkinson i jakiś Gryfon z pierwszej klasy, którego Harry poznał po tym, jak na ceremonii przydziału z przerażeniem zrzucił z siebie tiarę, zanim ta zdążyła coś powiedzieć.
- Zabini! Parkinson! Złaźcie stamtąd! – Krzyknął Harry. Powoli miał dość tych gierek.
- Ale dlaczego, Potter? – Zapytała Pansy. – Marzymy, żeby być w twojej drużynie.
- Miło, że wiesz, kto tutaj wygrywa. Jednak muszę odmówić. – Mina bliznowatego wyrażała więcej, niż by tego chciał. Nie mówił tego jeszcze nikomu, ale Ślizgonka wpadła mu w oko.
- Uważaj, żeby twoje ego nie urosło do rozmiarów większych, niż duma, kotku. – Rzekła Pansy jadowitym tonem, akcentując ostatnie słowo, po czym uśmiechnęła się i odeszła.
- Uuu, Potter, o czym nie wiemy? – Zaszczebiotał Blaise. – Mamy już zbierać na wesele? Weasley, organizujemy kawalerski! – Ciemnoskóry podbiegł i przybił piątkę Ronowi, który oniemiały patrzył na wszystko z otwartymi ustami. Po chwili jednak otrząsnął się i zaczął omawiać szczegóły danego wieczoru. Zdenerwowali tym Harry’ego.
- Weasley! Jesteś w 6 grupie, więc bierz dupę w troki i do roboty! – Krzyknął bliznowaty. – Zabini, spieprzaj z boiska!
- Tak jest, panie kapitanie! – Chłopcy wypowiedzieli to w tym samym momencie i zasalutowali jednocześnie, po czym wybuchli śmiechem, rozładowując atmosferę.
                W końcu Harry sprawdził wszystkie grupy i przeszedł do testowania umiejętności na poszczególnych stanowiskach. Nim skończyli, była przerwa obiadowa. Idąc do Wielkiej Sali, napotkali się znów na Ślizgonów, tym razem w towarzystwie Malfoya. Ron widział, jak Hermiona rzuca mu mordercze spojrzenie i w tej chwili współczuł obojgu wzajemnego towarzystwa.
- Jak twoja drużyna Potter? – Zapytała Pansy i uśmiechnęła się w typowo ślizgoński sposób.
- Nie martw się, Parkinson, w tym roku też będziemy lepsi od was. – Harry odpłacił się pięknym za nadobne.
- Taki mocny w gębie. – Zakpił Draco. – Zobaczymy, jak będzie na boisku. – Dodał.
- Masz rację, przekonamy się na meczu. – Stwierdził Ron i uśmiechnął się drwiąco.
- Ale i tak dzisiaj pijemy! – Zawołał Blaise! – Gryfiaczki, co wy na to?
- To wyzwanie? – Zaśmiał się Harry. – Przyjmujemy. – Dodał, po czym przybili z Ronem piątkę. Hermiona patrzyła na to sceptycznym wzrokiem, Ginny natomiast się zarumieniła, co nie uszło uwadze Zabiniego.
- Wiewiórko Weasley, też będziesz z nami pić? Możesz być spokojna, będziemy świętować w salonie, a nie łazience. – Reakcja była natychmiastowa. Blaise poruszył sugestywnie brwiami, Ginny jeszcze bardziej poczerwieniała, tym razem ze złości, a Hermiona wybuchła gromkim śmiechem. Ku zdziwieniu wszystkich, Blaise pocałował Hermionę w policzek i puścił jej oczko, po czym odszedł. Posłusznie podreptali za nim Draco i Pansy, nie za bardzo wiedząc, o co chodzi.
- Ładny mamy dziś dzień, no nie? – Zaśmiała się Hermiona i weszła do Wielkiej Sali. 
***
Po południu Hermiona wróciła do dormitorium na 5 piętrze. W kominku palił się ogień, było ciepło i przyjemnie. Gryfonka podeszła do biblioteczki, której nie miała okazji zbadać od początku roku szkolnego, gdyż była bardzo zajęta. Miała na głowie naukę i patrole.
                Zdziwiła się, odczytując tytuły poszczególnych ksiąg. Były tutaj encyklopedie czarnej magii. Nie sądziła, że dyrektorka pozwoli na trzymanie takich książek w miejscu, gdzie przebywają uczniowie. Dziewczyna chwyciła pierwszą lepszą encyklopedię i otworzyła na przypadkowej stronie. Jej oczom ukazał się obraz z XI wieku, przedstawiający poszczególne fazy rozkładu człowieka po rzuceniu jakiegoś paskudnego zaklęcia czarnoksięskiego. Wzdrygnęła się i z obrzydzeniem analizowała obraz, gdy przy jej uchu Malfoy szepnął
- Znakomite na noc duchów. - Dziewczyna tak się przestraszyła, że z wrażenia upuściła książkę. Rozzłoszczona odwróciła się do blondyna.
- Jeszcze raz mnie tak przestraszysz, a gorzko tego pożałujesz! – Stwierdziła, oskarżycielsko dźgając go palcem w pierś. Wciągnęła głęboko powietrze i wyczuła mocne perfumy.
- Do odważnych świat należy. – Zakpił Draco. Uwielbiał straszyć i denerwować Gryfonkę, jej reakcje były bezcenne.
                Popatrzył na książkę leżącą u ich stóp. Otworzyła się teraz na innej stronie. Litery u samej góry strony układały się w napis „Najpotrzebniejsze zaklęcia czarnomagiczne używane do tajnych przejść”. Pod spodem były wypisane różne zaklęcia i opisy ich skutków, gdy uroki zostały źle rzucone. Było też kilka zdjęć osób, które stały się ofiarami niekompetentnie rzucanych czarów. Obrzydlistwo. Draco mimowolnie wzdrygnął się. Hermiona, która zauważyła zmiany na jego twarzy, mimowolnie spojrzała na książkę i poczuła mdłości. To, co tam zauważyła było ohydne. I dalej nie miała pojęcia, jak taka księga mogła znaleźć się w pobliżu ucznia. Powędrowała wzrokiem do twarzy blondyna, który też jej się przyglądał. Stali tak w milczeniu.
                Tą scenę przerwały wchodzące do pokoju Pansy i Ginny. Stanęły jak wryte na widok swoich przyjaciół. Hermiona otrząsnęła się pierwsza. Podniosła książkę oprawioną w bordową skórę i odłożyła na miejsce, w myślach obiecując sobie, że jeszcze kiedyś do niej wróci.
- Hej wam. – Uśmiechnęła się do dziewczyn. W rzeczywistości była zszokowana, ale całkiem nieźle to ukrywała.
- No hej. – Odparła podejrzliwie Ginny, jednak po chwili wróciła do swojego starego tonu. – Mamy alko! – Krzyknęła uradowana. Na te słowa Draco wyrwał się z letargu.
- Skąd? – W kwestii alkoholu nie ufał nikomu z wyjątkiem Blaise’a, który właśnie wyszedł z ich pokoju. – Diable, Weasley skombinowała procenty. Co ty na to?
- Wiewiórka? – Blaise’owi oczy się zaświeciły. – Ale wiewiórki jedzą orzechy, a nie piją alkohol.
- To nie wiesz, Zabini, że ja jestem wyjątkowa? – Powiedziała Ginny, jednak zarumieniła się, wspominając jego poranną wizytę w jej i Hermiony łazience.
- Zawsze to wiedziałem, kotku. – Odparł przymilnie Ślizgon i w mgnieniu oka znalazł się koło rudowłosej, by zbadać zawartość tego, co przyniosła.
- Zdecyduj się, diable. Wiewiórka, czy kotek? – Zaśmiała się Pansy.
- Nie bądź uszczypliwa, Pans. Wiesz przecież, że ja i smok – tu wskazał na kumpla – lubimy wszystkie zwierzątka. – Nie wiedząc, czemu, Ginny i Hermiona wybuchły śmiechem.
- Smok? Diabeł? – Mówiła ryża przez łzy. – Kto was czynił takimi upośledzonymi?
- Nie pyskuj wiewiórko, ty też jesteś zwierzątkiem. – Zauważył inteligentnie Blaise.
                Niedługo potem do salonu weszli Harry z Ronem, niosąc własne trunki. I zaczęła się mini impreza. Wszyscy dobrze się bawili, a przynajmniej prawie wszyscy. Jedynie Hermiona miała nieobecny wzrok, ale najwyraźniej starała się robić dobrą minę do złej gry. Zauważył to Ron.
- Miona? Wszystko w porządku? – Z troską popatrzył na przyjaciółkę.
- No jasne. – Uśmiechnęła się pokrzepiająco. – Ale nie mam zamiaru ukrywać, że się nudzę.
- Ja też! – Wykrzyknęła Pansy! – Poróbmy coś. – Popatrzyła wyczekująco na Draco i Blaise’a. Na twarzy tego drugiego wykryła zmianę.
- No właśnie, poróbmy coś! Wiewiórko, chodźmy do łazienki i poróbmy coś! – Powiedział spokojnie ciemnoskóry, nie zdając sobie sprawy, jak to zabrzmiało. Wszyscy wybuchli śmiechem z wyjątkiem Ginny, która zrobiła się cała czerwona i samego Blaise’a. Chłopak nie wiedział jeszcze, że Gryfonka uknuła intrygę. Uśmiechnęła się do niego kokieteryjnie i wyciągnęła rękę.
- No to chodź, porobimy coś w łazience. – Blaise patrzył oniemiały, doszukując się podstępu. Jednak wypił już trochę i nie do końca był trzeźwy, więc ufnie złapał Gryfonkę za rękę i poszedł za nią. Oczywiście towarzyszyły im dogryzki ze strony przyjaciół.
                Ginny rzeczywiście zaprowadziła Blaise’a do łazienki. Zamknęła drzwi i oparła się o nie. Uśmiechnęła się zalotnie do chłopaka i przez jedną chwilę wydawał jej się bardzo słodki. Ale tylko przez chwilę.
- To na co masz ochotę? – Zapytała i odgarnęła kosmyk swoich włosów za ucho. Odsunęła się od drzwi i podeszła w stronę prysznica. Oczywiście Ślizgon podążył za nią.
                Oparła się o ścianę i wyczekiwała pierwszego ruchu ze strony bruneta. Powoli przybliżał swoją twarz do jej, a jego ręka wylądowała na jej talii. Zamknęli oczy w tej samej chwili, jednak Ginny od razu je otworzyła. Blaise już prawie ją całował, kiedy nagle wzięła do ręki prysznic i odkręciła wodę. Lodowaty strumień poleciał wprost na spodnie chłopaka, który natychmiast otworzył oczy. Gryfonka wybuchła perlistym śmiechem, aż rozbolał ją brzuch. Podeszła do drzwi i otworzyła je, a potem przez sypialnie przeszła do salonu, wciąż się śmiejąc. 5 par głów odwróciło się w jej stronę. Nie za bardzo orientujący się w całej sytuacji Blaise poszedł za nią. Kiedy stanął w salonie i usłyszał śmiechy pozostałych, zdał sobie sprawę z tego, jak to może wyglądać.
- To z wrażenia. – Powiedziała Ginny, wskazując na mokre spodnie kolegi i zaczęła się śmiać jeszcze gorzej. Upokorzony Blaise także chichotał cicho, jednak w myślach szykował zemstę.
                Genialna atmosfera upłynęła im przez resztę wieczoru. Nawet Hermiona dała się namówić na małą szklaneczkę Ognistej. Draco skomentował to z kpiną w głosie. Gryfonka chciała mu utrzeć nosa, więc wymyśliła zawody w piciu. Blondyn musiał przyznać, że miała mocną głowę, ale i tak jej pierwszej urwał się film. Teraz mógł do woli obserwować jej piękne, malinowe usta i duże czekoladowe oczy, a i tak miał pewność, że jutro oboje nie będą niczego pamiętać. Po pewnym czasie Pansy wymyśliła, żeby dziewczyny urządziły sobie pokaz mody. Wszystkie  trzy udały się do pokoju Gryfonek, by poszukać w ich rzeczach najbardziej odważnych i oryginalnych strojów. Oceny chłopaków zależały od ilości wypicia trunku. Jeśli wypił całą szklankę, oceną była 10, jeśli pół, modelka zasługiwała na 5 punktów itd. Z każdą kolejną charakteryzacją stroje były odważniejsze. Dziewczyny też, bo w międzyczasie one także popijały. Jednak ta zabawa w końcu im się znudziła, więc bełkotali bez sensu. Ostatnie, co zapamiętał Draco, to Hermiona śpiąca na jego ramieniu, Potter, który wkładał język do ust Pansy i Ginny, która usypiała na kolanach Blaise’a. Ron w ogóle gdzieś zniknął. Draco sam zasnął.
***
Rano potwornie bolała go głowa. Kiedy otworzył oczy, oślepiło go światło dzienne. W pokoju panował ogromny bałagan, wszędzie były porozrzucane damskie ubrania i butelki po trunkach. Zaobserwował przytulonych do siebie Malfoya i Hermionę, a także Zabiniego i Ginny, która spała u niego na kolanach. On sam obejmował Pansy.
                Harry dobrze pamiętał wydarzenia wczorajszego wieczoru. Nie pił każdej kolejki, przez co nie urwał mu się film. Pamiętał dobrze, jak dziewczyny wymyśliły pokaz mody, ale w końcu się im to znudziło i wolały przyjść pogadać. Spośród dziewczyn najbardziej odjechała Hermiona, a z chłopaków najwięcej wypił Ron, którego teraz nawet z nimi nie było. Przeoczył ten moment, kiedy jego rudowłosy przyjaciel wychodził z pokoju. Najbardziej podobało mu się jednak zakończenie imprezy, kiedy niespodziewanie pocałowała go Pansy. Był zaskoczony, jednak pocałunek oddał i pogłębił. Świetnie całowała, nawet pijana. Chciała iść z nim do sypialni, jednak wiedział, że to nie jest dobry pomysł. W końcu dziewczyna usnęła w jego ramionach z uśmiechem na ustach, a on sam poszedł w jej ślady.
                Teraz jednak nie spał. Bolała go głowa i zastanawiał się nad tym, gdzie podziewa się Ron. Kątem oka zauważył, że Hermiona właśnie się budzi.
                Gryfonka obudziła się, słysząc szmer niedaleko siebie. Otworzyła oczy, nie bardzo wiedząc, co się dzieje. Jednak kiedy zorientowała się, czyje ręce oplatają ją w talii, zapiszczała, budząc resztę. Oskarżycielskie spojrzenia padły na jej twarz, a ona sama upadła na podłogę. Zaspany Draco wyciągnął do niej rękę i pomógł jej wstać, a później znów zasnął.
                Ginny co prawda nie zaczęła piszczeć, ale też była zaskoczona położeniem, w jakim się znalazła. Spojrzała w czarne oczy Blaise’a, który teraz się do niej uśmiechał.
- To jak? Idziemy do łazienki?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz