1 września nadciągał wielkimi krokami. Zostało tylko 7 dni i
Hermiona znów ujrzy ten wspaniały zamek, w którym tyle się wydarzyło. Każda
przygoda, którą przeżyła tam z Harrym i Ronem, zapadła jej w pamięć i każdą
chciałaby kiedyś opowiedzieć swoim dzieciom. Z przemyśleń wyrwał ją odgłos
dzwonka. Szybkim krokiem przemierzyła swoje małe mieszkanie, które niedawno
kupiła i otworzyła drzwi, za którymi materializował się nieznany jej człowiek.
- Dzień dobry, pani Hermiona Granger? – Zapytał mężczyzna, na oko w jej wieku.
- Tak. O co chodzi? – Brunetka nie kryła zaskoczenia w głosie.
- Przesyłka do pani. Proszę podpisać. – Dozorca wskazał miejsce, a Hermiona zamaszystym ruchem złożyła swój autograf i podał jej podłużną paczkę. – Dziękuję, do widzenia.
- Do widzenia. – Zainteresowana, udała się do salonu z wąską paczką, w zasadzie pudłem. Otworzywszy je, ujrzała różę. Jedną, pojedynczą, czerwoną różę, spoczywającą na jedwabnym materiale. Do prezentu była dołączona jedynie karteczka z pierwszą literą jej imienia. Nie była w stanie stwierdzić, od kogo mogła dostać ten prezent.
Nie miała jednak pojęcia, że była obserwowana przez pewnego mężczyznę, stojącego nieopodal bloku, w którym mieszkała. Obserwował on uważnie reakcję Gryfonki, a na jego twarzy gościł przymilny uśmiech.
- Dzień dobry, pani Hermiona Granger? – Zapytał mężczyzna, na oko w jej wieku.
- Tak. O co chodzi? – Brunetka nie kryła zaskoczenia w głosie.
- Przesyłka do pani. Proszę podpisać. – Dozorca wskazał miejsce, a Hermiona zamaszystym ruchem złożyła swój autograf i podał jej podłużną paczkę. – Dziękuję, do widzenia.
- Do widzenia. – Zainteresowana, udała się do salonu z wąską paczką, w zasadzie pudłem. Otworzywszy je, ujrzała różę. Jedną, pojedynczą, czerwoną różę, spoczywającą na jedwabnym materiale. Do prezentu była dołączona jedynie karteczka z pierwszą literą jej imienia. Nie była w stanie stwierdzić, od kogo mogła dostać ten prezent.
Nie miała jednak pojęcia, że była obserwowana przez pewnego mężczyznę, stojącego nieopodal bloku, w którym mieszkała. Obserwował on uważnie reakcję Gryfonki, a na jego twarzy gościł przymilny uśmiech.
***
Hermiona
włożyła różę do wazonu i przyglądała się jej jeszcze chwilę, a potem poszła się
przebrać. Była umówiona z Ginny i chłopakami na zakupy na Pokątnej. Za pół
godziny mieli się spotkać w Dziurawym Kotle, by razem przejść przez magiczne
przejście. Wyszła z budynku i deportowała się w ciemnej uliczce obok.
Przyjaciele już na nią czekali. Wymieniła z każdym uścisk i poszli na zakupy.
- Muszę kupić sobie jakiegoś nowego zwierzaka. – Powiedział Harry. Nie krył smutku po utracie Hedwigi.
- Pójdę z tobą, ja też chciałabym sprawić sobie coś małego, po tym, jak nie ma Krzywołapa. – Hermiona chciała wesprzeć przyjaciela. W rzeczywistości nie była tak przejęta zaginięciem swojego kota, jak Harry śmiercią ukochanej sowy.
- Marzę o lodach. – Powiedział Ron. Jego mina wiele wskazywała. – Dzisiaj jest tak gorąco… Szkoda, że nie otworzyli ponownie tej lodziarni u Fortescue.
- Ty to byś tylko jadł. – Ginny popatrzyła na brata krytycznym okiem. Chociaż nie mogła ukrywać, że jest dużo chudszy, niż przed wyprawą.
- Nie marudź. – Zaperzył się najmłodszy z braci Weasleyów. – Chodźmy już do tego sklepu.
Z zakupami uwinęli się w dwie godziny. Tak, jak wcześniej zauważył Ronald, ten dzień był bardzo gorący i niemal bezchmurny. Dlatego udali się do Dziurawego Kotła na lemoniadę. Ku zaskoczeniu wszystkich, Harry zamówił ognistą whiskey z lodem. Nawet Ron nie krył zdziwienia.
- No co? W tym roku zamierzam pokazać wszystkim, że nie jestem posłusznym pupilkiem nauczycieli. – Odparł hardo Wybraniec.
Nie w nim jednym zaszła zmiana. Cała czwórka zdawała się być doroślejsza. Wydarzenia z ostatniego czasu wszystkich ukształtowały, pokazały ich dobre i złe strony. Jednak to nie zmieniało faktu, że nadal pozostawali sobą, wspaniałymi przyjaciółmi.
- Ja też chciałbym się zmienić – Ron zapatrzył się w jakiś punkt rozmarzonym wzrokiem. – Chciałbym, żeby wszyscy się mnie bali. Może przemaluję włosy na czarno ? – Wtem pozostała trójka Gryfonów wybuchła gromkim śmiechem. Żadne z nich nie wyobrażało sobie rudowłosego chłopaka w innym kolorze. – Jeszcze zobaczycie! – Zdenerwował się Ron i wyszedł, wcześniej dodając – Dajcie mi pół godziny!
- On chyba zwariował! – Zaśmiewała się Hermiona.
- Mama go zabije, jak go zobaczy. – Chichotała Ginny. – Chętnie zobaczyłabym jej reakcję.
- A może będzie wyglądał całkiem nieźle? Skąd wiecie. – Bronił przyjaciela Harry.
Ron wrócił po obiecanych trzydziestu minutach, oczywiście w czarnych włosach. Jedynie gdzieniegdzie prześwitywały jego dawne, rude włosy. Wszyscy patrzyli na niego oniemiali, nie wierząc, że ich przyjaciel naprawdę zgodził się na coś takiego.
- Wow! Ron, ty…. – Zaczął Harry
- Ron, wyglądasz naprawdę… - Hermionie też jakby odebrało mowę.
- Idiotycznie. – Dokończyła za wszystkich Ginny. Nie miała zamiaru bawić się z bratem w kotka i myszkę.
- Nie mów tak! Ron wygląda po prostu… inaczej – Hermiona nie wiedziała, jak wybrnąć z tej sytuacji. Ten kolor nie do końca leżał jej przyjacielowi.
Ku zdziwieniu wszystkich, Ron zaczął się głośno śmiać. Pozostali patrzyli na niego, nie kryjąc zdumienia.
- Wasze… miny… były… bezcenne – Każdej przerwie towarzyszył wybuch śmiechu, który po chwili wszyscy podchwycili. - Żartowałem z tymi włosami, został na nie rzucony specjalny czar. – Ron nie krył uśmiechu. Machnął różdżką, a jego włosy przybrały dawny, naturalny kolor. – Ale nie możecie zaprzeczyć, że wyglądałem odjazdowo!
- Masz rację stary, tego zaprzeczyć nie możemy – Harry poklepał przyjaciela po plecach i wyszczerzył do niego zęby.
Mogliby tak rozmawiać godzinami, jak za dawnych lat. Zawsze znajdowali mnóstwo tematów. Jednak rudzielce obiecali pomóc Molly Weasley w domu i musieli wracać. Harry i Hermiona też po chwili pożegnali się i każde poszło w swoją stronę. Jednak Hermiona nie mogła oprzeć się wrażeniu, że jej przyjaciel z blizną na czole miał smutny wyraz twarzy. Tylko czym owy grymas był spowodowany?
Gryfonka wracała do domu na piechotę. Przeszła przez park, podziwiając promienie słońca odbijające się w jeziorze przy parku. Jakiś mały blondynek karmił łabędzie pływające w wodzie. Nagle jej myśli powędrowały w kierunku trochę większego blondyna, którego przecież tak bardzo nie lubiła.
- Muszę kupić sobie jakiegoś nowego zwierzaka. – Powiedział Harry. Nie krył smutku po utracie Hedwigi.
- Pójdę z tobą, ja też chciałabym sprawić sobie coś małego, po tym, jak nie ma Krzywołapa. – Hermiona chciała wesprzeć przyjaciela. W rzeczywistości nie była tak przejęta zaginięciem swojego kota, jak Harry śmiercią ukochanej sowy.
- Marzę o lodach. – Powiedział Ron. Jego mina wiele wskazywała. – Dzisiaj jest tak gorąco… Szkoda, że nie otworzyli ponownie tej lodziarni u Fortescue.
- Ty to byś tylko jadł. – Ginny popatrzyła na brata krytycznym okiem. Chociaż nie mogła ukrywać, że jest dużo chudszy, niż przed wyprawą.
- Nie marudź. – Zaperzył się najmłodszy z braci Weasleyów. – Chodźmy już do tego sklepu.
Z zakupami uwinęli się w dwie godziny. Tak, jak wcześniej zauważył Ronald, ten dzień był bardzo gorący i niemal bezchmurny. Dlatego udali się do Dziurawego Kotła na lemoniadę. Ku zaskoczeniu wszystkich, Harry zamówił ognistą whiskey z lodem. Nawet Ron nie krył zdziwienia.
- No co? W tym roku zamierzam pokazać wszystkim, że nie jestem posłusznym pupilkiem nauczycieli. – Odparł hardo Wybraniec.
Nie w nim jednym zaszła zmiana. Cała czwórka zdawała się być doroślejsza. Wydarzenia z ostatniego czasu wszystkich ukształtowały, pokazały ich dobre i złe strony. Jednak to nie zmieniało faktu, że nadal pozostawali sobą, wspaniałymi przyjaciółmi.
- Ja też chciałbym się zmienić – Ron zapatrzył się w jakiś punkt rozmarzonym wzrokiem. – Chciałbym, żeby wszyscy się mnie bali. Może przemaluję włosy na czarno ? – Wtem pozostała trójka Gryfonów wybuchła gromkim śmiechem. Żadne z nich nie wyobrażało sobie rudowłosego chłopaka w innym kolorze. – Jeszcze zobaczycie! – Zdenerwował się Ron i wyszedł, wcześniej dodając – Dajcie mi pół godziny!
- On chyba zwariował! – Zaśmiewała się Hermiona.
- Mama go zabije, jak go zobaczy. – Chichotała Ginny. – Chętnie zobaczyłabym jej reakcję.
- A może będzie wyglądał całkiem nieźle? Skąd wiecie. – Bronił przyjaciela Harry.
Ron wrócił po obiecanych trzydziestu minutach, oczywiście w czarnych włosach. Jedynie gdzieniegdzie prześwitywały jego dawne, rude włosy. Wszyscy patrzyli na niego oniemiali, nie wierząc, że ich przyjaciel naprawdę zgodził się na coś takiego.
- Wow! Ron, ty…. – Zaczął Harry
- Ron, wyglądasz naprawdę… - Hermionie też jakby odebrało mowę.
- Idiotycznie. – Dokończyła za wszystkich Ginny. Nie miała zamiaru bawić się z bratem w kotka i myszkę.
- Nie mów tak! Ron wygląda po prostu… inaczej – Hermiona nie wiedziała, jak wybrnąć z tej sytuacji. Ten kolor nie do końca leżał jej przyjacielowi.
Ku zdziwieniu wszystkich, Ron zaczął się głośno śmiać. Pozostali patrzyli na niego, nie kryjąc zdumienia.
- Wasze… miny… były… bezcenne – Każdej przerwie towarzyszył wybuch śmiechu, który po chwili wszyscy podchwycili. - Żartowałem z tymi włosami, został na nie rzucony specjalny czar. – Ron nie krył uśmiechu. Machnął różdżką, a jego włosy przybrały dawny, naturalny kolor. – Ale nie możecie zaprzeczyć, że wyglądałem odjazdowo!
- Masz rację stary, tego zaprzeczyć nie możemy – Harry poklepał przyjaciela po plecach i wyszczerzył do niego zęby.
Mogliby tak rozmawiać godzinami, jak za dawnych lat. Zawsze znajdowali mnóstwo tematów. Jednak rudzielce obiecali pomóc Molly Weasley w domu i musieli wracać. Harry i Hermiona też po chwili pożegnali się i każde poszło w swoją stronę. Jednak Hermiona nie mogła oprzeć się wrażeniu, że jej przyjaciel z blizną na czole miał smutny wyraz twarzy. Tylko czym owy grymas był spowodowany?
Gryfonka wracała do domu na piechotę. Przeszła przez park, podziwiając promienie słońca odbijające się w jeziorze przy parku. Jakiś mały blondynek karmił łabędzie pływające w wodzie. Nagle jej myśli powędrowały w kierunku trochę większego blondyna, którego przecież tak bardzo nie lubiła.
***
3 tygodnie wcześniej
Hermiona obudziła się dzisiaj
wcześniej, niż zazwyczaj. Wzięła szybki prysznic, wypiła kawę i już o 7:00
wyszła z domu. Czekało ją mnóstwo pracy. Najpierw musiała zrobić jakieś zakupy,
ponieważ jej lodówka świeciła pustkami, a poza tym chciała przygotować skromne
przyjęcie dla Harry’ego, który nazajutrz obchodził urodziny. Dlatego też udała
się do pobliskiego sklepu i szybko uwinęła się z zamierzonym zadaniem.
Potem wysłała swoje zakupy do mieszkania, a sama deportowała się do Hogsmeade. Musiała odwiedzić profesor McGonagall i porozmawiać z nią w kwestiach dalszej odbudowy zamku. Miała też dla niej pewną propozycję. Spokojnym krokiem szła do zamku. Już z dala widziała nauczycieli i uczniów, którzy robili ostatnie poprawki na błoniach. Wszystko wyglądało, jak dawniej. Gryfonka uśmiechnęła się mimowolnie. Bardzo tęskniła za tym miejscem, za lekcjami i nauką. Brakowało jej szkolnej rutyny i była głodna nowej wiedzy. Profesor McGonagall znalazła przy wejściu do szkoły. Kobiety przywitały się i udały się do gabinetu dyrektora.
- Zjednoczenie – głosiło hasło. Kamienny gargulec usunął się i panie weszły po schodkach do okrągłego pomieszczenia. Prawie w ogóle nie zmieniło się ono, odkąd królował tutaj Dumbledore. Jedyną różnicą była osoba zajmująca biurko dyrektora i nowy portret, ukazujący profesora Snape’a.
- Panno Granger, co panią do mnie sprowadza? – zapytała uprzejmie McGonagall, kiedy usiadła za biurkiem zawalonym papierami.
- Chciałam zapytać, czy moja ostatnia propozycja jest nadal aktualna? – Pani dyrektor nie mogła nie dostrzec błysku w oczach jej wychowanki.
- No cóż, jeśli o to chodzi…
Potem wysłała swoje zakupy do mieszkania, a sama deportowała się do Hogsmeade. Musiała odwiedzić profesor McGonagall i porozmawiać z nią w kwestiach dalszej odbudowy zamku. Miała też dla niej pewną propozycję. Spokojnym krokiem szła do zamku. Już z dala widziała nauczycieli i uczniów, którzy robili ostatnie poprawki na błoniach. Wszystko wyglądało, jak dawniej. Gryfonka uśmiechnęła się mimowolnie. Bardzo tęskniła za tym miejscem, za lekcjami i nauką. Brakowało jej szkolnej rutyny i była głodna nowej wiedzy. Profesor McGonagall znalazła przy wejściu do szkoły. Kobiety przywitały się i udały się do gabinetu dyrektora.
- Zjednoczenie – głosiło hasło. Kamienny gargulec usunął się i panie weszły po schodkach do okrągłego pomieszczenia. Prawie w ogóle nie zmieniło się ono, odkąd królował tutaj Dumbledore. Jedyną różnicą była osoba zajmująca biurko dyrektora i nowy portret, ukazujący profesora Snape’a.
- Panno Granger, co panią do mnie sprowadza? – zapytała uprzejmie McGonagall, kiedy usiadła za biurkiem zawalonym papierami.
- Chciałam zapytać, czy moja ostatnia propozycja jest nadal aktualna? – Pani dyrektor nie mogła nie dostrzec błysku w oczach jej wychowanki.
- No cóż, jeśli o to chodzi…
~~~~~~~~
Rozmowa
trwała ponad godzinę. Jednak Hermiona wyszła z gabinetu całkiem
usatysfakcjonowana. Z lekkim uśmiechem na twarzy kierowała się w stronę
wyjścia. Była teraz oczekiwana gdzie indziej. Otwierając drzwi frontowe, omal
nie wpadła na bliźniaczki Patil, które przybyły, by pomóc w odnowie zamku.
Dziewczyny krótko ze sobą pogadały, jednak Hermiona musiała je opuścić. Za
chwilę się spóźni. Szybszym krokiem udała się znów do wioski, by deportować się
do Ministerstwa Magii. Tam zjechała windą na sam dół, do Sądu, by uczestniczyć
w rozprawie o uniewinnienie Malfoyów. Wierzyła, że jej odwieczny wróg Draco
jest niewinny, czego niestety nie mogła powiedzieć o jego rodzicach. Poza tym,
robiła to jedynie dla Harry’ego, który gorąco ją o to prosił.
Kiedy weszła na salę, rozprawa już się zaczęła. Minister Przestrzegania Prawa Czarodziejów, Mafalda Hopkirk była w trakcie przepytywania Lucjusza. Hermiona weszła na salę niepostrzeżona, jak jej się wydawało. Usiadła na ławie koło jej przyjaciół i przysłuchiwała się rozmowie.
- Czy przyznaje się pan do przynależności do zgrupowania powszechnie nazywanego śmierciożercami?
- Tak.
- Czy działał pan w zgrupowaniu śmierciożerców przez ostatnie 3 lata?
- Tak.
- Czy brał pan udział w wojnie o Hogwart?
- Tak.
W tym momencie wstał Harry, który był świadkiem na rozprawie. Brunet wciąż żywił urazę do Lucjusza i jego rodziny, jednak był zobowiązany pomóc im po tym, co zrobiła dla niego Narcyza.
- Jako świadek chciałbym przedstawić pewne fakty. – Powiedział Harry, czym zaskoczył sędzię.
- Oczywiście, proszę.
- Lucjusz Malfoy i jego rodzina byli zwolennikami Lorda Voldemorta. Wykonywali jego rozkazy i byli mu posłuszni. Jednak jestem niemal pewien, że robili to ze strachu o swoich bliskich. Który rodzic nie zrobiłby wszystkiego, byle tylko ratować swoje dziecko? Lucjusz i jego żona Narcyza byli gotowi oddać życie, aby Draconowi nic się nie stało. Tak postępują troskliwi opiekunowie, mający na celu jedynie dobro. Wnoszę o uniewinnienie.
- Z całym szacunkiem – odezwała się sędzia – jednak to nie usprawiedliwia liczby ofiar, jakie torturował i zabijał Lucjusz Malfoy.
- Nie ma ludzi idealnych. Gdybym ja miał walczyć w imię większego dobra, zrobiłbym to samo. – Harry uparcie stał przy swoim.
Hermiona wysłuchiwała wszystkiego w milczeniu, a w jej głowie toczyła się mała wojna. Nie wiedziała, jakie zawrzeć stanowisko w tej sprawie. Jednak jedno spojrzenie szarych, błagających tęczówek Draco Malfoya przeważyło szalę.
- Mogę zabrać głos? – Zapytała niepewnie. Ron popatrzył na nią zdziwiony, jednak nie zareagował. – Draco Malfoy, to mój odwieczny wróg. Zawsze używał wobec mnie niestosownych słów, wykonywał niegrzeczne gesty. Nienawidzę go z całego serca. Jednak uważam, że nie jest aż tak przepełniony złem. Uczył się od ojca, który tępienie szlam i mugoli miał we krwi i przekazywał je dalej pod wpływem presji. Jednak wydaje mi się, że Lucjusz Malfoy nie był tyranem. Draconowi w dzieciństwie niczego nie brakowało, nie wyglądał na głodzonego czy bitego. Jako dziecko myślał, że idee ojca są słuszne. A kiedy Lucjusz pod czujną interwencją Narcyzy próbował to odkręcić, było za późno, Lord Voldemort odrodził się i terroryzował świat czarodziejów. Jestem przekonana, że gdyby nie rozwój zdarzeń, jaki miał miejsce kilka lat temu, rodzina Malfoyów byłaby jedną z najbardziej szanowanych w Wielkiej Brytanii i to bez wzglądu na przeszłość. Dlatego chciałabym wnieść o jak najbardziej łagodny wymiar kary.
Trójka Malfoyów popatrzyła na nią z niesamowitą wdzięcznością wypisaną na twarzy. W oczach Narcyzy kryły się łzy, Draco chwilę później spuścił głowę. Hermiona nie sądziła, że było ją stać na takie wyznanie, ale w głębi serca czuła, że to prawda.
- Po wysłuchaniu świadków sędzia ma słuszne dowody, by sądzić, że rodzina Malfoyów żałuje swojego postępowania. Zobowiązuje się Lucjusza Malfoya oraz Narcyzę Malfoy do zapłacenia kary w wysokości 50 000 galeonów na cele charytatywne, aczkolwiek ostatecznie wszyscy są uniewinnieni. Zamykam rozprawę. – Stuknięcie młotkiem zakończyło udręki rodziny, która padła sobie do ramion. Nawet Lucjusz nie krył łez. Hermiona też była wzruszona tą sceną, jednak nie czuła się tu już potrzebna. Niezauważona wymknęła się z Sali.
Kiedy weszła na salę, rozprawa już się zaczęła. Minister Przestrzegania Prawa Czarodziejów, Mafalda Hopkirk była w trakcie przepytywania Lucjusza. Hermiona weszła na salę niepostrzeżona, jak jej się wydawało. Usiadła na ławie koło jej przyjaciół i przysłuchiwała się rozmowie.
- Czy przyznaje się pan do przynależności do zgrupowania powszechnie nazywanego śmierciożercami?
- Tak.
- Czy działał pan w zgrupowaniu śmierciożerców przez ostatnie 3 lata?
- Tak.
- Czy brał pan udział w wojnie o Hogwart?
- Tak.
W tym momencie wstał Harry, który był świadkiem na rozprawie. Brunet wciąż żywił urazę do Lucjusza i jego rodziny, jednak był zobowiązany pomóc im po tym, co zrobiła dla niego Narcyza.
- Jako świadek chciałbym przedstawić pewne fakty. – Powiedział Harry, czym zaskoczył sędzię.
- Oczywiście, proszę.
- Lucjusz Malfoy i jego rodzina byli zwolennikami Lorda Voldemorta. Wykonywali jego rozkazy i byli mu posłuszni. Jednak jestem niemal pewien, że robili to ze strachu o swoich bliskich. Który rodzic nie zrobiłby wszystkiego, byle tylko ratować swoje dziecko? Lucjusz i jego żona Narcyza byli gotowi oddać życie, aby Draconowi nic się nie stało. Tak postępują troskliwi opiekunowie, mający na celu jedynie dobro. Wnoszę o uniewinnienie.
- Z całym szacunkiem – odezwała się sędzia – jednak to nie usprawiedliwia liczby ofiar, jakie torturował i zabijał Lucjusz Malfoy.
- Nie ma ludzi idealnych. Gdybym ja miał walczyć w imię większego dobra, zrobiłbym to samo. – Harry uparcie stał przy swoim.
Hermiona wysłuchiwała wszystkiego w milczeniu, a w jej głowie toczyła się mała wojna. Nie wiedziała, jakie zawrzeć stanowisko w tej sprawie. Jednak jedno spojrzenie szarych, błagających tęczówek Draco Malfoya przeważyło szalę.
- Mogę zabrać głos? – Zapytała niepewnie. Ron popatrzył na nią zdziwiony, jednak nie zareagował. – Draco Malfoy, to mój odwieczny wróg. Zawsze używał wobec mnie niestosownych słów, wykonywał niegrzeczne gesty. Nienawidzę go z całego serca. Jednak uważam, że nie jest aż tak przepełniony złem. Uczył się od ojca, który tępienie szlam i mugoli miał we krwi i przekazywał je dalej pod wpływem presji. Jednak wydaje mi się, że Lucjusz Malfoy nie był tyranem. Draconowi w dzieciństwie niczego nie brakowało, nie wyglądał na głodzonego czy bitego. Jako dziecko myślał, że idee ojca są słuszne. A kiedy Lucjusz pod czujną interwencją Narcyzy próbował to odkręcić, było za późno, Lord Voldemort odrodził się i terroryzował świat czarodziejów. Jestem przekonana, że gdyby nie rozwój zdarzeń, jaki miał miejsce kilka lat temu, rodzina Malfoyów byłaby jedną z najbardziej szanowanych w Wielkiej Brytanii i to bez wzglądu na przeszłość. Dlatego chciałabym wnieść o jak najbardziej łagodny wymiar kary.
Trójka Malfoyów popatrzyła na nią z niesamowitą wdzięcznością wypisaną na twarzy. W oczach Narcyzy kryły się łzy, Draco chwilę później spuścił głowę. Hermiona nie sądziła, że było ją stać na takie wyznanie, ale w głębi serca czuła, że to prawda.
- Po wysłuchaniu świadków sędzia ma słuszne dowody, by sądzić, że rodzina Malfoyów żałuje swojego postępowania. Zobowiązuje się Lucjusza Malfoya oraz Narcyzę Malfoy do zapłacenia kary w wysokości 50 000 galeonów na cele charytatywne, aczkolwiek ostatecznie wszyscy są uniewinnieni. Zamykam rozprawę. – Stuknięcie młotkiem zakończyło udręki rodziny, która padła sobie do ramion. Nawet Lucjusz nie krył łez. Hermiona też była wzruszona tą sceną, jednak nie czuła się tu już potrzebna. Niezauważona wymknęła się z Sali.
***
Z
rozmyślań wyrwał ją ten mały, słodki blondynek.
- Nie widziała pani mojego tatusia ? – W oczach chłopca kryły się łzy. Rozczulił tym Hermionę, która uwielbiała dzieci.
- Spokojnie maluchu, zaraz poszukamy twojego tatusia. – Dziewczyna uśmiechnęła się pocieszająco i złapała go za rękę. W tym samym czasie ktoś wykrzykiwał imię.
- Andy! Andy! – Chłopczyk odwrócił się szybko na ten głos. Widać było na jego twarzy ulgę. Wysoki mężczyzna podbiegł do nich i chwycił malca w ramiona. – Andrew, nigdy nie rób mi takiego psikusa.
- Tatuś! – Chłopczyk rozpłakał się na dobre. Tymczasem jego opiekun popatrzył na Hermionę łagodnym wzrokiem.
- Nie wiem, jak pani dziękować. – Wdzięczność w jego głosie była wręcz namacalna.
- Nie ma sprawy. Na przyszłość proszę bardziej uważać na syna. – Hermiona uśmiechnęła się po czym odeszła.
Nie uszła nawet 200 metrów, gdy znów usłyszała krzyk. A raczej pisk. Kobiecy pisk.
- Nie widziała pani mojego tatusia ? – W oczach chłopca kryły się łzy. Rozczulił tym Hermionę, która uwielbiała dzieci.
- Spokojnie maluchu, zaraz poszukamy twojego tatusia. – Dziewczyna uśmiechnęła się pocieszająco i złapała go za rękę. W tym samym czasie ktoś wykrzykiwał imię.
- Andy! Andy! – Chłopczyk odwrócił się szybko na ten głos. Widać było na jego twarzy ulgę. Wysoki mężczyzna podbiegł do nich i chwycił malca w ramiona. – Andrew, nigdy nie rób mi takiego psikusa.
- Tatuś! – Chłopczyk rozpłakał się na dobre. Tymczasem jego opiekun popatrzył na Hermionę łagodnym wzrokiem.
- Nie wiem, jak pani dziękować. – Wdzięczność w jego głosie była wręcz namacalna.
- Nie ma sprawy. Na przyszłość proszę bardziej uważać na syna. – Hermiona uśmiechnęła się po czym odeszła.
Nie uszła nawet 200 metrów, gdy znów usłyszała krzyk. A raczej pisk. Kobiecy pisk.
~~
Cześć wszystkim! Pierwszy rozdział za nami. Co sądzicie? Jeśli macie jakieś uwagi, piszcie śmiało, jesteśmy otwarte na wszelką krytykę. I czekamy na pierwsze komentarze :) Przypominamy, że wersja dostępna także na wattpadzie.
Pozdrowionka xd
Pozdrowionka xd
Niklaus & Azazel



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz