Kiedy następnego dnia rano Hermiona otworzyła oczy, nie
wiedziała, gdzie jest. Wszystko było srebrno zielone, w dodatku w pokoju unosił
się mocny zapach męskich perfum. Już gdzieś takie wąchała... i chyba też
widziała ten pokój... Spojrzała na łóżko obok, ale było puste. Zastanawiała
się, co ona robi w tym pokoju i gdzie są dwaj Ślizgoni.
Jej rozmyślania przerwało jakieś huknięcie i ciche przekleństwo, gdzieś koło łóżka, na którym leżała. Spojrzała w dół i napotkała szare tęczówki Malfoya, który rozmasowywał sobie ubitą dłoń.
- Malfoy, co ja do cholery tutaj robię?
- Eee. Siedzisz?
- Tyle to ja wiem pacanie. Co ja robię w tym pokoju i jak się tu...
Dziewczyna nie zdążyła dokończyć, ponieważ w tym momencie słychać było głośny pisk Ginny. Razem z blondynem poderwali się na równe nogi i pobiegli do pokoju dziewczyn. Widok jaki tam zastała, zmroził jej krew w żyłach.
Otóż na łóżku siedziała roztrzęsiona Ginny, trzymająca w rękach różdżkę. Była mocno zarumieniona. Obok łóżka znajdował się Blaise, mający ogromnego siniaka pod okiem. On też posiadał różowe plamy na polikach. Odwrócił się w stronę rudowłosej.
- Przepraszam. – Powiedział cicho i szybko uciekł z pokoju.
Hermiona i Draco nic z tego nie rozumieli. W prawdzie Gryfonka zamierzała ostro opieprzyć Ślizgona, ale przez tą sytuację z przyjaciółmi zapomniała, co miała powiedzieć. Zdezorientowana, popatrzyła na przyjaciółkę.
- Co się gapicie? – Warknęła w ich stronę Ginny.
- W porządku, Gin? – Zapytała z troską Hermiona, podchodząc do najmłodszej latorośli Weasleyów.
- Tak. – Stwierdziła wyżej wspomniana, po czym udała się do łazienki. Hermiona i Draco zostali w pokoju sami.
- Nie wiesz może co... – Hermiona nie pozwoliła Draconowi dokończyć, ponieważ przyłożyła mu z pięści w prawe oko. Wyrzuciła go z pokoju i zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Ślizgon trzymając się za oko, wrócił do swojego pokoju gdzie Blaise trzymał woreczek z lodem na swoim lewym oku.
- Dasz trochę? – Zapytał Draco a Blaise bez zbędnych pytań wyczarował mu drugi.
- Baby… - Stwierdził Blaise.
Draco poszedł do salonu po ognistą i dwie szklanki. Picie przed lekcjami nie było wskazane, aczkolwiek w tej sytuacji nie mogli wyjść z pokoju na trzeźwo. Nie posiadali żadnego takiego eliksiru na siniaki, a do pielęgniarki nie chcieli iść, bo na pewno spytałaby o powód. I co mieli odpowiedzieć? Że pobiły ich współlokatorki? Bez sensu. Panowie stuknęli się szklankami i jednym haustem wypili płyn. Blondyn próbował wypytać przyjaciela o powód tej ślicznej pamiątki pod okiem, jednak nie doczekał się odpowiedzi.
W tym samym czasie dziewczyny przygotowywały się do lekcji. Przez pierwszą godzinę w ogóle się do siebie nie odzywały, aż w końcu Ginny nie wytrzymała i wypaliła.
-Cholerny idiota! To jego wina! Spał ze mną na łóżku! W samych bokserkach! Aż poczułam jak jego pe.. Em różdżka wbija mi się w plecy i się przebudziłam. Tak się wystraszyłam, że przywaliłam mu w oko i zepchnęłam z łóżka. Chwyciłam różdżkę i chciałam go poczęstować czymś paskudnym, ale wtedy wy weszliście. – Powiedziała Wesleyówna na jednym wydechu. Hermiona też już nie mogła wytrzymać i zaczęła mówić.
-Gdy się obudziłam , nie wiedziałam gdzie jestem. Wszystko byli zielone i srebrne i jak spojrzałam w dół, to zobaczyłam Malfoya, który spał na podłodze obok łóżka i najwidoczniej trzymaliśmy się przez sen za ręce. Właśnie miałam go zapytać co i jak, ale wtedy usłyszeliśmy twój pisk i przyszliśmy tutaj. Gdy wy zniknęliście z pokoju, dałam mu z pięści w oko i zamknęłam drzwi przed nosem.
Dziewczynom trochę ulżyło, kiedy wyjawiły sobie całą prawdę. Po wszystkim zaczęły się śmiać i w ten sposób rozładowały napiętą atmosferę. Przygotowane, poszły na śniadanie. Nie spotkały na nim przyjaciół, co było wyjątkowo dziwne. Chłopaki nie pojawili się do końca posiłku.
Gryfonki wzięły swoje torby i miały wychodzić z WS, kiedy natknęły się na profesor McGonagall. Tuż za nimi wychodzili Draco i Blaise. Dyrektorka uśmiechnęła się do Hermiony, widząc bliźniacze sińce na twarzach uczniów. Nie skwitowała tego słowami. Zadowolone z siebie przyjaciółki przybiły sobie piątki i ruszyły na poszukiwanie Harry’ego i Rona.
Znaleźli ich w sypialni chłopaków. Neville prosił ich, by w końcu wstali, lecz oni ani drgnęli. Zauważył dziewczyny, otwierające drzwi sypialni i na jego twarzy zagościła ulga.
- Pomożecie mi wydostać ich z łóżka? – Zapytał Neville.
- Jasne, Nev. O nic się nie martw. – Ginny puściła oczko do przyjaciela. Ten wyszedł z pokoju.
- Ronaldzie Weasley i Harry Potterze! Jeśli za 5 minut nie zobaczymy was w pokoju wspólnym, osobiście przyjdzie tu dyrektorka! – Zagrzmiała Hermiona.
Ona i Ginny udały się do Pokoju Wspólnego Gryfonów. Niecałe 5 minut później na schodach pojawili się dwaj Gryfoni, skacowani i zmęczeni.
- Jak wy wyglądacie? – Zapytała zdziwiona Ginny.
- Wczoraj urządziliśmy sobie męski wieczór. – Odparł hardo Ron. Nie mówiąc nic więcej, udali się na lekcje.
Kilka godzin później Draco siedział razem z przyjacielem przy stole Ślizgonów na obiedzie. Obydwaj byli markotni i nie pomagał im fakt, że wszyscy zastanawiali się, dlaczego dwaj przystojniacy Hogwartu mają piękne, fioletowe lima pod okiem. Oczywiście o całej sprawie wiedziało tylko siedem osób: sami zainteresowani, dwie, bardzo silne Gryfonki, Ron, Harry i Pansy. Na początku dwie przyjaciółki, widząc Smoka i Diabła, były zadowolone i rozbawione, lecz potem przyszło zakłopotanie i lekki smutek.
W końcu nie mogąc wytrzymać poczucia winy, Hermiona i Ginny podeszły po kolacji do wychodzących z WS dwójki Ślizgonów, ucałowały ich w policzki i podbite oka, a potem szybko pobiegły do swojego dormitorium. Chłopcy jeszcze długo stali na dole, patrząc na siebie z niedowierzaniem i trzymając się za policzki.
Jej rozmyślania przerwało jakieś huknięcie i ciche przekleństwo, gdzieś koło łóżka, na którym leżała. Spojrzała w dół i napotkała szare tęczówki Malfoya, który rozmasowywał sobie ubitą dłoń.
- Malfoy, co ja do cholery tutaj robię?
- Eee. Siedzisz?
- Tyle to ja wiem pacanie. Co ja robię w tym pokoju i jak się tu...
Dziewczyna nie zdążyła dokończyć, ponieważ w tym momencie słychać było głośny pisk Ginny. Razem z blondynem poderwali się na równe nogi i pobiegli do pokoju dziewczyn. Widok jaki tam zastała, zmroził jej krew w żyłach.
Otóż na łóżku siedziała roztrzęsiona Ginny, trzymająca w rękach różdżkę. Była mocno zarumieniona. Obok łóżka znajdował się Blaise, mający ogromnego siniaka pod okiem. On też posiadał różowe plamy na polikach. Odwrócił się w stronę rudowłosej.
- Przepraszam. – Powiedział cicho i szybko uciekł z pokoju.
Hermiona i Draco nic z tego nie rozumieli. W prawdzie Gryfonka zamierzała ostro opieprzyć Ślizgona, ale przez tą sytuację z przyjaciółmi zapomniała, co miała powiedzieć. Zdezorientowana, popatrzyła na przyjaciółkę.
- Co się gapicie? – Warknęła w ich stronę Ginny.
- W porządku, Gin? – Zapytała z troską Hermiona, podchodząc do najmłodszej latorośli Weasleyów.
- Tak. – Stwierdziła wyżej wspomniana, po czym udała się do łazienki. Hermiona i Draco zostali w pokoju sami.
- Nie wiesz może co... – Hermiona nie pozwoliła Draconowi dokończyć, ponieważ przyłożyła mu z pięści w prawe oko. Wyrzuciła go z pokoju i zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Ślizgon trzymając się za oko, wrócił do swojego pokoju gdzie Blaise trzymał woreczek z lodem na swoim lewym oku.
- Dasz trochę? – Zapytał Draco a Blaise bez zbędnych pytań wyczarował mu drugi.
- Baby… - Stwierdził Blaise.
Draco poszedł do salonu po ognistą i dwie szklanki. Picie przed lekcjami nie było wskazane, aczkolwiek w tej sytuacji nie mogli wyjść z pokoju na trzeźwo. Nie posiadali żadnego takiego eliksiru na siniaki, a do pielęgniarki nie chcieli iść, bo na pewno spytałaby o powód. I co mieli odpowiedzieć? Że pobiły ich współlokatorki? Bez sensu. Panowie stuknęli się szklankami i jednym haustem wypili płyn. Blondyn próbował wypytać przyjaciela o powód tej ślicznej pamiątki pod okiem, jednak nie doczekał się odpowiedzi.
W tym samym czasie dziewczyny przygotowywały się do lekcji. Przez pierwszą godzinę w ogóle się do siebie nie odzywały, aż w końcu Ginny nie wytrzymała i wypaliła.
-Cholerny idiota! To jego wina! Spał ze mną na łóżku! W samych bokserkach! Aż poczułam jak jego pe.. Em różdżka wbija mi się w plecy i się przebudziłam. Tak się wystraszyłam, że przywaliłam mu w oko i zepchnęłam z łóżka. Chwyciłam różdżkę i chciałam go poczęstować czymś paskudnym, ale wtedy wy weszliście. – Powiedziała Wesleyówna na jednym wydechu. Hermiona też już nie mogła wytrzymać i zaczęła mówić.
-Gdy się obudziłam , nie wiedziałam gdzie jestem. Wszystko byli zielone i srebrne i jak spojrzałam w dół, to zobaczyłam Malfoya, który spał na podłodze obok łóżka i najwidoczniej trzymaliśmy się przez sen za ręce. Właśnie miałam go zapytać co i jak, ale wtedy usłyszeliśmy twój pisk i przyszliśmy tutaj. Gdy wy zniknęliście z pokoju, dałam mu z pięści w oko i zamknęłam drzwi przed nosem.
Dziewczynom trochę ulżyło, kiedy wyjawiły sobie całą prawdę. Po wszystkim zaczęły się śmiać i w ten sposób rozładowały napiętą atmosferę. Przygotowane, poszły na śniadanie. Nie spotkały na nim przyjaciół, co było wyjątkowo dziwne. Chłopaki nie pojawili się do końca posiłku.
Gryfonki wzięły swoje torby i miały wychodzić z WS, kiedy natknęły się na profesor McGonagall. Tuż za nimi wychodzili Draco i Blaise. Dyrektorka uśmiechnęła się do Hermiony, widząc bliźniacze sińce na twarzach uczniów. Nie skwitowała tego słowami. Zadowolone z siebie przyjaciółki przybiły sobie piątki i ruszyły na poszukiwanie Harry’ego i Rona.
Znaleźli ich w sypialni chłopaków. Neville prosił ich, by w końcu wstali, lecz oni ani drgnęli. Zauważył dziewczyny, otwierające drzwi sypialni i na jego twarzy zagościła ulga.
- Pomożecie mi wydostać ich z łóżka? – Zapytał Neville.
- Jasne, Nev. O nic się nie martw. – Ginny puściła oczko do przyjaciela. Ten wyszedł z pokoju.
- Ronaldzie Weasley i Harry Potterze! Jeśli za 5 minut nie zobaczymy was w pokoju wspólnym, osobiście przyjdzie tu dyrektorka! – Zagrzmiała Hermiona.
Ona i Ginny udały się do Pokoju Wspólnego Gryfonów. Niecałe 5 minut później na schodach pojawili się dwaj Gryfoni, skacowani i zmęczeni.
- Jak wy wyglądacie? – Zapytała zdziwiona Ginny.
- Wczoraj urządziliśmy sobie męski wieczór. – Odparł hardo Ron. Nie mówiąc nic więcej, udali się na lekcje.
Kilka godzin później Draco siedział razem z przyjacielem przy stole Ślizgonów na obiedzie. Obydwaj byli markotni i nie pomagał im fakt, że wszyscy zastanawiali się, dlaczego dwaj przystojniacy Hogwartu mają piękne, fioletowe lima pod okiem. Oczywiście o całej sprawie wiedziało tylko siedem osób: sami zainteresowani, dwie, bardzo silne Gryfonki, Ron, Harry i Pansy. Na początku dwie przyjaciółki, widząc Smoka i Diabła, były zadowolone i rozbawione, lecz potem przyszło zakłopotanie i lekki smutek.
W końcu nie mogąc wytrzymać poczucia winy, Hermiona i Ginny podeszły po kolacji do wychodzących z WS dwójki Ślizgonów, ucałowały ich w policzki i podbite oka, a potem szybko pobiegły do swojego dormitorium. Chłopcy jeszcze długo stali na dole, patrząc na siebie z niedowierzaniem i trzymając się za policzki.
***
Wieczorem
Blaise siedział na kanapie, trudząc się z wypracowaniem z Zaklęć. Wszystko, co
napisał, od razu wydawało mu się złe i nieodpowiednie, dlatego po Pokoju
Wspólnym Prefektów Naczelnych walało się mnóstwo zmiętych pergaminów.
Sfrustrowany Ślizgon zawsze miał problem z tym przedmiotem. Kolejna kartka
wylądowała właśnie na drzwiach pokoju Gryfonek, które otworzyły się
mikrosekundę później i wyszła przez nie zaskoczona Ginny.
- O matko, przepraszam Wiewiórko! – Zawołał szybko Blaise i podniósł się z kanapy. – To nie było zamierzone. – Wytłumaczył. Gryfonka omiotła wzrokiem cały pokój.
- Dawno nie było tu tak czysto. – Zaśmiała się rudowłosa.
- Próbuję napisać wypracowanie, ale raczej marnie mi to idzie. – Wyjaśnił z zakłopotaniem. Akurat przed tą dziewczyną nie chciał robić z siebie wiecznego błazna.
- Z czego? – Zapytała Ginny i podniosła pergamin, który o mało co w nią trafił. – Zaklęcia?
- Tak właśnie.
- Głupi temat. Ja swoje skończyłam przed kolacją. W bibliotece znajdziesz wszystko w „Niebezpiecznych zaklęciach XXI wieku”. – Odparła najmłodsza latorośl Weasleyów, podając też tytuł książki.
- Dzięki, Wiewiórko! Jesteś najlepsza. – Blaise uśmiechnął się słodko do koleżanki.
- No wiem. – Odparła skromnie dziewczyna, na co oboje się zaśmiali.
- Masz ochotę potowarzyszyć mi do biblioteki? – Zapytał z nadzieją brunet.
- W sumie… czemu nie.
- O matko, przepraszam Wiewiórko! – Zawołał szybko Blaise i podniósł się z kanapy. – To nie było zamierzone. – Wytłumaczył. Gryfonka omiotła wzrokiem cały pokój.
- Dawno nie było tu tak czysto. – Zaśmiała się rudowłosa.
- Próbuję napisać wypracowanie, ale raczej marnie mi to idzie. – Wyjaśnił z zakłopotaniem. Akurat przed tą dziewczyną nie chciał robić z siebie wiecznego błazna.
- Z czego? – Zapytała Ginny i podniosła pergamin, który o mało co w nią trafił. – Zaklęcia?
- Tak właśnie.
- Głupi temat. Ja swoje skończyłam przed kolacją. W bibliotece znajdziesz wszystko w „Niebezpiecznych zaklęciach XXI wieku”. – Odparła najmłodsza latorośl Weasleyów, podając też tytuł książki.
- Dzięki, Wiewiórko! Jesteś najlepsza. – Blaise uśmiechnął się słodko do koleżanki.
- No wiem. – Odparła skromnie dziewczyna, na co oboje się zaśmiali.
- Masz ochotę potowarzyszyć mi do biblioteki? – Zapytał z nadzieją brunet.
- W sumie… czemu nie.
***
W tym
czasie, kiedy Ginny z Blaise’m szli do biblioteki, Hermiona zajęła wcześniejsze
miejsce bruneta. Oczywiście posprzątała w pokoju i dodatkowo wyciągnęła z barku
wino skrzatów i kieliszek. Miała nadzieję, że przynajmniej ten wieczór spędzi
spokojnie. Usiadła wygodnie na kanapie, okrywając się kocem, upiła łyk wina i
zabrała się za czytanie książki z tajemniczej biblioteczki. Okazało się, że
była to powieść z XII wieku, w której główni bohaterowie nienawidzą się, ale po
dłuższym czasie świata poza sobą nie widzą. Tak naprawdę nie zdają sobie
sprawy, że kluczem każdego sukcesu jest myśl o tej drugiej osobie.
Książka była trochę nielogiczna i Hermiona zastanawiała się, co robiła w ich salonie, ale może miało to jakiś związek ze sprawą? Gryfonka nie zdawała sobie sprawy, że była już 23:00. Machinalnie odpowiedziała Ginny i Blaise’owi „dobranoc”, gdyż była zaczytana. Teraz jednak była trochę śpiąca. Patrzyła w dogasające w kominku płomyki, myśląc o przeczytanej lekturze.
- Granger. – Przestraszona dziewczyna podskoczyła na dźwięk głosu Malfoya, który stał w drzwiach swojego pokoju.
- Co? – Zapytała inteligentnie. Co prawda, niby się pogodzili, ale w głębi duszy wciąż było jej smutno za to, co blondyn wczoraj powiedział.
- Myślałem o tej zagadce. I uważam, że powinniśmy tam wrócić. – Powiedział Draco.
- Niby po co? Poobserwować drzwi? – Zakpiła Hermiona.
- A co, masz jakiś lepszy pomysł? – Zapytał poirytowany Ślizgon. Panowało chwilowe milczenie, jednak ostatecznie Gryfonka kiwnęła głową.
- No dobra. – Rzuciła, po czym cicho otworzyła drzwi swojego pokoju. Ginny już spała. – No to chodź.
Wypowiedziała hasło i po raz kolejny ujrzeli tajemniczy tunel. Zagłębiali się w ciszy. Hermiona znowu miała wrażenie, że ktoś ich obserwuje. Myślała, że Draco znów ją wyśmieje, ale nie tym razem. Chłopak miał podobne odczucia i też się ciągle odwracał za siebie.
- Czy ty też… - Zaczął.
- Tak.
Wspięli się po schodkach i dotarli do przeszkody, jaką były drzwi. Hermiona przystawiła do nich różdżkę i zaczęła analizować kawałek po kawałku. Draco robił to samo z drugiej strony. Nic jednak nie znaleźli.
- O co może chodzić… - Mruczała cicho pod nosem brunetka.
- Przeczytam jeszcze raz zagadkę. – Powiedział Draco. Wyciągnął z kieszeni spodni karteczkę i na głos powtórzył rymowankę.
- Odważny człek… - Hermiona wyrażała na głos myśli. – Chodzi raczej o Gryfonów.
- O Ślizgonów też. Nie zapominaj o moich włosach. – Sarknął Dracon.
- Dobra, dobra. O Ślizgonów też. – Poddała się zrezygnowana. – W zagadce pisze, żeby oczyścić myśli. – Popatrzyła pytająco na chłopaka, który skinął głową. Oboje zamknęli oczy i próbowali zalecić się do słów wypisanych czarnym atramentem. Nic się nie wydarzyło…
- A ten wers z towarzyszem przygód? – Spytał Draco.
- Czyli co? Mamy pomyśleć o sobie?
- Chyba tak.
Oboje znów zamknęli oczy i zaczęli wyobrażać sobie rysy twarzy tego drugiego. W tym samym momencie pomyśleli o imionach i zamek w drzwiach kliknął. Popatrzyli po sobie zdumieni i chwycili gałki na drzwiach, które nareszcie ustąpiły.
To, co znaleźli w środku, było bynajmniej dziwne. Weszli do podłużnego, prostokątnego pomieszczenia. Wszystko było tu ciemnobrązowe. Po obu stronach pokoju były regały z większą ilością książek, natomiast na środku stał stół i krzesło. Na krześle spoczywał szkielet.
Hermiona pisnęła z przerażenia i zarzuciła ręce na barki Draco, chowając twarz w jego koszulę. Malfoy natomiast złapał ją jedną ręką, a drugą oświetlał pomieszczenie. Powoli przybliżyli się do szkieletu i zauważyli, że to zwykły przedmiot naukowy. Hermiona oderwała się od blondyna i zarumieniona, patrzyła na stół, którego pilnował szkielet.
Na stole znajdowało się 5 fiolek z kolorowymi substancjami. We wszystkich Hermiona rozpoznała trucizny, o których dużo czytała przed wyprawą z chłopakami. Podzieliła się spostrzeżeniami ze Ślizgonem.
- Malfoy, te wszystkie fiolki to trucizny. – Powiedziała ostrożnie.
- Jak to? – Zdziwił się Draco.
- Tutaj – wskazała na pierwszą fiolkę – jest wywar z tojadu mocnego, uczyliśmy się o tym. A dalej są Lavrans, Samund, Degas i Amanityna. – Ta wiedza zaimponowała Ślizgonowi, jednak nie dał po sobie tego poznać.
- Spójrz, ten szkielet trzyma jakąś karteczkę. – Zabrał karteczkę i czytał.
Książka była trochę nielogiczna i Hermiona zastanawiała się, co robiła w ich salonie, ale może miało to jakiś związek ze sprawą? Gryfonka nie zdawała sobie sprawy, że była już 23:00. Machinalnie odpowiedziała Ginny i Blaise’owi „dobranoc”, gdyż była zaczytana. Teraz jednak była trochę śpiąca. Patrzyła w dogasające w kominku płomyki, myśląc o przeczytanej lekturze.
- Granger. – Przestraszona dziewczyna podskoczyła na dźwięk głosu Malfoya, który stał w drzwiach swojego pokoju.
- Co? – Zapytała inteligentnie. Co prawda, niby się pogodzili, ale w głębi duszy wciąż było jej smutno za to, co blondyn wczoraj powiedział.
- Myślałem o tej zagadce. I uważam, że powinniśmy tam wrócić. – Powiedział Draco.
- Niby po co? Poobserwować drzwi? – Zakpiła Hermiona.
- A co, masz jakiś lepszy pomysł? – Zapytał poirytowany Ślizgon. Panowało chwilowe milczenie, jednak ostatecznie Gryfonka kiwnęła głową.
- No dobra. – Rzuciła, po czym cicho otworzyła drzwi swojego pokoju. Ginny już spała. – No to chodź.
Wypowiedziała hasło i po raz kolejny ujrzeli tajemniczy tunel. Zagłębiali się w ciszy. Hermiona znowu miała wrażenie, że ktoś ich obserwuje. Myślała, że Draco znów ją wyśmieje, ale nie tym razem. Chłopak miał podobne odczucia i też się ciągle odwracał za siebie.
- Czy ty też… - Zaczął.
- Tak.
Wspięli się po schodkach i dotarli do przeszkody, jaką były drzwi. Hermiona przystawiła do nich różdżkę i zaczęła analizować kawałek po kawałku. Draco robił to samo z drugiej strony. Nic jednak nie znaleźli.
- O co może chodzić… - Mruczała cicho pod nosem brunetka.
- Przeczytam jeszcze raz zagadkę. – Powiedział Draco. Wyciągnął z kieszeni spodni karteczkę i na głos powtórzył rymowankę.
- Odważny człek… - Hermiona wyrażała na głos myśli. – Chodzi raczej o Gryfonów.
- O Ślizgonów też. Nie zapominaj o moich włosach. – Sarknął Dracon.
- Dobra, dobra. O Ślizgonów też. – Poddała się zrezygnowana. – W zagadce pisze, żeby oczyścić myśli. – Popatrzyła pytająco na chłopaka, który skinął głową. Oboje zamknęli oczy i próbowali zalecić się do słów wypisanych czarnym atramentem. Nic się nie wydarzyło…
- A ten wers z towarzyszem przygód? – Spytał Draco.
- Czyli co? Mamy pomyśleć o sobie?
- Chyba tak.
Oboje znów zamknęli oczy i zaczęli wyobrażać sobie rysy twarzy tego drugiego. W tym samym momencie pomyśleli o imionach i zamek w drzwiach kliknął. Popatrzyli po sobie zdumieni i chwycili gałki na drzwiach, które nareszcie ustąpiły.
To, co znaleźli w środku, było bynajmniej dziwne. Weszli do podłużnego, prostokątnego pomieszczenia. Wszystko było tu ciemnobrązowe. Po obu stronach pokoju były regały z większą ilością książek, natomiast na środku stał stół i krzesło. Na krześle spoczywał szkielet.
Hermiona pisnęła z przerażenia i zarzuciła ręce na barki Draco, chowając twarz w jego koszulę. Malfoy natomiast złapał ją jedną ręką, a drugą oświetlał pomieszczenie. Powoli przybliżyli się do szkieletu i zauważyli, że to zwykły przedmiot naukowy. Hermiona oderwała się od blondyna i zarumieniona, patrzyła na stół, którego pilnował szkielet.
Na stole znajdowało się 5 fiolek z kolorowymi substancjami. We wszystkich Hermiona rozpoznała trucizny, o których dużo czytała przed wyprawą z chłopakami. Podzieliła się spostrzeżeniami ze Ślizgonem.
- Malfoy, te wszystkie fiolki to trucizny. – Powiedziała ostrożnie.
- Jak to? – Zdziwił się Draco.
- Tutaj – wskazała na pierwszą fiolkę – jest wywar z tojadu mocnego, uczyliśmy się o tym. A dalej są Lavrans, Samund, Degas i Amanityna. – Ta wiedza zaimponowała Ślizgonowi, jednak nie dał po sobie tego poznać.
- Spójrz, ten szkielet trzyma jakąś karteczkę. – Zabrał karteczkę i czytał.
Ostrzegałem Cię, przyjacielu.
Z tym zadaniem radzi sobie niewielu.
Wybierz płyn, który ci odpowiada,
to na ciebie wielka odpowiedzialność spada.
Jeśli źle wybierzesz, śmierć zabierze cię ze sobą
Jeśli trafisz dobrze, nadal będziesz tą samą osobą.
Z tym zadaniem radzi sobie niewielu.
Wybierz płyn, który ci odpowiada,
to na ciebie wielka odpowiedzialność spada.
Jeśli źle wybierzesz, śmierć zabierze cię ze sobą
Jeśli trafisz dobrze, nadal będziesz tą samą osobą.
- Trzeba to wypić. – Rzekł Draco.
- Zwariowałeś? Sama nazwa mówi, że to TRUCIZNY. – Odpowiedziała wzburzona Hermiona, akcentując ostatnie słowo.
- Ale bez tego nie przejdziemy dalej!
- Nie interesuje mnie to!
- Granger, czy ty się o mnie martwisz?
- Już kiedyś przerabialiśmy tą kwestię. Odpowiedź brzmi: NIE.
- Więc oboje się zgadzamy, że mogę wypić któryś z tych płynów.
Zanim Draco spotkał się ze sprzeciwem Gryfonki, wziął pierwszą od brzegu fiolkę i przechylił sobie płyn do ust. Hermiona popatrzyła na niego z przerażeniem. Oboje usłyszeli kliknięcie drzwi, jednak nie zagadki były im teraz w głowie.
- Malfoy, ty nieodpowiedzialny dupku! – Zawołała Hermiona, widząc poszarzałego na twarzy blondyna. Wzięła go za rękę i poprowadziła do wyjścia najszybciej, jak się dało.
Zdyszani, wrócili do pokoju wspólnego. Hermiona, która po drodze zdążyła się rozpłakać, zamknęła przejście hasłem. A Draco zemdlał. Dziewczyna rzuciła na niego zaklęcie lewitujące i biegiem udała się z bezwładnym ciałem do Skrzydła Szpitalnego. Wybiegła do nich zaspana pani Pomfrey.
- Co się stało? – Zapytała przestraszona pielęgniarka i gestem wskazała łóżko, na które Hermiona miała położyć Dracona.
- Nie wiem. Wyszedł z pokoju i powiedział, że coś wypił i się źle czuje. A potem zemdlał. To chyba jakaś trucizna. – Mówiła brunetka przez łzy.
Pielęgniarka zadziałała błyskawicznie. Wlała do ust Malfoya eliksir, po którym zwymiotował zawartość trucizny. Jednak się nie ocknął. Nie było też pewności, czy zwrócił wszystko. Pani Pomfrey zabrała się do przygotowywania eliksiru, który usunie toksyny z organizmu, a Hermionę poprosiła o opuszczenie Skrzydła Szpitalnego. Gryfonka posłusznie wyszła, jednak osunęła się po drzwiach i rozpłakała na dobre.
- Zwariowałeś? Sama nazwa mówi, że to TRUCIZNY. – Odpowiedziała wzburzona Hermiona, akcentując ostatnie słowo.
- Ale bez tego nie przejdziemy dalej!
- Nie interesuje mnie to!
- Granger, czy ty się o mnie martwisz?
- Już kiedyś przerabialiśmy tą kwestię. Odpowiedź brzmi: NIE.
- Więc oboje się zgadzamy, że mogę wypić któryś z tych płynów.
Zanim Draco spotkał się ze sprzeciwem Gryfonki, wziął pierwszą od brzegu fiolkę i przechylił sobie płyn do ust. Hermiona popatrzyła na niego z przerażeniem. Oboje usłyszeli kliknięcie drzwi, jednak nie zagadki były im teraz w głowie.
- Malfoy, ty nieodpowiedzialny dupku! – Zawołała Hermiona, widząc poszarzałego na twarzy blondyna. Wzięła go za rękę i poprowadziła do wyjścia najszybciej, jak się dało.
Zdyszani, wrócili do pokoju wspólnego. Hermiona, która po drodze zdążyła się rozpłakać, zamknęła przejście hasłem. A Draco zemdlał. Dziewczyna rzuciła na niego zaklęcie lewitujące i biegiem udała się z bezwładnym ciałem do Skrzydła Szpitalnego. Wybiegła do nich zaspana pani Pomfrey.
- Co się stało? – Zapytała przestraszona pielęgniarka i gestem wskazała łóżko, na które Hermiona miała położyć Dracona.
- Nie wiem. Wyszedł z pokoju i powiedział, że coś wypił i się źle czuje. A potem zemdlał. To chyba jakaś trucizna. – Mówiła brunetka przez łzy.
Pielęgniarka zadziałała błyskawicznie. Wlała do ust Malfoya eliksir, po którym zwymiotował zawartość trucizny. Jednak się nie ocknął. Nie było też pewności, czy zwrócił wszystko. Pani Pomfrey zabrała się do przygotowywania eliksiru, który usunie toksyny z organizmu, a Hermionę poprosiła o opuszczenie Skrzydła Szpitalnego. Gryfonka posłusznie wyszła, jednak osunęła się po drzwiach i rozpłakała na dobre.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz