Tydzień minął równie szybko, jak poprzedni i zanim Hermiona
się obejrzała, wychodziła z domu, by zdążyć na Express Hogwart. Nad niebem wisiały
ciężkie chmury, zwiastujące ulewę. Gryfonka weszła do ciemnego zaułka, zaraz
koło jej bloku i deportowała się do innej uliczki, niedaleko dworca. Już stąd
mogła zobaczyć uczniów z sowami i żabami w ręku, którzy zmierzali w podobnym do
jej kierunku. Uśmiechnęła się do siebie i szybkim krokiem przemierzyła
odległość dzielącą ją od budynku.
Przeszła przez barierkę i spojrzała na czerwoną lokomotywę pociągu. Tak bardzo uwielbiała Hogwart, który teraz zastępował jej prawdziwy dom. Miała jednak świadomość, że zamek nie jest tym samym miejscem, którym był przed wojną. Nawet odnowione pomieszczenia, które wyglądają tak samo, jak wcześniej, nie oddają dawnego charakteru.
Brunetka rozglądała się za swoimi przyjaciółmi, którzy już powinni tutaj być. Przy jednym z wejść do pociągu zauważyła Harry’ego i Rona rozmawiających z…. Blaise’m Zabinim ?! Kompletnie tego nie rozumiała. Zdezorientowana, podeszła do wyżej wspomnianej trójki, zaśmiewającej się z czegoś, co powiedział Ron.
- Eee… Cześć? Harry, Ron, gdzie jest Ginny? – Zmierzyła Ślizgona sceptycznym spojrzeniem, po czym przeniosła wzrok na przyjaciół.
- Oh, ona… nie przepada za Zabinim, wolała wejść do środka. – Wytłumaczył zakłopotany Ron.
- Wy nie idziecie?
- Zaraz do was dołączymy. – Obiecał Harry.
Hermiona weszła do środka, zanim jednak zniknęła z pola widzenia, usłyszała miły, niski głos Blaise’a.
- Witaj Hermiono. – Ciemnoskóry puścił do niej oczko.
- Blaise. – Skinęła mu głową i poszła szukać przyjaciółki, rozmyślając nad zachowaniem Ślizgona. Zaglądała do każdego przedziału, jednak nigdzie nie mogła znaleźć Ginny. Po drodze natknęła się na Neville’a i Lunę, rozmawiających na korytarzu. Ci dwoje chyba mieli się ku sobie. Świadczył o tym szczególnie zakochany wzrok chłopaka. Jednak z jakiegoś powodu nie przyznawali się do uczucia. Wyminęła ich i niedługo później znalazła rudowłosą przyjaciółkę. Siedziała w przedziale sama i była zdenerwowana. Gdy jej wzrok padł na Hermionę, od razu się uspokoiła.
- Cześć Hermi. – Wstała i ucałowała brunetkę w policzek.
- Hej Gin. Wiesz może, dlaczego chłopaki gadają z Zabinim? – Zapytała Hermiona i usiadła naprzeciw młodszej Gryfonki.
- Och, to ty nic nie wiesz? – Wkurzona Ginny nie zwiastowała niczego dobrego. – Poszli sobie na piwo. Harry, Ron, Malfoy i Zabini. Schlali się w trzy dupy, od tamtej pory są rzekomo przyjaciółmi.
- Żartujesz! I dlaczego nic mi o tym nie powiedzieliście? – Hermiona nie wiedziała, czy odczuwać zaskoczenie, czy może raczej złość. Jak oni mogą się bratać z tymi idiotami?
- Ron to wszystko wymyślił, bo wiedział, że ich nienawidzisz. – Ginny założyła nogę na nogę i zdeterminowanym wzrokiem patrzyła w brązowe oczy przyjaciółki.
- Świetnie, już ja sobie z nim pogadam! – Gryfonka wstała, by odszukać swojego byłego chłopaka, gdy w tym samym czasie drzwi do przedziału otworzyły się i wszedł przez nie poszukiwany, razem z Harrym.
- Ronaldzie Weasley! Co to miało znaczyć? I czemu mi nie powiedzieliście? – Popatrzyła z wyrzutem na przyjaciół.
- Bo wiedzieliśmy, że będziesz zła. Nie złość się Miona, to było tylko jedno piwo. – Ron popatrzył w te piękne czekoladowe tęczówki łagodnym wzrokiem.
- Jedno piwo! – Prychnęła Ginny. - Już widzę to jedno piwo w waszym wykonaniu!
- Nie kłóćcie się! To bez znaczenia. – Zainterweniował Harry. – Wybacz Hermiona, nie chcieliśmy ci mówić, bo wiedzieliśmy, że się zezłościsz. Ale oni naprawdę są w porządku. Serio. – Odpowiedziało mu prychnięcie, jednak je zignorował. – Słuchajcie, cieszmy się tym ostatnim wolnym dniem lata.
- Ja idę na patrol. – Odparła Hermiona i wyszła z przedziału. W głowie jej się nie mieściło, że jej przyjaciele bratają się z wrogiem. Ale najwyraźniej oni nie uważali się za wrogów. Wojna minęła, czasy się zmieniły. Ludzie najwyraźniej też.
Doszła do przedziału, w którym znajdowali się już wszyscy prefekci i drugi prefekt naczelny. Był nim Malfoy. Wszyscy siedzieli razem z profesorem Slughornem, który przydzielał po kolei patrolowanie poszczególnego wagonu każdej parze. O dziwo, prefekci naczelni nie dostali przydziału. Profesor powiedział im jedynie, że po kolacji mają się stawić w gabinecie dyrektora. Pożegnali się i wyszli.
- Szykuj się na interesujący rok, Granger. – Powiedział cicho Malfoy i z kpiącym uśmieszkiem wyminął Gryfonkę, by pójść do swoich znajomych.
Hermiona jakoś niespecjalnie się tym przejęła. Zamierzała udowodnić Ślizgonowi, że umie się odgryźć. Wróciła do przyjaciół. Reszta podróży minęła im spokojnie. W międzyczasie rozpadał się deszcz i ulewa zamieniła się w burzę. Dlatego kiedy wychodzili z pociągu, towarzyszyły im grzmoty i błyskawice.
- Ej, Potter, uważaj, żeby nie trafiło cię po drugiej stronie czoła! – Zakpił Draco Malfoy i razem z Zabinim zaczęli się śmiać. Ta kąśliwa uwaga nie miała jednak na celu rozzłościć bliznowatego.
- Dzięki za troskę, Malfoy! Ty uważaj, żebyś przypadkiem do mnie nie dołączył. – Odpowiedział mu Harry i uśmiechnął się. Chłopaki przybili sobie piątki i Ślizgoni razem z Pansy Parkinson i Teodorem Nottem poszli poszukać wolnego powozu. Czwórka Gryfonów poszła za ich śladem.
Hermiona szczerze współczuła pierwszakom, którzy tradycyjnie płynęli do zamku na łodziach. Aczkolwiek powóz też nie dawał schronienia przed deszczem i ostatecznie wszyscy uczniowie przyszli na ucztę przemoknięci do suchej nitki. W wejściu czekał na nich profesor Flitwick, którzy rzucał zaklęcie suszące na młodszych uczniów.
Wszyscy powoli schodzili się do Wielkiej Sali i zasiadali przy swoich stołach, by zacząć rozmowy o wakacjach, czy nadchodzącym roku szkolnym. Nie brakowało też szmerów na temat tych, których zabrała ze sobą wojna. Gwar rozmów ucichł, gdy do Sali wszedł Hagrid prowadzący za sobą pierwszorocznych. Uczniowie zgromadzili się przed profesorem Flitwickiem, który miał w ręku listę. Po kolei wyczytywał każdego pierwszaka, a tiara przydzielała mu właściwy dom.
Po ceremonii przydziału profesor McGonagall wyszła przed stół nauczycielski i dała uczniom chwilę, by ucichły rozmowy.
- Witam wszystkich serdecznie w tym nowym roku szkolnym. Jak wszyscy doskonale wiecie, niedawno miała miejsce wielka wojna, podczas której został pokonany czarnoksiężnik, Lord Voldemort. Ów czarodziej czynił ogromne zło w naszym świecie, terroryzował i zabijał ludzi. Z rąk jego zwolenników zginęło wiele naszych uczniów i uczennic. Uczcijmy pamięć o nich minutą ciszy. – Wszyscy zdjęli z głowy swoje tiary, Wielka Sala pogrążyła się w ciszy. Tu i ówdzie można było zauważyć osoby cichutko łkające, które nie mogły się pogodzić ze stratą przyjaciół. – Dziękuję. Nowych uczniów pragnę poinformować, że nie wolno pod żadnym pozorem wchodzić do Zakazanego Lasu. Koło gabinetu pana Filcha jest wywieszona lista z zakazanymi produktami ze sklepu Weasleyów. Kapitanowie drużyn Quidditcha powinni zgłosić się w najbliższym czasie do opiekunów swoich domów, by ustalić termin eliminacji do drużyny. A na koniec… powitajmy gromkimi brawami nowego nauczyciela obrony przed czarną magią, profesora Andrew Loyd, a także nauczycielkę mugoloznawstwa, profesor Judy Nixon. A teraz, smacznego. – Dyrektorka uśmiechnęła się do wszystkich. Wraz z końcem jej monologu na stołach pojawiły się góry jedzenia. Sama zasiadła do stołu.
W Wielkiej Sali ponownie rozbrzmiał gwar rozmów i śmiechu. Uczniowie z przejęciem opowiadali różne historie, przerywane skosztowaniem jakiegoś pysznego dania. Po kolacji przyszedł czas na deser. Całe masy lodów, ciast i ciasteczek pojawiły się przed łasuchami. Jednak niedługo potem na wszystkich twarzach pojawiło się zmęczenie. Dyrektorka pożegnała uczniów i sama poszła do swojego gabinetu, wyczekując dwójki prefektów naczelnych i zastanawiając się, czy aby na pewno dobrze zrobiła, wybierając właśnie ich. Jednak nie dało się ukryć, że to oni mieli na swoim roku zdecydowanie najlepsze oceny i zarobili przez te kilka lat najwięcej punktów dla swoich domów.
Teraz w pomieszczeniu zapanował zamęt, wszyscy tłoczyli się do wyjścia. Wśród nich był też pewien blondwłosy Ślizgon, który miał iść do gabinetu dyrektorki. Osobiście nie podobało mu się, że drugim prefektem naczelnym jest Granger, ale z drugiej strony, będzie spędzał z nią dużo czasu i na pewno pod koniec roku Gryfonka załamie się nerwowo. Satysfakcjonujący uśmiech zagościł na jego twarzy. Stanął przed kamiennym gargulcem i… zdał sobie sprawę z tego, że nie zna hasła. Wybawiła go sama pani dyrektor, która dopiero teraz przyszła. Podała hasło i oboje wspięli się na górę. Draco zajął fotel przed biurkiem. Nie zdążył nawet przyjrzeć się dokładnie pomieszczeniu, gdy rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejdź, proszę. – powiedziała nauczycielka. Hermiona weszła i usiadła w fotelu obok Ślizgona, posyłając mu nienawistne spojrzenie. – Cieszę się, że oboje już tu jesteście. Chciałabym omówić z wami kwestię patroli. Na ogół zajmują się tym poszczególni prefekci domów, jednak w tym roku ta funkcja należy do was. Wierzę, że jesteście na tyle odpowiedzialni, by nie robić żadnych głupot. Patrole odbywają się w poniedziałki, środy i piątki od 22:00 do północy. Jako prefekci naczelni, posiadacie własne dormitorium, znajdujące się na 5 piętrze koło łazienki prefektów. Wiecie już, że możecie dodawać i odejmować punkty uczniom, którzy na to zasłużyli. Mam nadzieję, że będziecie dawać dobry przykład i udowodnicie, że nie myliłam się co do was. – Tu nauczycielka spojrzała srogo na dwójkę prefektów. – Zaprowadzę was teraz do nowego dormitorium.
Całą trójką udali się 5 piętro. Po drodze Draco i Hermiona prowadzili bitwę na spojrzenia. Gryfonka bardzo chciała protestować, co do wyboru pani dyrektor, jednak za długo znała opiekunkę swojego domu, by wiedzieć, że nic to nie da. Pogodziła się z tym i spojrzała ukradkiem na swojego współlokatora, który bezwstydnie wlepiał w nią gały. Posłała mu mordercze spojrzenie, jednak odpłacił się jej podobnym. Walczyli tak, póki nie doszli do portretu ukazującego trzy szczupłe kobiety, z których pierwsza była zła, druga radosna, a trzecia smutna.
- Hasło do waszego dormitorium to bąblogłowy. – Wraz z wypowiedzeniem tych słów portret odsunął się i ich oczom ukazał się średniej wielkości, przytulny pokój.
Jego ściany miały jasnobeżowy pokój, a podłoga wykonana była z ciemnego brązu. Zdobił ją dywan z wyszytym godłem Hogwartu. Naprzeciw wejścia znajdował się szmaragdowy kominek, przed którym stała bordowa kanapa i dwa fotele oraz mały stolik. Po obu stronach kominka były drzwi, zapewne prowadzące do sypialni prefektów. W pomieszczeniu znajdowała się jeszcze biblioteczka i barek. Idealnie, pomyśleli w tej samej chwili uczniowie.
- Zazwyczaj dormitorium prefektów naczelnych znajdowało się na czwartym piętrze, – zaczęła dyrektorka – jednak w tym roku, razem z innymi nauczycielami ustaliliśmy, że posłuży w tym celu pomieszczenie nie używane chyba od czasów samych założycieli Hogwartu. Dawniej mieściło się tu miejsce zwane Salą Obrad. Salazar Slytherin, Godryk Gryffindor, Helga Hufflepuff i Rowena Ravenclaw spotykali się tu, aby podejmować najważniejsze dla zamku decyzje. Istnieje pewna legenda, która głosi, że założyciele zostawili zarówno w tym pomieszczeniu, jak i w całym zamku pewne wskazówki, które prowadzą do zaginionego skarbu, wymyślonego podczas jednej z obrad. Są to jednak tylko legendy. Pokój został dokładnie zbadany przez historyków i specjalistów i nie znaleziono w nim żadnych informacji pozostawionych przez słynnych czarodziejów. Miejsce zostało odnowione w czasie remontu zamku na tych wakacjach i od dzisiaj będzie waszym prywatnym dormitorium. Wasze rzeczy czekają na was w pokojach. Dobranoc. – To powiedziawszy, McGonagall opuściła pomieszczenie i uczniowie zostali w nim sami. Zapadła krępująca cisza.
Hermiona czuła się niekomfortowo, więc rzucając krótkie spojrzenie w stronę jej wroga, wyminęła go i poszła do swojego pokoju. Był urządzony w kolorach czerwieni i złota. Bardzo się jej spodobał. Położyła się na ogromnym łóżku i zaczęła rozmyślać. Nigdy nie słyszała o legendzie, którą przed chwilą opowiedziała im dyrektorka. Nigdy nawet nie słyszała o pomieszczeniu zwanym Salą Obrad. Czuła się wyjątkowo w tym miejscu, kiedy pomyślała, że dawniej przesiadywali tu sami założyciele zamku. Ale ta informacja sprawiała, że miejsce stawało się bardziej tajemnicze.
Gryfonka myślała też o dotychczasowym zachowaniu pewnego Ślizgona. Miał już tyle okazji, a jeszcze ani razu nie przezwał jej. Czyżby się zmienił ? Może znudziły mu się te dziecinne gierki w szlamę i arystokratę? Wszystko to było dla niej nowe i niezrozumiałe. Wiedziała, że ten rok będzie wyjątkowy, ale nie wiedziała jeszcze, pod jakim względem.
Leżąc tak, poczuła niesamowite zmęczenie. Dlatego wyciągnęła z kufra piżamę i udała się do łazienki, by wziąć długą, odprężającą kąpiel.
Przeszła przez barierkę i spojrzała na czerwoną lokomotywę pociągu. Tak bardzo uwielbiała Hogwart, który teraz zastępował jej prawdziwy dom. Miała jednak świadomość, że zamek nie jest tym samym miejscem, którym był przed wojną. Nawet odnowione pomieszczenia, które wyglądają tak samo, jak wcześniej, nie oddają dawnego charakteru.
Brunetka rozglądała się za swoimi przyjaciółmi, którzy już powinni tutaj być. Przy jednym z wejść do pociągu zauważyła Harry’ego i Rona rozmawiających z…. Blaise’m Zabinim ?! Kompletnie tego nie rozumiała. Zdezorientowana, podeszła do wyżej wspomnianej trójki, zaśmiewającej się z czegoś, co powiedział Ron.
- Eee… Cześć? Harry, Ron, gdzie jest Ginny? – Zmierzyła Ślizgona sceptycznym spojrzeniem, po czym przeniosła wzrok na przyjaciół.
- Oh, ona… nie przepada za Zabinim, wolała wejść do środka. – Wytłumaczył zakłopotany Ron.
- Wy nie idziecie?
- Zaraz do was dołączymy. – Obiecał Harry.
Hermiona weszła do środka, zanim jednak zniknęła z pola widzenia, usłyszała miły, niski głos Blaise’a.
- Witaj Hermiono. – Ciemnoskóry puścił do niej oczko.
- Blaise. – Skinęła mu głową i poszła szukać przyjaciółki, rozmyślając nad zachowaniem Ślizgona. Zaglądała do każdego przedziału, jednak nigdzie nie mogła znaleźć Ginny. Po drodze natknęła się na Neville’a i Lunę, rozmawiających na korytarzu. Ci dwoje chyba mieli się ku sobie. Świadczył o tym szczególnie zakochany wzrok chłopaka. Jednak z jakiegoś powodu nie przyznawali się do uczucia. Wyminęła ich i niedługo później znalazła rudowłosą przyjaciółkę. Siedziała w przedziale sama i była zdenerwowana. Gdy jej wzrok padł na Hermionę, od razu się uspokoiła.
- Cześć Hermi. – Wstała i ucałowała brunetkę w policzek.
- Hej Gin. Wiesz może, dlaczego chłopaki gadają z Zabinim? – Zapytała Hermiona i usiadła naprzeciw młodszej Gryfonki.
- Och, to ty nic nie wiesz? – Wkurzona Ginny nie zwiastowała niczego dobrego. – Poszli sobie na piwo. Harry, Ron, Malfoy i Zabini. Schlali się w trzy dupy, od tamtej pory są rzekomo przyjaciółmi.
- Żartujesz! I dlaczego nic mi o tym nie powiedzieliście? – Hermiona nie wiedziała, czy odczuwać zaskoczenie, czy może raczej złość. Jak oni mogą się bratać z tymi idiotami?
- Ron to wszystko wymyślił, bo wiedział, że ich nienawidzisz. – Ginny założyła nogę na nogę i zdeterminowanym wzrokiem patrzyła w brązowe oczy przyjaciółki.
- Świetnie, już ja sobie z nim pogadam! – Gryfonka wstała, by odszukać swojego byłego chłopaka, gdy w tym samym czasie drzwi do przedziału otworzyły się i wszedł przez nie poszukiwany, razem z Harrym.
- Ronaldzie Weasley! Co to miało znaczyć? I czemu mi nie powiedzieliście? – Popatrzyła z wyrzutem na przyjaciół.
- Bo wiedzieliśmy, że będziesz zła. Nie złość się Miona, to było tylko jedno piwo. – Ron popatrzył w te piękne czekoladowe tęczówki łagodnym wzrokiem.
- Jedno piwo! – Prychnęła Ginny. - Już widzę to jedno piwo w waszym wykonaniu!
- Nie kłóćcie się! To bez znaczenia. – Zainterweniował Harry. – Wybacz Hermiona, nie chcieliśmy ci mówić, bo wiedzieliśmy, że się zezłościsz. Ale oni naprawdę są w porządku. Serio. – Odpowiedziało mu prychnięcie, jednak je zignorował. – Słuchajcie, cieszmy się tym ostatnim wolnym dniem lata.
- Ja idę na patrol. – Odparła Hermiona i wyszła z przedziału. W głowie jej się nie mieściło, że jej przyjaciele bratają się z wrogiem. Ale najwyraźniej oni nie uważali się za wrogów. Wojna minęła, czasy się zmieniły. Ludzie najwyraźniej też.
Doszła do przedziału, w którym znajdowali się już wszyscy prefekci i drugi prefekt naczelny. Był nim Malfoy. Wszyscy siedzieli razem z profesorem Slughornem, który przydzielał po kolei patrolowanie poszczególnego wagonu każdej parze. O dziwo, prefekci naczelni nie dostali przydziału. Profesor powiedział im jedynie, że po kolacji mają się stawić w gabinecie dyrektora. Pożegnali się i wyszli.
- Szykuj się na interesujący rok, Granger. – Powiedział cicho Malfoy i z kpiącym uśmieszkiem wyminął Gryfonkę, by pójść do swoich znajomych.
Hermiona jakoś niespecjalnie się tym przejęła. Zamierzała udowodnić Ślizgonowi, że umie się odgryźć. Wróciła do przyjaciół. Reszta podróży minęła im spokojnie. W międzyczasie rozpadał się deszcz i ulewa zamieniła się w burzę. Dlatego kiedy wychodzili z pociągu, towarzyszyły im grzmoty i błyskawice.
- Ej, Potter, uważaj, żeby nie trafiło cię po drugiej stronie czoła! – Zakpił Draco Malfoy i razem z Zabinim zaczęli się śmiać. Ta kąśliwa uwaga nie miała jednak na celu rozzłościć bliznowatego.
- Dzięki za troskę, Malfoy! Ty uważaj, żebyś przypadkiem do mnie nie dołączył. – Odpowiedział mu Harry i uśmiechnął się. Chłopaki przybili sobie piątki i Ślizgoni razem z Pansy Parkinson i Teodorem Nottem poszli poszukać wolnego powozu. Czwórka Gryfonów poszła za ich śladem.
Hermiona szczerze współczuła pierwszakom, którzy tradycyjnie płynęli do zamku na łodziach. Aczkolwiek powóz też nie dawał schronienia przed deszczem i ostatecznie wszyscy uczniowie przyszli na ucztę przemoknięci do suchej nitki. W wejściu czekał na nich profesor Flitwick, którzy rzucał zaklęcie suszące na młodszych uczniów.
Wszyscy powoli schodzili się do Wielkiej Sali i zasiadali przy swoich stołach, by zacząć rozmowy o wakacjach, czy nadchodzącym roku szkolnym. Nie brakowało też szmerów na temat tych, których zabrała ze sobą wojna. Gwar rozmów ucichł, gdy do Sali wszedł Hagrid prowadzący za sobą pierwszorocznych. Uczniowie zgromadzili się przed profesorem Flitwickiem, który miał w ręku listę. Po kolei wyczytywał każdego pierwszaka, a tiara przydzielała mu właściwy dom.
Po ceremonii przydziału profesor McGonagall wyszła przed stół nauczycielski i dała uczniom chwilę, by ucichły rozmowy.
- Witam wszystkich serdecznie w tym nowym roku szkolnym. Jak wszyscy doskonale wiecie, niedawno miała miejsce wielka wojna, podczas której został pokonany czarnoksiężnik, Lord Voldemort. Ów czarodziej czynił ogromne zło w naszym świecie, terroryzował i zabijał ludzi. Z rąk jego zwolenników zginęło wiele naszych uczniów i uczennic. Uczcijmy pamięć o nich minutą ciszy. – Wszyscy zdjęli z głowy swoje tiary, Wielka Sala pogrążyła się w ciszy. Tu i ówdzie można było zauważyć osoby cichutko łkające, które nie mogły się pogodzić ze stratą przyjaciół. – Dziękuję. Nowych uczniów pragnę poinformować, że nie wolno pod żadnym pozorem wchodzić do Zakazanego Lasu. Koło gabinetu pana Filcha jest wywieszona lista z zakazanymi produktami ze sklepu Weasleyów. Kapitanowie drużyn Quidditcha powinni zgłosić się w najbliższym czasie do opiekunów swoich domów, by ustalić termin eliminacji do drużyny. A na koniec… powitajmy gromkimi brawami nowego nauczyciela obrony przed czarną magią, profesora Andrew Loyd, a także nauczycielkę mugoloznawstwa, profesor Judy Nixon. A teraz, smacznego. – Dyrektorka uśmiechnęła się do wszystkich. Wraz z końcem jej monologu na stołach pojawiły się góry jedzenia. Sama zasiadła do stołu.
W Wielkiej Sali ponownie rozbrzmiał gwar rozmów i śmiechu. Uczniowie z przejęciem opowiadali różne historie, przerywane skosztowaniem jakiegoś pysznego dania. Po kolacji przyszedł czas na deser. Całe masy lodów, ciast i ciasteczek pojawiły się przed łasuchami. Jednak niedługo potem na wszystkich twarzach pojawiło się zmęczenie. Dyrektorka pożegnała uczniów i sama poszła do swojego gabinetu, wyczekując dwójki prefektów naczelnych i zastanawiając się, czy aby na pewno dobrze zrobiła, wybierając właśnie ich. Jednak nie dało się ukryć, że to oni mieli na swoim roku zdecydowanie najlepsze oceny i zarobili przez te kilka lat najwięcej punktów dla swoich domów.
Teraz w pomieszczeniu zapanował zamęt, wszyscy tłoczyli się do wyjścia. Wśród nich był też pewien blondwłosy Ślizgon, który miał iść do gabinetu dyrektorki. Osobiście nie podobało mu się, że drugim prefektem naczelnym jest Granger, ale z drugiej strony, będzie spędzał z nią dużo czasu i na pewno pod koniec roku Gryfonka załamie się nerwowo. Satysfakcjonujący uśmiech zagościł na jego twarzy. Stanął przed kamiennym gargulcem i… zdał sobie sprawę z tego, że nie zna hasła. Wybawiła go sama pani dyrektor, która dopiero teraz przyszła. Podała hasło i oboje wspięli się na górę. Draco zajął fotel przed biurkiem. Nie zdążył nawet przyjrzeć się dokładnie pomieszczeniu, gdy rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejdź, proszę. – powiedziała nauczycielka. Hermiona weszła i usiadła w fotelu obok Ślizgona, posyłając mu nienawistne spojrzenie. – Cieszę się, że oboje już tu jesteście. Chciałabym omówić z wami kwestię patroli. Na ogół zajmują się tym poszczególni prefekci domów, jednak w tym roku ta funkcja należy do was. Wierzę, że jesteście na tyle odpowiedzialni, by nie robić żadnych głupot. Patrole odbywają się w poniedziałki, środy i piątki od 22:00 do północy. Jako prefekci naczelni, posiadacie własne dormitorium, znajdujące się na 5 piętrze koło łazienki prefektów. Wiecie już, że możecie dodawać i odejmować punkty uczniom, którzy na to zasłużyli. Mam nadzieję, że będziecie dawać dobry przykład i udowodnicie, że nie myliłam się co do was. – Tu nauczycielka spojrzała srogo na dwójkę prefektów. – Zaprowadzę was teraz do nowego dormitorium.
Całą trójką udali się 5 piętro. Po drodze Draco i Hermiona prowadzili bitwę na spojrzenia. Gryfonka bardzo chciała protestować, co do wyboru pani dyrektor, jednak za długo znała opiekunkę swojego domu, by wiedzieć, że nic to nie da. Pogodziła się z tym i spojrzała ukradkiem na swojego współlokatora, który bezwstydnie wlepiał w nią gały. Posłała mu mordercze spojrzenie, jednak odpłacił się jej podobnym. Walczyli tak, póki nie doszli do portretu ukazującego trzy szczupłe kobiety, z których pierwsza była zła, druga radosna, a trzecia smutna.
- Hasło do waszego dormitorium to bąblogłowy. – Wraz z wypowiedzeniem tych słów portret odsunął się i ich oczom ukazał się średniej wielkości, przytulny pokój.
Jego ściany miały jasnobeżowy pokój, a podłoga wykonana była z ciemnego brązu. Zdobił ją dywan z wyszytym godłem Hogwartu. Naprzeciw wejścia znajdował się szmaragdowy kominek, przed którym stała bordowa kanapa i dwa fotele oraz mały stolik. Po obu stronach kominka były drzwi, zapewne prowadzące do sypialni prefektów. W pomieszczeniu znajdowała się jeszcze biblioteczka i barek. Idealnie, pomyśleli w tej samej chwili uczniowie.
- Zazwyczaj dormitorium prefektów naczelnych znajdowało się na czwartym piętrze, – zaczęła dyrektorka – jednak w tym roku, razem z innymi nauczycielami ustaliliśmy, że posłuży w tym celu pomieszczenie nie używane chyba od czasów samych założycieli Hogwartu. Dawniej mieściło się tu miejsce zwane Salą Obrad. Salazar Slytherin, Godryk Gryffindor, Helga Hufflepuff i Rowena Ravenclaw spotykali się tu, aby podejmować najważniejsze dla zamku decyzje. Istnieje pewna legenda, która głosi, że założyciele zostawili zarówno w tym pomieszczeniu, jak i w całym zamku pewne wskazówki, które prowadzą do zaginionego skarbu, wymyślonego podczas jednej z obrad. Są to jednak tylko legendy. Pokój został dokładnie zbadany przez historyków i specjalistów i nie znaleziono w nim żadnych informacji pozostawionych przez słynnych czarodziejów. Miejsce zostało odnowione w czasie remontu zamku na tych wakacjach i od dzisiaj będzie waszym prywatnym dormitorium. Wasze rzeczy czekają na was w pokojach. Dobranoc. – To powiedziawszy, McGonagall opuściła pomieszczenie i uczniowie zostali w nim sami. Zapadła krępująca cisza.
Hermiona czuła się niekomfortowo, więc rzucając krótkie spojrzenie w stronę jej wroga, wyminęła go i poszła do swojego pokoju. Był urządzony w kolorach czerwieni i złota. Bardzo się jej spodobał. Położyła się na ogromnym łóżku i zaczęła rozmyślać. Nigdy nie słyszała o legendzie, którą przed chwilą opowiedziała im dyrektorka. Nigdy nawet nie słyszała o pomieszczeniu zwanym Salą Obrad. Czuła się wyjątkowo w tym miejscu, kiedy pomyślała, że dawniej przesiadywali tu sami założyciele zamku. Ale ta informacja sprawiała, że miejsce stawało się bardziej tajemnicze.
Gryfonka myślała też o dotychczasowym zachowaniu pewnego Ślizgona. Miał już tyle okazji, a jeszcze ani razu nie przezwał jej. Czyżby się zmienił ? Może znudziły mu się te dziecinne gierki w szlamę i arystokratę? Wszystko to było dla niej nowe i niezrozumiałe. Wiedziała, że ten rok będzie wyjątkowy, ale nie wiedziała jeszcze, pod jakim względem.
Leżąc tak, poczuła niesamowite zmęczenie. Dlatego wyciągnęła z kufra piżamę i udała się do łazienki, by wziąć długą, odprężającą kąpiel.
***
W tym
samym czasie Draco rozglądał się trochę po ich Pokoju Wspólnym. Miłym
zaskoczeniem było dla niego, że chodził tutaj sam Slytherin, ale musiał
przyznać, że taką legendę słyszał pierwszy raz. Niesamowicie byłoby, gdyby
jednak założyciele zamku zostawili po sobie jakiś skarb.
Zajrzał do nieźle zaopatrzonego barku. Nalał sobie do szklanki ognistej i usiadł na kanapie. Miał nadzieję, że niebawem odwiedzi go jego najlepszy kumpel i uczczą razem ten nowy rok szkolny i nowe dormitorium. Tymczasem siedział tutaj sam, bez kumpli, gapiąc się w kominek, który notabene się nie palił, i nie wiedział, co mógł zrobić dzisiejszego wieczoru. Ogarnęło go jednak zmęczenie, więc odstawił szklankę na stolik i poszedł do swojego pokoju, by wziąć szybki prysznic i móc położyć się spać.
Zajrzał do nieźle zaopatrzonego barku. Nalał sobie do szklanki ognistej i usiadł na kanapie. Miał nadzieję, że niebawem odwiedzi go jego najlepszy kumpel i uczczą razem ten nowy rok szkolny i nowe dormitorium. Tymczasem siedział tutaj sam, bez kumpli, gapiąc się w kominek, który notabene się nie palił, i nie wiedział, co mógł zrobić dzisiejszego wieczoru. Ogarnęło go jednak zmęczenie, więc odstawił szklankę na stolik i poszedł do swojego pokoju, by wziąć szybki prysznic i móc położyć się spać.
***
Gdzieś
w innej części zamku dwójka uczniów skradała się na palcach, by dotrzeć do
wyznaczonego miejsca spotkania. Nie marnowali czasu na sen, tak bardzo za sobą
tęsknili, mimo, że niedawno się widzieli. Mężczyzna ujrzał blond włosy i na
jego twarz od razu wstąpił uśmiech.
- Tak bardzo za tobą tęskniłem. – Po tych słowach objął ją mocno i wpił się w jej usta.
Uczniowie nie mieli jednak pojęcia, że byli obserwowani przez wychowanka domu węża, który przypatrywał się tej scenie z nienawiścią w oczach.
- Tak bardzo za tobą tęskniłem. – Po tych słowach objął ją mocno i wpił się w jej usta.
Uczniowie nie mieli jednak pojęcia, że byli obserwowani przez wychowanka domu węża, który przypatrywał się tej scenie z nienawiścią w oczach.
***
Cześć czarodzieje! Jest już 3 rozdział, wraz z nim nowe miłosne dylematy. Pojawiły się pierwsze komentarze, za które serdecznie dziękujemy i zachęcamy do większej aktywności. Jesteśmy oczywiście otwarte na wszelką krytykę ;) I przypominamy, że wersja dostępna także na wattpadzie.
Niklaus & Azazel
Niklaus & Azazel
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz