Strony

sobota, 10 grudnia 2016

Rozdział 14.



Hermiona była przytłoczona swoimi myślami. Nie wiedziała co w nią wstąpiło gdy pocałowała Malfoya w jego pokoju i wtedy,  gdy przeszkodziła im Ginny. Z jednej strony tęskniła za jego wąskimi, lodowato chłodnymi ustami, idealnym przeciwieństwem jej własnych. Z drugiej,  jak w ogóle mogła o nim myśleć?  Przecież był jej wrogiem! Był, ponieważ Hermiona już nie mogła go tak nazywać. Coś się między nimi zmieniło i sama nie wiedziała, czy na dobre.
                Mała bitwa toczyła się w głowie Gryfonki podczas poniedziałkowego śniadania. Nie chciało jej się jeść, więc jedynie popijała kawę. Kątem oka spoglądała na zasępionego Malfoya. Jemu weekend chyba też nie minął najlepiej. W niedzielę prawie w ogóle się nie widzieli, chłopak jej unikał. Dzisiaj trzasnął głośno drzwiami, kiedy ją zobaczył. Hermiona nie rozumiała jego zachowania, w końcu nic mu nie zrobiła! Aczkolwiek nie chciała się teraz przejmować tlenionym. Spojrzała na Harry'ego, który eksplodował szczęściem, rozmarzonego Rona i wesołą Ginny. Wszyscy siedzieli w milczeniu.
- Coś mnie ominęło? - Zapytała zdezorientowana brunetka.
- Nie rozumiem... - Odparła zdziwiona Ginny.
- Co wy tacy weseli?
- Oh, Miona... Miłość wisi w powietrzu! - Zawołał Ron, zwracając na siebie uwagę osób siedzących w ich pobliżu.
- Jaka miłość?  O czym znowu nie wiem?
- Jak to jaka miłość?  Normalna,  najwspanialsza na świecie. 
- Ginny mogłabyś chociaż ty mi to wyjaśnić? – Spytała lekko poirytowana Gryfonka.
- Wczoraj znowu zobaczył Greengrass. - Ginny wskazała głową na brata. – Podobno zaprosił ją na randkę, a ona nie odpowiedziała, ale się uśmiechnęła i odeszła. Od tamtej pory o niczym innym nie gada. Serio, to dziwne, że słyszysz o tym tak późno. – Zakończyła teatralnie rudowłosa.
- No dobra, a Harry ?
- Nie wiem, nie chciał mi powiedzieć.
- Pogodził się z Parkinson. - Ron oderwał spojrzenie od Astorii i popatrzył na przyjaciółkę. - Na imprezie.
- Harry, to prawda? Czemu nic nie mówiłeś? – Hermiona była ucieszona takim obrotem spraw. Najwyraźniej jej rady nie poszły na marne.
- Przepraszam Hermiona, po prostu...
- Miłość wisi w powietrzu-dokończyła brązowowłosa równocześnie z Ginny po czym obie się zaśmiały. 
                W tym samym czasie przy stoliku Ślizgonów Diabeł rozmawiał ze Smokiem.
- Draco, co ci jest? Wyglądasz, jakby ciotka Bellatrix miała zmartwychwstać... - Powiedział Blaise na dobry początek. Pansy parsknęła śmiechem.
- Nic mi nie jest, gorsze dni. - Odparł poirytowany blondyn.
- Okres ci się zbliża? - Brunet teatralnie położył dłoń na ramieniu przyjaciela i wpatrywał się ze zrozumieniem.
- Wiesz co? Czasami się zastanawiam, jak ty zdajesz z roku na rok, i to bez mózgu.
- Nie narzekaj, Smoku. Po prostu próbuję wywnioskować, czym ci zalazła za skórę taka pewna urocza Gryfoneczka.
-Chodzi ci o wiewiórę?  Odmówiła mi spędzenia nocy w naszym pokoju. – Blaise popatrzył na przyjaciela wzrokiem bazyliszka.
-Nie dupku. Chodziło mi o naszą słodką Hermionę. Jesteś zły że przytuliła tylko mnie?
-Nie zapominaj, że Nott też tam był. I nie, nie jestem zły.
-A więc zazdrosny jak cholera – wywnioskowała tonem znawcy Parkinson. 
- Potter,  Pansy ma na ciebie chcicę – krzyknął na całą salę Draco za co zarobił kilka zgorszonych spojrzeń od nauczycieli, rozbawione spojrzenia uczniów a także cios w splot słoneczny od przyjaciółki.
- Za to ty masz chcicę na Hermionę – powiedział Blaise po czym krzyknął jeszcze głośniej niż jego przyjaciel.
- Uwaga!  Draco Malfoy zamierza uwieść ostatnią dziewicę! A, przepraszam pani dyrektor,  chodziło mi o Hermionę Grangeeeer!
                Cała sala wybuchła głośnym śmiechem. Hermiona prawie weszła pod stół ze wstydu, jej policzki zmieniły barwę na mocno różową. Posłała w stronę dwóch Ślizgonów spojrzenia godne bazyliszka, po czym wściekła złapała swoją torbę i wyszła z sali. Samotnie udała się na transmutację, po drodze znajdując przeróżne epitety, jakimi poczęstuje tych buców, kiedy ich spotka.
- Hermiona! - Gryfonka odwróciła się i ujrzała biegnącą Pansy. - Nie przejmuj się nimi, są idiotami.
- Idiotami? Tylko idiotami? Mało powiedziane! Nienawidzę ich obu! Są tak samo dziecinni, jak dawniej, zakichane szczury! Mam serdecznie dość tej tyrady, jeszcze dzisiaj idę do McGonagall i proszę o zmianę pokoju!
- Spokojnie,  przecież ich znasz. Ich wiek umysłowy zatrzymał się na cyfrze dziesięć.  Lubią robić kawały.
- Nie broń ich Pansy, za długo to robiłaś.
- Hermiono, proszę Cię.  Uspokój się.
- Nie Pans.
- Nie wyprowadzaj się.
- Już postanowiłam. Przykro mi.
                Po skończonych zajęciach Pansy zastanawiała się czy lepiej zabić chłopaków, czy może ich wykastrować.  Obie opcje się jej spodobały. Jak burza wpadła do pokoju chłopaków, zabezpieczyła drzwi zaklęciami i wymamrotała pod nosem
-Accio różdżki.
                Schowała magiczne patyczki za bluzkę, ponieważ była pewna że stamtąd ich nie wyciągną.
-Czy wy zdajecie sobie sprawę z tego co zrobiliście? Cholerni idioci, jakim cudem tyle dziewczyn się w was podkochuje?
- Ponieważ jesteśmy niesamowicie przystojni? -Spytał retorycznie Blaise i zaczął zabawnie poruszać brwiami.
-Zamilcz Zabini! Jesteś skończonym kretynem. Zresztą obaj nimi jesteście.
- Uspokój się Pans, o co ci chodzi? - Draco zastanawiał się, co tak nagle ugryzło czarnowłosą. Czyżby chodziło o tą sytuację na śniadaniu?
- Jesteście nienormalni. Przez was Hermiona chce się wyprowadzić. I w sumie to jej się nie dziwię.
- Co chce zrobić? – Zapytali jednocześnie zszokowani Ślizgoni.
- Dobrze słyszeliście, głupki. Teraz pewnie gada już z McGonagall.
***
                W tym samym czasie Hermiona rzeczywiście zmierzała do gabinetu dyrektorki. Trochę ochłonęła po porannej akcji, ale to wcale nie zmniejszyło upokorzenia, jakie ją spotkało. Przez cały dzień towarzyszyły jej szepty, wytykanie palcem i chichoty. Zdecydowanie wolała wrócić do swojego starego pokoju i przestać męczyć się z dwójką upartych Ślizgonów.
                Wypowiedziała hasło i po kamiennych schodkach udała się do gabinetu. Słysząc zaproszenie, weszła do okrągłego pomieszczenia. McGonagall wskazała jej fotel i popatrzyła na uczennicę surowym wzrokiem.
- Co panią do mnie sprowadza, panno Granger?
- Pani profesor, zależy mi na powrocie do wieży Gryffindoru. – Odparła Hermiona, czym zaskoczyła dyrektorkę.
- Jak to?
- Uważam, że zachowanie moich współlokatorów jest zbyt uciążliwe i bardzo chciałabym wrócić na 7 piętro. - Poprosiła Gryfonka.
- Obawiam się, że to niemożliwe, Hermiono. W twoim dawnym pokoju mieszkają pierwszoklasistki, a panna Patil i panna Vane przeniosły się do koleżanek. - Brunetka bardzo obawiała się takiej odpowiedzi. Spuściła głowę.
- I naprawdę nic nie da się zrobić ?
- Wiem, że czujesz się źle po porannym wybryku pana Zabiniego. Aczkolwiek ja na twoim miejscu zostałabym i dała im porządną nauczkę. - Dyrektorka uśmiechnęła się tajemniczo, Hermiona natomiast wybałuszyła oczy.
- Co pani profesor ma na myśli? – Rozmowę przerwało wtargnięcie do gabinetu dwóch Ślizgonów.
-Hermiono błagam, nie możesz nas opuścić, za bardzo nam na Tobie zależy! – powiedział Zabini po czym padł na kolana. Draco nie odważył się jednak na taki gest.
-Nie możesz Nas opuścić, nie przez te głupie słowa!  -Dopowiedział blondyn.
                Hermiona patrzyła na nich zszokowana tak samo jak dyrektorka. Obie kobiety wymieniły spojrzenia.
- Zrobimy co zechcesz, możesz nas nawet wykastrować razem z Pansy, która chciała to zrobić.
- Nie możesz nas zostawić, nie możesz zostawić Mnie Granger! -Powiedział roztargniony Draco.
                Profesor McGonagall dyskretnie puściła Gryfonce oczko po czym powiedziała
- No cóż, panno Granger, rozważę pani propozycje a teraz proszę o opuszczenie mojego gabinetu. 
- To znaczy że zostaje w naszym dormitorium? -Zapytał Draco głosem pełnym nadziei.
-Dzisiejszej nocy z pewnością tak, panie Malfoy.
                Blaise był wniebowzięty. Porwał Hermionę w swoje ramiona i nie zważając na oburzenie brunetki, a także cichy chichot dyrektorki,  ramię w ramię zaczął biec z Draconem do ich dormitorium. Nie zwracał uwagi na zszokowane spojrzenia mijanych uczniów, a także wrzaski Hermiony i jej małe piąstki okładające go po plecach. Liczyło się jedynie to, że z nimi zostawała dziś w nocy. A jutro coś wymyślą. Przycisnął mocniej do siebie brunetkę i zaczął biec jeszcze szybciej.
- Możesz mnie łaskawie puścić? – Krzyknęła Hermiona, kiedy znaleźli się w Pokoju Wspólnym, a Ginny z wrażenia usiadła na kanapie.
- Nie, jestem zbyt szczęśliwy! – Powiedział Blaise i okręcił się razem z brunetką wokół własnej osi.
- Już mi niedobrze! – Zawołała Gryfonka. Rzeczywiście trochę pobladła na twarzy.
                Blaise posłusznie postawił ją na podłodze, a ona odwróciła się do dwójki Ślizgonów z groźną i niebezpieczną miną.
- Jeśli myślicie, że tak szybko wybaczę wam to, co miało miejsce na śniadaniu, to się grubo mylicie! Nie znoszę was! Zastanawiam się, co takie pustaki tutaj robią, skoro nie jesteśmy na budowie! Jeśli któryś z was spróbuje powtórzyć ten numer, Avada gwarantowana. - Powiedziała groźnie Hermiona, po czym odwróciła się na pięcie i poszła do swojego pokoju, trzaskając drzwiami. Oszołomiona Ginny posłusznie poszła za przyjaciółką.
- Nie chcesz porozmawiać?
- Tak.
- Zostajesz?
- Tak.
- Jesteś wściekła?
- Tak.
-Masz ochotę ich zabić?
- Tak.
- Kochasz Dracona?
- Tak Ginny. – powiedziała Hermiona. – Czekaj, co?
- Powiedziałaś że kochasz Draco.
- Podpuściłaś mnie Gin!
- A wiesz że oni to słyszeli?
- Tym razem się nie nabiorę!
- Ale my poważnie słyszeliśmy. - Nagle w drzwiach stanęli Draco i Blaise. - Wiewiórka Weasley nie zamknęła za sobą drzwi. - Dodał brunet.
- Granger, serio mnie kochasz? - Zakpił Draco.
- Wynoście się stąd idioci! Nie możecie uszanować czyjejś prywatności? - Hermiona była naprawdę wściekła.
- Wiesz co? Mam już dość tych wyzwisk! Ciągle tylko nas przezywasz, a sama nie jesteś święta! - Draconowi także nerwy puściły. - Nie umiesz skleić zdania, nie wtrącając jakiegoś przezwiska!
- Najwyraźniej uczyłam się od ciebie przez ostatnie 6 lat! - Odparła Hermiona podniesionym głosem.
- Jak śmiesz mi to wypominać! Przecież się zmieniłem! Ty najwidoczniej nie, tępa szl....
- Nawet nie waż się kończyć! - Krzyknęła Ginny. Nie mogła sobie pozwolić na obrażanie najlepszej przyjaciółki.
- Ale dlaczego? Niech dokończy! Przecież jestem i zawsze będę tępą szlamą! - Łzy pojawiły się w kącikach Hermiony, jednak nie pozwoliła im ujrzeć światła dziennego.
- Nie nazywaj się tak, Hermiono. - powiedział cicho Blaise. Nie znosił przeszłości. Tego określenia też nie znosił.
- A co? Ty może nigdy tak nie mówiłeś, Zabini? - Zakpiła starsza Gryfonka. Widocznie wpadła w szał.
- Przestańcie! - Zaprotestował Draco. - Granger, ja naprawdę nie chciałem.... - nie było mu dane dokończyć, bowiem Hermiona w mgnieniu oka wyciągnęła różdżkę i powiedziała zaklęcie, które odrzuciło Ślizgonów do tyłu. Czyli do salonu.
                Ona sama położyła się na łóżku, dając popłynąć swoim łzom.
***
                Wieczorny patrol odbywał się w bardzo napiętej atmosferze. Kiedy tylko Hermiona weszła do salonu, czekał na nią Malfoy.
- Granger, ja...
- Skończ.
                I tak właściwie wyglądała ich rozmowa. Oboje przeżywali ciężkie chwile i tak naprawdę nie mieli ochoty na swoje towarzystwo. Podczas patrolu nie wydarzyło się nic godnego uwagi. Kiedy Hermiona wróciła do swojego pokoju, Ginny już spała. Brunetka wzięła swoją piżamę i poszła na placach do łazienki, by wziąć kąpiel.
                Później kilka godzin kręciła się na łóżku lecz nie mogła zasnąć. Postanowiła pójść do salonu i trochę poczytać przy cieple kominka. Wzięła jeszcze z kufra swoją ukochaną mugolską książkę, „Romeo I Julia" i położyła się na kanapie naprzeciw kominka, z którego dochodziło przyjemne ciepło.
„Czymże jest nazwa?  To co zowiem różą pod inną nazwą równie by pachniało.”
                Kochała te cytaty, zagięte rogi, a także dramatyczną miłość kochanków. Sama bardzo chciałaby, aby ktoś ją tak pokochał. W końcu zmęczenie wzięło górę i Gryfonka zasnęła.
                Draco jeszcze długo nie mógł zasnąć.  Cały czas rozmyślał nad kłótnią z brunetką. Nie chciał tego, nie chciał już nigdy sprawiać jej przykrości. Najwidoczniej nauki, które tyle lat wpajał mu ojciec, nie zostały tak do końca zapomniane. Tępienie szlam, zdrajców krwi czy charłaków było całym dzieciństwem młodego Ślizgona. Lecz on chciał o tym zapomnieć. Wojna coś w nim zmieniła, odblokowała uczucia, z których nie zdawał sobie dotąd sprawy.
                Zszedł z łóżka z zamiarem napicia się w salonie szklanki ognistej, musiał odreagować.  Gdy jego spojrzenie zatrzymało się na śpiącej na kanapie Gryfonce, coś w nim stopniało.  Zawrócił do swojego pokoju, obudził Blaise’a i kazał mu iść spać do pokoju Gryfonek. Zaspany Ślizgon bez żadnych pytań wypełnił polecenie. Po zamknięciu za czarnoskórym drzwi, Draco podniósł delikatnie Hermionę i położył śpiącą dziewczynę w swoim łóżku. Brunetka od razu wtuliła się w jego poduszkę i dalej spokojnie drzemała. Blondyn położył na podłodze obok swojego łóżka kołdrę, poduszkę po czym ułożył się na posłaniu i przykrył kocem. Złapał delikatnie za zwisającą rękę Hermiony i splatając ich palce razem, także usnął.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz