- Hermi, to ty byłaś z Malfoyem w Hogsmeade? – spytała Ginny
następnego dnia rano, gdyż wieczorem nie miały okazji pogadać.
- Nie. Tak. Znaczy się... Ugh. Nieważne. A jak było wczoraj z Blaise’m?
- Dobrze.
- Dobrze?
- Bardzo dobrze! Jest bardzo miły i kochany.
- To dlaczego nie spróbujcie czegoś więcej niż przyjaźni? – Spytała mocno zaciekawiona brunetka.
- Och, Hermiono. To jest.....trudne.... Boję się, że jeśli spróbujemy i nam nie wyjdzie, to wszystko się rozpadnie. Nasza „przyjaźń” jest w sumie dla mnie ważna.
- Podoba ci się, prawda? – Znaczący uśmiech wstąpił na twarz starszej z dziewcząt.
- Nie wiem. Nie mam pojęcia czy to coś więcej, Hermiono.
Do pokoju nic nie spodziewających się dziewczyn wpadł szczęśliwy Blaise, który oczywiście podsłuchiwał pod drzwiami. Ginny spojrzała na niego przerażonymi oczami, w których gościły pierwsze iskierki gniewu.
-Wiedziałem Wiewiórko! Wiedziałem że za mną szalejesz!
- NIENWIDZĘ CIĘ ZABINI! – Krzyknęła rudowłosa do niczego niespodziewającego się chłopaka.
W tej szkole robi się coraz ciekawiej.
- Nie. Tak. Znaczy się... Ugh. Nieważne. A jak było wczoraj z Blaise’m?
- Dobrze.
- Dobrze?
- Bardzo dobrze! Jest bardzo miły i kochany.
- To dlaczego nie spróbujcie czegoś więcej niż przyjaźni? – Spytała mocno zaciekawiona brunetka.
- Och, Hermiono. To jest.....trudne.... Boję się, że jeśli spróbujemy i nam nie wyjdzie, to wszystko się rozpadnie. Nasza „przyjaźń” jest w sumie dla mnie ważna.
- Podoba ci się, prawda? – Znaczący uśmiech wstąpił na twarz starszej z dziewcząt.
- Nie wiem. Nie mam pojęcia czy to coś więcej, Hermiono.
Do pokoju nic nie spodziewających się dziewczyn wpadł szczęśliwy Blaise, który oczywiście podsłuchiwał pod drzwiami. Ginny spojrzała na niego przerażonymi oczami, w których gościły pierwsze iskierki gniewu.
-Wiedziałem Wiewiórko! Wiedziałem że za mną szalejesz!
- NIENWIDZĘ CIĘ ZABINI! – Krzyknęła rudowłosa do niczego niespodziewającego się chłopaka.
W tej szkole robi się coraz ciekawiej.
***
Wieczorem
brunetka stała przed drzwiami pokoju chłopaków, zastanawiając się, czy składać
im wizytę. A konkretniej Malfoyowi. Chłopak może nie zdawał sobie sprawy, ale
Hermiona była mu strasznie wdzięczna za wczoraj. Gdyby nie on, nie wiadomo, co
mogłoby jej się stać. Teraz jednak myślami była w tajemniczym pokoju z
truciznami, do którego bardzo chciała wrócić. Podniosła rękę i już chciała
zapukać, gdy drzwi same się otworzyły i stanął w nich Draco.
- Granger? Czego dusza pragnie? – Zapytał z kpiącym uśmieszkiem.
- Chcę wrócić do tajemniczego tunelu. – Powiedziała bez ogródek dziewczyna. Na twarz Ślizgona wstąpiło zaciekawienie.
- Wiesz dobrze, że następnym razem trujemy ciebie? – Powiedział to ot tak. Interesowała go jedynie reakcja Gryfonki.
- No jasne. Mi nie udało się pozbyć ciebie, więc teraz próbujesz ty. – Zironizowała.
Nie rozmawiali tak jeszcze długo. Upewnili się, że ich przyjaciele są na tyle zajęci, by nie zauważyć ich nieobecności i weszli z powrotem do tunelu. Tradycyjnie, panowała tam cisza i egipskie ciemności. Hermiona wzdrygnęła się, jako że czuła się niekomfortowo, ale ruszyła przodem. Weszli po schodkach, uważając na stopień z tajemniczą substancją i podeszli do pierwszych drzwi. Otworzyli je i ich oczom ukazał się ten sam ciemnobrązowy, prostokątny pokój. Wyczuwało się w nim atmosferę tajemniczości.
Draco wyminął w drzwiach Hermionę i podszedł do kolejnych drzwi. Zanim jednak złapał za klamkę, dziewczyna złapała go za ramię.
- A co, jak są.. ee, no nie wiem, niebezpieczne? – Spytała, przestraszona.
- Popadasz w paranoję, Granger. – Rzucił kpiąco Draco i chwycił gałkę. Drzwi uległy.
Znaleźli się w pokoju z białą podłogą i niebieskimi ścianami. Hermiona wzdrygnęła się, bowiem przypomniał jej się pokój w dolinie Godryka, w którym wąż Voldemorta zaatakował Harry’ego w ostatnie święta. W tym pomieszczeniu – nadzwyczaj schludnym w porównaniu do poprzednich – znajdowało się dwuosobowe łóżko, dębowe biurko i krzesło. Nic więcej. Były też oczywiście drugie drzwi. Na biurku leżała następna karteczka, którą chwycił blondyn.
- Granger? Czego dusza pragnie? – Zapytał z kpiącym uśmieszkiem.
- Chcę wrócić do tajemniczego tunelu. – Powiedziała bez ogródek dziewczyna. Na twarz Ślizgona wstąpiło zaciekawienie.
- Wiesz dobrze, że następnym razem trujemy ciebie? – Powiedział to ot tak. Interesowała go jedynie reakcja Gryfonki.
- No jasne. Mi nie udało się pozbyć ciebie, więc teraz próbujesz ty. – Zironizowała.
Nie rozmawiali tak jeszcze długo. Upewnili się, że ich przyjaciele są na tyle zajęci, by nie zauważyć ich nieobecności i weszli z powrotem do tunelu. Tradycyjnie, panowała tam cisza i egipskie ciemności. Hermiona wzdrygnęła się, jako że czuła się niekomfortowo, ale ruszyła przodem. Weszli po schodkach, uważając na stopień z tajemniczą substancją i podeszli do pierwszych drzwi. Otworzyli je i ich oczom ukazał się ten sam ciemnobrązowy, prostokątny pokój. Wyczuwało się w nim atmosferę tajemniczości.
Draco wyminął w drzwiach Hermionę i podszedł do kolejnych drzwi. Zanim jednak złapał za klamkę, dziewczyna złapała go za ramię.
- A co, jak są.. ee, no nie wiem, niebezpieczne? – Spytała, przestraszona.
- Popadasz w paranoję, Granger. – Rzucił kpiąco Draco i chwycił gałkę. Drzwi uległy.
Znaleźli się w pokoju z białą podłogą i niebieskimi ścianami. Hermiona wzdrygnęła się, bowiem przypomniał jej się pokój w dolinie Godryka, w którym wąż Voldemorta zaatakował Harry’ego w ostatnie święta. W tym pomieszczeniu – nadzwyczaj schludnym w porównaniu do poprzednich – znajdowało się dwuosobowe łóżko, dębowe biurko i krzesło. Nic więcej. Były też oczywiście drugie drzwi. Na biurku leżała następna karteczka, którą chwycił blondyn.
Jeśli to czytasz, drogi przyjacielu
Znak, że przeżyłeś, jak niewielu.
Za tobą najtrudniejsze zadanie
Jednak nie licz na ulgowe traktowanie.
Dalej musisz odkrywać bez wiedzy,
By spocząć na laurach, a nie na miedzy.
Znak, że przeżyłeś, jak niewielu.
Za tobą najtrudniejsze zadanie
Jednak nie licz na ulgowe traktowanie.
Dalej musisz odkrywać bez wiedzy,
By spocząć na laurach, a nie na miedzy.
Oboje nie rozumieli słów zagadki.
Nie wskazywały one bowiem na nic konkretnego. Co należało więc począć?
- Pokaż mi to. – Powiedziała stanowczo Hermiona, a Draco posłusznie oddał małą karteczkę. Jak zwykle, zagadka była napisana kaligraficznym pismem, na pożółkłym papierze. Tym razem jednak coś wyróżniało świstek. – Spójrz, tu w rogu. – Wskazała na prawy dolny róg kartki. I rzeczywiście, znajdował się tam dziwny znak.
Ów znak wyglądał, jak rozłożone skrzydła, nad którymi wiły się w różne strony jakieś zawijasy. Mieścił się wewnątrz okręgu. Wydawał się dziwnie znajomy Hermionie, ale za nic w świecie nie mogła sobie przypomnieć, gdzie już taki widziała.
- I co teraz? – Spytał Draco. Byli zdezorientowani.
- Nie mam pojęcia. – Wyznała szczerze Gryfonka.
Powoli podeszli do drzwi, obserwując je dokładnie. Jednak nie wydawały się inne, niż poprzednie. Nie mieli pojęcia, co poczynić w tej chwili, znajdowali się w kropce. Hermiona złapała za gałkę i przekręciła, ale nic się nie stało. Draco oglądał jej poczynania i chyba na coś natrafił.
- A co to jest? – Wskazał na małe zadrapanie na drzwiach, niewiele wyżej od gałki.
Oboje pochylili się w tą stronę i zauważyli. Lakier na drzwiach był najpierw zdrapany, a później ponownie zamalowany, jednak niedokładnie. Zeskrobali go i ich oczom ukazał się ten sam dziwny znak, co na kartce. Czyli znów nic nie mieli. Popatrzyli się na siebie… i zdali sobie sprawę z tego, jak blisko są ich twarze. Dzieliły ich właściwie milimetry. Wpatrywali się w siebie, jak urzeczeni. Jednak Hermiona się speszyła i szybko odsunęła od blondyna.
- Puki się nie dowiemy, co to jest, – stwierdził Draco, wskazując palcem na znak. Jego głos był lekko zachrypnięty. – to nie mamy po co tu wracać.
- Raczej tak. – Zgodziła się Hermiona. W ciszy opuścili pomieszczenie i cały tunel, jednak towarzyszyło im napięcie spowodowane poprzednią sytuacją.
- Pokaż mi to. – Powiedziała stanowczo Hermiona, a Draco posłusznie oddał małą karteczkę. Jak zwykle, zagadka była napisana kaligraficznym pismem, na pożółkłym papierze. Tym razem jednak coś wyróżniało świstek. – Spójrz, tu w rogu. – Wskazała na prawy dolny róg kartki. I rzeczywiście, znajdował się tam dziwny znak.
Ów znak wyglądał, jak rozłożone skrzydła, nad którymi wiły się w różne strony jakieś zawijasy. Mieścił się wewnątrz okręgu. Wydawał się dziwnie znajomy Hermionie, ale za nic w świecie nie mogła sobie przypomnieć, gdzie już taki widziała.
- I co teraz? – Spytał Draco. Byli zdezorientowani.
- Nie mam pojęcia. – Wyznała szczerze Gryfonka.
Powoli podeszli do drzwi, obserwując je dokładnie. Jednak nie wydawały się inne, niż poprzednie. Nie mieli pojęcia, co poczynić w tej chwili, znajdowali się w kropce. Hermiona złapała za gałkę i przekręciła, ale nic się nie stało. Draco oglądał jej poczynania i chyba na coś natrafił.
- A co to jest? – Wskazał na małe zadrapanie na drzwiach, niewiele wyżej od gałki.
Oboje pochylili się w tą stronę i zauważyli. Lakier na drzwiach był najpierw zdrapany, a później ponownie zamalowany, jednak niedokładnie. Zeskrobali go i ich oczom ukazał się ten sam dziwny znak, co na kartce. Czyli znów nic nie mieli. Popatrzyli się na siebie… i zdali sobie sprawę z tego, jak blisko są ich twarze. Dzieliły ich właściwie milimetry. Wpatrywali się w siebie, jak urzeczeni. Jednak Hermiona się speszyła i szybko odsunęła od blondyna.
- Puki się nie dowiemy, co to jest, – stwierdził Draco, wskazując palcem na znak. Jego głos był lekko zachrypnięty. – to nie mamy po co tu wracać.
- Raczej tak. – Zgodziła się Hermiona. W ciszy opuścili pomieszczenie i cały tunel, jednak towarzyszyło im napięcie spowodowane poprzednią sytuacją.
***
Tydzień upłynął błyskawicznie i
bez większych niespodzianek. Blaise wytykał Ginny wyznanie z niedzielnego poranka
i uganiał się za nią, pytając co pół godziny, czy pójdzie z nim na randkę.
Oczywiście odpowiedź była przecząca. Chłopak miał coraz to nowsze pomysły,
m.in. Płatki róż zamiast wody, kiedy się kąpała, ciastka z napisem „umówisz się
ze mną?”, ogromny transparent na błoniach i wiele, wiele innych.
Przyjaciele patrzyli na jego poczynania z politowaniem, Ginny natomiast z zaciętą miną. Największy ubaw mieli chyba Draco i Hermiona, między którymi stosunki chyba się ociepliły. Nie warczeli już na siebie, a ostatnio nawet prowadzili normalną konwersację. Robili ogromne postępy i chyba sami zdawali sobie z tego sprawę, bowiem chodzili jacyś weselsi.
Między Harry’m i Pansy było bez zmian. Oboje byli tak zabiegani, że nie mieli czasu pogadać, nie mówiąc już o spotkaniu się. Wymieniali jedynie uprzejme uśmiechy na korytarzach, kiedy zmierzali z jednej Sali do drugiej.
Ron odważył się zaprosić Astorię na kolejny spacer. Widać było, że chłopakowi na niej zależy. Jednak ich znajomi nie byli pewni, czy wyjdzie im to na dobre. A szczególnie Ronowi. Podobno Pansy słyszała, jak Astoria nabijała się z Gryfona do swojej siostry, Dafne. Jednak nie wiadomo, ile w tym było prawdy.
A Luna i Neville nawet na siebie nie patrzyli, kiedy mijali się na korytarzach. Oboje byli ciężko przez siebie zranieni i oboje nieustępliwi. Lunie było przykro, że chłopak zaproponował przerwę, a Neville’a dręczyła sprawa z Teodorem Nottem. Był zmęczony tym ściganiem się. On chciał tylko być szczęśliwy.
W piątek była Noc Duchów. Uczniowie przybyli do Wielkiej Sali, w której panował półmrok. Jedyne światło dawały świece, iskrzące się na ścianach, a także przystrojony święcącymi dyniami stół nauczycielski i pojedyncze dyniowe lampiony na uczniowskich stołach. Na niebie leniwie sunęły białe, pojedyncze chmury. A profesor McGonagall była przebrana za wampira. Całe grono nauczycielskie wystroiło się w tym roku. Byli nie do poznania. Szczególnie profesor Sprout, która postanowiła założyć strój zombie.
Hermiona przyszła do WS razem z Ginny i Blaise’m, który ostatnio nie odstępował rudowłosej na krok, w ciągu dnia. Tak, do łazienki też za nią łaził. Teraz jednak pożegnał się z dziewczętami i usiadł przy swoim stole, koło markotnego Teodora.
- Cześć Teodor. Co ty taki wesoły dzisiaj? – Spytał Blaise, jak gdyby nigdy nic.
- Goń się. – Burknął czarnowłosy.
- Milutki jak zawsze. – Zironizował Diabeł i nałożył sobie podejrzanie wyglądającego przysmaku na talerz. – Co, twoja superekstrainteligentna koleżanka znów dała ci kosza?
- Jeszcze jedno słowo, Zabini, a zaraz twój łeb wyląduje w ponczu. – Zagroził cicho Teodor, co skutecznie uciszyło jego przyjaciela.
Przy stole Gryfonów panowała dużo żywsza i weselsza atmosfera. Wszyscy głośno rozmawiali i żartowali, niektórzy też słuchali opowieści Prawie Bezgłowego Nicka o jego szkolnych czasach. Jedynie Harry siedział trochę zasępiony i nie jadł ani nie żartował.
- Co ci jest, stary? – Zapytał Ron, który od dłuższego czasu obserwował przyjaciela.
- Nic. Zamyślony jestem. – Odrzekł Bliznowaty.
- Widzę. Jak ci tak zależy, to umów się z nią na jutro. – Rzucił rudzielec. Jego przyjaciel podniósł głowę i popatrzył na niego dziwnym wzrokiem.
- Co? Nie myślę o Parkinson. – Wytłumaczył, jednak na jego poliki wdarł się lekki rumieniec.
- No to o kim?
- O rodzicach. – Odpowiedział spokojnie Harry. Spotkał się z przerażonym wzrokiem Rona, smutnymi oczami Ginny i krzywym, pocieszającym uśmiechem Hermiony. – Nie patrzcie tak na mnie, nie planuję samobójstwa.
- Harry, przecież wiemy, że jest ci ciężko. – Zaczęła Hermiona.
- Nic z tym nie zrobicie. Ron, uważasz, że powinienem zjeść trochę tego móżdżka, czy może lepiej spróbować zapiekanki z ludzkiego serca? – Bliznowaty wolał zmienić temat. Nie lubił, jak ktoś się nad nim użalał.
Przyjaciele patrzyli na jego poczynania z politowaniem, Ginny natomiast z zaciętą miną. Największy ubaw mieli chyba Draco i Hermiona, między którymi stosunki chyba się ociepliły. Nie warczeli już na siebie, a ostatnio nawet prowadzili normalną konwersację. Robili ogromne postępy i chyba sami zdawali sobie z tego sprawę, bowiem chodzili jacyś weselsi.
Między Harry’m i Pansy było bez zmian. Oboje byli tak zabiegani, że nie mieli czasu pogadać, nie mówiąc już o spotkaniu się. Wymieniali jedynie uprzejme uśmiechy na korytarzach, kiedy zmierzali z jednej Sali do drugiej.
Ron odważył się zaprosić Astorię na kolejny spacer. Widać było, że chłopakowi na niej zależy. Jednak ich znajomi nie byli pewni, czy wyjdzie im to na dobre. A szczególnie Ronowi. Podobno Pansy słyszała, jak Astoria nabijała się z Gryfona do swojej siostry, Dafne. Jednak nie wiadomo, ile w tym było prawdy.
A Luna i Neville nawet na siebie nie patrzyli, kiedy mijali się na korytarzach. Oboje byli ciężko przez siebie zranieni i oboje nieustępliwi. Lunie było przykro, że chłopak zaproponował przerwę, a Neville’a dręczyła sprawa z Teodorem Nottem. Był zmęczony tym ściganiem się. On chciał tylko być szczęśliwy.
W piątek była Noc Duchów. Uczniowie przybyli do Wielkiej Sali, w której panował półmrok. Jedyne światło dawały świece, iskrzące się na ścianach, a także przystrojony święcącymi dyniami stół nauczycielski i pojedyncze dyniowe lampiony na uczniowskich stołach. Na niebie leniwie sunęły białe, pojedyncze chmury. A profesor McGonagall była przebrana za wampira. Całe grono nauczycielskie wystroiło się w tym roku. Byli nie do poznania. Szczególnie profesor Sprout, która postanowiła założyć strój zombie.
Hermiona przyszła do WS razem z Ginny i Blaise’m, który ostatnio nie odstępował rudowłosej na krok, w ciągu dnia. Tak, do łazienki też za nią łaził. Teraz jednak pożegnał się z dziewczętami i usiadł przy swoim stole, koło markotnego Teodora.
- Cześć Teodor. Co ty taki wesoły dzisiaj? – Spytał Blaise, jak gdyby nigdy nic.
- Goń się. – Burknął czarnowłosy.
- Milutki jak zawsze. – Zironizował Diabeł i nałożył sobie podejrzanie wyglądającego przysmaku na talerz. – Co, twoja superekstrainteligentna koleżanka znów dała ci kosza?
- Jeszcze jedno słowo, Zabini, a zaraz twój łeb wyląduje w ponczu. – Zagroził cicho Teodor, co skutecznie uciszyło jego przyjaciela.
Przy stole Gryfonów panowała dużo żywsza i weselsza atmosfera. Wszyscy głośno rozmawiali i żartowali, niektórzy też słuchali opowieści Prawie Bezgłowego Nicka o jego szkolnych czasach. Jedynie Harry siedział trochę zasępiony i nie jadł ani nie żartował.
- Co ci jest, stary? – Zapytał Ron, który od dłuższego czasu obserwował przyjaciela.
- Nic. Zamyślony jestem. – Odrzekł Bliznowaty.
- Widzę. Jak ci tak zależy, to umów się z nią na jutro. – Rzucił rudzielec. Jego przyjaciel podniósł głowę i popatrzył na niego dziwnym wzrokiem.
- Co? Nie myślę o Parkinson. – Wytłumaczył, jednak na jego poliki wdarł się lekki rumieniec.
- No to o kim?
- O rodzicach. – Odpowiedział spokojnie Harry. Spotkał się z przerażonym wzrokiem Rona, smutnymi oczami Ginny i krzywym, pocieszającym uśmiechem Hermiony. – Nie patrzcie tak na mnie, nie planuję samobójstwa.
- Harry, przecież wiemy, że jest ci ciężko. – Zaczęła Hermiona.
- Nic z tym nie zrobicie. Ron, uważasz, że powinienem zjeść trochę tego móżdżka, czy może lepiej spróbować zapiekanki z ludzkiego serca? – Bliznowaty wolał zmienić temat. Nie lubił, jak ktoś się nad nim użalał.
***
Po skończonej uczcie uczniowie
wrócili do swoich pokoi. Do Ginny i Hermiony wpadła Pansy, więc dziewczyny
postanowiły sobie zrobić babski wieczór. Z kolei do Draco i Blaise’a przyszedł
Teodor z dwoma butelkami ognistej i panowie urządzili sobie libację.
- Co sądzicie o Ślizgonach z pokoju obok? – Spytała Ginny po jakimś czasie i nie wiadomo której z kolei lampce wina.
- Znam ich całe życie i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to najwięksi idioci, jakich widział świat. – Zaśmiała się Pansy.
- Ja myślę, że Blaise jest w porządku. – Stwierdziła Hermiona.
- Nawet. – Mruknęła Ginny.
- On ci się podoba. – Nie spytała, a raczej stwierdziła Pansy. Na policzkach młodszej Gryfonki zagościł rumieniec.
- Może trochę. Ale nie liczę na zbyt wiele.
- Zwariowałaś? Od tygodnia mówi tylko o tobie. Chyba z milion razy robił zestawienie twoich cech. Uwierz, on wie o tobie więcej, niż ty sama. – Powiedziała Ślizgona, ku przestrodze Ginny.
- Weź tak nawet nie żartuj! – Przestraszyła się rudowłosa, po czym wszystkie trzy wybuchły gromkim śmiechem. – A ja tam myślę, że Malfoy też nie jest najgorszy. I chyba nasza Hermionka wpadła mu w oko.
- Och, proszę cię, Ginny. On jest zakochany w sobie i świata nie widzi poza nikim więcej. No i jest głupi. I narcystyczny, samolubny, wkurzający, irytujący, no i jest dupkiem.
- Kto się czubi, ten się lubi! – Powiedziały naraz Pansy i Ginny i znów się zaśmiały.
Panie nie wiedziały, że w pokoju obok, między trójką Ślizgonów toczy się bardzo podobny temat.
- Jak się wam widzą drogie panie Gryfoneczki? – Rzucił Blaise na dobry początek.
- Kara boska, że muszę z nimi mieszkać. – Powiedział Draco i wzniósł oczy ku niebu.
- Nie może chyba być tak źle? – Zapytał Teodor.
- Jest fatalnie! Wyobraź sobie mieszkanie z dwoma babami i dzieckiem! Koszmar! – Rzucił blondyn do chłopaka i obaj parsknęli śmiechem, słysząc oburzenie diabła.
- Ja dziecko? Chyba ty! Kto ciućka palec przez sen? – Zaperzył się brunet.
- Ty.
- Świetni z was kumple, nie ma co. – Sarknął, ale po chwili się ożywił.- No dobra, a tak na poważnie? Bo ja tam uważam, że obie są świetne.
- Weasley to może jeszcze ujdzie, ale Granger nie znoszę! Wszędzie się panoszy i zawsze wszystko wie. – Rzucił Draco, próbując naśladować Hermionę zgłaszającą się do odpowiedzi.
- Nie jest najgorsza. – Stwierdził Teodor. – Czasami gadamy w bibliotece.
- Uważaj, bo się zabujasz. – Zakpił blondyn.
- Widać, że zazdrosny. Wpadła ci w oko, co? – Zaśmiał się Teodor.
- Zwariowałeś? W życiu!
- Nie mów hop, zanim nie przeskoczysz!
Tego wieczoru polało się jeszcze dużo alkoholu. W końcu wszystkich zmorzył sen. Hermiona obudziła się jednak przed północą, ponieważ musiała iść do łazienki. Załatwiwszy sprawę, chciała napić się wody, ale w pokoju nie miała, więc musiała udać się do barku w salonie.
A w salonie siedział Draco, który najwyraźniej też się obudził i nie mógł zasnąć. Hermiona spojrzała na niego zdziwiona, ale wyminęła bez słowa i podeszła do barku. Napiła się wody z myślą, że rano będzie miała kaca. Schowała butelkę i miała już wracać do pokoju, ale, nie wiedząc czemu, usiadła na fotelu, koło kanapy, na której spoczywał blondyn. Wpatrywał się w dogasający w kominku ogień. Milczenie było jednak uciążliwe.
- Czemu nie śpisz? – Spytała Gryfonka.
- A ty czemu nie śpisz? – Odpowiedział pytaniem na pytanie.
- A czy to ma jakieś znaczenie?
- Nie wiem, po co mnie pytasz?
- Musisz odpowiadać pytaniem na pytanie?
- Kto powiedział, że nie mogę?
- Czy ja ci bronię?
- Nie frustruje cię to?
- A od kiedy to obchodzi cię moje zdanie?
- A od kiedy my normalnie ze sobą gadamy?
- O co ci chodzi?
- Po co ciągniemy tą słowną gierkę?
- Nie wiem, nie możemy przestać?
- Dość.
Po alkoholu oboje mieli złe samopoczucie i nienajlepsze humory. Hermiona już miała iść do siebie, gdy na zegarku wybiła północ i stało się coś dziwnego. Z dogasającego ognia zaczęła wydobywać się srebrzysta poświata. Substancja przybrała kształty jakiegoś starego mężczyzny. Miał siwe, długie włosy i był ubrany w łachmany.
- Ostrzegałem was o wielkich skarbach! Miałem rację! Odkryjcie tajemnicę! Uwolnijcie dusze tego zamku od nieszczęścia! – Wrzeszczało widmo. – Wiecie już, jaka jest prawda? Zapobiegnijcie złemu wypadkowi! Tak, żeby to się nigdy nie stało! – Widmo zniknęło równie szybko, co się pojawiło.
W salonie zapadła cisza. Na twarzach prefektów naczelnych kryło się zdziwienie pomieszane z przerażeniem. Szczególnie u Draco.
- Granger…
- Tak, to było dziwne. – Przyznała Hermiona, ale widząc przestraszoną minę blondyna, zaniepokoiła się. – Co ci jest, Malfoy?
- Pamiętasz, jak kiedyś na patrolu poszliśmy na błonia i wszedłem do Zakazanego Lasu? Jak wyszedłem, mówiłem ci o jakimś starcu, który słabo się trzymał. To był on. – Przerażony Ślizgon wskazywał palcem na kominek. Czy to było możliwe?
- Co? Ale jak to? Nic z tego nie rozumiem… I o czym on w ogóle mówił? – Ich miny nie wyrażały niczego dobrego.
- To ma związek z zagadką i tym tajemniczym tunelem. – Powiedział Draco. Oboje popatrzyli się na regały biblioteczki.
- To wszystko robi się coraz bardziej pokręcone, nie uważasz? McGonagall odwołuje nam szlaban, mówiąc, że jest noc duchów i dzisiaj nie jesteśmy potrzebni, a potem spotykamy jakieś widmo, które pieprzy trzy po trzy. – Nawet mimo absurdalnej sytuacji Draco nie mógł pozbyć się kpiącego uśmieszku, słysząc wulgaryzm z ust Gryfonki.
- Ja też nic nie rozumiem. Ale wiemy jedno. Musimy rozwiązać tą zagadkę. – Powiedział stanowczo blondyn.
- Co sądzicie o Ślizgonach z pokoju obok? – Spytała Ginny po jakimś czasie i nie wiadomo której z kolei lampce wina.
- Znam ich całe życie i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to najwięksi idioci, jakich widział świat. – Zaśmiała się Pansy.
- Ja myślę, że Blaise jest w porządku. – Stwierdziła Hermiona.
- Nawet. – Mruknęła Ginny.
- On ci się podoba. – Nie spytała, a raczej stwierdziła Pansy. Na policzkach młodszej Gryfonki zagościł rumieniec.
- Może trochę. Ale nie liczę na zbyt wiele.
- Zwariowałaś? Od tygodnia mówi tylko o tobie. Chyba z milion razy robił zestawienie twoich cech. Uwierz, on wie o tobie więcej, niż ty sama. – Powiedziała Ślizgona, ku przestrodze Ginny.
- Weź tak nawet nie żartuj! – Przestraszyła się rudowłosa, po czym wszystkie trzy wybuchły gromkim śmiechem. – A ja tam myślę, że Malfoy też nie jest najgorszy. I chyba nasza Hermionka wpadła mu w oko.
- Och, proszę cię, Ginny. On jest zakochany w sobie i świata nie widzi poza nikim więcej. No i jest głupi. I narcystyczny, samolubny, wkurzający, irytujący, no i jest dupkiem.
- Kto się czubi, ten się lubi! – Powiedziały naraz Pansy i Ginny i znów się zaśmiały.
Panie nie wiedziały, że w pokoju obok, między trójką Ślizgonów toczy się bardzo podobny temat.
- Jak się wam widzą drogie panie Gryfoneczki? – Rzucił Blaise na dobry początek.
- Kara boska, że muszę z nimi mieszkać. – Powiedział Draco i wzniósł oczy ku niebu.
- Nie może chyba być tak źle? – Zapytał Teodor.
- Jest fatalnie! Wyobraź sobie mieszkanie z dwoma babami i dzieckiem! Koszmar! – Rzucił blondyn do chłopaka i obaj parsknęli śmiechem, słysząc oburzenie diabła.
- Ja dziecko? Chyba ty! Kto ciućka palec przez sen? – Zaperzył się brunet.
- Ty.
- Świetni z was kumple, nie ma co. – Sarknął, ale po chwili się ożywił.- No dobra, a tak na poważnie? Bo ja tam uważam, że obie są świetne.
- Weasley to może jeszcze ujdzie, ale Granger nie znoszę! Wszędzie się panoszy i zawsze wszystko wie. – Rzucił Draco, próbując naśladować Hermionę zgłaszającą się do odpowiedzi.
- Nie jest najgorsza. – Stwierdził Teodor. – Czasami gadamy w bibliotece.
- Uważaj, bo się zabujasz. – Zakpił blondyn.
- Widać, że zazdrosny. Wpadła ci w oko, co? – Zaśmiał się Teodor.
- Zwariowałeś? W życiu!
- Nie mów hop, zanim nie przeskoczysz!
Tego wieczoru polało się jeszcze dużo alkoholu. W końcu wszystkich zmorzył sen. Hermiona obudziła się jednak przed północą, ponieważ musiała iść do łazienki. Załatwiwszy sprawę, chciała napić się wody, ale w pokoju nie miała, więc musiała udać się do barku w salonie.
A w salonie siedział Draco, który najwyraźniej też się obudził i nie mógł zasnąć. Hermiona spojrzała na niego zdziwiona, ale wyminęła bez słowa i podeszła do barku. Napiła się wody z myślą, że rano będzie miała kaca. Schowała butelkę i miała już wracać do pokoju, ale, nie wiedząc czemu, usiadła na fotelu, koło kanapy, na której spoczywał blondyn. Wpatrywał się w dogasający w kominku ogień. Milczenie było jednak uciążliwe.
- Czemu nie śpisz? – Spytała Gryfonka.
- A ty czemu nie śpisz? – Odpowiedział pytaniem na pytanie.
- A czy to ma jakieś znaczenie?
- Nie wiem, po co mnie pytasz?
- Musisz odpowiadać pytaniem na pytanie?
- Kto powiedział, że nie mogę?
- Czy ja ci bronię?
- Nie frustruje cię to?
- A od kiedy to obchodzi cię moje zdanie?
- A od kiedy my normalnie ze sobą gadamy?
- O co ci chodzi?
- Po co ciągniemy tą słowną gierkę?
- Nie wiem, nie możemy przestać?
- Dość.
Po alkoholu oboje mieli złe samopoczucie i nienajlepsze humory. Hermiona już miała iść do siebie, gdy na zegarku wybiła północ i stało się coś dziwnego. Z dogasającego ognia zaczęła wydobywać się srebrzysta poświata. Substancja przybrała kształty jakiegoś starego mężczyzny. Miał siwe, długie włosy i był ubrany w łachmany.
- Ostrzegałem was o wielkich skarbach! Miałem rację! Odkryjcie tajemnicę! Uwolnijcie dusze tego zamku od nieszczęścia! – Wrzeszczało widmo. – Wiecie już, jaka jest prawda? Zapobiegnijcie złemu wypadkowi! Tak, żeby to się nigdy nie stało! – Widmo zniknęło równie szybko, co się pojawiło.
W salonie zapadła cisza. Na twarzach prefektów naczelnych kryło się zdziwienie pomieszane z przerażeniem. Szczególnie u Draco.
- Granger…
- Tak, to było dziwne. – Przyznała Hermiona, ale widząc przestraszoną minę blondyna, zaniepokoiła się. – Co ci jest, Malfoy?
- Pamiętasz, jak kiedyś na patrolu poszliśmy na błonia i wszedłem do Zakazanego Lasu? Jak wyszedłem, mówiłem ci o jakimś starcu, który słabo się trzymał. To był on. – Przerażony Ślizgon wskazywał palcem na kominek. Czy to było możliwe?
- Co? Ale jak to? Nic z tego nie rozumiem… I o czym on w ogóle mówił? – Ich miny nie wyrażały niczego dobrego.
- To ma związek z zagadką i tym tajemniczym tunelem. – Powiedział Draco. Oboje popatrzyli się na regały biblioteczki.
- To wszystko robi się coraz bardziej pokręcone, nie uważasz? McGonagall odwołuje nam szlaban, mówiąc, że jest noc duchów i dzisiaj nie jesteśmy potrzebni, a potem spotykamy jakieś widmo, które pieprzy trzy po trzy. – Nawet mimo absurdalnej sytuacji Draco nie mógł pozbyć się kpiącego uśmieszku, słysząc wulgaryzm z ust Gryfonki.
- Ja też nic nie rozumiem. Ale wiemy jedno. Musimy rozwiązać tą zagadkę. – Powiedział stanowczo blondyn.
***
Cześć Wizzy! Jak wam minął tydzień? Nasz trochę leniwie, ponieważ z ~Azazel zaczęłyśmu ferie, pierwszy tydzień za nami. A wy kiedy macie trochę wolnego? Zachęcamy do komentowania ;) Przypominamy, że wersja dostępna na wattpadzie.
Pozdrawiamy
Pozdrawiamy
Niklaus & Azazel
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz