Strony

niedziela, 18 grudnia 2016

Rozdział 15.



Kiedy następnego dnia rano Hermiona otworzyła oczy, nie wiedziała, gdzie jest. Wszystko było srebrno zielone, w dodatku w pokoju unosił się mocny zapach męskich perfum. Już gdzieś takie wąchała... i chyba też widziała ten pokój... Spojrzała na łóżko obok, ale było puste. Zastanawiała się, co ona robi w tym pokoju i gdzie są dwaj Ślizgoni.
                Jej rozmyślania przerwało jakieś huknięcie i ciche przekleństwo, gdzieś koło łóżka, na którym leżała. Spojrzała w dół i napotkała szare tęczówki Malfoya, który rozmasowywał sobie ubitą dłoń.
- Malfoy, co ja do cholery tutaj robię?
- Eee. Siedzisz?
- Tyle to ja wiem pacanie. Co ja robię w tym pokoju i jak się tu...
                Dziewczyna nie zdążyła dokończyć, ponieważ w tym momencie słychać było głośny pisk Ginny. Razem z blondynem poderwali się na równe nogi i pobiegli do pokoju dziewczyn. Widok jaki tam zastała, zmroził jej krew w żyłach.
                Otóż na łóżku siedziała roztrzęsiona Ginny, trzymająca w rękach różdżkę. Była mocno zarumieniona. Obok łóżka znajdował się Blaise, mający ogromnego siniaka pod okiem. On też posiadał różowe plamy na polikach. Odwrócił się w stronę rudowłosej.
- Przepraszam. – Powiedział cicho i szybko uciekł z pokoju.
                Hermiona i Draco nic z tego nie rozumieli. W prawdzie Gryfonka zamierzała ostro opieprzyć Ślizgona, ale przez tą sytuację z przyjaciółmi zapomniała, co miała powiedzieć. Zdezorientowana, popatrzyła na przyjaciółkę.
- Co się gapicie? – Warknęła w ich stronę Ginny.
- W porządku, Gin? – Zapytała z troską Hermiona, podchodząc do najmłodszej latorośli Weasleyów.
- Tak. – Stwierdziła wyżej wspomniana, po czym udała się do łazienki. Hermiona i Draco zostali w pokoju sami.
- Nie wiesz może co... – Hermiona nie pozwoliła Draconowi dokończyć, ponieważ przyłożyła mu z pięści w prawe oko. Wyrzuciła go z pokoju i zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Ślizgon trzymając się za oko, wrócił do swojego pokoju gdzie Blaise trzymał woreczek z lodem na swoim lewym oku.
- Dasz trochę? – Zapytał Draco a Blaise bez zbędnych pytań wyczarował mu drugi.
- Baby… - Stwierdził Blaise.
                Draco poszedł do salonu po ognistą i dwie szklanki. Picie przed lekcjami nie było wskazane, aczkolwiek w tej sytuacji nie mogli wyjść z pokoju na trzeźwo. Nie posiadali żadnego takiego eliksiru na siniaki, a do pielęgniarki nie chcieli iść, bo na pewno spytałaby o powód. I co mieli odpowiedzieć? Że pobiły ich współlokatorki? Bez sensu. Panowie stuknęli się szklankami i jednym haustem wypili płyn. Blondyn próbował wypytać przyjaciela o powód tej ślicznej pamiątki pod okiem, jednak nie doczekał się odpowiedzi.
                W tym samym czasie dziewczyny przygotowywały się do lekcji. Przez pierwszą godzinę w ogóle się do siebie nie odzywały, aż w końcu Ginny nie wytrzymała i wypaliła.
-Cholerny idiota! To jego wina! Spał ze  mną na łóżku!  W samych bokserkach!  Aż poczułam jak jego pe.. Em różdżka wbija mi się w plecy i się przebudziłam.  Tak się wystraszyłam, że przywaliłam mu w oko i zepchnęłam z łóżka. Chwyciłam różdżkę i chciałam go poczęstować czymś paskudnym, ale wtedy wy weszliście. – Powiedziała Wesleyówna na jednym wydechu. Hermiona też już nie mogła wytrzymać i zaczęła mówić.
-Gdy się obudziłam , nie wiedziałam gdzie jestem. Wszystko byli zielone i srebrne i jak spojrzałam w dół, to zobaczyłam Malfoya, który spał na podłodze obok łóżka i najwidoczniej trzymaliśmy się przez sen za ręce. Właśnie miałam go zapytać co i jak, ale wtedy usłyszeliśmy twój pisk i przyszliśmy tutaj. Gdy wy zniknęliście z pokoju, dałam mu z pięści w oko i zamknęłam drzwi przed nosem.
                Dziewczynom trochę ulżyło, kiedy wyjawiły sobie całą prawdę. Po wszystkim zaczęły się śmiać i w ten sposób rozładowały napiętą atmosferę. Przygotowane, poszły na śniadanie. Nie spotkały na nim przyjaciół, co było wyjątkowo dziwne. Chłopaki nie pojawili się do końca posiłku.
                Gryfonki wzięły swoje torby i miały wychodzić z WS, kiedy natknęły się na profesor McGonagall. Tuż za nimi wychodzili Draco i Blaise. Dyrektorka uśmiechnęła się do Hermiony, widząc bliźniacze sińce na twarzach uczniów. Nie skwitowała tego słowami. Zadowolone z siebie przyjaciółki przybiły sobie piątki i ruszyły na poszukiwanie Harry’ego i Rona.
                Znaleźli ich w sypialni chłopaków. Neville prosił ich, by w końcu wstali, lecz oni ani drgnęli. Zauważył dziewczyny, otwierające drzwi sypialni i na jego twarzy zagościła ulga.
- Pomożecie mi wydostać ich z łóżka? – Zapytał Neville.
- Jasne, Nev. O nic się nie martw. – Ginny puściła oczko do przyjaciela. Ten wyszedł z pokoju.
- Ronaldzie Weasley i Harry Potterze! Jeśli za 5 minut nie zobaczymy was w pokoju wspólnym, osobiście przyjdzie tu dyrektorka! – Zagrzmiała Hermiona.
                Ona i Ginny udały się do Pokoju Wspólnego Gryfonów. Niecałe 5 minut później na schodach pojawili się dwaj Gryfoni, skacowani i zmęczeni.
- Jak wy wyglądacie? – Zapytała zdziwiona Ginny.
- Wczoraj urządziliśmy sobie męski wieczór. – Odparł hardo Ron. Nie mówiąc nic więcej, udali się na lekcje.
                Kilka godzin później Draco siedział razem z przyjacielem przy stole Ślizgonów na obiedzie. Obydwaj byli markotni i nie pomagał im fakt, że wszyscy zastanawiali się, dlaczego dwaj przystojniacy Hogwartu mają piękne, fioletowe lima pod okiem. Oczywiście o całej sprawie wiedziało tylko siedem osób: sami zainteresowani, dwie, bardzo silne Gryfonki, Ron,  Harry i Pansy. Na początku dwie przyjaciółki, widząc Smoka i Diabła, były zadowolone i rozbawione, lecz potem przyszło zakłopotanie i lekki smutek.
                 W końcu nie mogąc wytrzymać poczucia winy, Hermiona i Ginny podeszły po kolacji do wychodzących z WS dwójki Ślizgonów, ucałowały ich w policzki i podbite oka, a potem szybko pobiegły do swojego dormitorium.  Chłopcy jeszcze długo stali na dole, patrząc na siebie z niedowierzaniem i trzymając się za policzki.
***
                Wieczorem Blaise siedział na kanapie, trudząc się z wypracowaniem z Zaklęć. Wszystko, co napisał, od razu wydawało mu się złe i nieodpowiednie, dlatego po Pokoju Wspólnym Prefektów Naczelnych walało się mnóstwo zmiętych pergaminów. Sfrustrowany Ślizgon zawsze miał problem z tym przedmiotem. Kolejna kartka wylądowała właśnie na drzwiach pokoju Gryfonek, które otworzyły się mikrosekundę później i wyszła przez nie zaskoczona Ginny.
- O matko, przepraszam Wiewiórko! – Zawołał szybko Blaise i podniósł się z kanapy. – To nie było zamierzone. – Wytłumaczył. Gryfonka omiotła wzrokiem cały pokój.
- Dawno nie było tu tak czysto. – Zaśmiała się rudowłosa.
- Próbuję napisać wypracowanie, ale raczej marnie mi to idzie. – Wyjaśnił z zakłopotaniem. Akurat przed tą dziewczyną nie chciał robić z siebie wiecznego błazna.
- Z czego? – Zapytała Ginny i podniosła pergamin, który o mało co w nią trafił. – Zaklęcia?
- Tak właśnie.
- Głupi temat. Ja swoje skończyłam przed kolacją. W bibliotece znajdziesz wszystko w „Niebezpiecznych zaklęciach XXI wieku”. – Odparła najmłodsza latorośl Weasleyów, podając też tytuł książki.  
- Dzięki, Wiewiórko! Jesteś najlepsza. – Blaise uśmiechnął się słodko do koleżanki.
- No wiem. – Odparła skromnie dziewczyna, na co oboje się zaśmiali.
- Masz ochotę potowarzyszyć mi do biblioteki? – Zapytał z nadzieją brunet.
- W sumie… czemu nie. 
***
                W tym czasie, kiedy Ginny z Blaise’m szli do biblioteki, Hermiona zajęła wcześniejsze miejsce bruneta. Oczywiście posprzątała w pokoju i dodatkowo wyciągnęła z barku wino skrzatów i kieliszek. Miała nadzieję, że przynajmniej ten wieczór spędzi spokojnie. Usiadła wygodnie na kanapie, okrywając się kocem, upiła łyk wina i zabrała się za czytanie książki z tajemniczej biblioteczki. Okazało się, że była to powieść z XII wieku, w której główni bohaterowie nienawidzą się, ale po dłuższym czasie świata poza sobą nie widzą. Tak naprawdę nie zdają sobie sprawy, że kluczem każdego sukcesu jest myśl o tej drugiej osobie.
                Książka była trochę nielogiczna i Hermiona zastanawiała się, co robiła w ich salonie, ale może miało to jakiś związek ze sprawą? Gryfonka nie zdawała sobie sprawy, że była już 23:00. Machinalnie odpowiedziała Ginny i Blaise’owi „dobranoc”, gdyż była zaczytana. Teraz jednak była trochę śpiąca. Patrzyła w dogasające w kominku płomyki, myśląc o przeczytanej lekturze.
- Granger. – Przestraszona dziewczyna podskoczyła na dźwięk głosu Malfoya, który stał w drzwiach swojego pokoju.
- Co? – Zapytała inteligentnie. Co prawda, niby się pogodzili, ale w głębi duszy wciąż było jej smutno za to, co blondyn wczoraj powiedział.
- Myślałem o tej zagadce. I uważam, że powinniśmy tam wrócić. – Powiedział Draco.
- Niby po co? Poobserwować drzwi? – Zakpiła Hermiona.
- A co, masz jakiś lepszy pomysł? – Zapytał poirytowany Ślizgon. Panowało chwilowe milczenie, jednak ostatecznie Gryfonka kiwnęła głową.
- No dobra. – Rzuciła, po czym cicho otworzyła drzwi swojego pokoju. Ginny już spała. – No to chodź.
                Wypowiedziała hasło i po raz kolejny ujrzeli tajemniczy tunel. Zagłębiali się w ciszy. Hermiona znowu miała wrażenie, że ktoś ich obserwuje. Myślała, że Draco znów ją wyśmieje, ale nie tym razem. Chłopak miał podobne odczucia i też się ciągle odwracał za siebie.
- Czy ty też… - Zaczął.
- Tak.
                Wspięli się po schodkach i dotarli do przeszkody, jaką były drzwi. Hermiona przystawiła do nich różdżkę i zaczęła analizować kawałek po kawałku. Draco robił to samo z drugiej strony. Nic jednak nie znaleźli.
- O co może chodzić… - Mruczała cicho pod nosem brunetka.
- Przeczytam jeszcze raz zagadkę. – Powiedział Draco. Wyciągnął z kieszeni spodni karteczkę i na głos powtórzył rymowankę.
- Odważny człek… - Hermiona wyrażała na głos myśli. – Chodzi raczej o Gryfonów.
- O Ślizgonów też. Nie zapominaj o moich włosach. – Sarknął Dracon.
- Dobra, dobra. O Ślizgonów też. – Poddała się zrezygnowana. – W zagadce pisze, żeby oczyścić myśli. – Popatrzyła pytająco na chłopaka, który skinął głową. Oboje zamknęli oczy i próbowali zalecić się do słów wypisanych czarnym atramentem. Nic się nie wydarzyło… 
- A ten wers z towarzyszem przygód? – Spytał Draco.
- Czyli co? Mamy pomyśleć o sobie?
- Chyba tak.
                Oboje znów zamknęli oczy i zaczęli wyobrażać sobie rysy twarzy tego drugiego. W tym samym momencie pomyśleli o imionach i zamek w drzwiach kliknął. Popatrzyli po sobie zdumieni i chwycili gałki na drzwiach, które nareszcie ustąpiły.
                To, co znaleźli w środku, było bynajmniej dziwne. Weszli do podłużnego, prostokątnego pomieszczenia. Wszystko było tu ciemnobrązowe. Po obu stronach pokoju były regały z większą ilością książek, natomiast na środku stał stół i krzesło. Na krześle spoczywał szkielet.
                Hermiona pisnęła z przerażenia i zarzuciła ręce na barki Draco, chowając twarz w jego koszulę. Malfoy natomiast złapał ją jedną ręką, a drugą oświetlał pomieszczenie. Powoli przybliżyli się do szkieletu i zauważyli, że to zwykły przedmiot naukowy. Hermiona oderwała się od blondyna i zarumieniona, patrzyła na stół, którego pilnował szkielet.
                Na stole znajdowało się 5 fiolek z kolorowymi substancjami. We wszystkich Hermiona rozpoznała trucizny, o których dużo czytała przed wyprawą z chłopakami. Podzieliła się spostrzeżeniami ze Ślizgonem.
- Malfoy, te wszystkie fiolki to trucizny. – Powiedziała ostrożnie.
- Jak to? – Zdziwił się Draco.
- Tutaj – wskazała na pierwszą fiolkę – jest wywar z tojadu mocnego, uczyliśmy się o tym. A dalej są Lavrans, Samund, Degas i Amanityna. – Ta wiedza zaimponowała Ślizgonowi, jednak nie dał po sobie tego poznać.
- Spójrz, ten szkielet trzyma jakąś karteczkę. – Zabrał karteczkę i czytał.
Ostrzegałem Cię, przyjacielu.
Z tym zadaniem radzi sobie niewielu.
Wybierz płyn, który ci odpowiada,
to na ciebie wielka odpowiedzialność spada.
Jeśli źle wybierzesz, śmierć zabierze cię ze sobą
Jeśli trafisz dobrze, nadal będziesz tą samą osobą.
- Trzeba to wypić. – Rzekł Draco.
- Zwariowałeś? Sama nazwa mówi, że to TRUCIZNY. – Odpowiedziała wzburzona Hermiona, akcentując ostatnie słowo.
- Ale bez tego nie przejdziemy dalej!
- Nie interesuje mnie to!
- Granger, czy ty się o mnie martwisz?
- Już kiedyś przerabialiśmy tą kwestię. Odpowiedź brzmi: NIE.
- Więc oboje się zgadzamy, że mogę wypić któryś z tych płynów. 
                Zanim Draco spotkał się ze sprzeciwem Gryfonki, wziął pierwszą od brzegu fiolkę i przechylił sobie płyn do ust. Hermiona popatrzyła na niego z przerażeniem. Oboje usłyszeli kliknięcie drzwi, jednak nie zagadki były im teraz w głowie.
- Malfoy, ty nieodpowiedzialny dupku! – Zawołała Hermiona, widząc poszarzałego na twarzy blondyna. Wzięła go za rękę i poprowadziła do wyjścia najszybciej, jak się dało.
                Zdyszani, wrócili do pokoju wspólnego.               Hermiona, która po drodze zdążyła się rozpłakać, zamknęła przejście hasłem. A Draco zemdlał. Dziewczyna rzuciła na niego zaklęcie lewitujące i biegiem udała się z bezwładnym ciałem do Skrzydła Szpitalnego. Wybiegła do nich zaspana pani Pomfrey.
- Co się stało? – Zapytała przestraszona pielęgniarka i gestem wskazała łóżko, na które Hermiona miała położyć Dracona.
- Nie wiem. Wyszedł z pokoju i powiedział, że coś wypił i się źle czuje. A potem zemdlał. To chyba jakaś trucizna. – Mówiła brunetka przez łzy.
                Pielęgniarka zadziałała błyskawicznie. Wlała do ust Malfoya eliksir, po którym zwymiotował zawartość trucizny. Jednak się nie ocknął. Nie było też pewności, czy zwrócił wszystko. Pani Pomfrey zabrała się do przygotowywania eliksiru, który usunie toksyny z organizmu, a Hermionę poprosiła o opuszczenie Skrzydła Szpitalnego. Gryfonka posłusznie wyszła, jednak osunęła się po drzwiach i rozpłakała na dobre.

sobota, 10 grudnia 2016

Rozdział 14.



Hermiona była przytłoczona swoimi myślami. Nie wiedziała co w nią wstąpiło gdy pocałowała Malfoya w jego pokoju i wtedy,  gdy przeszkodziła im Ginny. Z jednej strony tęskniła za jego wąskimi, lodowato chłodnymi ustami, idealnym przeciwieństwem jej własnych. Z drugiej,  jak w ogóle mogła o nim myśleć?  Przecież był jej wrogiem! Był, ponieważ Hermiona już nie mogła go tak nazywać. Coś się między nimi zmieniło i sama nie wiedziała, czy na dobre.
                Mała bitwa toczyła się w głowie Gryfonki podczas poniedziałkowego śniadania. Nie chciało jej się jeść, więc jedynie popijała kawę. Kątem oka spoglądała na zasępionego Malfoya. Jemu weekend chyba też nie minął najlepiej. W niedzielę prawie w ogóle się nie widzieli, chłopak jej unikał. Dzisiaj trzasnął głośno drzwiami, kiedy ją zobaczył. Hermiona nie rozumiała jego zachowania, w końcu nic mu nie zrobiła! Aczkolwiek nie chciała się teraz przejmować tlenionym. Spojrzała na Harry'ego, który eksplodował szczęściem, rozmarzonego Rona i wesołą Ginny. Wszyscy siedzieli w milczeniu.
- Coś mnie ominęło? - Zapytała zdezorientowana brunetka.
- Nie rozumiem... - Odparła zdziwiona Ginny.
- Co wy tacy weseli?
- Oh, Miona... Miłość wisi w powietrzu! - Zawołał Ron, zwracając na siebie uwagę osób siedzących w ich pobliżu.
- Jaka miłość?  O czym znowu nie wiem?
- Jak to jaka miłość?  Normalna,  najwspanialsza na świecie. 
- Ginny mogłabyś chociaż ty mi to wyjaśnić? – Spytała lekko poirytowana Gryfonka.
- Wczoraj znowu zobaczył Greengrass. - Ginny wskazała głową na brata. – Podobno zaprosił ją na randkę, a ona nie odpowiedziała, ale się uśmiechnęła i odeszła. Od tamtej pory o niczym innym nie gada. Serio, to dziwne, że słyszysz o tym tak późno. – Zakończyła teatralnie rudowłosa.
- No dobra, a Harry ?
- Nie wiem, nie chciał mi powiedzieć.
- Pogodził się z Parkinson. - Ron oderwał spojrzenie od Astorii i popatrzył na przyjaciółkę. - Na imprezie.
- Harry, to prawda? Czemu nic nie mówiłeś? – Hermiona była ucieszona takim obrotem spraw. Najwyraźniej jej rady nie poszły na marne.
- Przepraszam Hermiona, po prostu...
- Miłość wisi w powietrzu-dokończyła brązowowłosa równocześnie z Ginny po czym obie się zaśmiały. 
                W tym samym czasie przy stoliku Ślizgonów Diabeł rozmawiał ze Smokiem.
- Draco, co ci jest? Wyglądasz, jakby ciotka Bellatrix miała zmartwychwstać... - Powiedział Blaise na dobry początek. Pansy parsknęła śmiechem.
- Nic mi nie jest, gorsze dni. - Odparł poirytowany blondyn.
- Okres ci się zbliża? - Brunet teatralnie położył dłoń na ramieniu przyjaciela i wpatrywał się ze zrozumieniem.
- Wiesz co? Czasami się zastanawiam, jak ty zdajesz z roku na rok, i to bez mózgu.
- Nie narzekaj, Smoku. Po prostu próbuję wywnioskować, czym ci zalazła za skórę taka pewna urocza Gryfoneczka.
-Chodzi ci o wiewiórę?  Odmówiła mi spędzenia nocy w naszym pokoju. – Blaise popatrzył na przyjaciela wzrokiem bazyliszka.
-Nie dupku. Chodziło mi o naszą słodką Hermionę. Jesteś zły że przytuliła tylko mnie?
-Nie zapominaj, że Nott też tam był. I nie, nie jestem zły.
-A więc zazdrosny jak cholera – wywnioskowała tonem znawcy Parkinson. 
- Potter,  Pansy ma na ciebie chcicę – krzyknął na całą salę Draco za co zarobił kilka zgorszonych spojrzeń od nauczycieli, rozbawione spojrzenia uczniów a także cios w splot słoneczny od przyjaciółki.
- Za to ty masz chcicę na Hermionę – powiedział Blaise po czym krzyknął jeszcze głośniej niż jego przyjaciel.
- Uwaga!  Draco Malfoy zamierza uwieść ostatnią dziewicę! A, przepraszam pani dyrektor,  chodziło mi o Hermionę Grangeeeer!
                Cała sala wybuchła głośnym śmiechem. Hermiona prawie weszła pod stół ze wstydu, jej policzki zmieniły barwę na mocno różową. Posłała w stronę dwóch Ślizgonów spojrzenia godne bazyliszka, po czym wściekła złapała swoją torbę i wyszła z sali. Samotnie udała się na transmutację, po drodze znajdując przeróżne epitety, jakimi poczęstuje tych buców, kiedy ich spotka.
- Hermiona! - Gryfonka odwróciła się i ujrzała biegnącą Pansy. - Nie przejmuj się nimi, są idiotami.
- Idiotami? Tylko idiotami? Mało powiedziane! Nienawidzę ich obu! Są tak samo dziecinni, jak dawniej, zakichane szczury! Mam serdecznie dość tej tyrady, jeszcze dzisiaj idę do McGonagall i proszę o zmianę pokoju!
- Spokojnie,  przecież ich znasz. Ich wiek umysłowy zatrzymał się na cyfrze dziesięć.  Lubią robić kawały.
- Nie broń ich Pansy, za długo to robiłaś.
- Hermiono, proszę Cię.  Uspokój się.
- Nie Pans.
- Nie wyprowadzaj się.
- Już postanowiłam. Przykro mi.
                Po skończonych zajęciach Pansy zastanawiała się czy lepiej zabić chłopaków, czy może ich wykastrować.  Obie opcje się jej spodobały. Jak burza wpadła do pokoju chłopaków, zabezpieczyła drzwi zaklęciami i wymamrotała pod nosem
-Accio różdżki.
                Schowała magiczne patyczki za bluzkę, ponieważ była pewna że stamtąd ich nie wyciągną.
-Czy wy zdajecie sobie sprawę z tego co zrobiliście? Cholerni idioci, jakim cudem tyle dziewczyn się w was podkochuje?
- Ponieważ jesteśmy niesamowicie przystojni? -Spytał retorycznie Blaise i zaczął zabawnie poruszać brwiami.
-Zamilcz Zabini! Jesteś skończonym kretynem. Zresztą obaj nimi jesteście.
- Uspokój się Pans, o co ci chodzi? - Draco zastanawiał się, co tak nagle ugryzło czarnowłosą. Czyżby chodziło o tą sytuację na śniadaniu?
- Jesteście nienormalni. Przez was Hermiona chce się wyprowadzić. I w sumie to jej się nie dziwię.
- Co chce zrobić? – Zapytali jednocześnie zszokowani Ślizgoni.
- Dobrze słyszeliście, głupki. Teraz pewnie gada już z McGonagall.
***
                W tym samym czasie Hermiona rzeczywiście zmierzała do gabinetu dyrektorki. Trochę ochłonęła po porannej akcji, ale to wcale nie zmniejszyło upokorzenia, jakie ją spotkało. Przez cały dzień towarzyszyły jej szepty, wytykanie palcem i chichoty. Zdecydowanie wolała wrócić do swojego starego pokoju i przestać męczyć się z dwójką upartych Ślizgonów.
                Wypowiedziała hasło i po kamiennych schodkach udała się do gabinetu. Słysząc zaproszenie, weszła do okrągłego pomieszczenia. McGonagall wskazała jej fotel i popatrzyła na uczennicę surowym wzrokiem.
- Co panią do mnie sprowadza, panno Granger?
- Pani profesor, zależy mi na powrocie do wieży Gryffindoru. – Odparła Hermiona, czym zaskoczyła dyrektorkę.
- Jak to?
- Uważam, że zachowanie moich współlokatorów jest zbyt uciążliwe i bardzo chciałabym wrócić na 7 piętro. - Poprosiła Gryfonka.
- Obawiam się, że to niemożliwe, Hermiono. W twoim dawnym pokoju mieszkają pierwszoklasistki, a panna Patil i panna Vane przeniosły się do koleżanek. - Brunetka bardzo obawiała się takiej odpowiedzi. Spuściła głowę.
- I naprawdę nic nie da się zrobić ?
- Wiem, że czujesz się źle po porannym wybryku pana Zabiniego. Aczkolwiek ja na twoim miejscu zostałabym i dała im porządną nauczkę. - Dyrektorka uśmiechnęła się tajemniczo, Hermiona natomiast wybałuszyła oczy.
- Co pani profesor ma na myśli? – Rozmowę przerwało wtargnięcie do gabinetu dwóch Ślizgonów.
-Hermiono błagam, nie możesz nas opuścić, za bardzo nam na Tobie zależy! – powiedział Zabini po czym padł na kolana. Draco nie odważył się jednak na taki gest.
-Nie możesz Nas opuścić, nie przez te głupie słowa!  -Dopowiedział blondyn.
                Hermiona patrzyła na nich zszokowana tak samo jak dyrektorka. Obie kobiety wymieniły spojrzenia.
- Zrobimy co zechcesz, możesz nas nawet wykastrować razem z Pansy, która chciała to zrobić.
- Nie możesz nas zostawić, nie możesz zostawić Mnie Granger! -Powiedział roztargniony Draco.
                Profesor McGonagall dyskretnie puściła Gryfonce oczko po czym powiedziała
- No cóż, panno Granger, rozważę pani propozycje a teraz proszę o opuszczenie mojego gabinetu. 
- To znaczy że zostaje w naszym dormitorium? -Zapytał Draco głosem pełnym nadziei.
-Dzisiejszej nocy z pewnością tak, panie Malfoy.
                Blaise był wniebowzięty. Porwał Hermionę w swoje ramiona i nie zważając na oburzenie brunetki, a także cichy chichot dyrektorki,  ramię w ramię zaczął biec z Draconem do ich dormitorium. Nie zwracał uwagi na zszokowane spojrzenia mijanych uczniów, a także wrzaski Hermiony i jej małe piąstki okładające go po plecach. Liczyło się jedynie to, że z nimi zostawała dziś w nocy. A jutro coś wymyślą. Przycisnął mocniej do siebie brunetkę i zaczął biec jeszcze szybciej.
- Możesz mnie łaskawie puścić? – Krzyknęła Hermiona, kiedy znaleźli się w Pokoju Wspólnym, a Ginny z wrażenia usiadła na kanapie.
- Nie, jestem zbyt szczęśliwy! – Powiedział Blaise i okręcił się razem z brunetką wokół własnej osi.
- Już mi niedobrze! – Zawołała Gryfonka. Rzeczywiście trochę pobladła na twarzy.
                Blaise posłusznie postawił ją na podłodze, a ona odwróciła się do dwójki Ślizgonów z groźną i niebezpieczną miną.
- Jeśli myślicie, że tak szybko wybaczę wam to, co miało miejsce na śniadaniu, to się grubo mylicie! Nie znoszę was! Zastanawiam się, co takie pustaki tutaj robią, skoro nie jesteśmy na budowie! Jeśli któryś z was spróbuje powtórzyć ten numer, Avada gwarantowana. - Powiedziała groźnie Hermiona, po czym odwróciła się na pięcie i poszła do swojego pokoju, trzaskając drzwiami. Oszołomiona Ginny posłusznie poszła za przyjaciółką.
- Nie chcesz porozmawiać?
- Tak.
- Zostajesz?
- Tak.
- Jesteś wściekła?
- Tak.
-Masz ochotę ich zabić?
- Tak.
- Kochasz Dracona?
- Tak Ginny. – powiedziała Hermiona. – Czekaj, co?
- Powiedziałaś że kochasz Draco.
- Podpuściłaś mnie Gin!
- A wiesz że oni to słyszeli?
- Tym razem się nie nabiorę!
- Ale my poważnie słyszeliśmy. - Nagle w drzwiach stanęli Draco i Blaise. - Wiewiórka Weasley nie zamknęła za sobą drzwi. - Dodał brunet.
- Granger, serio mnie kochasz? - Zakpił Draco.
- Wynoście się stąd idioci! Nie możecie uszanować czyjejś prywatności? - Hermiona była naprawdę wściekła.
- Wiesz co? Mam już dość tych wyzwisk! Ciągle tylko nas przezywasz, a sama nie jesteś święta! - Draconowi także nerwy puściły. - Nie umiesz skleić zdania, nie wtrącając jakiegoś przezwiska!
- Najwyraźniej uczyłam się od ciebie przez ostatnie 6 lat! - Odparła Hermiona podniesionym głosem.
- Jak śmiesz mi to wypominać! Przecież się zmieniłem! Ty najwidoczniej nie, tępa szl....
- Nawet nie waż się kończyć! - Krzyknęła Ginny. Nie mogła sobie pozwolić na obrażanie najlepszej przyjaciółki.
- Ale dlaczego? Niech dokończy! Przecież jestem i zawsze będę tępą szlamą! - Łzy pojawiły się w kącikach Hermiony, jednak nie pozwoliła im ujrzeć światła dziennego.
- Nie nazywaj się tak, Hermiono. - powiedział cicho Blaise. Nie znosił przeszłości. Tego określenia też nie znosił.
- A co? Ty może nigdy tak nie mówiłeś, Zabini? - Zakpiła starsza Gryfonka. Widocznie wpadła w szał.
- Przestańcie! - Zaprotestował Draco. - Granger, ja naprawdę nie chciałem.... - nie było mu dane dokończyć, bowiem Hermiona w mgnieniu oka wyciągnęła różdżkę i powiedziała zaklęcie, które odrzuciło Ślizgonów do tyłu. Czyli do salonu.
                Ona sama położyła się na łóżku, dając popłynąć swoim łzom.
***
                Wieczorny patrol odbywał się w bardzo napiętej atmosferze. Kiedy tylko Hermiona weszła do salonu, czekał na nią Malfoy.
- Granger, ja...
- Skończ.
                I tak właściwie wyglądała ich rozmowa. Oboje przeżywali ciężkie chwile i tak naprawdę nie mieli ochoty na swoje towarzystwo. Podczas patrolu nie wydarzyło się nic godnego uwagi. Kiedy Hermiona wróciła do swojego pokoju, Ginny już spała. Brunetka wzięła swoją piżamę i poszła na placach do łazienki, by wziąć kąpiel.
                Później kilka godzin kręciła się na łóżku lecz nie mogła zasnąć. Postanowiła pójść do salonu i trochę poczytać przy cieple kominka. Wzięła jeszcze z kufra swoją ukochaną mugolską książkę, „Romeo I Julia" i położyła się na kanapie naprzeciw kominka, z którego dochodziło przyjemne ciepło.
„Czymże jest nazwa?  To co zowiem różą pod inną nazwą równie by pachniało.”
                Kochała te cytaty, zagięte rogi, a także dramatyczną miłość kochanków. Sama bardzo chciałaby, aby ktoś ją tak pokochał. W końcu zmęczenie wzięło górę i Gryfonka zasnęła.
                Draco jeszcze długo nie mógł zasnąć.  Cały czas rozmyślał nad kłótnią z brunetką. Nie chciał tego, nie chciał już nigdy sprawiać jej przykrości. Najwidoczniej nauki, które tyle lat wpajał mu ojciec, nie zostały tak do końca zapomniane. Tępienie szlam, zdrajców krwi czy charłaków było całym dzieciństwem młodego Ślizgona. Lecz on chciał o tym zapomnieć. Wojna coś w nim zmieniła, odblokowała uczucia, z których nie zdawał sobie dotąd sprawy.
                Zszedł z łóżka z zamiarem napicia się w salonie szklanki ognistej, musiał odreagować.  Gdy jego spojrzenie zatrzymało się na śpiącej na kanapie Gryfonce, coś w nim stopniało.  Zawrócił do swojego pokoju, obudził Blaise’a i kazał mu iść spać do pokoju Gryfonek. Zaspany Ślizgon bez żadnych pytań wypełnił polecenie. Po zamknięciu za czarnoskórym drzwi, Draco podniósł delikatnie Hermionę i położył śpiącą dziewczynę w swoim łóżku. Brunetka od razu wtuliła się w jego poduszkę i dalej spokojnie drzemała. Blondyn położył na podłodze obok swojego łóżka kołdrę, poduszkę po czym ułożył się na posłaniu i przykrył kocem. Złapał delikatnie za zwisającą rękę Hermiony i splatając ich palce razem, także usnął.

sobota, 3 grudnia 2016

Rozdział 13.



Październik przyniósł za sobą chłodny wiatr i deszcze, jednak to nie ostudziło zapału wszystkich drużyn Quidditcha, które z uporem trenowały przeważnie dzień w dzień. W pierwszą sobotę nowego miesiąca miał odbyć się mecz Gryfonów przeciwko Ślizgonom. Oczywiście atmosfera była napięta, zawodnicy dogryzali sobie i chcieli się nawzajem wyeliminować. Hermiona czuła, że to nie będzie nic dobrego.
                Rano obudził ją dźwięk wymiotującej Ginny. Przestraszona, podeszła szybko do drzwi łazienki i zapukała cicho. Otworzyła jej blada dziewczyna, z podkrążonymi oczami.
- Gin, wszystko w porządku – Zapytała przestraszona Hermiona.
- No jasne. – Odparła lekko Ginny. – Zawsze mam tak przed meczem, ale już jest dużo lepiej. Jak się spało?
- Chyba trochę lepiej, niż tobie.
- Mówiłam ci już nieraz i powiem także dzisiaj. Makijaż może zdziałać cuda, Hermi. – Zaśmiała się młodsza z dziewcząt i usiadła przy toaletce.
                Po Ginny rzeczywiście nie było śladu zmęczenia, wszystko zakryła odrobiną podkładu i korektora. Ubrana już w strój Quidditcha, poczekała na Hermionę, która zdecydowała się na beżowe rurki i biały, ciepły sweter oraz czarny płaszczyk i szalik w barwach swojego domu. Ramię w ramię wyszły z dormitorium na 5 piętrze i udały się do Wielkiej Sali. Spotkały tam niemal całą drużynę, mającą mętne miny. Ron trochę pozieleniał. Dziewczyny przywitały się z przyjaciółmi i zabrały się za jedzenie. Hermiona niepewnie spoglądała w stronę rudowłosego chłopaka.
- Ron, musisz coś zjeść. – Zagaiła brunetka.
- Nie dam rady. Jestem tak zdenerwowany, że chyba bym wszystko zwrócił. – Zaprotestował Ron.
- Niepotrzebnie się denerwujesz, stary. – Pocieszał przyjaciela Harry. – Na eliminacjach byłeś najlepszy.
- Oni mają Harpera! – Zaskrzeczał rudzielec. – Przecież ten koleś jest ze 2 razy większy ode mnie! – Z przerażeniem popatrzył na stół Ślizgonów, przy którym też nie panowała najlepsza atmosfera.
- A my mamy ciebie! – Zawołał Harry! – I na pewno to wygramy! – Dodał głośniej. Usłyszała go cała drużyna. Wszyscy wydali okrzyki bojowe i razem ruszyli na boisko, odprowadzani rozbawionym spojrzeniem Hermiony.
                Brunetka dokończyła śniadanie, po czym samotnie ruszyła ku drzwiom wejściowym. Po chwili dołączyła do niej Pansy.
- Hej Hermiona. – Rzuciła wesoło Ślizgonka.
- O, hej. Dawno cię u nas nie było. – Odparła uśmiechnięta Gryfonka.
- Wiem, wybacz. Ciągle siedzę przy książkach, mam problem z OPCM. – Zasępiła się dziewczyna.
- Mi też nie zawsze wychodzi. Harry jest mistrzem tego przedmiotu. – Na wspomnienie o kapitanie drużyny domu Lwa Pansy opuściła lekko głowę. – Pans, co się dzieje?
- Nic. – Pansy odpowiedziała trochę za szybko.
- Przecież widzę, że Harry ci się podoba. Tylko nie rozumiem, czemu nic z tym nie zrobisz. O ile dobrze pamiętam, na pierwszej imprezie dobrze się dogadywaliście? – Brwi Hermiony wysoko pojechały w górę, co spotkało się ze śmiechem Pansy.
- No… tak. Ale po imprezie już nie było tak kolorowo. – Wyjaśniła cicho młodsza z nich.
- Ehh, Harry jest mistrzem nietaktu. Pewnie powiedział ci coś przykrego? – W odpowiedzi Ślizgonka pokiwała głową.  – Mam z nim pogadać?
- Nie, nie trzeba. – Stwierdziła czarnowłosa. – Najwyraźniej tak ma być i tyle.
- Nie można odkładać każdego problemu w niepamięć. Uważam, że powinnaś walczyć i przynajmniej spróbować wyjaśnić z nim pewne fakty. A jeśli nie, to powinnaś zrobić wszystko, żeby to on o ciebie zawalczył. – Powiedziała Hermiona tonem znawcy.
- Uwielbiam cię! – Zapiszczała nagle Pansy i mocno przytuliła Hermionę. Obie już w lepszych humorach, udały się na boisko, by podziwiać przyjaciół w akcji.
***
- Witam wszystkich na pierwszym meczu tego roku szkolnego! – Powiedziała Luna nieco rozmarzonym głosem przez mikrofon. – Dzisiaj o wygraną będą walczyć uczniowie Gryffindoru i Slytherinu! – Na te słowa wszystkie trybuny wybuchły głośnymi wiwatami i oklaskami. Z szatni wyszli wychowankowie domu Lwa. – Jest już drużyna Gryfonów! Szukający: Harry Potter, który jest też kapitanem. Powitajmy oklaskami pałkarzy: Peaks’a i Sloper’a. Ścigający: Ginny Weasley, Demelza Robins i Fay Dunbar. A także nasz świetny obrońca, Ron Weasley! Brawa.
                Trybuny oszalały z radości. Członkowie drużyny wzbili się w powietrze i zrobili kółko wokół stadionu. Wtem z drugiej szatni wyszła drużyna domu Węża. Wszyscy mieli poważne miny i nie uśmiechali się. Blaise nie mógł jednak wytrzymać i pomachał do trybun, uśmiechając się oszałamiająco, co wywołało salwy śmiechu. Draco uderzył się w czoło otwartą dłonią.
- A oto drużyna Slytherinu. Na czele kapitan i szukający, Draco Malfoy. – Wszystkie dziewczyny zapiszczały na te słowa. Chłopaki natomiast zaczęli śpiewać coś, co przypominało starą piosenkę o Królu Ronie, tyle tylko, że ta była o Malfoy’u. – Bardziej pasowały ci te różowe włosy, Draco. – Dodała Luna. – Pałkarze: Baddock i Pritchard! Ścigający to Vaise, Zabini i Nott. A obrońcą w tym roku został Harper.
- Kapitanowie, wymieńcie sobie uścisk dłoni. – Odparła pani Hooch. Draco i Harry uścisnęli sobie dłonie, po czym poklepali się po plecach, co spotkało się z aprobatą dyrektorki, która przychylnie kiwnęła głową.
- Wystartowali! – Krzyknęła Luna. – Ślizgoni w posiadaniu kafla. Zabini rzuca do Notta, jednak ten nie łapie. Piłkę przejmuje Ginny Weasley. Zaczyna się pościg między nią a Zabinim. Ostatecznie Weasley rzuca do Robins, ta próbuje strzelić pierwszego gola i…. chybiła. Ślizgoni znów w posiadaniu kafla. Nott rzuca do Vaise’a, Vaise leci przez całe boisko, nie oddając nikomu piłki. Przymierza się do rzutu, jednak Peaks trafia w niego tłuczkiem! Piękny rzut.  Gryfoni przejmują piłkę. Dunbar trzyma kafla, podaje do Weasley, Ginny znów do Fay, dziewczyna przymierza się do strzału iii…. TAK, 10:0 DLA GRYFONÓW! – Na trybunach rozległy się ogłuszające krzyki. – Kafla przejmuje zdeterminowany Zabini. Sloper rzuca tłuczkiem, jednak nie trafia. Zabini przymierza się do strzału! Ron Weasley złapał kafla! Brawo Ron! Piłka ląduje w rękach Ginny, w dziewczynę jednocześnie leci tłuczek. Uchyla się, ale piłka omal nie trafia w Harry’ego Pottera. On także zdążył uciec na czas. Gra toczy się dalej.           
                Wszyscy zacięcie walczyli o piłkę. Pałkarze spisywali się niemal idealnie, trafiając prawie za każdym razem. Obrońcy byli w troszkę gorszej formie, bowiem po 15 minutach meczu wynik głosił 90:60 dla Ślizgonów. Jednak Ron nie tracił werwy, starał się wypaść dobrze. Tłuczek wymierzony w Draco omal nie zrzucił go z miotły. Chłopak musiał podlecieć trochę niżej i… zauważył znicza! Pędem ruszył w stronę małej, złotej piłeczki. Na ogonie wisiał mu Potter. Panowie zrównali się ze sobą, Draco wyciągnął rękę i…. tłuczek uderzył go w brzuch z całej siły. Spadł z miotły. Harry złapał piłeczkę i od razu wylądował przy kapitanie Ślizgonów.
- Malfoy? Żyjesz chłopie? – Spytał Harry i wyciągnął rękę w stronę blondyna, pomagając mu się podnieść. Usłyszeli głos Luny oznajmiającej ostateczny wynik 210:90 dla Gryffindoru.
- To był ładny mecz, Potter. – Odparł Draco i uśmiechnął się.
- Wy też się spisaliście. – Chłopakom nie było dane dłużej pogadać, ponieważ do Harry’ego podbiegła cała drużyna, biorąc go na ręce. Zbiegli się wszyscy Gryfoni, Krukoni i Puchoni, by pogratulować bliznowatemu. Ślizgoni natomiast podchodzili ostrożnie do drużyny przegranych, pocieszając ich, że to dopiero pierwszy mecz i w ogóle.
                Radosna atmosfera panowała długi czas. Harry’emu w końcu udało się zejść na ziemię, bowiem drużyna zajęła się Ronem. Luna także przyszła pogratulować przyjaciołom. Znalazł się koło niej Neville, który objął ją mocno w pasie i pocałował w usta. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby… Neville nagle nie upadł.
                A wszystko to za sprawą zazdrosnego Teodora, który nie mógł znieść widoku ukochanej z tym debilem. Ślizgon usiadł okrakiem na Gryfonie i uderzył go z całej siły w szczękę.
- Odpieprz się od niej! – Zawołał Nott. Wokół nich zrobiło się niemałe widowisko. Neville nie miał zamiaru poddać się bez walki. Zepchnął z siebie bruneta i wpakował mu pięść w brzuch.
- To moja dziewczyna! Nie będziesz mi rozkazywał, gnoju! – Wrzasnął Neville i przymierzył się do kolejnego ciosu.
                W tym czasie do walczących podbiegli Draco i Blaise, odciągający przyjaciela od Gryfona. Marnie im to wychodziło, ponieważ Teodor był zaślepiony, nie widział już, kogo właściwie bije. Luna nie widziała, co powiedzieć. Jedynie płakała.
                W końcu Harry i Ron podeszli i pomogli Draco i Blaise’owi odciągać od siebie chłopaków. Neville miał złamaną żuchwę i podbite oko, a Teodor odszedł kawałek, by zwymiotować. Większość szkoły zgromadziła się, by obejrzeć bójkę. W końcu podeszli także nauczyciele, z dyrektorką na głowie.
- Nott, Longbottom!  Co to za zachowanie? Oboje macie szlaban! Nott, jesteś zawieszony w prawach członka drużyny Slytherinu! Macie iść do zamku i doprowadzić się do porządku, a potem wstawić się w moim gabinecie. – Dodała wzburzona profesorka, po czym odeszła, odprowadzana spojrzeniami uczniów.
***
- Wasze zachowanie było karygodne! – Zagrzmiała pani dyrektor. – Chcę usłyszeć wyjaśnienia. – Zażądała.
- Pani profesor, on napadł na mnie bezpodstawnie! – Stwierdził Neville.
- Panie Nott, ma pan coś do powiedzenia? – Teodor milczał. – Widzę, że nie dowiem się od was zbyt wiele. Za karę będziecie przez najbliższy tydzień pomagać pani Pomfrey w Skrzydle Szpitalnym, przy rannych. Wyjść. – Powiedziała zrezygnowana. Profesor McGonagall miała nadzieję, że konflikt między uczniami dwóch zwaśnionych domów już zaniknął. Była to jedynie złudna nadzieja, a profesorka była tym wszystkim zwyczajnie zmęczona.
***
                W wieży Gryffindoru na 7 piętrze rozpoczęła się impreza. Dean i Seamus zorganizowali jedzenie i picie, ktoś inny puścił głośną muzykę. Każdy rozmawiał z każdym, wszyscy byli w świetnych humorach. Jedynie Neville siedział w jednym z foteli z kwaśną miną, nie bawiąc się z resztą. A po pewnym czasie wyszedł z wieży i tyle go widziano.
                Harry, Ron i Ginny zdecydowanie zostali gwiazdami tej imprezy. Wszyscy głośno wiwatowali, chwaląc wyczyny tej trójki. Kapitan pytany był też o relacje z blondwłosym Ślizgonem, na co odpowiedział
- Dajcie spokój. Wojny nie ma, a Malfoy to normalny człowiek, jak każdy z was. – Co zaowocowało kolejne oklaski i okrzyki.
                Hermiona nie brała w tej imprezie jakiegoś czynnego udziału. Dla niej Quidditch zawsze był obojętny i nie wiedziała, co inni w nim widzą. Poza tym dziewczyna nie pochwalała gry, ponieważ bardzo przeciętnie latała na miotle. Posiedziała trochę z przyjaciółmi, a po godzinie postanowiła wrócić do siebie, by poczytać jakąś książkę.
                W Pokoju Wspólnym dormitorium na 5 piętrze siedzieli Malfoy, Zabini i Nott, którzy popijali Ognistą Whisky. Wszyscy trzej mieli na sobie czarne spodnie i koszulki. Na dźwięk otwieranego obrazu jedynie Zabini spojrzał za siebie.
- Jak miło, że na mnie czekaliście. Poczekajcie, przebiorę się w coś czarnego i możemy zaczynać pogrzeb. A potem będziemy nosić żałobę po waszej głupocie. – Sarknęła Hermiona.
- O co ci chodzi? – Zapytał Teodor.
- Jak wy możecie się aż tak bardzo przejmować jakąś głupią przegraną w głupiej grze?
- Powiedziała ta, która właśnie wróciła z imprezy tych wygranych. – Powiedział Draco obrażonym tonem.
- Jesteście dziecinni. – Skwitowała zachowanie znajomych Gryfonka, po czym poszła do swojego pokoju, jednak kiedy była przy drzwiach, usłyszała głos Blaise’a.
- Hermiona?
- Słucham?
- A może jakaś nagroda pocieszenia? – Zapytał Blaise i uśmiechnął się słodko, po czym rozłożył ręce. Gryfonka bez wahania podeszła do niego i mocno się przytuliła. Chwilę później Blaise’a odepchnął Nott.
- Ja też chcę!
- Nie jestem pewna, czy zasłużyłeś. – Stwierdziła Gryfonka, jednak droczyła się, bowiem chwilę później znalazła się w objęciach kolejnego Ślizgona. Oderwała się od Teodora i spojrzała na niego i Blaise’a. – Nie macie się czym przejmować, następnym razem wyjdzie. – Hermiona uśmiechnęła się i odwróciła na pięcie. Tym razem nikt jej nie zatrzymał.
                W pokoju Hermiona ściągnęła z siebie sweter i ubrała zwykłą koszulkę, po czym położyła się na łóżku z książką w ręce. Nie mogła się za bardzo skupić, bo w głowie krążyły jej myśli o Malfoy’u i jego zbitej minie. Zastanawiała się też, co z tą zagadką. Od ponad tygodnia stoją w miejscu i nie mają pomysłów. Nie wracali do dziwnego tunelu, bo nie widzieli w tym sensu. Hermiona nie myślała jednak zbyt długo, bowiem zmorzył ją sen.
                Niewiele później poczuła, że jej łóżko ugina się pod ciężarem jakiegoś ciała. Otworzyła oczy i ukazał się jej Draco, wpatrujący się w nią.
- Malfoy? Co ty tu robisz? – Zapytała zdziwiona.
- Mi się nie należy nagroda pocieszenia? – Młody Malfoy droczył się z Gryfonką. Często śnił o jej malinowych ustach. Dziewczyna usiadła na łóżku.
- Trzeba było korzystać, jak rozdawałam takie nagrody.
- Już nie rozdajesz?
- Cena bardzo się zwiększyła.
                Z każdym słowem twarz Draco przybliżała się do Hermiony. Chyba oboje tego chcieli, jednak nie mogli poznać myśli tego drugiego. Blondyn położył rękę na talii dziewczyny i już prawie miał ją pocałować, gdy do pokoju weszła Ginny. Stanęła w wejściu jak wryta i obserwowała, jak jej przyjaciółka patrzy na nią przerażona, a Malfoy gwałtownie odskakuje od brunetki.
- To może ja później… - Stwierdziła Ginny i chciała zamknąć za sobą drzwi.
- Nie. – Zaprotestował Draco. – To ja… - nie kończąc zdania, chłopak wyszedł z pokoju. W ogóle wyszedł z dormitorium i skierował się w tylko sobie znane miejsce.
                Hermiona natomiast nie wiedziała, co z sobą począć. Usiadła wygodniej na łóżku i wzięła do ręki książkę, którą wcześniej próbowała czytać. Oczywiście nie mogła się skupić. Miała wrażenie, że ten sam akapit czyta już czwarty raz. Ginny poszła do łazienki, by wziąć prysznic i przebrać się w normalne ubrania. Kiedy wróciła z łazienki, usiadła na swoim łóżku i obserwowała wciąż zarumienioną przyjaciółkę.
- Hermiona? – Na dźwięk swojego imienia sama wspomniana podniosła głowę.
- Hm?
- O czym nie wiem? – Zapytała Ginny bez ogródek. Czuła, że przyjaciółka nie mówi jej wszystkiego.
- Wiesz o wszystkim, Gin. – Broniła się nieudolnie starsza z dziewczyn.
- Jasne. Czyli to zupełnie naturalne, że twój największy wróg siedzi na twoim łóżku i prawie cię całuje?
- On mnie wcale nie całował. – Skłamała Hermiona.
- Dlatego powiedziałam prawie. Hermiś, widzę, że coś się dzieje. – Powiedziała łagodnie Ginny, po czym przesiadła się na łóżko brunetki. Usiadła obok niej i popatrzyła zachęcająco.
- Ehh… Pamiętasz, jak Malfoy miał różowe włosy? – Hermiona przełamała się i w końcu opowiedziała Ginny całą prawdę. Ruda wydawała się być zszokowana, ale potem się ucieszyła. Uważała, że ta dwójka bardzo do siebie pasuje.
***
                Fakt, że dwie Gryfonki zmyły się z imprezy, nie znaczy, że owa impreza się skończyła. Wszyscy świetnie się bawili, zaczęły się tańce i hulanki. Ktoś skombinował alkohol i wszyscy wznieśli toast. Nie jeden. W pewnym momencie do Harry’ego podeszła jakaś dziewczyna z piątej klasy, którą słabo kojarzył.
- Jakaś dziewczyna prosi Harry’ego Pottera na korytarz. – Powiedziała i odeszła do koleżanek. Zdziwiony Harry okazał jedynie tańczącemu Ronowi, że wychodzi, po czym przeszedł przez dziurę w portrecie.
                Ujrzał tam zarumienioną Pansy. Dziewczyna opierała się o parapet i niepewnie spoglądała w stronę bliznowatego. Miała na sobie zieloną spódniczkę i czarny sweter z dekoltem w serek. 
- Pansy. – Powiedział zaskoczony Harry.
- Cześć. – Brunetka spuściła głowę. Była skrępowana, co wydawało się niedorzeczne, bowiem nigdy nie zachowywała się tak w obecności faceta. – Masz ochotę na spacer?
- No jasne. – Uśmiechnął się brunet. Ruszyli korytarzem. Zapanowało troszkę kłopotliwe milczenie.
- Gratuluję wygranej, dobrze wam poszło. – Zagaiła dziewczyna.
- Dzięki. Ale to dopiero początek sezonu, na pewno pójdzie nam lepiej. Wam z resztą też, wasi pałkarze zrobili kawał dobrej roboty.
- No tak. – Parsknęła śmiechem. – Malfoy torturował ich za każdym razem, kiedy tylko odwiedzał lochy.
- Biedni. – Zaśmiał się Harry. Znów nastało uciążliwe milczenie.
- Harry, chciałam coś wyjaśnić. – Odważyła się Pansy. Przystanęli koło jakiegoś okna i dziewczyna oparła się o parapet. – Na tej pierwszej imprezie… zaszło nieporozumienie. Nie przerywaj mi. – Dodała widząc, że chłopak już otwiera buzię. – Chodzi mi o to, co stało się dokładnie PO imprezie. – Powiedziała, akcentując przedostatnie słowo. – Bo… ja… ja nie chciałam zapomnieć. – Spuściła głowę, przyglądając się czubkom swoich butów. Harry patrzył na nią w osłupieniu.
- To moja wina, niepotrzebnie wyskoczyłem…
- Masz rację, niepotrzebnie.
- Więc…
                Młodzi popatrzyli na siebie. Oboje byli bardzo zarumienieni, w ich oczach mieniły się wesołe iskierki. Harry podszedł do Pansy i powoli przybliżał swoją twarz. Chcieli, by ta chwila była dla nich niezapomniana. I wszystko poszłoby dobrze, gdyby nie fakt, że Harry’ego ktoś popchnął. Był to rozzłoszczony Draco.
- Draco! Draco! – Zawołała Pansy. Popatrzyła na Harry’ego, jej oczy kryły strach i smutek. – Przepraszam Harry. – Powiedziała, po czym pobiegła za przyjacielem, ciągle go nawołując.
*** 
Hej kochani, jak wam grudzień mija? My jesteśmy bardzo ucieszone, bowiem lubimy ten miesiąc, świąteczna atmosfera sprzyja pisaniu :D myślałyśmy o napisaniu świątecznej miniaturki, co wy na to? Tak, jak już wspominałyśmy, akcja powoli się rozkręca i będzie coraz ciekawiej, jednak wciąż pojawia się znikoma ilość komentarzy. Zachęcamy do sugerowania własnych pomysłów xd
Przypominamy, że wersja dostępna na wattpadzie.


Niklaus & Azazel