Plotki o
imprezie w Pokoju Wspólnym prefektów naczelnych rozniosły się po szkole bardzo
szybko i już w czasie obiadu Draco i Hermiona byli na ustach większości
uczniów. Ale po kolei. Rona znalazła Pansy, jak spał w wannie, przytulony do
prysznica. Draco jak usnął, tak spał cały ranek i całe południe, obudził się
koło 13:00. Wszystko go bolało od niewygodnej pozycji na niewygodnej kanapie i
do tego wszystkiego dochodził niewygodny ból głowy. Jednym słowem: niewygodnie.
Na stoliku leżała fiolka z eliksirem na kaca. W pokoju był sam. Wypił szybko
eliksir i udał się do łazienki, by zwymiotować. Przelotnie zauważył, że
sypialnia była pusta. Po męczarniach, trwających już dobre 15 minut, mdłości
ustały. Draco szybko poszukał w pokoju kolejny eliksir i wypił, w mgnieniu oka
poczuł się lepiej. Pozostała już tylko suchość w ustach. Chwycił butelkę
stojącą na biurku i łapczywie pił wodę, zastanawiając się, gdzie podziewa się
jego przyjaciel. Przez chwilę rozważał, czy nie zapytać o to Gryfonek. W
myślach kalkulował sytuację z Granger i wychodziło na to, że po wczorajszych
zawodach w piciu nie było tak źle, więc idąc do ich pokoju nie ryzykował
śmiercią tragiczną. Zapukał, ale nikt mu nie odpowiedział, więc nacisnął klamkę
i wsunął głowę do pokoju.
Znalazł przyjaciela. Leżał na łóżku, razem z rudą. Spali. Zaznaczył w pamięci, żeby wypytać Blaise’a o wszystko. Zaczynało mu się nudzić, więc z braku lepszych pomysłów udał się do lochów, by pogadać z Pansy. Wypowiedział hasło i ściana rozpłynęła się, robiąc mu przejście. Nie znalazł przyjaciółki w pokoju wspólnym, więc udał się do jej dormitorium. Zapukał do drzwi i czekał. Otworzyła mu Astoria.
- O, hej Draco. – uśmiechnęła się przymilnie.
- Cześć. Jest Pansy? – zapytał, przy okazji zaglądając jej przez ramię do pokoju.
- Jest. Ale nie radzę… - Astoria nawet nie dokończyła zdania, ponieważ wyminął ją i wszedł do pokoju. Kompletnie zaskoczyło go to, co zastał. Pansy leżała w łóżku, cała zapłakana. Szybkim krokiem podszedł do niej i mocno ją przytulił, nie pytając o nic.
Pansy wybuchła jeszcze głośniejszym płaczem, co przeraziło samego Dracona, ale nie dał tego po sobie poznać. Tulił ją i kołysał, by się uspokoiła. Przeszło jej po kilkunastu minutach. Podniosła zapłakane oczy na przyjaciela i uśmiechnęła się smutno.
- Pobrudziłam ci koszulę tuszem. – Wskazała palcem na czarną plamę na koszuli, jednak blondyn tylko machnął na to ręką.
- A tam koszula. Co się stało, Pans? – Zapytał z troską.
- Nieważne, nie martw się. – Zaśmiała się brunetka. Nie miała zamiaru gadać o tym z jakimkolwiek chłopakiem.
- Zabiję Pottera. – Obiecał Draco i już podnosił się z łóżka, by dopaść Gryfona, ale jego zapał ostudziła Pansy.
- Siadaj, to nie przez niego. – Powiedziała spokojnie. Pogadali jeszcze chwilę, jednak zaraz Ślizgonka wymigała się zmęczeniem i wyprosiła blondyna z pokoju.
Znalazł przyjaciela. Leżał na łóżku, razem z rudą. Spali. Zaznaczył w pamięci, żeby wypytać Blaise’a o wszystko. Zaczynało mu się nudzić, więc z braku lepszych pomysłów udał się do lochów, by pogadać z Pansy. Wypowiedział hasło i ściana rozpłynęła się, robiąc mu przejście. Nie znalazł przyjaciółki w pokoju wspólnym, więc udał się do jej dormitorium. Zapukał do drzwi i czekał. Otworzyła mu Astoria.
- O, hej Draco. – uśmiechnęła się przymilnie.
- Cześć. Jest Pansy? – zapytał, przy okazji zaglądając jej przez ramię do pokoju.
- Jest. Ale nie radzę… - Astoria nawet nie dokończyła zdania, ponieważ wyminął ją i wszedł do pokoju. Kompletnie zaskoczyło go to, co zastał. Pansy leżała w łóżku, cała zapłakana. Szybkim krokiem podszedł do niej i mocno ją przytulił, nie pytając o nic.
Pansy wybuchła jeszcze głośniejszym płaczem, co przeraziło samego Dracona, ale nie dał tego po sobie poznać. Tulił ją i kołysał, by się uspokoiła. Przeszło jej po kilkunastu minutach. Podniosła zapłakane oczy na przyjaciela i uśmiechnęła się smutno.
- Pobrudziłam ci koszulę tuszem. – Wskazała palcem na czarną plamę na koszuli, jednak blondyn tylko machnął na to ręką.
- A tam koszula. Co się stało, Pans? – Zapytał z troską.
- Nieważne, nie martw się. – Zaśmiała się brunetka. Nie miała zamiaru gadać o tym z jakimkolwiek chłopakiem.
- Zabiję Pottera. – Obiecał Draco i już podnosił się z łóżka, by dopaść Gryfona, ale jego zapał ostudziła Pansy.
- Siadaj, to nie przez niego. – Powiedziała spokojnie. Pogadali jeszcze chwilę, jednak zaraz Ślizgonka wymigała się zmęczeniem i wyprosiła blondyna z pokoju.
***
6 godzin wcześniej
Kiedy Hermiona obudziła wszystkich krzykiem,
Pansy oderwała się od Harry’ego. Dziewczyna miała przebłyski tego, co się
między nimi wydarzyło, jednak nie była pewna. Popatrzyła na chłopaka.
- Potter? Czemu na tobie spałam? – Zapytała całkiem poważnie, a on parsknął śmiechem.
- Może dlatego, że jestem wygodny? – Uśmiechnął się. Odwzajemniła uśmiech.
- Raczej nie, wszystko mnie boli. – Stwierdziła. – Uświadom mnie, jeśli się mylę. Czy my się wczoraj całowaliśmy? – Szczerze mówiąc, bała się trochę odpowiedzi.
- Tak. – Harry’emu uśmiech nie schodził z twarzy. Bardzo liczył, że między nim a Ślizgonką dojdzie do zbliżenia.
- Ale nic więcej? – Zapytała z niepokojem. Przez moment na twarzy Pottera pojawił się strach (?).
- Nie, do niczego nie doszło.
- Okey. – Odetchnęła z ulgą. Teraz zauważyła zawód na jego twarzy. – Harry, ja… - pierwszy raz wypowiedziała jego imię. Nie było jej dane dokończyć, ponieważ wyżej wspomniany właśnie to przerwał.
- Masz rację. Zapomnijmy, tak będzie wygodniej. – Uśmiechnął się zimno, po czym wstał i nie zwracając uwagi na kompletnie zszokowaną dziewczynę, wyszedł z dormitorium.
- Potter? Czemu na tobie spałam? – Zapytała całkiem poważnie, a on parsknął śmiechem.
- Może dlatego, że jestem wygodny? – Uśmiechnął się. Odwzajemniła uśmiech.
- Raczej nie, wszystko mnie boli. – Stwierdziła. – Uświadom mnie, jeśli się mylę. Czy my się wczoraj całowaliśmy? – Szczerze mówiąc, bała się trochę odpowiedzi.
- Tak. – Harry’emu uśmiech nie schodził z twarzy. Bardzo liczył, że między nim a Ślizgonką dojdzie do zbliżenia.
- Ale nic więcej? – Zapytała z niepokojem. Przez moment na twarzy Pottera pojawił się strach (?).
- Nie, do niczego nie doszło.
- Okey. – Odetchnęła z ulgą. Teraz zauważyła zawód na jego twarzy. – Harry, ja… - pierwszy raz wypowiedziała jego imię. Nie było jej dane dokończyć, ponieważ wyżej wspomniany właśnie to przerwał.
- Masz rację. Zapomnijmy, tak będzie wygodniej. – Uśmiechnął się zimno, po czym wstał i nie zwracając uwagi na kompletnie zszokowaną dziewczynę, wyszedł z dormitorium.
***
Ginny obudziła się, słysząc zamykanie drzwi.
Spojrzała w tamtą stronę, jednak nie zauważyła nikogo. Poczuła ciężką rękę
leżącą na jej biodrze. Przyjrzała się Blaise’owi, który uśmiechał się przez
sen. Zdjęła z siebie rękę i poszła do łazienki, by wziąć prysznic i umyć zęby.
Rano miała nieprzyjemne mdłości. Po wykonaniu tych czynności, ubrała się i
poszła do salonu. Nie spotkała tam nikogo, więc wywnioskowała, że wszyscy są na
obiedzie. Szybkim krokiem ruszyła do Wielkiej Sali. Przy stole spotkała trójkę
swoich przyjaciół, skacowanych i zmęczonych. Ukradkiem spojrzała na stół
Ślizgonów, jednak nie znalazła tam nikogo z trójki, z którą spędziła wczoraj
wieczór. Podeszła do złotego trio i usiadła koło Hermiony.
- Hej kochani. – Odparła i uśmiechnęła się promiennie. Jako jedyna z ich czwórki była wyspana i nie bolała jej głowa. A to za sprawą eliksiru od pewnego bruneta.
- Nie tak głośno. – Złapał się za głowę Ron.
- To bardzo niespotykany widok, braciszku. Ty nic nie jesz. – Wyszczerzyła zęby do brata Ginny.
Żartowali tak jeszcze przez pewien czas. Po obiedzie, który zjadła tylko Ginny, dziewczyny udały się do dormitorium Prefektów Naczelnych. Omawiały po drodze całą imprezę, a raczej tę część, którą pamiętały i zaśmiewały się w najlepsze. W Pokoju Wspólnym spotkały Blaise’a, więc dosiadły się do niego i po kolei analizowali wszystkie zdarzenia.
- Hermiona, świetnie wyglądałaś w tej krótkiej różowej sukience bez pleców. To raczej nie twoja? – Zapytał Blaise, a jego brwi powędrowały wysoko, gdy spojrzał na zarumienioną rudowłosą.
- Owszem, nie jej. A jeśli już mowa o ubraniach… jak się miewają twoje spodnie? – Odparła Ginny słodkim głosikiem, po czym obie z Hermioną wybuchły śmiechem.
- Świetnie, wiewiórko. W końcu były mokre z twojego powodu. – Iście Ślizgońskie zagranie. – A pamięta któraś z was Pottera? Jak usypiałem, Pansy się do niego kleiła! – Blaise powiedział to zupełnie niespodziewanie, zaskakując obie Gryfonki, które nie miały bladego pojęcia. Musiały poważnie pogadać z Bliznowatym.
Zapewne świetnie się bawili i jeszcze długo omawialiby szczegóły, ale do pokoju wpadł zdenerwowany Draco Malfoy, który zabrał ze sobą Blaise’a. Dziewczyny tylko wzruszyły ramionami.
- Hej kochani. – Odparła i uśmiechnęła się promiennie. Jako jedyna z ich czwórki była wyspana i nie bolała jej głowa. A to za sprawą eliksiru od pewnego bruneta.
- Nie tak głośno. – Złapał się za głowę Ron.
- To bardzo niespotykany widok, braciszku. Ty nic nie jesz. – Wyszczerzyła zęby do brata Ginny.
Żartowali tak jeszcze przez pewien czas. Po obiedzie, który zjadła tylko Ginny, dziewczyny udały się do dormitorium Prefektów Naczelnych. Omawiały po drodze całą imprezę, a raczej tę część, którą pamiętały i zaśmiewały się w najlepsze. W Pokoju Wspólnym spotkały Blaise’a, więc dosiadły się do niego i po kolei analizowali wszystkie zdarzenia.
- Hermiona, świetnie wyglądałaś w tej krótkiej różowej sukience bez pleców. To raczej nie twoja? – Zapytał Blaise, a jego brwi powędrowały wysoko, gdy spojrzał na zarumienioną rudowłosą.
- Owszem, nie jej. A jeśli już mowa o ubraniach… jak się miewają twoje spodnie? – Odparła Ginny słodkim głosikiem, po czym obie z Hermioną wybuchły śmiechem.
- Świetnie, wiewiórko. W końcu były mokre z twojego powodu. – Iście Ślizgońskie zagranie. – A pamięta któraś z was Pottera? Jak usypiałem, Pansy się do niego kleiła! – Blaise powiedział to zupełnie niespodziewanie, zaskakując obie Gryfonki, które nie miały bladego pojęcia. Musiały poważnie pogadać z Bliznowatym.
Zapewne świetnie się bawili i jeszcze długo omawialiby szczegóły, ale do pokoju wpadł zdenerwowany Draco Malfoy, który zabrał ze sobą Blaise’a. Dziewczyny tylko wzruszyły ramionami.
***
W poniedziałek rano Hermiona obudziła Ginny.
Obie szybko się wyszykowały i poszły razem na śniadanie. Zasiadając do stołu
zauważyły kwaśną minę Rona i ogromnego sińca widniejącego pod okiem Harry’ego.
- Merlinie, Harry, co ci się stało? – Zapytała przerażona Ginny, po czym podeszła bliżej chłopaka, by obejrzeć ranę.
- To nic takiego, potknąłem się po ciemku i uderzyłem o kant łóżka. – Harry wzruszył ramionami. – Szybko zniknie, nie przejmujcie się. Ginny, dzisiaj o 17:30 widzimy się na boisku. – Dodał.
- Jasne. – Uśmiechnęła się ruda.
Śniadanie upłynęło im w przyjemnej atmosferze. Jedynie Hermiona rzucała ukradkowe spojrzenia w stronę Harry’ego, który zaperzał się, że to od potknięcia, więc chcąc nie chcąc, musiała mu uwierzyć. Całą czwórką udali się na transmutację. Gdy przyszli pod klasę, cała grupa zaczęła wytykać palcami bliznowatego. Na szczęście za niedługo miał zadzwonić dzwonek.
- Potter, coś ty zrobił? – Zapytała Pansy, która podeszła do nich razem z Malfoyem i Zabinim. Hermiona zarejestrowała, że wyżej wspomniani popatrzeli na siebie znacząco.
- Potknąłem się. – Wyjaśnił niecierpliwie poszkodowany. Pansy zaczęła cicho chichotać, ale w tym momencie drzwi do Sali otworzyły się, a profesor McGonagall zaprosiła wszystkich do Sali.
- Na dzisiejszej lekcji – zaczęła nauczycielka – będziemy się zajmować transmutacją ludzką. Jest to bardzo trudny rodzaj magii, który opanowuje za pierwszym razem mało kto. Jednak nie chodzi mi tu o całkowitą przemianę, a pół-przemianę. Popatrzcie. – Profesorka machnęła różdżką i wypowiedziała zaklęcie, a po chwili oczom uczniów ukazał się pół-kot, pół-człowiek. Wszyscy otworzyli buzie ze zdumienia. Jeszcze jedno machnięcie i wróciła do swojego dawnego wyglądu. – No proszę, teraz wy. Do roboty!
Lekcja rzeczywiście była bardzo trudna. Jednak profesor McGonagall nie spodziewała się, że komuś się uda. Uczniowie wysypali się z klasy i podążyli na Zaklęcia. Profesor Flitwick przygotował dla nich krótki quiz powtórkowy, a potem mieli ćwiczyć zaklęcia wypisane na tablicy.
Hermiona musiała przyznać, że 7 klasa to nie przelewki. Przerabiali niezrozumiałe dla większości rzeczy, o których nawet ona nie słyszała. Jeśli to w ogóle możliwe, coraz częściej bywała gościem biblioteki. I spotykała tam wielu uczniów ze swojego roku, w tym Teodora Notta. Chłopak tego poniedziałkowego popołudnia zajął stolik, przy którym zwykle ona zasiadała, więc poirytowana poszła szukać innego. Znalazła jeden wolny, w rogu Sali i zabrała się do lekcji.
Wyobraźcie sobie jej zdziwienie, kiedy podniosła głowę i zobaczyła przed sobą właśnie Notta, który bezczelnie się na nią gapił. Zdusiła w sobie głośne prychnięcie, po czym powiedziała
- Jakiś problem?
- Zazwyczaj to ja siedzę przy stoliku. – Odparł Ślizgon z drwiną w głosie.
- To fajnie masz. – Zakpiła Hermiona i wróciła do pisania wypracowania.
- No wiem. – Szeroki uśmiech wstąpił na jego twarz. Jednak Hermiona nie odpowiedziała na tą zaczepkę. – W takim razie pozwalam ci już stąd iść. – Dodał, czym okropnie rozzłościł Gryfonkę.
- Ty mi pozwalasz? I co, myślisz, że posłucham? – Zapytała wkurzona.
- Nie pyskuj do prefekta. Gryffindor traci przez ciebie 5 punktów. – Uśmiechnął się po Ślizgońsku.
- Prefekt nie może odbierać innemu prefektowi punktów, głąbie. – Hermionę coraz bardziej irytowała ta rozmowa.
- No dobra, Granger, żartowałem. Dla jaj zająłem twój stolik i dla jaj przyszedłem tutaj, żeby cię trochę podenerwować. Mieszkasz z Draco, więc na bank zdążył ci już powiedzieć, że czasami podniesione ciśnienie jest bardzo zdrowe. – Zaśmiał się Teodor. – Sorry.
- Widzę, że wy Ślizgoni macie to we krwi. – Powiedziała Hermiona i zmrużyła oczy.
- Co? – Zapytał inteligentnie brunet.
- Głupotę, brak taktu, brak mózgu, jesteście dziecinni, przewidywalni i jesteście idiotami. – Wyliczała po kolei, co zaowocowało śmiechem Teodora. Niestety, ściągnął przez to uwagę bibliotekarki, pani Pince.
- Wynocha stąd! Tu ma być cicho! – Powiedziała rozzłoszczona kobieta. Chcąc, nie chcąc, Hermiona i Teodor musieli opuścić pomieszczenie.
- Ty głąbie! Muszę dokończyć te prace przed patrolem, a nie mam książek! – Hermiona była wściekła.
- Te książki są w biblioteczce w waszym dormitorium. Przeglądałem ostatnio, jak byłem u Draco. – Wyjaśnił chłopak. – I nie wściekaj się tak, Granger. Złość piękności szkodzi. – Teodor posłał jej zwyczajny, naturalny uśmiech i odszedł.
To była jej pierwsza dłuższa rozmowa z tym Ślizgonem. Musiała przyznać, że zaimponował jej faktem, że czyta książki. W końcu przeglądał tą nieszczęsną biblioteczkę. Zawsze miał dobre oceny, z tego, co wiedziała, ale nauczyciele nie zwracali na niego większej uwagi, ponieważ był bardzo skryty i cichy. Takie myśli krążyły wokół niej, puki nie udała się na 5 piętro. Wypowiedziała hasło i przeszła przez portret. W pokoju wspólnym był tylko Malfoy. Ginny pewnie poszła do wieży Gryffindoru, by udać się z chłopakami na trening, a Blaise’a gdzieś wcięło.
Nie zaprzątając sobie nimi głowy, podeszła do biblioteczki i w mgnieniu oka znalazła książki, o których wcześniej mówił Nott. Zdziwiona, wzięła je wszystkie do swojego pokoju i usiadła na łóżku. Nim jednak zabrała się do pracy, usłyszała ciche stukanie w szybę. Spojrzała w tym kierunku i zauważyła sowę, trzymającą w dziobie liścik. Wpuściła do pokoju ptaka, który od razu wyrzucił list i odleciał. Gryfonka odczytała krótką notkę.
- Merlinie, Harry, co ci się stało? – Zapytała przerażona Ginny, po czym podeszła bliżej chłopaka, by obejrzeć ranę.
- To nic takiego, potknąłem się po ciemku i uderzyłem o kant łóżka. – Harry wzruszył ramionami. – Szybko zniknie, nie przejmujcie się. Ginny, dzisiaj o 17:30 widzimy się na boisku. – Dodał.
- Jasne. – Uśmiechnęła się ruda.
Śniadanie upłynęło im w przyjemnej atmosferze. Jedynie Hermiona rzucała ukradkowe spojrzenia w stronę Harry’ego, który zaperzał się, że to od potknięcia, więc chcąc nie chcąc, musiała mu uwierzyć. Całą czwórką udali się na transmutację. Gdy przyszli pod klasę, cała grupa zaczęła wytykać palcami bliznowatego. Na szczęście za niedługo miał zadzwonić dzwonek.
- Potter, coś ty zrobił? – Zapytała Pansy, która podeszła do nich razem z Malfoyem i Zabinim. Hermiona zarejestrowała, że wyżej wspomniani popatrzeli na siebie znacząco.
- Potknąłem się. – Wyjaśnił niecierpliwie poszkodowany. Pansy zaczęła cicho chichotać, ale w tym momencie drzwi do Sali otworzyły się, a profesor McGonagall zaprosiła wszystkich do Sali.
- Na dzisiejszej lekcji – zaczęła nauczycielka – będziemy się zajmować transmutacją ludzką. Jest to bardzo trudny rodzaj magii, który opanowuje za pierwszym razem mało kto. Jednak nie chodzi mi tu o całkowitą przemianę, a pół-przemianę. Popatrzcie. – Profesorka machnęła różdżką i wypowiedziała zaklęcie, a po chwili oczom uczniów ukazał się pół-kot, pół-człowiek. Wszyscy otworzyli buzie ze zdumienia. Jeszcze jedno machnięcie i wróciła do swojego dawnego wyglądu. – No proszę, teraz wy. Do roboty!
Lekcja rzeczywiście była bardzo trudna. Jednak profesor McGonagall nie spodziewała się, że komuś się uda. Uczniowie wysypali się z klasy i podążyli na Zaklęcia. Profesor Flitwick przygotował dla nich krótki quiz powtórkowy, a potem mieli ćwiczyć zaklęcia wypisane na tablicy.
Hermiona musiała przyznać, że 7 klasa to nie przelewki. Przerabiali niezrozumiałe dla większości rzeczy, o których nawet ona nie słyszała. Jeśli to w ogóle możliwe, coraz częściej bywała gościem biblioteki. I spotykała tam wielu uczniów ze swojego roku, w tym Teodora Notta. Chłopak tego poniedziałkowego popołudnia zajął stolik, przy którym zwykle ona zasiadała, więc poirytowana poszła szukać innego. Znalazła jeden wolny, w rogu Sali i zabrała się do lekcji.
Wyobraźcie sobie jej zdziwienie, kiedy podniosła głowę i zobaczyła przed sobą właśnie Notta, który bezczelnie się na nią gapił. Zdusiła w sobie głośne prychnięcie, po czym powiedziała
- Jakiś problem?
- Zazwyczaj to ja siedzę przy stoliku. – Odparł Ślizgon z drwiną w głosie.
- To fajnie masz. – Zakpiła Hermiona i wróciła do pisania wypracowania.
- No wiem. – Szeroki uśmiech wstąpił na jego twarz. Jednak Hermiona nie odpowiedziała na tą zaczepkę. – W takim razie pozwalam ci już stąd iść. – Dodał, czym okropnie rozzłościł Gryfonkę.
- Ty mi pozwalasz? I co, myślisz, że posłucham? – Zapytała wkurzona.
- Nie pyskuj do prefekta. Gryffindor traci przez ciebie 5 punktów. – Uśmiechnął się po Ślizgońsku.
- Prefekt nie może odbierać innemu prefektowi punktów, głąbie. – Hermionę coraz bardziej irytowała ta rozmowa.
- No dobra, Granger, żartowałem. Dla jaj zająłem twój stolik i dla jaj przyszedłem tutaj, żeby cię trochę podenerwować. Mieszkasz z Draco, więc na bank zdążył ci już powiedzieć, że czasami podniesione ciśnienie jest bardzo zdrowe. – Zaśmiał się Teodor. – Sorry.
- Widzę, że wy Ślizgoni macie to we krwi. – Powiedziała Hermiona i zmrużyła oczy.
- Co? – Zapytał inteligentnie brunet.
- Głupotę, brak taktu, brak mózgu, jesteście dziecinni, przewidywalni i jesteście idiotami. – Wyliczała po kolei, co zaowocowało śmiechem Teodora. Niestety, ściągnął przez to uwagę bibliotekarki, pani Pince.
- Wynocha stąd! Tu ma być cicho! – Powiedziała rozzłoszczona kobieta. Chcąc, nie chcąc, Hermiona i Teodor musieli opuścić pomieszczenie.
- Ty głąbie! Muszę dokończyć te prace przed patrolem, a nie mam książek! – Hermiona była wściekła.
- Te książki są w biblioteczce w waszym dormitorium. Przeglądałem ostatnio, jak byłem u Draco. – Wyjaśnił chłopak. – I nie wściekaj się tak, Granger. Złość piękności szkodzi. – Teodor posłał jej zwyczajny, naturalny uśmiech i odszedł.
To była jej pierwsza dłuższa rozmowa z tym Ślizgonem. Musiała przyznać, że zaimponował jej faktem, że czyta książki. W końcu przeglądał tą nieszczęsną biblioteczkę. Zawsze miał dobre oceny, z tego, co wiedziała, ale nauczyciele nie zwracali na niego większej uwagi, ponieważ był bardzo skryty i cichy. Takie myśli krążyły wokół niej, puki nie udała się na 5 piętro. Wypowiedziała hasło i przeszła przez portret. W pokoju wspólnym był tylko Malfoy. Ginny pewnie poszła do wieży Gryffindoru, by udać się z chłopakami na trening, a Blaise’a gdzieś wcięło.
Nie zaprzątając sobie nimi głowy, podeszła do biblioteczki i w mgnieniu oka znalazła książki, o których wcześniej mówił Nott. Zdziwiona, wzięła je wszystkie do swojego pokoju i usiadła na łóżku. Nim jednak zabrała się do pracy, usłyszała ciche stukanie w szybę. Spojrzała w tym kierunku i zauważyła sowę, trzymającą w dziobie liścik. Wpuściła do pokoju ptaka, który od razu wyrzucił list i odleciał. Gryfonka odczytała krótką notkę.
Panno Granger, pani i
pan Malfoy będziecie dzisiaj pilnować
dwóch piątoklasistów, którym profesor Slughorn dał
szlaban, ale zapomniał, że jest zebranie nauczycieli.
O 18:00 pod Izbą Przyjęć.
dwóch piątoklasistów, którym profesor Slughorn dał
szlaban, ale zapomniał, że jest zebranie nauczycieli.
O 18:00 pod Izbą Przyjęć.
Z wyrazami szacunku
Minerwa McGonagall
dyrektor
Minerwa McGonagall
dyrektor
Świetnie,
pomyślała Gryfonka. Zamiast odrabiać lekcje, będzie pilnowała jakichś
dzieciaków. Wpadła jednak na pomysł, żeby zabrać ze sobą książki i pergaminy do
torby, wypracowania napisze tam. Z tym postanowieniem spakowała się i wyszła.
Do 18:00 pozostało trochę czasu, ale chciała załatwić jeszcze jedną sprawę.
Poszła na błonia. A dokładniej rzecz ujmując, na boisko. Chciała jeszcze złapać
Harry’ego. Akurat kiedy tam doszła,
drużyna wychodziła z szatni.
- Miona? Co tu robisz? – Zdziwił się Ron.
- Mam sprawę do Harry’ego. – Uśmiechnęła się przymilnie.
- Poczekajcie na mnie, zaraz do was przyjdę. – Powiedział do rodzeństwa Harry i zwrócił się do Hermiony. – Coś się stało?
- Wiesz, przyszłam tutaj w razie, gdybyś się znów potknął. – Krzywy uśmiech wstąpił na jej twarz.
- Spokojnie, nic mi się nie stanie. – Harry wyglądał na zdenerwowanego.
- Nie okłamuj nas, Harry, bo nie na tym polega przyjaźń. Wiem, że zrobili ci to Malfoy i Zabini, ale nie wiem, za co. Nie, nie oczekuję wyjaśnień. – Powiedziała szybko, bo widziała, że bliznowaty chciał się odezwać. – Po prostu bądź z nami szczery. – Dodała, po czym odwróciła się i odeszła.
Była pewna, że zrobiła dobrze. Nie chciała, żeby jej przyjaciele okłamywali samych siebie. Wróciła do zamku i udała się na 3 piętro, do Izby Pamięci. Doszła na miejsce równo z wybiciem godziny. Czekali tam już dwaj piątoklasiści, Malfoya nie było. Gryfonka zastanawiała się, czy McGonagall wysłała mu podobną notkę. Jednak teraz nie miała czasu na takie rozmyślania.
- To wy macie szlaban? – Zapytała dla pewności. Uczniowie pokiwali jej głowami. Otworzyła drzwi i razem z chłopcami weszła do pomieszczenia, zdemolowanego przez Irytka. - Nie wyjdziecie stąd, puki tu nie posprzątacie. Oddajcie różdżki. – Powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu. Młodzi niechętnie oddali jej swoje magiczne patyki, po czym wzięli się do roboty. Ona sama wyczarowała sobie fotel i wzięła się za pisanie wypracowania.
Dwadzieścia minut później obecnością zaszczycił ich Malfoy. Popatrzyła na niego zirytowana, jednak nie odezwała się słowem. Ślizgon wyczarował sobie drugi fotel i usiadł, obserwując poczynania młodzików.
- Dokładnie. – Warknął w ich stronę.
Po godzinie Hermiona skończyła swoje prace. Odłożyła książki i pergaminy i spojrzała na piątoklasistów. Praca szła im bardzo mozolnie, posprzątali dopiero połowę Sali.
- Och, super. – Jęknęła. Draco popatrzył na nią i zaraz wiedział, o co chodzi. Też nie chciał przesiedzieć tu całego wieczoru.
- Pospieszcie się, bo do jutra was nie wypuścimy. – Powiedział ostrym tonem do chłopaków, jednak ci nie zrobili sobie z tego wiele.
- Odezwał się ten, dla którego czas tak wiele znaczy. – Mruknęła pod nosem Hermiona.
- To wina twojego Pottusia, że się spóźniłem, więc nie pyskuj. – Odciął się Draco. Gryfonka momentalnie na niego spojrzała.
- Jak to wina Harry’ego? Przecież on ma trening. – Powiedziała zaskoczona.
- Miałem… miałem do niego pewną sprawę. – Odparł wymijająco blondyn.
- Pewną sprawę? – Zakpiła Hermiona. – Zdaję sobie sprawę, że to limo pojawiło mu się pod okiem dzięki tobie i Zabiniemu. I jeśli jeszcze raz się dowiem, że mu coś zrobiliście, osobiście załatwię wam karę. – Powiedziała.
- Wygadał ci się?! A to kapuś! – Powiedział wkurzony Draco.
- Sam właśnie mi to powiedziałeś, idioto. – Uśmiechnęła się triumfalnie.
- Miona? Co tu robisz? – Zdziwił się Ron.
- Mam sprawę do Harry’ego. – Uśmiechnęła się przymilnie.
- Poczekajcie na mnie, zaraz do was przyjdę. – Powiedział do rodzeństwa Harry i zwrócił się do Hermiony. – Coś się stało?
- Wiesz, przyszłam tutaj w razie, gdybyś się znów potknął. – Krzywy uśmiech wstąpił na jej twarz.
- Spokojnie, nic mi się nie stanie. – Harry wyglądał na zdenerwowanego.
- Nie okłamuj nas, Harry, bo nie na tym polega przyjaźń. Wiem, że zrobili ci to Malfoy i Zabini, ale nie wiem, za co. Nie, nie oczekuję wyjaśnień. – Powiedziała szybko, bo widziała, że bliznowaty chciał się odezwać. – Po prostu bądź z nami szczery. – Dodała, po czym odwróciła się i odeszła.
Była pewna, że zrobiła dobrze. Nie chciała, żeby jej przyjaciele okłamywali samych siebie. Wróciła do zamku i udała się na 3 piętro, do Izby Pamięci. Doszła na miejsce równo z wybiciem godziny. Czekali tam już dwaj piątoklasiści, Malfoya nie było. Gryfonka zastanawiała się, czy McGonagall wysłała mu podobną notkę. Jednak teraz nie miała czasu na takie rozmyślania.
- To wy macie szlaban? – Zapytała dla pewności. Uczniowie pokiwali jej głowami. Otworzyła drzwi i razem z chłopcami weszła do pomieszczenia, zdemolowanego przez Irytka. - Nie wyjdziecie stąd, puki tu nie posprzątacie. Oddajcie różdżki. – Powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu. Młodzi niechętnie oddali jej swoje magiczne patyki, po czym wzięli się do roboty. Ona sama wyczarowała sobie fotel i wzięła się za pisanie wypracowania.
Dwadzieścia minut później obecnością zaszczycił ich Malfoy. Popatrzyła na niego zirytowana, jednak nie odezwała się słowem. Ślizgon wyczarował sobie drugi fotel i usiadł, obserwując poczynania młodzików.
- Dokładnie. – Warknął w ich stronę.
Po godzinie Hermiona skończyła swoje prace. Odłożyła książki i pergaminy i spojrzała na piątoklasistów. Praca szła im bardzo mozolnie, posprzątali dopiero połowę Sali.
- Och, super. – Jęknęła. Draco popatrzył na nią i zaraz wiedział, o co chodzi. Też nie chciał przesiedzieć tu całego wieczoru.
- Pospieszcie się, bo do jutra was nie wypuścimy. – Powiedział ostrym tonem do chłopaków, jednak ci nie zrobili sobie z tego wiele.
- Odezwał się ten, dla którego czas tak wiele znaczy. – Mruknęła pod nosem Hermiona.
- To wina twojego Pottusia, że się spóźniłem, więc nie pyskuj. – Odciął się Draco. Gryfonka momentalnie na niego spojrzała.
- Jak to wina Harry’ego? Przecież on ma trening. – Powiedziała zaskoczona.
- Miałem… miałem do niego pewną sprawę. – Odparł wymijająco blondyn.
- Pewną sprawę? – Zakpiła Hermiona. – Zdaję sobie sprawę, że to limo pojawiło mu się pod okiem dzięki tobie i Zabiniemu. I jeśli jeszcze raz się dowiem, że mu coś zrobiliście, osobiście załatwię wam karę. – Powiedziała.
- Wygadał ci się?! A to kapuś! – Powiedział wkurzony Draco.
- Sam właśnie mi to powiedziałeś, idioto. – Uśmiechnęła się triumfalnie.
***
Hej wizzy :) Jak wam sobota mija? Moja deszczowa, ale nawet ujdzie. Co sądzicie o nowym rozdziale? Mogę prosić o komentarze? Byłabym wdzięczna ~Niklaus
Macie serdeczne pozdrowienia od ~Azazel xd
Przypominamy, że wersja dostępna na wattpadzie
Niklaus & Azazel
Macie serdeczne pozdrowienia od ~Azazel xd
Przypominamy, że wersja dostępna na wattpadzie
Niklaus & Azazel
Witaj! Mam do Ciebie pytanie. Czy jesteś usatysfakcjonowana swoim blogiem? Czy jesteś zadowolona ze WSZYSTKICH jego aspektów? Wyświetleń? Komentarzy? Na swoim przykładzie wiem jak trudno pogodzić się z brakiem odzewu od czytelników (czego, mam nadzieję, nie doświadczasz). Mam dla Ciebie propozycję- zgłoś się do Stowarzyszenia blogów z Harry'ego Pottera i podnieś prawdopodobieństwo zobaczenia Twojego bloga. Uważam, że warto, więc naprawdę bardzo serdecznie zapraszam :)
OdpowiedzUsuńBellatriX
http://stowarzyszenie-harryegopottera.blogspot.com/
PS Wybacz, że piszę tytaj, ale nie znalazłam miejsca na spam 😥