- Pierwsza kręci oczywiście jubilatka! – Zawołał Blaise, po
czym wręczył Hermionie pustą butelkę. Dziewczyna zakręciła i wypadło na Pansy.
- Pytanie? – Na to pytanie brunetka kiwnęła głową. – Pansy, który z chłopaków w tym pokoju podoba ci się najbardziej? – Zapytała Hermiona. Ślizgonka chwilę zastanowiła się nad odpowiedzią, patrząc na dziwny budzik, a potem wzrok przeniosła na Blaise’a.
- Olśniewający brunet. – Rzekła i puściła oczko do przyjaciela. Zakręciła butelką, która wypadła, ku jej nieszczęściu, na Harry’ego.
- Pytanie. – Odpowiedział Harry, zanim Pansy zdążyła zapytać.
- Potter, z iloma dziewczynami spałeś? – Słysząc to pytanie, Ginny schowała twarz za rękami, Draco i Blaise pochylili się, uważniej słuchając, a Hermiona zmierzyła przyjaciela dziwnym wzrokiem.
- Z jedną. – Odpowiedział i już brał butelkę do ręki, gdy budzik zapiszczał. Wszyscy panowie zareagowali głośnym „ho ho”, a Hermiona i Ginny wpatrywały się w niego z zainteresowaniem. Nie miał jednak zamiaru się tłumaczyć. Rumieńce wstąpiły na jego twarz, ale z zaciętą miną patrzył na wszystkich. Jego wzrok zatrzymał się na Pansy o sekundę za długo. – Ten alarm to szajs, powiedziałem prawdę.
- Nie kłam. – Zaśmiał się Draco. – Wymyślamy zadanie dla Pottera!
- Ja mam! – Powiedziała Ginny! – Masz wymienić imiona dziewczyn, z którymi spałeś.
- Serio? Musisz kompromitować swojego byłego chłopaka? – Harry popatrzył na Ginny spod byka. Nagle Ron zdał sobie z czegoś sprawę i przestał się głupkowato uśmiechać, bardzo poczerwieniał na twarzy. Poliki Ginny i Harry’ego też zmieniły swój kolor.
- O co chodzi, Gryfiaki? Macie jakieś tajemnice ? – Zakpił blondwłosy Ślizgon.
- No dobra, dajcie mi już tą karę. – Westchnął zrezygnowany Harry. Po głowie każdego w tym pokoju chodziło, co on kombinował. Na minę Zabiniego wstąpił szatański uśmieszek.
- Pocałuj najładniejszą dziewczynę w tym pokoju.
W głowie Harry’ego toczyła się bitwa. Mógł pocałować Ginny, bo kiedyś tak się umówili. Ale nie chciał, bo wiedział, że to jest przeszłość. Spojrzał na Pansy, która nie ukrywała obrażonego spojrzenia. Podszedł jednak do niej monotonnie, uklęknął i krótko pocałował. Wrócił na swoje miejsce, nie mówiąc nic i zakręcił butelką. Wypadło na Ginny.
- Pytanie czy wyzwanie? – Popatrzył na rudowłosą.
- A, zaszalejmy. Poproszę wyzwanie. – Na twarz Ginny wstąpił uśmieszek. Brunet zastanawiał się przez chwilę.
- Zatańcz dla nas. – Słowa Harry’ego poparła trójka Ślizgonów, Ron popatrzył na kumpla z politowaniem. Ginny natomiast machnęła różdżką i znikąd pojawiła się muzyka. Wystąpiła na środek salonu i, ku zdziwieniu wszystkich, zatańczyła breakdance. Układ był naprawdę dobry. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że Gryfonka umie tak tańczyć. Nikt, z wyjątkiem Hermiony, oczywiście. Po skończonym występie wszyscy bili jej brawo. Ukłoniła się i wróciła na swoje miejsce, po czym zakręciła butelką. Wypadło na Notta.
- Pytanie. – Odparł na początek.
- Jaki jest twój największy sekret? – Zapytała Ginny.
- Mam tatuaż na udzie. – Odparł bez wahania Teodor, chociaż to nie był jego największy sekret. Oczywiście budzik to wykrył i zapiszczał. – Dawać mi tu wyzwanie. – Zawołał.
- Pokaż swój tatuaż! – Zaśmiała się Hermiona, a po chwili zawtórowały jej Ginny i Pansy. Brunet posłusznie zdjął spodnie i oczom wszystkich ukazał się średniej wielkości orzeł z rozpostartymi skrzydłami, pod którymi widniał napis „ego amare”. Wszyscy pokiwali z uznaniem. Chłopak ubrał spodnie i wziął butelkę do ręki.
- Pytanie? – Na to pytanie brunetka kiwnęła głową. – Pansy, który z chłopaków w tym pokoju podoba ci się najbardziej? – Zapytała Hermiona. Ślizgonka chwilę zastanowiła się nad odpowiedzią, patrząc na dziwny budzik, a potem wzrok przeniosła na Blaise’a.
- Olśniewający brunet. – Rzekła i puściła oczko do przyjaciela. Zakręciła butelką, która wypadła, ku jej nieszczęściu, na Harry’ego.
- Pytanie. – Odpowiedział Harry, zanim Pansy zdążyła zapytać.
- Potter, z iloma dziewczynami spałeś? – Słysząc to pytanie, Ginny schowała twarz za rękami, Draco i Blaise pochylili się, uważniej słuchając, a Hermiona zmierzyła przyjaciela dziwnym wzrokiem.
- Z jedną. – Odpowiedział i już brał butelkę do ręki, gdy budzik zapiszczał. Wszyscy panowie zareagowali głośnym „ho ho”, a Hermiona i Ginny wpatrywały się w niego z zainteresowaniem. Nie miał jednak zamiaru się tłumaczyć. Rumieńce wstąpiły na jego twarz, ale z zaciętą miną patrzył na wszystkich. Jego wzrok zatrzymał się na Pansy o sekundę za długo. – Ten alarm to szajs, powiedziałem prawdę.
- Nie kłam. – Zaśmiał się Draco. – Wymyślamy zadanie dla Pottera!
- Ja mam! – Powiedziała Ginny! – Masz wymienić imiona dziewczyn, z którymi spałeś.
- Serio? Musisz kompromitować swojego byłego chłopaka? – Harry popatrzył na Ginny spod byka. Nagle Ron zdał sobie z czegoś sprawę i przestał się głupkowato uśmiechać, bardzo poczerwieniał na twarzy. Poliki Ginny i Harry’ego też zmieniły swój kolor.
- O co chodzi, Gryfiaki? Macie jakieś tajemnice ? – Zakpił blondwłosy Ślizgon.
- No dobra, dajcie mi już tą karę. – Westchnął zrezygnowany Harry. Po głowie każdego w tym pokoju chodziło, co on kombinował. Na minę Zabiniego wstąpił szatański uśmieszek.
- Pocałuj najładniejszą dziewczynę w tym pokoju.
W głowie Harry’ego toczyła się bitwa. Mógł pocałować Ginny, bo kiedyś tak się umówili. Ale nie chciał, bo wiedział, że to jest przeszłość. Spojrzał na Pansy, która nie ukrywała obrażonego spojrzenia. Podszedł jednak do niej monotonnie, uklęknął i krótko pocałował. Wrócił na swoje miejsce, nie mówiąc nic i zakręcił butelką. Wypadło na Ginny.
- Pytanie czy wyzwanie? – Popatrzył na rudowłosą.
- A, zaszalejmy. Poproszę wyzwanie. – Na twarz Ginny wstąpił uśmieszek. Brunet zastanawiał się przez chwilę.
- Zatańcz dla nas. – Słowa Harry’ego poparła trójka Ślizgonów, Ron popatrzył na kumpla z politowaniem. Ginny natomiast machnęła różdżką i znikąd pojawiła się muzyka. Wystąpiła na środek salonu i, ku zdziwieniu wszystkich, zatańczyła breakdance. Układ był naprawdę dobry. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że Gryfonka umie tak tańczyć. Nikt, z wyjątkiem Hermiony, oczywiście. Po skończonym występie wszyscy bili jej brawo. Ukłoniła się i wróciła na swoje miejsce, po czym zakręciła butelką. Wypadło na Notta.
- Pytanie. – Odparł na początek.
- Jaki jest twój największy sekret? – Zapytała Ginny.
- Mam tatuaż na udzie. – Odparł bez wahania Teodor, chociaż to nie był jego największy sekret. Oczywiście budzik to wykrył i zapiszczał. – Dawać mi tu wyzwanie. – Zawołał.
- Pokaż swój tatuaż! – Zaśmiała się Hermiona, a po chwili zawtórowały jej Ginny i Pansy. Brunet posłusznie zdjął spodnie i oczom wszystkich ukazał się średniej wielkości orzeł z rozpostartymi skrzydłami, pod którymi widniał napis „ego amare”. Wszyscy pokiwali z uznaniem. Chłopak ubrał spodnie i wziął butelkę do ręki.
***
Impreza
trwała w najlepsze. W tym samym czasie Neville zaprosił Lunę na spacer.
Trzymali się za ręce, szczęśliwi, że mogą być razem. Przemierzali błonia w
ciszy, jednak Gryfon musiał poruszyć niewygodny dla obojga temat.
- Luna, skarbie?
- Tak?
- Co jest między tobą i Nottem? – Zapytał Neville. Poczuł, jak mięśnie jego dziewczyny spinają się, a uśmiech zastyga na twarzy.
- Ja… kiedyś mu pomogłam. Kiedy było źle. Spędzaliśmy dużo czasu, rozmawialiśmy, wspieraliśmy się nawzajem. I… on mnie za bardzo polubił. Ale nigdy między nami do niczego nie doszło. – Wytłumaczyła spokojnie Luna. W głębi duszy była jednak zaniepokojona.
- On nie zapomniał o tobie. Przyglądałem mu się ostatnio. I nie wiem, co o tym sądzić. – Chłopak starał się trzymać nerwy na wodzy resztkami sił. Miał ochotę wybuchnąć płaczem, uklęknąć przed swoją dziewczyną i zapewnić ją o swojej miłości. A czuł, że będzie dokładnie odwrotnie.
- To naprawdę nic. Pogadam z nim, powiem, żeby się odczepił. – Próbowała jeszcze Luna. Chwytała się każdej deski ratunku.
- W porządku. Ale mów mi o wszystkim. – Poprosił chłopak.
- Będę. Kocham cię, Nev. – Odparła Luna.
- Ja ciebie też. – Zakochanych złączył pocałunek. Nie mieli jednak pojęcia, że ktoś obserwował ich z okna 5 piętra w pokoju blondwłosego Ślizgona.
- Luna, skarbie?
- Tak?
- Co jest między tobą i Nottem? – Zapytał Neville. Poczuł, jak mięśnie jego dziewczyny spinają się, a uśmiech zastyga na twarzy.
- Ja… kiedyś mu pomogłam. Kiedy było źle. Spędzaliśmy dużo czasu, rozmawialiśmy, wspieraliśmy się nawzajem. I… on mnie za bardzo polubił. Ale nigdy między nami do niczego nie doszło. – Wytłumaczyła spokojnie Luna. W głębi duszy była jednak zaniepokojona.
- On nie zapomniał o tobie. Przyglądałem mu się ostatnio. I nie wiem, co o tym sądzić. – Chłopak starał się trzymać nerwy na wodzy resztkami sił. Miał ochotę wybuchnąć płaczem, uklęknąć przed swoją dziewczyną i zapewnić ją o swojej miłości. A czuł, że będzie dokładnie odwrotnie.
- To naprawdę nic. Pogadam z nim, powiem, żeby się odczepił. – Próbowała jeszcze Luna. Chwytała się każdej deski ratunku.
- W porządku. Ale mów mi o wszystkim. – Poprosił chłopak.
- Będę. Kocham cię, Nev. – Odparła Luna.
- Ja ciebie też. – Zakochanych złączył pocałunek. Nie mieli jednak pojęcia, że ktoś obserwował ich z okna 5 piętra w pokoju blondwłosego Ślizgona.
***
O 21:00
Hermiona wygoniła wszystkich z pokoju. Bawili się już kilka godzin i każdemu
szumiało w głowie. Powodem zakończenia imprezy był jednak patrol, który musieli
odbębnić naczelni. Hermiona postanowiła wziąć zimny prysznic, by trochę
wytrzeźwieć. Niewiele to dało. Ku ogólnemu niezadowoleniu, Malfoy także nie
najlepiej się trzymał. Jeśli się natkną na jakichś nauczycieli, to na bank
dostaną szlaban. Jeśli w ogóle nie pójdą na patrol, czeka ich ta sama kara.
Więc innego wyjścia nie było. Gdy brunetka weszła do salonu, ubrana w ciepłą
bluzę i legginsy, jej współlokator zasiadał na kanapie i wprost z butelki pił
Ognistą Whiskey.
- Nie wolno, Malfoy. – Powiedziała, po czym podeszła i wytrąciła mu z rąk butelkę. Usłyszeli brzęk tłuczonego szkła.
- Co ty zrobiłaś, kobieto? Tyle dobroci. – Oburzył się Draco, patrząc na odłamki szkła.
- Kupię ci nową. – Sarknęła. – Chodź na ten głupi patrol.
- Nie. – Draco zrobił obrażoną minę i założył ręce na klatkę piersiową. Jak dziecko.
- No chooodź. – Hermiona złapała go za rękę i ciągnęła za sobą. Ani drgnął.
- Nigdzie nie idę!
- No weź. Proszę.
- A co będę z tego miał?
- Satysfakcję, że twój odwieczny wróg cię o coś prosi?
- Niee, to za mało.
- No to czego chcesz?
- Nie wiem, wymyśl coś.
- Ja? Przecież to ty czegoś chcesz.
- A ty mi to musisz dać.
- Co ja mam ci dać?
- No nie wiem, musisz wymyślić.
- Malfoy, nie mam czasu na takie gierki.
- No to masz problem.
- Zachowujesz się jak dziecko!
- Czyli dużo inteligentniej niż ty.
- Ugh, twój mózg zastępuje chyba jakaś papka z mlekiem!
Taka wymiana zdań towarzyszyłaby naszym prefektom pewnie dłużej, gdyby nie fakt, że stało się coś niewyobrażalnie dziwnego. Ich biblioteczka, pełna dziwnych książek rozsunęła się na pół, tworząc drzwi, za którymi było tajemne przejście. Zarówno Hermionie, jak i Draco szczęki opadły na podłogę. Zaskoczeni, zapomnieli nawet, o co się kłócili. Podeszli powoli do owego przejścia, zaglądając do środka. Za drzwiami mieścił się korytarz, zakręcający w prawo. Nie było normalnej podłogi, czy kolorowych ścian, tylko beton. Malfoy chciał postawić pierwszy krok, gdy Hermiona złapała go za ramię.
- Co ty robisz? Nie wchodź tam!
- Niby dlaczego? Pewnie sama chcesz iść pierwsza i mnie wykiwać!
- Ale ty jesteś głupi! A jak to się zamknie i zostaniesz tam na zawsze?
- No to chyba będziesz wniebowzięta!
- No pewnie, ale to mnie oskarżą o twoje zaginięcie, a potem wymyślą morderstwo i pójdę do Azkabanu.
- Co ty pieprzysz? Pijana jesteś?
- Ty też jesteś!
- Nie tak bardzo, jak ty!
- Och, zamknij się!
Dziwne drzwi znów się zamknęły, a biblioteczka wróciła na swoje miejsce, jak gdyby nigdy nic. Zdziwieni uczniowie popatrzyli po sobie.
- Jak to się stało? – Zapytał Draco?
- Nie wiem, chyba chodzi o hasła. Papka z mlekiem. – Odezwała się Hermiona. Tak, jak liczyła, biblioteczka ponownie się otworzyła. – Zamknij się. – Drzwi zamknęły się, tak jak wcześniej.
- Ale super! Muszę o tym opowiedzieć Blaise’owi! – Ucieszył się blondyn.
- Nie! Nie możemy na razie nikomu o tym mówić. Jutro tu wrócimy i to sprawdzimy. A teraz chodź na ten patrol, bucu.
- Niech ci będzie, dziecino. – Draco zrezygnował z dalszych dyskusji udał się z Hermioną na patrol.
Po drodze rozmawiali cicho o tym, co przydarzyło się im w Pokoju Wspólnym. Snuli też insynuacje, co mogą znaleźć dalej. To na pewno będzie niebezpieczne, jednak chcieli się podjąć zadania. Nagle Hermiona zmieniła się.
- Co ci? – Zapytał Draco.
- Malfoy? Dlaczego my ze sobą normalnie gadamy? Przecież się nienawidzimy. – Odparła zdziwiona Hermiona. Blondyn zastanowił się chwilę.
- W sumie… to trochę niewygodne, żeby tak na siebie cały czas warczeć, puki nie zbadamy tego dziwnego tunelu.
- Niby… Więc co proponujesz?
- Tymczasowy rozejm?
- Tymczasowy rozejm.
Gryfonka i Ślizgon uścisnęli sobie dłonie. Dom Węża i dom Lwa połączyły się. Zawiesiły bitwę. Ogień spotkał się z innym ogniem. Czekali teraz na wybuch.
- Nie wolno, Malfoy. – Powiedziała, po czym podeszła i wytrąciła mu z rąk butelkę. Usłyszeli brzęk tłuczonego szkła.
- Co ty zrobiłaś, kobieto? Tyle dobroci. – Oburzył się Draco, patrząc na odłamki szkła.
- Kupię ci nową. – Sarknęła. – Chodź na ten głupi patrol.
- Nie. – Draco zrobił obrażoną minę i założył ręce na klatkę piersiową. Jak dziecko.
- No chooodź. – Hermiona złapała go za rękę i ciągnęła za sobą. Ani drgnął.
- Nigdzie nie idę!
- No weź. Proszę.
- A co będę z tego miał?
- Satysfakcję, że twój odwieczny wróg cię o coś prosi?
- Niee, to za mało.
- No to czego chcesz?
- Nie wiem, wymyśl coś.
- Ja? Przecież to ty czegoś chcesz.
- A ty mi to musisz dać.
- Co ja mam ci dać?
- No nie wiem, musisz wymyślić.
- Malfoy, nie mam czasu na takie gierki.
- No to masz problem.
- Zachowujesz się jak dziecko!
- Czyli dużo inteligentniej niż ty.
- Ugh, twój mózg zastępuje chyba jakaś papka z mlekiem!
Taka wymiana zdań towarzyszyłaby naszym prefektom pewnie dłużej, gdyby nie fakt, że stało się coś niewyobrażalnie dziwnego. Ich biblioteczka, pełna dziwnych książek rozsunęła się na pół, tworząc drzwi, za którymi było tajemne przejście. Zarówno Hermionie, jak i Draco szczęki opadły na podłogę. Zaskoczeni, zapomnieli nawet, o co się kłócili. Podeszli powoli do owego przejścia, zaglądając do środka. Za drzwiami mieścił się korytarz, zakręcający w prawo. Nie było normalnej podłogi, czy kolorowych ścian, tylko beton. Malfoy chciał postawić pierwszy krok, gdy Hermiona złapała go za ramię.
- Co ty robisz? Nie wchodź tam!
- Niby dlaczego? Pewnie sama chcesz iść pierwsza i mnie wykiwać!
- Ale ty jesteś głupi! A jak to się zamknie i zostaniesz tam na zawsze?
- No to chyba będziesz wniebowzięta!
- No pewnie, ale to mnie oskarżą o twoje zaginięcie, a potem wymyślą morderstwo i pójdę do Azkabanu.
- Co ty pieprzysz? Pijana jesteś?
- Ty też jesteś!
- Nie tak bardzo, jak ty!
- Och, zamknij się!
Dziwne drzwi znów się zamknęły, a biblioteczka wróciła na swoje miejsce, jak gdyby nigdy nic. Zdziwieni uczniowie popatrzyli po sobie.
- Jak to się stało? – Zapytał Draco?
- Nie wiem, chyba chodzi o hasła. Papka z mlekiem. – Odezwała się Hermiona. Tak, jak liczyła, biblioteczka ponownie się otworzyła. – Zamknij się. – Drzwi zamknęły się, tak jak wcześniej.
- Ale super! Muszę o tym opowiedzieć Blaise’owi! – Ucieszył się blondyn.
- Nie! Nie możemy na razie nikomu o tym mówić. Jutro tu wrócimy i to sprawdzimy. A teraz chodź na ten patrol, bucu.
- Niech ci będzie, dziecino. – Draco zrezygnował z dalszych dyskusji udał się z Hermioną na patrol.
Po drodze rozmawiali cicho o tym, co przydarzyło się im w Pokoju Wspólnym. Snuli też insynuacje, co mogą znaleźć dalej. To na pewno będzie niebezpieczne, jednak chcieli się podjąć zadania. Nagle Hermiona zmieniła się.
- Co ci? – Zapytał Draco.
- Malfoy? Dlaczego my ze sobą normalnie gadamy? Przecież się nienawidzimy. – Odparła zdziwiona Hermiona. Blondyn zastanowił się chwilę.
- W sumie… to trochę niewygodne, żeby tak na siebie cały czas warczeć, puki nie zbadamy tego dziwnego tunelu.
- Niby… Więc co proponujesz?
- Tymczasowy rozejm?
- Tymczasowy rozejm.
Gryfonka i Ślizgon uścisnęli sobie dłonie. Dom Węża i dom Lwa połączyły się. Zawiesiły bitwę. Ogień spotkał się z innym ogniem. Czekali teraz na wybuch.
***
W
sobotę Hermiona obudziła się z postanowieniem, że najwyższa pora odwiedzić
Hagrida. Całe wieki się nie widzieli i bardzo się za nim stęskniła. Na
śniadaniu zapyta jeszcze chłopaków, czy nie mają ochoty z nią iść.
Tymczasem usłyszała szum wody w łazience. Leżąc w łóżku, myślała o wczorajszym wieczorze i o Malfoy’u. Nie spodziewała się, że blondyn wyciągnie do niej rękę i zaproponuje rozejm. Ale była pozytywnie nastawiona. Może w końcu przestaną się obwiniać o to, że żyją i między nimi dojdzie do jakiegoś minimalistycznego porozumienia. Miło by było, bo Hermiona była zmęczona tymi wszystkimi kłótniami i krzywymi spojrzeniami. Zastanawiała się też, jak będzie wyglądał dzisiejszy wieczór, gdy razem ze Ślizgonem ponownie otworzą tajemnicze drzwi i w końcu rozwiążą intrygującą zagadkę. Gryfonka cicho liczyła na to, że ów przejście ma jakiś związek z legendą tego pomieszczenia, którą opowiadała im profesor McGonagall pierwszego wieczora.
Z łazienki wyszła Ginny, której kropelki wody skapywały na nagie ramiona, bowiem Gryfonka owinięta była w biały puchowy ręcznik. Przywitała się z Hermioną i podeszła do swojej szafy, gdy… do pokoju wlazł Blaise.
- Cześć Hermiona, możesz mi pożyczyć… - w tym momencie Ślizgon zobaczył mocno zarumienioną Ginny, która chciała chyba wejść do szafy. – Eee… a więc…. Czy mogłabyś… mogłabyś – brunet mówił coraz ciszej, nie mógł skleić porządnego zdania. Pożądliwym wzrokiem wpatrywał się w rudowłosą.
- Musisz się tak gapić? – Warknęła Ginny. – Poza tym, puka się. – Nie sądziła, że tylko bardziej się pogrąży ostatnim zdaniem, bowiem wyobraźnia Blaise’a była bardzo ożywiona.
- Co proszę? – Wyjąkał. Nie mógł przestać ilustrować tych wspaniałych nóg, idealnie wystających barków i przepięknej, zarumienionej twarzy.
- Wyjdź Zabini, chcę się ubrać. – Rzuciła zdenerwowana.
- Tak, wiewiórko. – Odparł rozmarzonym wzrokiem i zmusił się, by wyjść z pokoju, kompletnie zapominając, po co tu w ogóle przyszedł.
- Jak on mógł?! Ugh, nienawidzę go! – Wybuchła Ginny.
- Wiesz, jakby nie patrzeć, to i tak ty zobaczyłaś kiedyś więcej. – Stwierdziła Hermiona niewinnym tonem, uciekając od spojrzenia przyjaciółki, którego powstydziłby się sam Bazyliszek.
Tymczasem usłyszała szum wody w łazience. Leżąc w łóżku, myślała o wczorajszym wieczorze i o Malfoy’u. Nie spodziewała się, że blondyn wyciągnie do niej rękę i zaproponuje rozejm. Ale była pozytywnie nastawiona. Może w końcu przestaną się obwiniać o to, że żyją i między nimi dojdzie do jakiegoś minimalistycznego porozumienia. Miło by było, bo Hermiona była zmęczona tymi wszystkimi kłótniami i krzywymi spojrzeniami. Zastanawiała się też, jak będzie wyglądał dzisiejszy wieczór, gdy razem ze Ślizgonem ponownie otworzą tajemnicze drzwi i w końcu rozwiążą intrygującą zagadkę. Gryfonka cicho liczyła na to, że ów przejście ma jakiś związek z legendą tego pomieszczenia, którą opowiadała im profesor McGonagall pierwszego wieczora.
Z łazienki wyszła Ginny, której kropelki wody skapywały na nagie ramiona, bowiem Gryfonka owinięta była w biały puchowy ręcznik. Przywitała się z Hermioną i podeszła do swojej szafy, gdy… do pokoju wlazł Blaise.
- Cześć Hermiona, możesz mi pożyczyć… - w tym momencie Ślizgon zobaczył mocno zarumienioną Ginny, która chciała chyba wejść do szafy. – Eee… a więc…. Czy mogłabyś… mogłabyś – brunet mówił coraz ciszej, nie mógł skleić porządnego zdania. Pożądliwym wzrokiem wpatrywał się w rudowłosą.
- Musisz się tak gapić? – Warknęła Ginny. – Poza tym, puka się. – Nie sądziła, że tylko bardziej się pogrąży ostatnim zdaniem, bowiem wyobraźnia Blaise’a była bardzo ożywiona.
- Co proszę? – Wyjąkał. Nie mógł przestać ilustrować tych wspaniałych nóg, idealnie wystających barków i przepięknej, zarumienionej twarzy.
- Wyjdź Zabini, chcę się ubrać. – Rzuciła zdenerwowana.
- Tak, wiewiórko. – Odparł rozmarzonym wzrokiem i zmusił się, by wyjść z pokoju, kompletnie zapominając, po co tu w ogóle przyszedł.
- Jak on mógł?! Ugh, nienawidzę go! – Wybuchła Ginny.
- Wiesz, jakby nie patrzeć, to i tak ty zobaczyłaś kiedyś więcej. – Stwierdziła Hermiona niewinnym tonem, uciekając od spojrzenia przyjaciółki, którego powstydziłby się sam Bazyliszek.
***
Po
śniadaniu Hermiona, razem z Harry’m i Ronem udała się do chatki Hagrida. Zapukała
do drzwi i usłyszała głośne szczekanie brytana Kła. Hagrid przywitał ich z
uśmiechem i zaprosił do środka. Sporo się tu zmieniło od czasu ich ostatniego
pobytu w tym miejscu. Teraz pomieszczenie wyglądało… czyściej. Przy ścianie po
prawej stało ogromne łóżko, które z pewnością pomieściłoby całą drużynę
Quidditcha. Po lewej natomiast, koło małej kuchni znajdował się stół, zagracony
różnymi liśćmi i małymi zwierzątkami. Z sufitu zwisały garnki, włosy jednorożca
oraz nieznane trójce Gryfonów przedmioty. Usiedli na wskazanych przez gajowego
krzesłach.
- Cholibka, całe wieki żem was nie widział. Co u was? – Zapytał Hagrid, ładując im już herbaty w cynowych kubkach.
- Wszystko dobrze, ale mamy masę nauki. – Odpowiedziała Hermiona.
- No tak, siódmy rok to nie przelewki. – Stwierdził pół-olbrzym.
- Szkoda, że nie ma was już na moich lekcjach. Ale niech skonam, wiem, że mata dużo zajęć. A u mnie są nowe zwierzaki, kichotysie. Dyrektorka kupiła je, żebym odchował, to się przydadzą dla chorujących. Z tej McGonagall to równa kobitka. – Stwierdził Hagrid i zdrowo pociągnął ze swojego kufla.
- Cieszymy się – Uśmiechnął się Harry.
Rozmawiali tak aż do obiadu. Później trójka uczniów udała się do zamku, by zjeść posiłek. W Wielkiej Sali spotkali obrażoną Ginny i wkurzonego Blaise’a.
- Gin, co się stało? – Spytała Hermiona.
- Zapytajcie tego idiotę! – Zagrzmiała rudowłosa, zwracając na siebie uwagę uczniów siedzących w pobliżu.
- A ty nam nie wyjaśnisz? – Ron popatrzył na siostrę.
- NIE!
Już o nic nie pytali. Zajęli swoje miejsca, po czym wzięli się za pałaszowanie. Ginny ze zdenerwowania oczywiście nic nie zjadła. Hermiona poprosiła ją, by udały się do dormitorium na 5 piętrze, po czym delikatnie wypytała ją o sprawę. Okazało się, że w tym czasie, gdy ona, Ron i Harry byli u Hagrida, rudowłosa Gryfonka wzięła się za odrabianie prac domowych, ale brakowało jej książek, więc przeniosła się do salonu, gdzie była biblioteczka. Znalazła odpowiednie materiały i zabrała się do pracy. Jednak niedługo potem przyszedł Zabini i zaczął wytykać jej poranną sytuację, kiedy to zobaczył ją w samym ręczniku, a później zaprosił na randkę i wybuchł śmiechem. Tak się zdenerwowała, że spoliczkowała go. I zaczęła się kłótnia. Padły nieprzyjemne wyzwiska i ostatecznie oboje trzasnęli drzwiami swoich pokoi.
Hermiona mogła jedynie współczuć przyjaciółce. Uważała, że zarówno Ginny, jak i Blaise powiedzieli w tej rozmowie za dużo i nie mogła stać po stronie któregoś z nich. Ostatecznie przemilczała tą sprawę. Pomogła Ginny w odrabianiu lekcji i dziewczyny pogadały na spokojnie.
- Cholibka, całe wieki żem was nie widział. Co u was? – Zapytał Hagrid, ładując im już herbaty w cynowych kubkach.
- Wszystko dobrze, ale mamy masę nauki. – Odpowiedziała Hermiona.
- No tak, siódmy rok to nie przelewki. – Stwierdził pół-olbrzym.
- Szkoda, że nie ma was już na moich lekcjach. Ale niech skonam, wiem, że mata dużo zajęć. A u mnie są nowe zwierzaki, kichotysie. Dyrektorka kupiła je, żebym odchował, to się przydadzą dla chorujących. Z tej McGonagall to równa kobitka. – Stwierdził Hagrid i zdrowo pociągnął ze swojego kufla.
- Cieszymy się – Uśmiechnął się Harry.
Rozmawiali tak aż do obiadu. Później trójka uczniów udała się do zamku, by zjeść posiłek. W Wielkiej Sali spotkali obrażoną Ginny i wkurzonego Blaise’a.
- Gin, co się stało? – Spytała Hermiona.
- Zapytajcie tego idiotę! – Zagrzmiała rudowłosa, zwracając na siebie uwagę uczniów siedzących w pobliżu.
- A ty nam nie wyjaśnisz? – Ron popatrzył na siostrę.
- NIE!
Już o nic nie pytali. Zajęli swoje miejsca, po czym wzięli się za pałaszowanie. Ginny ze zdenerwowania oczywiście nic nie zjadła. Hermiona poprosiła ją, by udały się do dormitorium na 5 piętrze, po czym delikatnie wypytała ją o sprawę. Okazało się, że w tym czasie, gdy ona, Ron i Harry byli u Hagrida, rudowłosa Gryfonka wzięła się za odrabianie prac domowych, ale brakowało jej książek, więc przeniosła się do salonu, gdzie była biblioteczka. Znalazła odpowiednie materiały i zabrała się do pracy. Jednak niedługo potem przyszedł Zabini i zaczął wytykać jej poranną sytuację, kiedy to zobaczył ją w samym ręczniku, a później zaprosił na randkę i wybuchł śmiechem. Tak się zdenerwowała, że spoliczkowała go. I zaczęła się kłótnia. Padły nieprzyjemne wyzwiska i ostatecznie oboje trzasnęli drzwiami swoich pokoi.
Hermiona mogła jedynie współczuć przyjaciółce. Uważała, że zarówno Ginny, jak i Blaise powiedzieli w tej rozmowie za dużo i nie mogła stać po stronie któregoś z nich. Ostatecznie przemilczała tą sprawę. Pomogła Ginny w odrabianiu lekcji i dziewczyny pogadały na spokojnie.
***
O 23:00
Ginny w końcu zasnęła. Hermiona, przebrana teraz w piżamę, podeszła na
paluszkach do szafy i przebrała się w coś ciepłego. Otworzyła drzwi i weszła do
salonu, gdzie czekał na nią już Draco.
- Nareszcie, dłużej się nie dało? – Syknął na przywitanie.
- Nie moja wina, że twój kumpel wyśmiał moją przyjaciółkę, a ja musiałam ją powstrzymywać, żeby nie wlazła do waszego pokoju i go zamordowała! – Odparła Stanowczo Gryfonka.
- Ale robicie z tego halo! Przecież on zaśmiał się z jej miny. – Bronił Kumpla Malfoy.
- Skończ, bo nie robisz na nikim wrażenia. – Sarknęła Hermiona, kończąc tę idiotyczną wymianę zdań. – Idziemy? – Blondyn w odpowiedzi kiwnął jej głową.
Wypowiedziała hasło i ich oczom ukazał się ten sam korytarz, co wczoraj. Niepewnym krokiem weszli do środka, zapalając różdżki. Kiedy znaleźli się w środku, drzwi zamknęły się z głuchym jazgotem, co strasznie przestraszyło Hermionę, która w geście paniki złapała Draco za rękę. Ten popatrzył na nią z politowaniem, od razu zabrała dłoń.
- I niby wy, Gryfiaki jesteście tacy odważni? – Zakpił.
- Nareszcie, dłużej się nie dało? – Syknął na przywitanie.
- Nie moja wina, że twój kumpel wyśmiał moją przyjaciółkę, a ja musiałam ją powstrzymywać, żeby nie wlazła do waszego pokoju i go zamordowała! – Odparła Stanowczo Gryfonka.
- Ale robicie z tego halo! Przecież on zaśmiał się z jej miny. – Bronił Kumpla Malfoy.
- Skończ, bo nie robisz na nikim wrażenia. – Sarknęła Hermiona, kończąc tę idiotyczną wymianę zdań. – Idziemy? – Blondyn w odpowiedzi kiwnął jej głową.
Wypowiedziała hasło i ich oczom ukazał się ten sam korytarz, co wczoraj. Niepewnym krokiem weszli do środka, zapalając różdżki. Kiedy znaleźli się w środku, drzwi zamknęły się z głuchym jazgotem, co strasznie przestraszyło Hermionę, która w geście paniki złapała Draco za rękę. Ten popatrzył na nią z politowaniem, od razu zabrała dłoń.
- I niby wy, Gryfiaki jesteście tacy odważni? – Zakpił.
***
Hej, Wizzy! :) Dzisiaj rozdział 10., wydaje mi się, że przełomowy, bo właściwie to tutaj zaczyna się właściwa historia. Tematyką i założeniem bloga jest jedna wielka zagadka, którą <mam nadzieję> rozwiążemy wspólnie. Liczę na dużą aktywność, pozdrawiam ;* ~Niklaus
Przypominamy, że wersja dostępna jest na wattpadzie
Niklaus & Azazel
Przypominamy, że wersja dostępna jest na wattpadzie
Niklaus & Azazel
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz