Strony

sobota, 3 grudnia 2016

Rozdział 13.



Październik przyniósł za sobą chłodny wiatr i deszcze, jednak to nie ostudziło zapału wszystkich drużyn Quidditcha, które z uporem trenowały przeważnie dzień w dzień. W pierwszą sobotę nowego miesiąca miał odbyć się mecz Gryfonów przeciwko Ślizgonom. Oczywiście atmosfera była napięta, zawodnicy dogryzali sobie i chcieli się nawzajem wyeliminować. Hermiona czuła, że to nie będzie nic dobrego.
                Rano obudził ją dźwięk wymiotującej Ginny. Przestraszona, podeszła szybko do drzwi łazienki i zapukała cicho. Otworzyła jej blada dziewczyna, z podkrążonymi oczami.
- Gin, wszystko w porządku – Zapytała przestraszona Hermiona.
- No jasne. – Odparła lekko Ginny. – Zawsze mam tak przed meczem, ale już jest dużo lepiej. Jak się spało?
- Chyba trochę lepiej, niż tobie.
- Mówiłam ci już nieraz i powiem także dzisiaj. Makijaż może zdziałać cuda, Hermi. – Zaśmiała się młodsza z dziewcząt i usiadła przy toaletce.
                Po Ginny rzeczywiście nie było śladu zmęczenia, wszystko zakryła odrobiną podkładu i korektora. Ubrana już w strój Quidditcha, poczekała na Hermionę, która zdecydowała się na beżowe rurki i biały, ciepły sweter oraz czarny płaszczyk i szalik w barwach swojego domu. Ramię w ramię wyszły z dormitorium na 5 piętrze i udały się do Wielkiej Sali. Spotkały tam niemal całą drużynę, mającą mętne miny. Ron trochę pozieleniał. Dziewczyny przywitały się z przyjaciółmi i zabrały się za jedzenie. Hermiona niepewnie spoglądała w stronę rudowłosego chłopaka.
- Ron, musisz coś zjeść. – Zagaiła brunetka.
- Nie dam rady. Jestem tak zdenerwowany, że chyba bym wszystko zwrócił. – Zaprotestował Ron.
- Niepotrzebnie się denerwujesz, stary. – Pocieszał przyjaciela Harry. – Na eliminacjach byłeś najlepszy.
- Oni mają Harpera! – Zaskrzeczał rudzielec. – Przecież ten koleś jest ze 2 razy większy ode mnie! – Z przerażeniem popatrzył na stół Ślizgonów, przy którym też nie panowała najlepsza atmosfera.
- A my mamy ciebie! – Zawołał Harry! – I na pewno to wygramy! – Dodał głośniej. Usłyszała go cała drużyna. Wszyscy wydali okrzyki bojowe i razem ruszyli na boisko, odprowadzani rozbawionym spojrzeniem Hermiony.
                Brunetka dokończyła śniadanie, po czym samotnie ruszyła ku drzwiom wejściowym. Po chwili dołączyła do niej Pansy.
- Hej Hermiona. – Rzuciła wesoło Ślizgonka.
- O, hej. Dawno cię u nas nie było. – Odparła uśmiechnięta Gryfonka.
- Wiem, wybacz. Ciągle siedzę przy książkach, mam problem z OPCM. – Zasępiła się dziewczyna.
- Mi też nie zawsze wychodzi. Harry jest mistrzem tego przedmiotu. – Na wspomnienie o kapitanie drużyny domu Lwa Pansy opuściła lekko głowę. – Pans, co się dzieje?
- Nic. – Pansy odpowiedziała trochę za szybko.
- Przecież widzę, że Harry ci się podoba. Tylko nie rozumiem, czemu nic z tym nie zrobisz. O ile dobrze pamiętam, na pierwszej imprezie dobrze się dogadywaliście? – Brwi Hermiony wysoko pojechały w górę, co spotkało się ze śmiechem Pansy.
- No… tak. Ale po imprezie już nie było tak kolorowo. – Wyjaśniła cicho młodsza z nich.
- Ehh, Harry jest mistrzem nietaktu. Pewnie powiedział ci coś przykrego? – W odpowiedzi Ślizgonka pokiwała głową.  – Mam z nim pogadać?
- Nie, nie trzeba. – Stwierdziła czarnowłosa. – Najwyraźniej tak ma być i tyle.
- Nie można odkładać każdego problemu w niepamięć. Uważam, że powinnaś walczyć i przynajmniej spróbować wyjaśnić z nim pewne fakty. A jeśli nie, to powinnaś zrobić wszystko, żeby to on o ciebie zawalczył. – Powiedziała Hermiona tonem znawcy.
- Uwielbiam cię! – Zapiszczała nagle Pansy i mocno przytuliła Hermionę. Obie już w lepszych humorach, udały się na boisko, by podziwiać przyjaciół w akcji.
***
- Witam wszystkich na pierwszym meczu tego roku szkolnego! – Powiedziała Luna nieco rozmarzonym głosem przez mikrofon. – Dzisiaj o wygraną będą walczyć uczniowie Gryffindoru i Slytherinu! – Na te słowa wszystkie trybuny wybuchły głośnymi wiwatami i oklaskami. Z szatni wyszli wychowankowie domu Lwa. – Jest już drużyna Gryfonów! Szukający: Harry Potter, który jest też kapitanem. Powitajmy oklaskami pałkarzy: Peaks’a i Sloper’a. Ścigający: Ginny Weasley, Demelza Robins i Fay Dunbar. A także nasz świetny obrońca, Ron Weasley! Brawa.
                Trybuny oszalały z radości. Członkowie drużyny wzbili się w powietrze i zrobili kółko wokół stadionu. Wtem z drugiej szatni wyszła drużyna domu Węża. Wszyscy mieli poważne miny i nie uśmiechali się. Blaise nie mógł jednak wytrzymać i pomachał do trybun, uśmiechając się oszałamiająco, co wywołało salwy śmiechu. Draco uderzył się w czoło otwartą dłonią.
- A oto drużyna Slytherinu. Na czele kapitan i szukający, Draco Malfoy. – Wszystkie dziewczyny zapiszczały na te słowa. Chłopaki natomiast zaczęli śpiewać coś, co przypominało starą piosenkę o Królu Ronie, tyle tylko, że ta była o Malfoy’u. – Bardziej pasowały ci te różowe włosy, Draco. – Dodała Luna. – Pałkarze: Baddock i Pritchard! Ścigający to Vaise, Zabini i Nott. A obrońcą w tym roku został Harper.
- Kapitanowie, wymieńcie sobie uścisk dłoni. – Odparła pani Hooch. Draco i Harry uścisnęli sobie dłonie, po czym poklepali się po plecach, co spotkało się z aprobatą dyrektorki, która przychylnie kiwnęła głową.
- Wystartowali! – Krzyknęła Luna. – Ślizgoni w posiadaniu kafla. Zabini rzuca do Notta, jednak ten nie łapie. Piłkę przejmuje Ginny Weasley. Zaczyna się pościg między nią a Zabinim. Ostatecznie Weasley rzuca do Robins, ta próbuje strzelić pierwszego gola i…. chybiła. Ślizgoni znów w posiadaniu kafla. Nott rzuca do Vaise’a, Vaise leci przez całe boisko, nie oddając nikomu piłki. Przymierza się do rzutu, jednak Peaks trafia w niego tłuczkiem! Piękny rzut.  Gryfoni przejmują piłkę. Dunbar trzyma kafla, podaje do Weasley, Ginny znów do Fay, dziewczyna przymierza się do strzału iii…. TAK, 10:0 DLA GRYFONÓW! – Na trybunach rozległy się ogłuszające krzyki. – Kafla przejmuje zdeterminowany Zabini. Sloper rzuca tłuczkiem, jednak nie trafia. Zabini przymierza się do strzału! Ron Weasley złapał kafla! Brawo Ron! Piłka ląduje w rękach Ginny, w dziewczynę jednocześnie leci tłuczek. Uchyla się, ale piłka omal nie trafia w Harry’ego Pottera. On także zdążył uciec na czas. Gra toczy się dalej.           
                Wszyscy zacięcie walczyli o piłkę. Pałkarze spisywali się niemal idealnie, trafiając prawie za każdym razem. Obrońcy byli w troszkę gorszej formie, bowiem po 15 minutach meczu wynik głosił 90:60 dla Ślizgonów. Jednak Ron nie tracił werwy, starał się wypaść dobrze. Tłuczek wymierzony w Draco omal nie zrzucił go z miotły. Chłopak musiał podlecieć trochę niżej i… zauważył znicza! Pędem ruszył w stronę małej, złotej piłeczki. Na ogonie wisiał mu Potter. Panowie zrównali się ze sobą, Draco wyciągnął rękę i…. tłuczek uderzył go w brzuch z całej siły. Spadł z miotły. Harry złapał piłeczkę i od razu wylądował przy kapitanie Ślizgonów.
- Malfoy? Żyjesz chłopie? – Spytał Harry i wyciągnął rękę w stronę blondyna, pomagając mu się podnieść. Usłyszeli głos Luny oznajmiającej ostateczny wynik 210:90 dla Gryffindoru.
- To był ładny mecz, Potter. – Odparł Draco i uśmiechnął się.
- Wy też się spisaliście. – Chłopakom nie było dane dłużej pogadać, ponieważ do Harry’ego podbiegła cała drużyna, biorąc go na ręce. Zbiegli się wszyscy Gryfoni, Krukoni i Puchoni, by pogratulować bliznowatemu. Ślizgoni natomiast podchodzili ostrożnie do drużyny przegranych, pocieszając ich, że to dopiero pierwszy mecz i w ogóle.
                Radosna atmosfera panowała długi czas. Harry’emu w końcu udało się zejść na ziemię, bowiem drużyna zajęła się Ronem. Luna także przyszła pogratulować przyjaciołom. Znalazł się koło niej Neville, który objął ją mocno w pasie i pocałował w usta. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby… Neville nagle nie upadł.
                A wszystko to za sprawą zazdrosnego Teodora, który nie mógł znieść widoku ukochanej z tym debilem. Ślizgon usiadł okrakiem na Gryfonie i uderzył go z całej siły w szczękę.
- Odpieprz się od niej! – Zawołał Nott. Wokół nich zrobiło się niemałe widowisko. Neville nie miał zamiaru poddać się bez walki. Zepchnął z siebie bruneta i wpakował mu pięść w brzuch.
- To moja dziewczyna! Nie będziesz mi rozkazywał, gnoju! – Wrzasnął Neville i przymierzył się do kolejnego ciosu.
                W tym czasie do walczących podbiegli Draco i Blaise, odciągający przyjaciela od Gryfona. Marnie im to wychodziło, ponieważ Teodor był zaślepiony, nie widział już, kogo właściwie bije. Luna nie widziała, co powiedzieć. Jedynie płakała.
                W końcu Harry i Ron podeszli i pomogli Draco i Blaise’owi odciągać od siebie chłopaków. Neville miał złamaną żuchwę i podbite oko, a Teodor odszedł kawałek, by zwymiotować. Większość szkoły zgromadziła się, by obejrzeć bójkę. W końcu podeszli także nauczyciele, z dyrektorką na głowie.
- Nott, Longbottom!  Co to za zachowanie? Oboje macie szlaban! Nott, jesteś zawieszony w prawach członka drużyny Slytherinu! Macie iść do zamku i doprowadzić się do porządku, a potem wstawić się w moim gabinecie. – Dodała wzburzona profesorka, po czym odeszła, odprowadzana spojrzeniami uczniów.
***
- Wasze zachowanie było karygodne! – Zagrzmiała pani dyrektor. – Chcę usłyszeć wyjaśnienia. – Zażądała.
- Pani profesor, on napadł na mnie bezpodstawnie! – Stwierdził Neville.
- Panie Nott, ma pan coś do powiedzenia? – Teodor milczał. – Widzę, że nie dowiem się od was zbyt wiele. Za karę będziecie przez najbliższy tydzień pomagać pani Pomfrey w Skrzydle Szpitalnym, przy rannych. Wyjść. – Powiedziała zrezygnowana. Profesor McGonagall miała nadzieję, że konflikt między uczniami dwóch zwaśnionych domów już zaniknął. Była to jedynie złudna nadzieja, a profesorka była tym wszystkim zwyczajnie zmęczona.
***
                W wieży Gryffindoru na 7 piętrze rozpoczęła się impreza. Dean i Seamus zorganizowali jedzenie i picie, ktoś inny puścił głośną muzykę. Każdy rozmawiał z każdym, wszyscy byli w świetnych humorach. Jedynie Neville siedział w jednym z foteli z kwaśną miną, nie bawiąc się z resztą. A po pewnym czasie wyszedł z wieży i tyle go widziano.
                Harry, Ron i Ginny zdecydowanie zostali gwiazdami tej imprezy. Wszyscy głośno wiwatowali, chwaląc wyczyny tej trójki. Kapitan pytany był też o relacje z blondwłosym Ślizgonem, na co odpowiedział
- Dajcie spokój. Wojny nie ma, a Malfoy to normalny człowiek, jak każdy z was. – Co zaowocowało kolejne oklaski i okrzyki.
                Hermiona nie brała w tej imprezie jakiegoś czynnego udziału. Dla niej Quidditch zawsze był obojętny i nie wiedziała, co inni w nim widzą. Poza tym dziewczyna nie pochwalała gry, ponieważ bardzo przeciętnie latała na miotle. Posiedziała trochę z przyjaciółmi, a po godzinie postanowiła wrócić do siebie, by poczytać jakąś książkę.
                W Pokoju Wspólnym dormitorium na 5 piętrze siedzieli Malfoy, Zabini i Nott, którzy popijali Ognistą Whisky. Wszyscy trzej mieli na sobie czarne spodnie i koszulki. Na dźwięk otwieranego obrazu jedynie Zabini spojrzał za siebie.
- Jak miło, że na mnie czekaliście. Poczekajcie, przebiorę się w coś czarnego i możemy zaczynać pogrzeb. A potem będziemy nosić żałobę po waszej głupocie. – Sarknęła Hermiona.
- O co ci chodzi? – Zapytał Teodor.
- Jak wy możecie się aż tak bardzo przejmować jakąś głupią przegraną w głupiej grze?
- Powiedziała ta, która właśnie wróciła z imprezy tych wygranych. – Powiedział Draco obrażonym tonem.
- Jesteście dziecinni. – Skwitowała zachowanie znajomych Gryfonka, po czym poszła do swojego pokoju, jednak kiedy była przy drzwiach, usłyszała głos Blaise’a.
- Hermiona?
- Słucham?
- A może jakaś nagroda pocieszenia? – Zapytał Blaise i uśmiechnął się słodko, po czym rozłożył ręce. Gryfonka bez wahania podeszła do niego i mocno się przytuliła. Chwilę później Blaise’a odepchnął Nott.
- Ja też chcę!
- Nie jestem pewna, czy zasłużyłeś. – Stwierdziła Gryfonka, jednak droczyła się, bowiem chwilę później znalazła się w objęciach kolejnego Ślizgona. Oderwała się od Teodora i spojrzała na niego i Blaise’a. – Nie macie się czym przejmować, następnym razem wyjdzie. – Hermiona uśmiechnęła się i odwróciła na pięcie. Tym razem nikt jej nie zatrzymał.
                W pokoju Hermiona ściągnęła z siebie sweter i ubrała zwykłą koszulkę, po czym położyła się na łóżku z książką w ręce. Nie mogła się za bardzo skupić, bo w głowie krążyły jej myśli o Malfoy’u i jego zbitej minie. Zastanawiała się też, co z tą zagadką. Od ponad tygodnia stoją w miejscu i nie mają pomysłów. Nie wracali do dziwnego tunelu, bo nie widzieli w tym sensu. Hermiona nie myślała jednak zbyt długo, bowiem zmorzył ją sen.
                Niewiele później poczuła, że jej łóżko ugina się pod ciężarem jakiegoś ciała. Otworzyła oczy i ukazał się jej Draco, wpatrujący się w nią.
- Malfoy? Co ty tu robisz? – Zapytała zdziwiona.
- Mi się nie należy nagroda pocieszenia? – Młody Malfoy droczył się z Gryfonką. Często śnił o jej malinowych ustach. Dziewczyna usiadła na łóżku.
- Trzeba było korzystać, jak rozdawałam takie nagrody.
- Już nie rozdajesz?
- Cena bardzo się zwiększyła.
                Z każdym słowem twarz Draco przybliżała się do Hermiony. Chyba oboje tego chcieli, jednak nie mogli poznać myśli tego drugiego. Blondyn położył rękę na talii dziewczyny i już prawie miał ją pocałować, gdy do pokoju weszła Ginny. Stanęła w wejściu jak wryta i obserwowała, jak jej przyjaciółka patrzy na nią przerażona, a Malfoy gwałtownie odskakuje od brunetki.
- To może ja później… - Stwierdziła Ginny i chciała zamknąć za sobą drzwi.
- Nie. – Zaprotestował Draco. – To ja… - nie kończąc zdania, chłopak wyszedł z pokoju. W ogóle wyszedł z dormitorium i skierował się w tylko sobie znane miejsce.
                Hermiona natomiast nie wiedziała, co z sobą począć. Usiadła wygodniej na łóżku i wzięła do ręki książkę, którą wcześniej próbowała czytać. Oczywiście nie mogła się skupić. Miała wrażenie, że ten sam akapit czyta już czwarty raz. Ginny poszła do łazienki, by wziąć prysznic i przebrać się w normalne ubrania. Kiedy wróciła z łazienki, usiadła na swoim łóżku i obserwowała wciąż zarumienioną przyjaciółkę.
- Hermiona? – Na dźwięk swojego imienia sama wspomniana podniosła głowę.
- Hm?
- O czym nie wiem? – Zapytała Ginny bez ogródek. Czuła, że przyjaciółka nie mówi jej wszystkiego.
- Wiesz o wszystkim, Gin. – Broniła się nieudolnie starsza z dziewczyn.
- Jasne. Czyli to zupełnie naturalne, że twój największy wróg siedzi na twoim łóżku i prawie cię całuje?
- On mnie wcale nie całował. – Skłamała Hermiona.
- Dlatego powiedziałam prawie. Hermiś, widzę, że coś się dzieje. – Powiedziała łagodnie Ginny, po czym przesiadła się na łóżko brunetki. Usiadła obok niej i popatrzyła zachęcająco.
- Ehh… Pamiętasz, jak Malfoy miał różowe włosy? – Hermiona przełamała się i w końcu opowiedziała Ginny całą prawdę. Ruda wydawała się być zszokowana, ale potem się ucieszyła. Uważała, że ta dwójka bardzo do siebie pasuje.
***
                Fakt, że dwie Gryfonki zmyły się z imprezy, nie znaczy, że owa impreza się skończyła. Wszyscy świetnie się bawili, zaczęły się tańce i hulanki. Ktoś skombinował alkohol i wszyscy wznieśli toast. Nie jeden. W pewnym momencie do Harry’ego podeszła jakaś dziewczyna z piątej klasy, którą słabo kojarzył.
- Jakaś dziewczyna prosi Harry’ego Pottera na korytarz. – Powiedziała i odeszła do koleżanek. Zdziwiony Harry okazał jedynie tańczącemu Ronowi, że wychodzi, po czym przeszedł przez dziurę w portrecie.
                Ujrzał tam zarumienioną Pansy. Dziewczyna opierała się o parapet i niepewnie spoglądała w stronę bliznowatego. Miała na sobie zieloną spódniczkę i czarny sweter z dekoltem w serek. 
- Pansy. – Powiedział zaskoczony Harry.
- Cześć. – Brunetka spuściła głowę. Była skrępowana, co wydawało się niedorzeczne, bowiem nigdy nie zachowywała się tak w obecności faceta. – Masz ochotę na spacer?
- No jasne. – Uśmiechnął się brunet. Ruszyli korytarzem. Zapanowało troszkę kłopotliwe milczenie.
- Gratuluję wygranej, dobrze wam poszło. – Zagaiła dziewczyna.
- Dzięki. Ale to dopiero początek sezonu, na pewno pójdzie nam lepiej. Wam z resztą też, wasi pałkarze zrobili kawał dobrej roboty.
- No tak. – Parsknęła śmiechem. – Malfoy torturował ich za każdym razem, kiedy tylko odwiedzał lochy.
- Biedni. – Zaśmiał się Harry. Znów nastało uciążliwe milczenie.
- Harry, chciałam coś wyjaśnić. – Odważyła się Pansy. Przystanęli koło jakiegoś okna i dziewczyna oparła się o parapet. – Na tej pierwszej imprezie… zaszło nieporozumienie. Nie przerywaj mi. – Dodała widząc, że chłopak już otwiera buzię. – Chodzi mi o to, co stało się dokładnie PO imprezie. – Powiedziała, akcentując przedostatnie słowo. – Bo… ja… ja nie chciałam zapomnieć. – Spuściła głowę, przyglądając się czubkom swoich butów. Harry patrzył na nią w osłupieniu.
- To moja wina, niepotrzebnie wyskoczyłem…
- Masz rację, niepotrzebnie.
- Więc…
                Młodzi popatrzyli na siebie. Oboje byli bardzo zarumienieni, w ich oczach mieniły się wesołe iskierki. Harry podszedł do Pansy i powoli przybliżał swoją twarz. Chcieli, by ta chwila była dla nich niezapomniana. I wszystko poszłoby dobrze, gdyby nie fakt, że Harry’ego ktoś popchnął. Był to rozzłoszczony Draco.
- Draco! Draco! – Zawołała Pansy. Popatrzyła na Harry’ego, jej oczy kryły strach i smutek. – Przepraszam Harry. – Powiedziała, po czym pobiegła za przyjacielem, ciągle go nawołując.
*** 
Hej kochani, jak wam grudzień mija? My jesteśmy bardzo ucieszone, bowiem lubimy ten miesiąc, świąteczna atmosfera sprzyja pisaniu :D myślałyśmy o napisaniu świątecznej miniaturki, co wy na to? Tak, jak już wspominałyśmy, akcja powoli się rozkręca i będzie coraz ciekawiej, jednak wciąż pojawia się znikoma ilość komentarzy. Zachęcamy do sugerowania własnych pomysłów xd
Przypominamy, że wersja dostępna na wattpadzie.


Niklaus & Azazel 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz