Strony

sobota, 17 września 2016

Rozdział 2.



Dla Draco ten dzień zaczął się, jak każdy inny. Czyli o 11:00. Wczoraj razem z Blaise’m trochę popili i kumpel pożegnał się z nim dopiero koło 3 nad ranem. Dziś znów miał go odwiedzić, tym razem ze swoją matką, Eleanor Zabini. Rodzice obu Ślizgonów mieli omówić kwestię ich przyszłych żon, które panowie już dawno powinni sobie wybrać. Jednak nie zależało im na tym szczególnie. Blaise mówił ostatnio na ten temat „Byle by nie była cnotką-niewydymką, to może być Panią Zabini”. Warto wspomnieć, że mówił to pod wpływem silnie odurzających środków. Draco także miał obojętny stosunek do tej sprawy.
                Jednak teraz nie rozmyślał o swojej przyszłej żonie. Marzył o eliksirze na kaca. Wziął zimny prysznic i owinąwszy się ręcznikiem, wrócił do pokoju po świeże ubrania. Nie spodziewał się jednak zobaczyć tam swojej matki.
- Ubierz się. – Popatrzyła na niego krytycznym wzrokiem, jednak zdradził ją cisnący się na usta uśmiech. – I zejdź na dół, ja i twój ojciec musimy z tobą porozmawiać. – Narcyza Malfoy popatrzyła na niego ostatni raz i wyszła z pokoju.
                Draco zszedł na dół 5 minut później, z narastającym bólem głowy. Wszedł do jadalni i spojrzał na swojego ojca, czytającego gazetę i matkę, pijącą kawę. Przy stole było jedno nakrycie. Usiadł i zaczął powoli spożywać jajecznicę, z zainteresowaniem wyczekując, czego chcą od niego rodzice. Jednak ich miny nic nie wyrażały. Zorientował się, że sam musi zacząć rozmowę.
- Wydaje mi się, czy coś ode mnie chcieliście? – Zapytał niewinnym tonem. Wzrok ojca, który na nim spoczął, sprawił, że Draco zaczął wyliczać w myślach swoje ostatnie grzechy. Trochę tego było.
- Chcieliśmy. – Potwierdził Lucjusz, czym zaskoczył swojego syna.
- Więc już nie chcecie?
- A kto tak powiedział? – Ostry ton Narcyzy kolidował z rozbawionym spojrzeniem.
- No wy. Dosłownie przed chwilą. – Najmłodszy Malfoy zdawał sobie sprawę, że słowne gierki jedynie przeciągają czas, jaki dzielił go od tragicznej rozmowy, która w efekcie może się zakończyć śmiercią.
- Daruj sobie. Bardzo chcielibyśmy razem z matką dowiedzieć się, gdzie byłeś 2 tygodnie temu? – Zapytał Lucjusz. Tak naprawdę miał ochotę wybuchnąć śmiechem, patrząc na pół przerażoną, pół poważną minę swojego syna. Powstrzymywał się resztkami sił.
- Eee… u ciotki Lysandry. – Odparł. Jego matka natychmiast wykryła to wahanie w głosie.
 - U ciotki Lysandry, powiadasz? – Lucjusz nie dawał za wygraną. – W takim razie wyobraź sobie, że ciotka Lysandra przysłała nam wczoraj list.
- Taak? I co u niej ? – Zaraz wszystko się wyda.
- Och, świetnie. Przepraszała nas znowu, że nie mogłeś do niej przyjechać 2 tygodnie temu, ponieważ miała służbowy wyjazd. Bardzo chętnie zapraszała cię jednak za rok. – Narcyza świetnie się bawiła, szczególnie patrząc na minę Dracona. – Odpisałam jej, że wpadniesz do niej na CAŁE przyszłe wakacje i chętnie pomożesz jej wtedy w stadninie. Pamiętasz raczej, że konie nie lubią magii i wszystko robi się przy nich ręcznie?
- Co?! Przez całe następne lato mam zbierać końskie gówna? – Przerażenie spowodowane wydaniem się prawdy nagle przerodziło się w prawdziwe oburzenie. – To jakieś kpiny! Nie możecie mnie zmuszać, jestem dorosły!
- Szczególnie ostatnio nam to udowadniasz. – Odparł z kpiną w głosie Lucjusz. – Cyziu, na pewno spakujesz Draconowi te urocze rękawice w kwiaty.
- Och, te z ręcznie zdobionymi końcówkami? Tak, to świetny pomysł.
- Ja postaram się kupić mu jakiś fartuch. Lysa pisała, że jej konie uwielbiają różowy kolor.
- Idealnie. W końcu będzie mógł odpocząć na wsi. Może będzie tam jeszcze ta miła dziewczyna z sąsiedztwa. – Narcyza nagle doznała olśnienia. – Lucjuszu, a może to ona powinna zostać żoną dla naszego syna? Jest świetna.
- Masz rację! Że też wcześniej o niej nie pomyślałem. – Lucjusz nie mógł powstrzymywać się dłużej i wybuchł śmiechem. Chwilę później dołączyła do niego Narcyza.
- Nie będziecie mnie traktować jak dziesięciolatka! Wyprowadzam się. – Draco wstał i z obrażoną miną udał się w kierunku wyjścia.
- Nie skarbie, nie wyprowadzasz się. – Odparła wesoło Narcyza. Uwielbiała denerwować swojego pierworodnego. – Wróć na kolację.
- I masz być trzeźwy! – Dodał Lucjusz. Tymczasem zdenerwowany Draco przystanął i odwrócił się do rodziców.
- Wiecie, gdzie ja mam te wasze zasady? W du… - Zrezygnował z dokończenia zdania, napotykając ostre spojrzenie Lucjusza, które wzbudziło w nim poczucie skruchy.  – Będę o 18:00. – Dodał obrażonym tonem i wyszedł.
***
                Miał dzisiaj do załatwienia kilka spraw. Najważniejszą z nich polecił jednak wykonać Blaise’owi, który, jak zapewniał, świetnie się na tym znał. Znajdował się teraz w ciemnej uliczce, przy pewnej ulicy, koło pewnego bloku, obserwując pewną osobę.
***
                Kilka godzin później Draco spokojnym krokiem przemierzał ulice Londynu. Szukał miejsca, w którym usiądzie i na spokojnie przemyśli swoje zachowanie. Wiele się zmieniło w te wakacje. Przede wszystkim Azkaban. Spędził tam aż 3 tygodnie i jest w 100% pewny, że to były 3 najgorsze tygodnie jego życia. I zawsze będą. Myślał, że postrada tam zmysły. Pod koniec zaczął nawet świrować, gdy wtem zjawił się Potter i obiecał go wyciągnąć z tego bagna. To była jedyna myśl, która utrzymywała go wtedy przy życiu. I udało się.
                Nie spodziewał się, że na rozprawę przyjdzie Granger. Nie wierzył też, że stanie ona w jego i jego rodziców obronie. Jeszcze nikomu się do tego nie przyznał, ale samemu Merlinowi dziękował za to, co powiedziała. Popatrzył na nią chyba najbardziej wdzięcznym wzrokiem, na jaki było go wtedy stać. Od tamtej pory czasami o niej myślał. Ale nie wiedział, co wymyślić. Bo z jednej strony dalej jej nienawidził, ale z drugiej nie mógł już jej nazwać szlamą, nawet w myślach. Z jednej strony zawsze będzie dla niego kujonicą nie wartą uwagi, ale z drugiej, gdyby nie ona i Potter, teraz nie stąpałby po ziemi.
                Tak właściwie z Potterem już się pogodzili. Zaprosił go na ognistą niedługo po tym, jak uwolnił się od Azkabanu. Panowie napili się, wyjaśnili sobie kilka kwestii. Potem dołączyli do nich Blaise i Ron. Ostatecznie całą czwórką wylądowali w mugolskim klubie ze striptizem, ale policzki Rona z każdą chwilą przypominały kolor jego włosów, więc odpuścili sobie. W każdym razie, warto wywnioskować, że między nimi jest już rozejm. W pewnym sensie. Bo uściśnięcie ręki nie oznacza, że nagle stworzą fanklub Pottera. Co to, to nie. Ale nie zaszkodzi, jak spotkają się czasem i napiją razem. Z tego rudzielca to nawet niezły zawodnik, pomyślał Draco, na pewno umie wypić więcej niż Potter.
                Draco pogrążony we wspomnieniach nie zauważył nawet, kiedy doszedł do parku. Jego rozmyślania przerwał głośny, kobiecy pisk. Gwałtownie zatrzymał się i odwrócił głowę w stronę tego nieprzyjemnego odgłosu.
                Zauważył mężczyznę, który zaciągał jakąś kobietę auta. Przytrzymywał ją tak, żeby nie krzyczała, ale najwyraźniej musiała ugryźć go w rękę, bowiem facet wyklinał ją teraz i machał tą ręką. I kto by pomyślał, że jest rudy, stwierdził do siebie Draco. Natychmiast ruszył w tamtym kierunku. Jak się okazało, od złoczyńcy było czuć silny odór alkoholu. Podbiegł i uderzył go w szczękę. Facet chcąc nie chcąc, musiał puścić zapłakaną kobietę, która potknęła się o własne nogi i upadła. Kątem oka Draco zauważył, że nagle zmaterializowała się obok niego Granger, która już pomagała wstać ofierze. Z kieszeni wyciągnęła jakieś płaskie pudełko, mieszczące się w dłoni i zaczęła po nim klikać. Nie miał jednak czasu, by obserwować, co robi Gryfonka.
                Jeszcze kilka razy uderzył rudego mężczyznę, zanim jakieś silne ramiona odciągnęły go od zbira. Był to świadek wypadku. Rzucił mordercze spojrzenie w stronę rudego i popatrzył na Granger, która teraz przyciskała pudełko do ucha i chyba do niego mówiła. Nie miał pojęcia, co ona robiła, jednak nie to było teraz najważniejsze. Jego wzrok trafił na ofiarę tego wypadku. Podszedł do niej i łagodnym głosem zapytał
- Nic pani nie jest? Jak się pani czuje?
- D-dobrze. – Kobieta była roztrzęsiona. Jego zdaniem mogła mieć najwyżej 25 lat.
                Nagle usłyszał jakieś potworne wycie. Już  miał wyciągać różdżkę, kiedy napotkał ostrzegawcze spojrzenie Granger. Podjechał samochód i wysiadł z niego jakiś stary facet w dziwnym przebraniu. Jak się później dowiedział, był to ponicjalt.                 Coś w rodzaju Aurora. Facet popytał wszystkich, którzy tam byli, co się przed chwilą wydarzyło, zapisał coś w notesie i zabrał pijanego rudego.
                Zauważył, że Hermiona, której wzrok wcześniej był na nim chwilę skupiony, zaczęła odchodzić w kierunku, z którego niedawno przybył.
- Granger. – Wymsknęło mu się, zanim zdążył się powstrzymać. Gryfonka odwróciła się w jego stronę z pytającym spojrzeniem.
- Co ? – Odpowiedziała wyzywająco.
- To tak ładnie witasz starych znajomych? – Zakpił.
- Gdybyś był godny uwagi, to może i bym się przywitała. – Skwitowała to pogardliwym wzrokiem i odwróciła się na pięcie, by odejść w tylko sobie znanym kierunku. Nie byłby sobą, gdyby nie poszedł za nią.
- Więc śmiesz twierdzić, że nie jestem godny uwagi? Jesteś pewna, że nikt nie potraktował cię jakimś imperiusem, albo innym paskudztwem? – Wyprostował się dumnie. Uwielbiał potyczki słowne.
- Nie mówisz tego przypadkiem o sobie? Bo jesteś dzisiaj jakoś nadzwyczaj głupi. – Hermiona nie poddawała się bez walki.
- Och, czyli przyznajesz, że na co dzień jestem mądry? Miła odmiana, w przeciwieństwie do ciebie. – Popatrzył na nią z góry, jako że był wyższy.
- Wiesz, uważam, że powinieneś mniej przebywać na słońcu, bo wypaliło ci wszystkie szare komórki, a raczej marne resztki. Chociaż… teraz i tak nie masz nic do stracenia, postukaj się po głowie, to usłyszysz echo. – Gryfonka przyspieszyła kroku. Chciała się uwolnić od natrętnego towarzystwa. Przez cały ten czas nie mogła jednak wyzbyć się wrażenia, że to pierwsza taka jej rozmowa ze Ślizgonem, w której nie padło ani jedno przezwisko. Jeszcze.
- Czekaj, może najpierw przetestuję na twojej? – Odgryzł się blondyn.
- Marzenie ściętej głowy. – Draco już chciał odpowiedzieć jej pięknym za nadobne, gdy usłyszał jakiś dziwny, głośny dźwięk. Automatycznie dobył różdżki z kieszeni.
                Hermiona też do swojej sięgnęła, ale zamiast magicznego patyka, wyciągnęła z niej jedynie to płaskie pudełko, do którego wcześniej mówiła. Właśnie to było dźwiękiem przeraźliwego wycia. Niewiele myśląc, wytrącił przedmiot z ręki Gryfonki, który upadł na ziemię.
- Co ty robisz? Zwariowałeś?! – Hermiona nie kryła oburzenia. Podniosła telefon. Na szczęście wyszedł z tego cało, ale się wyłączył.
- Uratowałem ci życie! Trzymasz takie coś w kieszeni? A co, jak to wybuchnie? Już piszczało, to pewnie jakaś bomba – Draco przejął się nie na żarty. Tym bardziej zdziwiło go zachowanie dziewczyny, która zaczęła się śmiać.
- To telefon, idioto. – Odparła.
- Tefe… co? – Pierwszy raz słyszał o czymś takim i wcale mu się to nie podobało.
- Telefon. Można przez niego rozmawiać, będąc w różnych miejscach ze swoim rozmówcą. – Zdezorientowana mina Ślizgona sprawiła, że zaczęła znów chichotać.
- Ostatni raz jestem w mugolskim świecie. Najpierw jakiś ponicjalt, teraz tefeton… I co jeszcze? Więcej niezrozumiałych nazw i pisków? – Poprzekręcane słowa wywołały jeszcze głośniejszy śmiech brunetki. Nawet miłe dla ucha, stwierdził Draco w myślach, ale zaraz zbeształ się za tą myśl. – A z resztą, nie ma co marnować czasu na spacerki z Gryfiakami. Same kłopoty z wami. – Powiedziawszy to, chłopak zostawił Hermionę samą.
                Bardzo poprawił jej humor, czego w sumie ostatnio potrzebowała. Żyła w ciągłej rutynie, która stawała się nudna. Poza tym, to było pierwsze ich spotkanie od czasu rozprawy. Uwadze Hermiony nie umknęło, że nie wyzwał jej ani razu i w ogóle zachowywał się inaczej. Milej. Jeśli nawet w Ślizgonie potrafi zajść tak radykalna zmiana, to jak będzie wyglądał rok szkolny? Czy dalej będzie mnóstwo wyzwisk i morderczych spojrzeń ? To wszystko było dla niej zagadką. Ale Hermiona lubi rozwiązywać zagadki. Tą też rozwiąże. 

*** 
Dobry wieczór! Jak wam minął kolejny tydzień szkoły? Nam raczej szybko, ale zaczyna się piekło ze sprawdzianami, jak to w technikum. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! :) Co myślicie o tym rozdziale? Prosimy o komentarze <3 
Pozdrawiamy 
Niklaus & Azazel

3 komentarze:

  1. W rozdziale znajdują się pojedyncze błędy, ale to zdąża się nawet najlepszym. Brakuje mi (pół)pauz na początku każdej wypowiedzi, poza tym jest poprawnie. Pomysł na opowiadanie.. niby fajne, jednakże trochę oklepane już, ale to tylko moje zdanie.
    Życzę dużo weny oraz zapraszam do siebie i pozdrawiam!
    Vinci.
    blaisezabinipmm.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy, że do nas zajrzałaś :) bierzemy pod uwagę wszelkie rady od czytelników i postaramy się poprawić to, co jest nie tak. Mamy już napisane kilka rozdziałów, akcja naszym zdaniem później się rozkręca i mamy ogromną nadzieję, że ci się spodoba :) a na bloga również zajrzymy, dzięki ;)

      Usuń
  2. Hej, wielkie dzięki za zajrzenie do nas ;) I dziękujemy też za zaproszenie :) Myślimy, że nie ma osoby, którą w pełni zadowoliłoby to, co pisze, jednak jesteśmy pozytywnie nastawione :) Pozdrawiamy :*

    OdpowiedzUsuń