Kiedy Draco trafił do Świętego Munga, jego sytuacja trochę
się polepszyła. Dostał odpowiednie lekarstwa i nie czuł już tego potwornego
ognia rozchodzącego się po całym organizmie. Matka i ojciec czuwali przy nim na
zmianę. Większość czasu przesypiał, ale zdarzały się momenty, kiedy się budził
i słyszał szloch swojej rodzicielki. Wolał udawać, że śpi dalej. Nienawidził,
kiedy kobieta płakała w jego towarzystwie. A szczególnie, z jego powodu. Ojciec
trzymał się trochę lepiej, ale też miał słaby głos i dało się słyszeć, że od
kilku dni nie zmrużył oka.
Ostatnio obudził się i usłyszał strzępek rozmowy, kiedy to Blaise pytał Narcyzę o stan jego zdrowia. Wtedy Draco też wolał udawać, że śpi. Był zmęczony mimo ciągłego snu i nie miał ochoty na towarzystwo. Nie uwierzycie, jak trudno było mu ukrywać zaskoczenie, kiedy usłyszał głos Granger, gdzieś przed jego łóżkiem. Ona jako jedyna nie panikowała i nie rozpaczała, pocieszała nawet Pansy. Miło mu się zrobiło, że Gryfonka go odwiedziła. A może to z poczucia winy? No właśnie, do tej pory Draco o tym nie myślał.
Wydawało mu się, że ten postępek będzie dla wszystkich korzystny, a do głowy mu nie przyszło, że Hermiona może się o to obwiniać. Bo i po co? Musiał ją o to zapytać, kiedy wróci do Hogwartu.
- Panie Malfoy, wiem że pan nie śpi. – Powiedział Daniel Martinez, magomedyk, który prowadził jego przypadek. Draco mimowolnie otworzył oczy, natomiast starszy mężczyzna popatrzył w jego kartę pacjenta. – Wygląda na to, że toksyny znikły z organizmu za sprawą eliksirów, jakie panu podano. Myślę, że za kilka dni będzie pan mógł opuścić to miejsce.
- Kilka dni? Mówił pan, że jest już ze mną dobrze. – Zdziwił się blondyn.
- Jest lepiej. – poprawił go magomedyk. – Musimy sprawdzić, czy na pewno dobrze się pan czuje.
- Jeśli pyskuje, to na pewno czuje się doskonale. – Do Sali wszedł Lucjusz Malfoy razem z małżonką, która dała mu kuksańca w bok. Panowie uścisnęli sobie dłonie.
- Wcale nie pyskuję! – Oburzył się Ślizgon.
- Już dobrze, kochanie. Ojciec się z tobą droczy. – Policzki Dracona zmieniły barwę. Nie znosił, kiedy matka traktowała go jak dziecko.
Ostatnio obudził się i usłyszał strzępek rozmowy, kiedy to Blaise pytał Narcyzę o stan jego zdrowia. Wtedy Draco też wolał udawać, że śpi. Był zmęczony mimo ciągłego snu i nie miał ochoty na towarzystwo. Nie uwierzycie, jak trudno było mu ukrywać zaskoczenie, kiedy usłyszał głos Granger, gdzieś przed jego łóżkiem. Ona jako jedyna nie panikowała i nie rozpaczała, pocieszała nawet Pansy. Miło mu się zrobiło, że Gryfonka go odwiedziła. A może to z poczucia winy? No właśnie, do tej pory Draco o tym nie myślał.
Wydawało mu się, że ten postępek będzie dla wszystkich korzystny, a do głowy mu nie przyszło, że Hermiona może się o to obwiniać. Bo i po co? Musiał ją o to zapytać, kiedy wróci do Hogwartu.
- Panie Malfoy, wiem że pan nie śpi. – Powiedział Daniel Martinez, magomedyk, który prowadził jego przypadek. Draco mimowolnie otworzył oczy, natomiast starszy mężczyzna popatrzył w jego kartę pacjenta. – Wygląda na to, że toksyny znikły z organizmu za sprawą eliksirów, jakie panu podano. Myślę, że za kilka dni będzie pan mógł opuścić to miejsce.
- Kilka dni? Mówił pan, że jest już ze mną dobrze. – Zdziwił się blondyn.
- Jest lepiej. – poprawił go magomedyk. – Musimy sprawdzić, czy na pewno dobrze się pan czuje.
- Jeśli pyskuje, to na pewno czuje się doskonale. – Do Sali wszedł Lucjusz Malfoy razem z małżonką, która dała mu kuksańca w bok. Panowie uścisnęli sobie dłonie.
- Wcale nie pyskuję! – Oburzył się Ślizgon.
- Już dobrze, kochanie. Ojciec się z tobą droczy. – Policzki Dracona zmieniły barwę. Nie znosił, kiedy matka traktowała go jak dziecko.
***
Rzeczywiście
czuł się już doskonale. W środę wyszedł ze szpitala. Rodzice nalegali, by
został choć jeden dzień w domu. Chętnie na to przystał, bo wciąż był zmęczony
od zbyt dużej ilości snu. Wysłał list do Blaise’a z informacją o powrocie i
poszedł do swojego pokoju, by napić się ognistej. Szczerze mówiąc, to mu się
nudziło. Nie miał jak nadrobić zaległości, bo nie wiedział, co teraz
przerabiają. Diabeł w listach nie raczył mu powiedzieć nic o lekcjach. Może
gdyby napisał do Granger… Chyba za mocno ubił się w głowę przy tym upadku. Jak
w ogóle mógł pomyśleć o napisaniu do byłego wroga? Blondyn musiał przyznać, że
ostatnio zbyt często myślał o Gryfonce. I jakoś niekoniecznie mu się to
podobało. Miał nadzieję, że szybko mu przejdzie. Kiedy rozwiążą zagadkę, znów
powrócą do przezwisk i dawnych uprzedzeń. Jednak czy aby na pewno?
***
Następnego dnia wrócił do szkoły
w czasie lekcji, więc nie było sensu na nie iść. Przywitał się z dyrektorką, do
której gabinetu przeniósł się poprzez kominek. Porozmawiali chwilę i chłopak
wyszedł. Udał się do swojego pokoju i położył na łóżku, myśląc o tym, co
znajduje się za drzwiami w tajemniczym tunelu, które udało mu się otworzyć. Z
tego wszystkiego znów usnął, jednak niewiele później obudził go krzyk
przyjaciela.
- Smoku! Wróciłeś? Ale zarąbiście, tak tu było nudno bez ciebie! – Uradował się Blaise. Podbiegł do blondyna i uścisnął.
- Cześć, Blaise. Ja też nie przepadam za twoją mordą. – Wyznał Draco, po czym oboje zaśmiali się. PO chwili brunet opowiadał wszystkie nowinki z tygodnia, kiedy nie było go w szkole.
Okazało się, że Wieprzlej zaprosił na randkę Astorię i świetnie się bawili. Hermionę podrywał jakiś małolata, Krukon z 4 klasy, ale wtedy nie miała humoru, więc wlepiła mu szlaban za to, że istnieje. Ginny opierdzieliła Harry’ego za to, że ten prawie w ogóle nie interesuje się Pansy. A sama Pansy unika Harry’ego, jak ognia, bo głupio jej po tym, jak zaprosiła go na wieczorny spacer po Hogwarcie, w dzień meczu. Czyli wszystko wróciło do normy.
- Smoku! Wróciłeś? Ale zarąbiście, tak tu było nudno bez ciebie! – Uradował się Blaise. Podbiegł do blondyna i uścisnął.
- Cześć, Blaise. Ja też nie przepadam za twoją mordą. – Wyznał Draco, po czym oboje zaśmiali się. PO chwili brunet opowiadał wszystkie nowinki z tygodnia, kiedy nie było go w szkole.
Okazało się, że Wieprzlej zaprosił na randkę Astorię i świetnie się bawili. Hermionę podrywał jakiś małolata, Krukon z 4 klasy, ale wtedy nie miała humoru, więc wlepiła mu szlaban za to, że istnieje. Ginny opierdzieliła Harry’ego za to, że ten prawie w ogóle nie interesuje się Pansy. A sama Pansy unika Harry’ego, jak ognia, bo głupio jej po tym, jak zaprosiła go na wieczorny spacer po Hogwarcie, w dzień meczu. Czyli wszystko wróciło do normy.
***
Hermiona
po skończonych lekcjach udała się do dormitorium na 5 piętrze sama, bowiem
Ginny poszła pogadać z chłopakami o kolejnych treningach Quidditcha. Brunetka
wchodząc do salonu zauważyła, że nad kominkiem jest przybite ogłoszenie o
sobotnim wypadzie do Hogsmeade. Ucieszyła się, bowiem dawno tam nie była i
chciała trochę połazić po odnowionych już sklepach. Poszła do swojego pokoju i
rzuciła się na łóżko. Była zmęczona ciągłą nauką i w dodatku intrygowała ją
sprawa tajemniczego przejścia. Chciała się dowiedzieć, co było dalej.
Hermiona ubrana była w czarną spódniczkę, która podjechała niebotycznie wysoko przez to, że dziewczyna leżała teraz na łóżku. Poza tym, miała na sobie podkoszulek i koszulę. Było jej niewygodnie, postanowiła się więc przebrać. Rozpięła guziki koszuli i już miała zdjąć podkoszulek, kiedy materiał zaczepił się o jej koronkowy biustonosz, uniemożliwiając jakiekolwiek poruszanie. Było teraz widać jej piękny, płaski brzuch oraz pełne piersi, oczywiście zasłonięte stanikiem.
- Cześć, Granger. Co z tą…. – Zaczął Draco, który bez pukania wtargnął do jej pokoju, lecz gdy ujrzał Gryfonkę, a właściwie jej ciało, urwał w połowie zdania. Zapomniał w ogóle, co miał mówić. Wpatrywał się, jak urzeczony. Hermiona natomiast zaczęła piszczeć.
- Wynocha stąd! – Powiedziała zrozpaczona. Tak się zaplątała, że nawet nie mogła już opuścić bluzki w dół.
- Nie drzyj się tak, bo cię pół Hogwartu usłyszy. Co ty właściwie robisz? – Zapytał na wpół rozkojarzony, na wpół rozbawiony Ślizgon.
- Zahaczyłam się, debilu! Nie widać? – Krzyknęła rozzłoszczona.
- No to ci pomogę. – Powiedział spokojnie.
- Nie podchodź!
- I co? Zamierzasz tak paradować do końca dnia?
- Poczekam na Ginny.
- Jakoś się jej nie spieszy, żeby do ciebie wracać.
- Zamknij się! I wyjdź z tego pokoju.
- Jestem opryskliwy –jest źle. Jestem miły – też nie dobrze. Zdecydujcie się, Gryfiaki.
-Ugh, no dobra. Ale jeśli spróbujesz mnie dotknąć tam, gdzie nie trzeba..
- Będę grzeczny, Granger.
Komizm tej sytuacji wydawał się niedorzeczny. Hermiona miała ochotę zamordować Ślizgona za to bezpodstawne wtargnięcie do jej pokoju i zobaczenie zbyt wiele. Draco natomiast świetnie się bawił. Podszedł powoli do Gryfonki. Jego zimne ręce spotkały się z rozgrzanym jej ciałem. Jednym sprawnym ruchem odhaczył koszulkę z ramiączka stanika i odsunął się, patrząc teraz na mocno zarumienioną twarz i błyszczące oczy dziewczyny.
- I co się gapisz? – Warknęła Hermiona.
- Jest na co. – Uśmiechnął się wrednie Draco. Omal nie oberwał po głowie.
- Jeszcze jedna taka uwaga i… - Zaczęła brunetka, jednak nie wiedziała, jak dokończyć.
- I co?
- Dużo! A tak w ogóle, to czego chcesz? – Zapytała skonsternowana.
- Chciałem się przywitać. Jak widać, całkiem miło umiesz się witać, Granger. – Gdyby spojrzenie Hermiony umiało zabijać, Draco już dawno leżałby martwy.
- Nie denerwuj mnie bardziej! I wynocha! – Krzyknęła wzburzona.
Draco wyszedł, zaśmiewając się w najlepsze. Ani trochę nie żałował wizyty w pokoju Gryfonki.
Hermiona ubrana była w czarną spódniczkę, która podjechała niebotycznie wysoko przez to, że dziewczyna leżała teraz na łóżku. Poza tym, miała na sobie podkoszulek i koszulę. Było jej niewygodnie, postanowiła się więc przebrać. Rozpięła guziki koszuli i już miała zdjąć podkoszulek, kiedy materiał zaczepił się o jej koronkowy biustonosz, uniemożliwiając jakiekolwiek poruszanie. Było teraz widać jej piękny, płaski brzuch oraz pełne piersi, oczywiście zasłonięte stanikiem.
- Cześć, Granger. Co z tą…. – Zaczął Draco, który bez pukania wtargnął do jej pokoju, lecz gdy ujrzał Gryfonkę, a właściwie jej ciało, urwał w połowie zdania. Zapomniał w ogóle, co miał mówić. Wpatrywał się, jak urzeczony. Hermiona natomiast zaczęła piszczeć.
- Wynocha stąd! – Powiedziała zrozpaczona. Tak się zaplątała, że nawet nie mogła już opuścić bluzki w dół.
- Nie drzyj się tak, bo cię pół Hogwartu usłyszy. Co ty właściwie robisz? – Zapytał na wpół rozkojarzony, na wpół rozbawiony Ślizgon.
- Zahaczyłam się, debilu! Nie widać? – Krzyknęła rozzłoszczona.
- No to ci pomogę. – Powiedział spokojnie.
- Nie podchodź!
- I co? Zamierzasz tak paradować do końca dnia?
- Poczekam na Ginny.
- Jakoś się jej nie spieszy, żeby do ciebie wracać.
- Zamknij się! I wyjdź z tego pokoju.
- Jestem opryskliwy –jest źle. Jestem miły – też nie dobrze. Zdecydujcie się, Gryfiaki.
-Ugh, no dobra. Ale jeśli spróbujesz mnie dotknąć tam, gdzie nie trzeba..
- Będę grzeczny, Granger.
Komizm tej sytuacji wydawał się niedorzeczny. Hermiona miała ochotę zamordować Ślizgona za to bezpodstawne wtargnięcie do jej pokoju i zobaczenie zbyt wiele. Draco natomiast świetnie się bawił. Podszedł powoli do Gryfonki. Jego zimne ręce spotkały się z rozgrzanym jej ciałem. Jednym sprawnym ruchem odhaczył koszulkę z ramiączka stanika i odsunął się, patrząc teraz na mocno zarumienioną twarz i błyszczące oczy dziewczyny.
- I co się gapisz? – Warknęła Hermiona.
- Jest na co. – Uśmiechnął się wrednie Draco. Omal nie oberwał po głowie.
- Jeszcze jedna taka uwaga i… - Zaczęła brunetka, jednak nie wiedziała, jak dokończyć.
- I co?
- Dużo! A tak w ogóle, to czego chcesz? – Zapytała skonsternowana.
- Chciałem się przywitać. Jak widać, całkiem miło umiesz się witać, Granger. – Gdyby spojrzenie Hermiony umiało zabijać, Draco już dawno leżałby martwy.
- Nie denerwuj mnie bardziej! I wynocha! – Krzyknęła wzburzona.
Draco wyszedł, zaśmiewając się w najlepsze. Ani trochę nie żałował wizyty w pokoju Gryfonki.
***
W sobotę Hermiona obudziła się
wcześniej, niż Ginny. Brunetka poszła do łazienki, zabierając uprzednio
przygotowane poprzedniego dnia ubranie. Dziewczyna po wykonaniu porannej
toalety zrobiła sobie delikatny makijaż, po czym ubrała czarne rurki i błękitny
sweter z głębokim dekoltem. Weszła do pokoju, gdzie na zwolnienie pomieszczenia
czekała uśmiechnięta Ginny.
Rudowłosa wybierała się do Hogsmeade razem z Blaise’m, który poprosił ją o pomoc. Plan był bynajmniej szatański, jednak wart zachodu. Najmłodsza latorośl Weasleyów chętnie przystała na propozycję Diabła. A dzisiaj uśmiech nie schodził jej z twarzy.
Harry zaprosił Pansy. Dziewczyna zgodziła się z uśmiechem, miała nadzieję na udany dzień. Bliznowaty współczuł jednak Ronowi, który zaprosił Astorię, ale ta nie mogła iść, bo miała szlaban u Slughorna. Jak widać, nie wszystko się udało. Pogoda była za to doskonała. Mimo nie najcieplejszego dnia promyki słońca oświetlały uśmiechnięte twarze.
Na śniadaniu Ron zapytał Hermionę, czy wybiorą się razem, jednak zanim Gryfonka mu odpowiedziała, do stołu podszedł jakiś Gryfon z drugiej klasy z informacją, że chłopak jest proszony do gabinetu profesor McGonagall. Rudzielec uśmiechnął się przepraszająco do przyjaciółki, po czym wstał od stołu i udał się w wyznaczone miejsce.
Niewiele później podszedł Blaise, który ucałował brunetkę w policzek (czemu towarzyszyły spojrzenia większości Gryfonów i szepty), a potem pomógł wstać Ginny i ramię w ramię wyszli z Wielkiej Sali.
Harry także poszedł niewiele później, chcąc złapać Pansy. Hermiona spokojnie dokończyła swój sok dyniowy i wróciła na 5 piętro, by wziąć płaszcz. W salonie spotkała Malfoya, tradycyjnie z ognistą w ręce. Chłopak odwrócił się w jej stronę i bezczelnie wpatrywał się w głęboki dekolt. W dodatku na jego ustach widniał lubieżny uśmiech.
-Nie mów mi że nigdy kobiety nie widziałeś Malfoy.
-Widziałem. Ale ani jednej tak seksownej.
- Daruj sobie, dogryzanie wychodzi ci lepiej, niż komplementy. – Dziewczyna ostentacyjnie zakończyła rozmowę.
Poszła do swojego pokoju, zabrała płaszczyk i ponownie ruszyła do wyjścia, odprowadzana spojrzeniem blondyna. Po przejściu na parter i kontroli Filcha Hermiona odetchnęła pełną piersią. Jesienne powietrze i całkiem dobra pogoda działały na nią kojąco. To tak, jakby wybudzić się ze snu i zorientować się, że się żyje. Mijając błonie, brunetka zauważyła Harry’ego i Pansy, dowcipkujących w najlepsze. Cieszyła się szczęściem przyjaciół. Przeszła przez ogromną bramę i wąską dróżką ruszyła ku wiosce. Po chwili dogonił ją Malfoy.
- Słuchaj Granger, skoro oboje nie mamy towarzystwa to może pójdziemy razem?
- Chyba naprawdę mocno uderzyłeś się w głowę. – Zakpiła Gryfonka.
- Nie do twarzy ci z sarkazmem, mówiłem to już nieraz. A tak w ogóle, to opowiadaj!
- Ale co? – Hermiona naprawdę była zdezorientowana.
- Jak to co? Co jest za tymi drzwiami? – Spytał zaciekawiony Draco. Wciąż myślał o zagadce.
- Nie wiem, nie wracałam tam! – Hermionie nie uśmiechało się do zwierzeń.
- A to niby dlaczego? – Zdziwił się blondyn.
- Bo nie.
- To nie jest odpowiedź.
- Dla mnie tak.
- Co ty taka drażliwa?
- Twoja obecność tak na mnie wpływa.
- Czyli powiadasz, że odczuwasz wobec mnie silne emocje?
-Och tak. – Blondyn spojrzał na nią zdezorientowany a ona zaczęła wyliczać na palcach prawej ręki. –Złość, obrzydzenie, niechęć, albo w sumie chęć, ale mordu mordu i znudzenie.
-A nienawiść? – Zapytał blondyn poważniejąc?
Rudowłosa wybierała się do Hogsmeade razem z Blaise’m, który poprosił ją o pomoc. Plan był bynajmniej szatański, jednak wart zachodu. Najmłodsza latorośl Weasleyów chętnie przystała na propozycję Diabła. A dzisiaj uśmiech nie schodził jej z twarzy.
Harry zaprosił Pansy. Dziewczyna zgodziła się z uśmiechem, miała nadzieję na udany dzień. Bliznowaty współczuł jednak Ronowi, który zaprosił Astorię, ale ta nie mogła iść, bo miała szlaban u Slughorna. Jak widać, nie wszystko się udało. Pogoda była za to doskonała. Mimo nie najcieplejszego dnia promyki słońca oświetlały uśmiechnięte twarze.
Na śniadaniu Ron zapytał Hermionę, czy wybiorą się razem, jednak zanim Gryfonka mu odpowiedziała, do stołu podszedł jakiś Gryfon z drugiej klasy z informacją, że chłopak jest proszony do gabinetu profesor McGonagall. Rudzielec uśmiechnął się przepraszająco do przyjaciółki, po czym wstał od stołu i udał się w wyznaczone miejsce.
Niewiele później podszedł Blaise, który ucałował brunetkę w policzek (czemu towarzyszyły spojrzenia większości Gryfonów i szepty), a potem pomógł wstać Ginny i ramię w ramię wyszli z Wielkiej Sali.
Harry także poszedł niewiele później, chcąc złapać Pansy. Hermiona spokojnie dokończyła swój sok dyniowy i wróciła na 5 piętro, by wziąć płaszcz. W salonie spotkała Malfoya, tradycyjnie z ognistą w ręce. Chłopak odwrócił się w jej stronę i bezczelnie wpatrywał się w głęboki dekolt. W dodatku na jego ustach widniał lubieżny uśmiech.
-Nie mów mi że nigdy kobiety nie widziałeś Malfoy.
-Widziałem. Ale ani jednej tak seksownej.
- Daruj sobie, dogryzanie wychodzi ci lepiej, niż komplementy. – Dziewczyna ostentacyjnie zakończyła rozmowę.
Poszła do swojego pokoju, zabrała płaszczyk i ponownie ruszyła do wyjścia, odprowadzana spojrzeniem blondyna. Po przejściu na parter i kontroli Filcha Hermiona odetchnęła pełną piersią. Jesienne powietrze i całkiem dobra pogoda działały na nią kojąco. To tak, jakby wybudzić się ze snu i zorientować się, że się żyje. Mijając błonie, brunetka zauważyła Harry’ego i Pansy, dowcipkujących w najlepsze. Cieszyła się szczęściem przyjaciół. Przeszła przez ogromną bramę i wąską dróżką ruszyła ku wiosce. Po chwili dogonił ją Malfoy.
- Słuchaj Granger, skoro oboje nie mamy towarzystwa to może pójdziemy razem?
- Chyba naprawdę mocno uderzyłeś się w głowę. – Zakpiła Gryfonka.
- Nie do twarzy ci z sarkazmem, mówiłem to już nieraz. A tak w ogóle, to opowiadaj!
- Ale co? – Hermiona naprawdę była zdezorientowana.
- Jak to co? Co jest za tymi drzwiami? – Spytał zaciekawiony Draco. Wciąż myślał o zagadce.
- Nie wiem, nie wracałam tam! – Hermionie nie uśmiechało się do zwierzeń.
- A to niby dlaczego? – Zdziwił się blondyn.
- Bo nie.
- To nie jest odpowiedź.
- Dla mnie tak.
- Co ty taka drażliwa?
- Twoja obecność tak na mnie wpływa.
- Czyli powiadasz, że odczuwasz wobec mnie silne emocje?
-Och tak. – Blondyn spojrzał na nią zdezorientowany a ona zaczęła wyliczać na palcach prawej ręki. –Złość, obrzydzenie, niechęć, albo w sumie chęć, ale mordu mordu i znudzenie.
-A nienawiść? – Zapytał blondyn poważniejąc?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz