Strony

niedziela, 29 stycznia 2017

Rozdział 20.



Listopad przyniósł za sobą lodowate deszcze i nocne przymrozki. Pogoda sprzyjała nauczycielom, którzy na każdym kroku wyżywali się na swoich uczniach, zadając im kolosalne ilości prac domowych, przez co dla takich siódmoklasistów biblioteka stała się drugim domem. A już szczególnie dla Hermiony Granger, która praktycznie się stamtąd nie ruszała w czasie wolnym.
                Gryfonka starała się wykonywać swoją pracę najlepiej, jak umiała. Godziła to z obowiązkami prefekta, patrolami trzy razy w tygodniu i rozwiązywaniem zagadki w dormitorium prefektów naczelnych na 5 piętrze. Była strasznie zmęczona i niedowierzała, że to dopiero listopad.
                Tymczasem była godzina 21:30, a ona dopiero co opuszczała bibliotekę. Była zmęczona i śpiąca, a czekał ją patrol z Malfoyem. Wychodząc z pomieszczenia, zauważyła Teodora Notta, samotnie idącego do pustej Sali, której za sobą nie zamknął. Zaciekawiona, zajrzała za nim.
- Nott? Co tu robisz? – Spytała zdziwiona, przyglądając się samotnie siedzącemu na ławce chłopakowi.
- A co, Granger, nie mogę? – Zakpił Ślizgon.
- Nic takiego nie powiedziałam. – Warknęła brunetka i już chciała sobie pójść, kiedy usłyszała jego głos.
- Miałaś kiedyś tak, że ktoś sprzątnął ci miłość sprzed nosa? I ciągle go kochałaś, bo wierzyłaś, że on czuje do ciebie to samo, a jednak byłaś w błędzie? – Frustracja w jego głosie była wręcz namacalna. Dziewczyna przysiadła się do niego na ławce.
- O co chodzi, Teodor?
- Wow, robimy postępy. Mówisz mi po imieniu?
- Nie bądź dzieckiem. – Zganiła go. – Powiesz?
- Chodzi o tego pieprzonego Longbottoma. I Lunę. – Wyjaśnił cicho i opuścił głowę.
- No tak, to wiele wyjaśnia. – Sarknęła Hermiona. Ona też zauważyła, że między dwójką jej przyjaciół nie układa się najlepiej.
                Teodor odważył się opowiedzieć jej całą prawdę. O czasach przed wojną i o samej wojnie. O próbie samobójczej i rozmowach z blondwłosą Krukonką. A także o swojej nienawiści do Neville’a. Mówił chaotycznie i bez sensu, ale Gryfonka go zrozumiała. Rozterki miłosne były w pewnym sensie jej specjalnością.
- A co myślisz o tym, żeby sprawdzić uczucia Luny wobec Ciebie?  Gdybyś na przykład zaczął chodzić z inną dziewczyną?  Może wtedy Luna zdecydowałaby się co do swoich uczuć?
-To może być dobry pomysł. Bolesny, ale dobry. Tyle że ja kocham tylko Lunę . Żadna inna się nie liczy.
- Przecież nie musisz tak naprawdę z żadną chodzić. Możesz jej wyjaśnić o co chodzi, a ona ci pomoże. – Wytłumaczyła Gryfonka.
- Granger… ja nie wiem, czy dam radę. – Wyznał Teodor.
- To wszystko zależy od ciebie. Nie możesz zmusić Luny do uczucia, ale możesz jej pokazać, że to uczucie naprawdę istnieje. – Odparła Gryfonka.
- Dzięki. Naprawdę, to wiele dla mnie znaczy. – Powiedział Ślizgon.
- Nie ma problemu. – Uśmiechnęła się brunetka.
- A tak właściwie to… co jest między tobą i Malfoyem? I nie zaprzeczaj, – powiedział, widząc, że dziewczyna już otwiera usta. – że nic się nie dzieje.
- Zawarliśmy jakiś tam rozejm, żeby łatwiej się nam mieszkało. I tyle. – Wyznała.
- A ten pocałunek?
- Skąd wiesz?! – Warknęła. – Malfoy, ty debilu!
- Nie złość się. Ty przecież też powiedziałaś swojej przyjaciółce.
- To nic nie znaczyło. Chciałam się od niego uwolnić, bo mnie torturował. – Broniła swego Hermiona.
- Torturował? – Zaśmiał się Teodor. – Łaskotkami?
- Właśnie tak! No i nie było innego rozwiązania… - Powiedziała już ciszej.
- Granger, nawet idiota wymyśliłby inne rozwiązanie. Po prostu tego chciałaś.
- Zamknij się, Nott, bo źle się to dla ciebie skończy. – Warknęła zarumieniona.
- Uwierz, opowiadał o tobie z takim przejęciem, że chyba mu się podobało. – Wyznał Teodor i wyszczerzył się. Hermiona uśmiechnęła się satysfakcjonująco.
- Przez grzeczność nie zaprzeczę. – Zaśmiali się oboje na to stwierdzenie.
                W ciemnej Sali zapanowała cisza. Gryfonka i Ślizgon siedzieli obok siebie, nie przejmując się niczym. Wpatrywali się w siebie z uporem, myśląc, co będzie dalej. W jednej chwili Teodor nachylił się i pocałował delikatnie Hermionę. Zaskoczona, oddała powoli pocałunek, wpijając się w miękkie wargi. Wiedzieli, że nie robią dobrze. I coś musiało się wydarzyć. W głuchej ciszy usłyszeli czyjeś kroki. Oderwali się od siebie i zobaczyli strzępek blond włosów, znikających za ścianą. Luna.
***
Następnego dnia rano Hermiona myślała dużo o pocałunku. Nie wiedziała, czy był to dobry pomysł. Bo w końcu Luna to jej przyjaciółka. Teodor także nie czuł się z tym najlepiej. Wczoraj wieczorem odprowadził ją pod obraz Trzech Kobiet, powiedział "Dobranoc " i odszedł. Nie czuła się z tego powodu ani dobrze, ani źle.
                Idąc na śniadanie razem z Ginny, słyszała na każdym kroku szepty i wytykanie palcem. Zdziwiona, popatrzyła na przyjaciółkę, która także nic z tego nie rozumiała. Hermiona nie odważyła się przyznać przyjaciółce do spotkania ze Ślizgonem. A teraz obawiała się, że szepty dotyczą właśnie owej schadzki. I szybko zdążyła się o tym przekonać. Siedząc już przy stole Gryfonów usłyszała, jak jakieś dwie piątoklasistki rozmawiały o niej i Teodorze. Ginny też to usłyszała i wcale nie była zadowolona.
- Hermiona? Co mają znaczyć te całe plotki ? – Spytała zdenerwowana.
-No bo wiesz Ginny. Ja... Pomagam Teodorowi.  Jako przyjaciółka oczywiście. Później ci wszystko wyjaśnię.
                Hermiona ledwo co mogła przełknąć śniadanie. Cały czas słyszała szepty na jej temat. W końcu nie wytrzymała i unosząc wysoko brodę, wyszła z Wielkiej Sali. Nie uszła daleko, gdy dogonił ją Teodor.
- Granger, słyszałaś? – Spytał. Jego poważna mina nie wskazywała niczego dobrego.
- Taa… Zostaliśmy parą roku. – Sarknęła Gryfonka. Sytuacja była tak absurdalna, że aż śmieszna.
- I co teraz? Jak pokazać całemu zamkowi, że nie jesteśmy razem?
- A to możliwe?
- Hermiono, ja… ja przepraszam za ten pocałunek. Nie powinienem. – Wyznał ze skruchą Ślizgon.
- Nie masz za co przepraszać. Stało się. – Uśmiechnęła się pocieszająco.
- Nie mam pojęcia, jak to odkręcić… - Powiedział Teodor. Zobaczył błysk w oczach koleżanki. – Masz jakiś plan, prawda?
- Chciałeś znaleźć jakąś dziewczynę, żeby Luna była zazdrosna… - Powiedziała z namysłem Hermiona.
- Nie, nie mogę.
-Owszem, możesz. I tak zrobimy.
- Ale ja nie chce jej zranić.
- Nie poznasz prawdy, nie zaznając bólu. A ty chcesz się dowiedzieć czy ona coś do ciebie czuje, prawda?
- Prawda. Okey. Zróbmy to. Ale chce żebyś wiedziała.... Traktuję cię tylko jak koleżankę, co najwyżej przyjaciółkę.
- Spokojnie, ja też nie czuję do ciebie niczego więcej.
- A więc przyjaźń?
- Przyjaźń.
                Przez cały dzień uczniowie nie gadali o niczym innym. Na jednej z przerw Hermiona spotkała się z Teodorem, by pogadać. Oboje doszli do wniosku, że ten pomysł był fatalny. Aczkolwiek skuteczny. Luna już po pierwszej lekcji chciała złapać Ślizgona, jednak nie mógł z nią pogadać, bowiem spieszył się na Obronę Przed Czarną Magią. Obiecał jej spotkać się po zajęciach. Teraz jednak Ślizgon analizował „ze swoją dziewczyną” całą tą sytuację.
- Mówiłam ci, że to podziała. – Zaśmiała się Hermiona.
- Ale każdy przez to cierpi. A już ty szczególnie. Widzę przecież, że ruda Weasley się do ciebie nie odzywa.
- Wyjaśnię jej wszystko potem, na spokojnie. – Powiedziała brunetka.
- Hermiono… Nie mam pojęcia, jak ci dziękować.
- Ładny uśmiech wystarczy, uwierz. – W tym momencie Teodor obdarzył Hermionę tak pięknym uśmiechem, że zapewne połowa hogwarckich dziewczyn zabiłaby się o niego.
***
                Tymczasem Draco siedział pokoju wspólnym prefektów naczelnych, popijając ognistą whisky i rozmyślając nad tym, co dzisiaj usłyszał na temat jego najlepszego kumpla i tej mugolaczki Granger. W sumie jego stosunek w tej sprawie był obojętny. To był ich wybór. Nie zareagował jakoś konkretnie.
                W tej chwili do pokoju weszła wyżej wymieniona dwójka. Zaśmiewali się z czegoś w najlepsze. Na widok Malfoya Teodor przystanął i lekko pobladł.
- Cześć Smoku. – Odezwał się niepewnie Ślizgon.
- No cześć. – Powiedział oschle.
- Jak tam?
- Jak zawsze. – Draco sam nie wiedział, dlaczego zachowywał się tak niemiło wobec kumpla. Przecież ten niczym mu nie zawinił. I ten ich głupi związek w ogóle Dracona nie obchodził.
                Gryfonka pociągnęła chłopaka za rękę i zaprowadziła do swojego pokoju, gdzie była Ginny. Razem wyjaśnili rudowłosej całą sytuację. Nie była zachwycona, bowiem było to czyste kłamstwo, aczkolwiek nie robiła żadnych awantur. Po pewnym czasie wyszła, zostawiając „zakochanych” samych.
                Teodor, który siedział na łóżku Hermiony, wziął do ręki różdżkę i zaczął nią wywijać we wszystkie strony, jednak zdawał się wiedzieć, co robi. Po chwili pojawił się przed nim mały bukiet kwiatów, który podarował przyjaciółce.
- To dla ciebie. – Wręczając kwiaty, uśmiechnął się słodko, pokazując dołeczki.
- Dzięki. Ale przecież to zbędne. Nie jesteśmy razem.
- I to znaczy, że nie mogę ci podarować kilku kwiatków?
                Siedzieli blisko siebie. Potencjalny obserwator stwierdziłby, że są w sobie zakochani. I tak też mógł stwierdzić Draco, który nagle otworzył drzwi do pokoju. Gryfonka i Ślizgon odskoczyli od siebie momentalnie. Malfoy popatrzył na nich z zazdrością (?) i wyszedł bez słowa.
- Chyba… chyba powinienem już iść. – Wydukał Teodor.
- Jasne. – Powiedziała zszokowana Hermiona. 
                Chłopak wyszedł z pokoju i postanowił czym prędzej poszukać Luny. W PW nie natknął się na Malfoya, z czego bardzo się cieszył. Postanowił poszukać na siódmym piętrze, koło wieży Krukonów. Szybko ją znalazł. Zaproponował spacer i w ciszy ruszyli przed siebie.
- Więc… wcześniej chciałaś ze mną pogadać? Wybacz, spieszyłem się na lekcję. Loyd uwielbia rozdawać szlabany za spóźnienie. – Zaczął Teodor.
- Taak, ostatnio o mało co nie wlepił mi szlabanu, bo powiedziałam do niego „proszę pana”, a nie „panie profesorze”. A wydawał się taki miły z pozoru. – Odparła Luna, lekko rozmarzonym głosem.
- Ma trochę haczykowaty nos i ogromne gały. – Teodor próbował naśladować wzrok nauczyciela, rozbawiając tym dziewczynę. – Luna, czemu nie możemy pogadać, jak dawniej? Jak przyjaciele?
- Bo to nie jest już to samo. – Powiedziała zasmucona dziewczyna.
- Ja się nie zmieniłem. Ty się nie zmieniłaś. Więc nie rozumiem, w czym problem.
- Teo, nie rozumiesz, że ja czuję się nieswojo po twoim wyznaniu? Po prostu… jest inaczej.
- Czyli zepsułem wszystko mówiąc ci o swoich uczuciach?
- Nie, nie zepsułeś. Teraz… teraz patrzę na to z innej strony i nie umiem znaleźć mojego starego Teodora.
- Jestem obok ciebie przez cały ten czas. Luna, to, że coś do ciebie czuję, nie znaczy, że karzę ci czuć to samo.
- Ale wiem, że cię zawiodłam.
- Owszem, było mi przykro, ale nigdy nie powiem, że mnie zawiodłaś. Jeśli już, to ja zawiodłem.
- Nie. Odważyłeś się powiedzieć prawdę i a bardzo to doceniam.
- Luna… widzę, że coś ukrywasz. – Powiedział w końcu Teodor, który obserwował przyjaciółkę od początku.
- Ja… ja pokłóciłam się z Neville’m. – Wyznała blondynka, a w jej oczach zaiskrzyły łzy.
- To przeze mnie? Bo jeśli tak, to nie musimy się spotykać. Chcę jedynie twojego szczęścia.
                Stała się rzecz niespodziewanie niespodziewana. Luna wspięła się na palce i delikatnie musnęła usta Teodora. Jej łzy otarły się o jego policzki, zostawiając na nich mokre ślady. Zanim jednak chłopak zdążył pogłębić pocałunek, Krukonka oderwała się od niego i uciekła. Nie próbował jej gonić. Stał w miejscu i dotykał ust. To było… niesamowite. Miał nadzieję, że to znak od niej, że może jeszcze mają szansę. Z takim postanowieniem udał się do lochów.
***
Kiedy Blaise wreszcie uporał się ze stertą lekcji, wrócił do pokoju. Marzył o wygodnym łóżku. Wchodząc do pomieszczenia, zauważył ledwo stojącego na nogach przyjaciela. Był, lekko mówiąc, zalany w trzy dupy.
- Smoku, coś ty ze sobą zrobił… - Mruknął do siebie Blaise. Podszedł do przyjaciela i przytrzymał za ramiona. – Chodź Draco, musisz się już położyć.
- Nikt nie będzie mi rozkazywał! – Wybełkotał pijany blondyn. Wyrwał się z uścisku kumpla i wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami.           
                Malfoy sam nie wiedział, dlaczego był w takim stanie. Zdenerwował się trochę po wtargnięciu do pokoju Gryfonki i butelka ognistej jakoś sama trafiła do jego ręki. A potem kolejna. I jeszcze jedna. Efekt był marny, ale nie przejmował się tym jakoś bardzo. Udał się do lochów. Potrzebował zapomnieć i wiedział, że znajdzie tam ukojenie. Wypowiedział hasło i wszedł do pokoju pełnego Ślizgonów. Usiadł na kanapie i wzrokiem błądził po wszystkich paniach w pomieszczeniu. Kilka z nich pożerało go wzrokiem. Wybrał sobie ładną blondynkę o niebieskich oczach, chyba z piątej klasy. Klepnął miejsce obok siebie i dziewczyna podeszła.
- Hej Draco, jestem Angelina. – Powiedziała. Jej wzrok wyrażał więcej, niż sobie wyobrażała.
- Cześć kotku. – Dziewczyna usiadła obok niego i poczuła odór alkoholu, jednak nie skrzywiła się.
- Ciężki dzień?
- Nawet nie wiesz, jak bardzo.
- Chyba możemy pomóc sobie nawzajem. – Dziewczyna założyła nogę na nogę, odsłaniając pokaźną część uda.
- Może wybierzemy się na spacer? – Zapytał, rozbierając ją wzrokiem.
                Wyszli na korytarz i tam Draco praktycznie rzucił się na dziewczynę. Całowali się długo i namiętnie, nie zwracając uwagi na przechodzących obok Ślizgonów.
- Może pójdziemy do ciebie? – Zaproponowała Angelina.
 Ruszyli na 5 piętro, trzymając się za ręce. Malfoy nie sądził, że będzie to przyjaźń na dłuższą metę. Potrzebował jedynie odreagować. I ona mogła mu w tym pomóc. Będąc już przed obrazem Trzech Dam, Angelina nie mogła się powstrzymać i znów przykleiła się do Dracona. Ten, nie będąc jej dłużny, przycisnął ją do ściany, łapiąc za udo. Zatracili się kompletnie. Draco jednak był na tyle trzeźwy i na tyle przytomny, by zauważyć Granger, a raczej jej na pozór wściekłą minę. Dziewczyna wyminęła ich ostentacyjnie i zniknęła za portretem.
- Zmieniłem zdanie. – Powiedział nagle Draco i zostawił ją na korytarzu, a sam poszedł do swojego pokoju. A raczej łazienki. Potrzebował zimnego prysznica.
***
- Dlaczego właśnie Luna Teodorze? – Zapytała Hermiona następnego dnia po lekcjach, kiedy spotkali się w jej dormitorium i chłopak opowiadał jej o zdarzeniach zeszłego popołudnia.
- Ponieważ ona jest… inna niż wszyscy. Jest wyjątkowa.  Była przy mnie gdy już nie miałem nikogo gdy byłem wrakiem człowieka.  Ona mnie wyleczyła.
- Wyleczyła z czego?
- Z awersji do świata.  Z nienawiści, której nie mogłem w sobie zdusić.  Poznanie Luny było jedną z najlepszych chwil w moim życiu. Jak nie najlepszą.
- Mam nadzieję że wybierze mądrze. Chcę waszego szczęścia. Twojego, Luny i Neville’a.  Choć wkrótce któreś z Was będzie cierpieć.
- Wiem Hermiono. Ta miłość czasami mnie zabija, zwłaszcza gdy widzę Lunę w jego ramionach. Chciałbym aby była ze mną, oddałbym jej wszystko,  calutki świat. Ale nie mogę jej zmusić by mnie kochała. Chce po prosty by była szczęśliwa.  – W oczach Hermiony pojawiły się łzy.
- Musisz naprawdę mocno ją kochać Teo.
- Kocham. Najmocniej jak umiem.
- Chciałabym aby ktoś tak kochał mnie.
- Na pewno tak się stanie.  Choć moim zdaniem ten ktoś już cię kocha. Choć sam o tym nie wie. – Brunetka już chciała wypytać o co mu chodzi, lecz w tym momencie....

2 komentarze:

  1. Czekam czekam czekam i nie umiem się doczekać następnego rozdziału ;p Jak można przerwać w takim momencie ?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło nam na serduszkach,że jest ktoś, kto wyczekuje kolejnych rozdziałów ;) prawdopodobnie blog zostanie zawieszony, ale jeśli wrócimy, na pewno damy o sobie znać xd pozdrawiamy
      Niklaus & Azazel

      Usuń